Hateemelowe dziwadełka #1
<a> webmaster</a>
Ciekawy sposób na kontakt z webmasterem…
<a> webmaster</a>
Ciekawy sposób na kontakt z webmasterem…
Blogi mają siłę przekonywania. W USA sa już traktowane jako siła polityczna. Ale to, że pod moim wpisem o m.in. parku Jedlinie (a dokładniej o jego strinie) startującym do Sejmu znalazł się komentarz ze sztabu wyborczego wspomnianego kandydata… Gratuluję podejścia do obywatela. Program kandydata został zaktualizowany, ciekawsze rzeczy się tam znalazły… Nieważne. Jeszcze o tym napiszę. Ale pytanie pozostaje - czy ja już jestem taki sławny, że tutaj można trafić szukając informacji o politykach? :)
W każdym razie kampania w toku. Posłanka Beger denerwuje się, ze domena www.beger.pl przekierowywuje na rózne inne strony. Najpierw Kaczyński, potem Cimoszewicz. Jakie mogłyby być komentarze internautów, jeżeli nie coś w tylu “to bezprawie” itp.? No, ale przecież domenę można sobie samemu wykupić, tylko jeżeli jest wolna i zrobić z nią co się chce. Prawie. Ale to prawda, ze “cybersquaterzy” to nowa plaga. Ale nie o to mi chodziło.
Chodzi o “kandydata internautów”, o którym pisałem już na KtosRF. Grzegorz Kostrzewa-Zorbas, “kandydat internautów”, który pisze o projekcie e-Polska (notabene tym samym stwierdzeniem posługuje się SDPL), ma swoją stronę internetową. Powinien mieć, prawda? No i co? Odwiedzamy ją i widzimy w pasku adresu “main.xml”. XML? Super. Ale podgląd źródła i walidacja ukazują coś innego.
<html>
<head>
<META http-equiv="Content-Type" content="text/html; charset=UTF-8">
Mi to jak to miał by być XML to czegoś brakuje. Nie powiem, że nie widzę tutaj w ogóle XML. Czy to jest jakiś XML transformowany już na serwerze do HTML? Nawet jeśli tak, to powiem tylko jedną rzecz. Brak DOCTYPE, wielki top i menu we Flashu, 5 błędów walidacji (przy HTML 4.01 Transitional). I nie “darmowy Internet dla wszystkich”, a “darmowy Internet dla wszystkich warszawiaków”. A to niestety dwie rózne sprawy.
Ale wspomniana osoba prowadzi bloga. To jest akurat coraz częściej się pojawiające zjawisko. Ów blog, założony w serwisie blog.pl jest - brzydki. A że jest to blog.pl to ja się kodu strony czepiać nie będę. Ale kolory linków są strasznie dobrane w stosunku do tła i powinny zostać zmienione na jakieś ciemniejsze.
Przyjrzyjmy się jeszcze jednej rzeczy. Portalowi założonemu przez pana Kostrzewę-Zorbas. PHP-Nuke - stąd prawie standardowy, brzydki wygląd, błedy w tłumaczeniu, jakość kodu pozostawiająca wiele do życzenia.
Jako “kandydata internautów” strony te są niestety - słabe. A człowiek liczył na promyk nadziei.
To ględzenie jest ględzeniem nawiedzonego geeka i nie trzeba go traktować zbyt poważnie.
Pamiętacie poprzedni wpis dotyczący tego tematu? Tam opisywałem strony internetowe Platformy Obywatelskiej, Prawa i Sprawiedliwości, SDPL i SLD. Dziś przyszedł czas na kilka innych partii i komitetów wyborczych.
Przypominam, że opis jest tylko pod względem technicznym, nie odnoszę się do programu danej partii. I radzę jakości WWW nie traktować jako wyznacznika w nadchodzących wyborach parlamentarnych i prezydenckich.
Dziś zaczniemy od strony Ligi Polskich Rodzin. Pierwszy ruził mi się w oczy ogromny baner kandydata na prezydenta, pana Macieja Giertycha. A nad nim ujrzałem coś co Flashblock zablokował. Ciekawa rzecz - top strony został zrobiony we flashu. Ale co najciekawsze - to są tylko dwa przyciski i animowane logo. Ile błędów w kodzie - to było moje następne pytanie. I nie zawiodłem się - “No DOCTYPE found!”. I co dalej? 510 błędów. Tragedia. Strona jest w całości tabelkowa, ale całkiem wygodna w poruszaniu się, aczkolwiek jak dla mnie jest stanowczo za dużo nagromadzonych obrazków i ogólnie sprawia wrażenie chaotycznej. Sztata graficzna (a właściwie jej brak) to też nie jest rzecz najmilsza.
Platforma Janusza Korwin-Mikke, na której stronę trafiłem z jogga riddle’a wita nas wielkim zdjęciem wspomnianej już w nazwie osoby. Strona mi przypadła do gustu, ładnie zrobiona, da się znaleźć potrzebne, najważniejsze informacje całkiem szybko. Jest DOCTYPE, ale strona tabelkowa, a validator zgłosił 117 błędów. Aczkolwiek - nie jest źle. Całkiem przyjemna.
Teraz chyba gwóźdź odcinka. Na pewno wiele osób na to czekało :) Samoobrona. W wyglądzie nic nadzwyczajnego, układ bardzo klasyczny, przyjemna kolorystyka, całkiem dobrze się to czyta. Ale. Pierwsza próba zajrzenia do kodu ujawnia straszną prawdę. Brak DOCTYPE. Kod w pełni oparty na tabelach. nie powiem już o tym, że na stronie http://www.samoobrona.pl jest zawartość tej strony wklejana po prostu za pomocą ramki… 257 błędów nie jest wynikiem najgorszym. A że strona przezentuje się przyjemnie, w jednolitej kolorystyce, są podane adresy kontaktowe (i telefony) do webmastera. Ogółem - całkiem dobra robota. Ale jakość kodu - mizerna.
Ostatnia na dziś będzie strona Ogólnopolskiego Komitetu Obywatelskiego. Pisałem kiedyś o tym, ale wtedy była “konserwacja serwera”. Czym ona mnie przywitała? Ano tym, że brakuje mi jakiejś wtyczki. I to nawet wbrew moim podejrzeniom nie była Maszyna wirtualna Java. To był QuickTime. A co w tym najdziwniejszego? Że ja QuickTime mam. Alternative, ale dotychczas zawsze działał :) No, ale do rzeczy. Brzydki top (oczywiście flash), wolno działajace menu pod nim (chyba JS), bliżej niepotrzebne “Menu użytkownika”, zainstalowany jakiś darmowy system liczników… Strona oparta o jPortal2, oczywiście na tabelkach, nawet posiada DOCTYPE dla HTML 4.01 Trans. Co mnie rozśmieszyło?
<!-- sekcja noscript widziana jest jedynie przez wyszukiwarki - nie usuwac!! -->
<noscript><a href=http://www.bit.win.pl>Projektowanie stron internetowych</a>
Tylko przez wyszukiwarki.. hmm… Chyba jednak nie… Walidacja zgłosiła 67 błędów, co jest wynikiem wydawało by się dobrym, ale… na stronie głównej informacji jest mało, a strona wydaje się strasznie uboga.
Jeszcze raz okazało się, że strony przeznaczone dla szerokiej publiczności są robione niedbale i z całkowitym pominięciem zasad dobrego webmasteringu. Wiem, można to uznać za ględzenie nawiedzonego geeka, ale po coś te standardy tworzone były w końcu, prawda?
A dziś troszkę o paru sprawach, które mnie denerwują, a które niestety zauważam dość często u różnych ludzi.
Najpierw o telefonach komórkowych oraz burzy. Jak ktoś jeszcze mi powie, aby wyłączyć telefon komórkowy w trakcie burzy to dostanie wiązankę słowną. Dlaczego jestem taki wściekły? Bo twierdzenie, że telefony komórkowe przyciągają pioruny jest idiotyczne i nie ma nic wspólnego z prawdą. Piorun jak wiadomo jest przyciągany przez przewodniki. Co do jasnej mają z tym wspólnego telefony, wykonane głównie z plastiku? Ja wiem, one wytwarzają promieniowanie elektromagnetyczne. No, ale co z tego? Pioruny lecą do ziemi, a nie do Słońca, które generuje olbrzymie ilości elektromagnetyzmu.
Jak wiadomo, pioruny mogą trafiać w drzewa. A drzewa bynajmniej z telefonami nic wspólnego nie mają. To dlaczego trafiają? Bo to jest przewodnik, i zwyle wysokie miejsce w okolicy, najbliżej chmury. Cholera, telefonów w trakcie burzy wyłączać nie trzeba, nic się ani nam, ani im przez pioruny nie stanie, o ile nie będzie trafienia bezpośredniego.
Sprawa druga. Telefony i stacje benzynowe. Nie odnotowano ani jednego przypadku wysadzenia stacji benzynowej przez telefon komórkowy. Przeprowadzono eksperyment nawet - telefon zamkięty w małej przestrzeni wypełnionej oparami benzyny - po zadzwonieniu na niego stało się… nic. Nic. NIC. Nie gadajcie bzdur o stacjach benzynowych.
Sprawa trzecia. Elektroskażenie (choć takie pojęcie nie istnieje). Limit poziomu gęstości mocy w Polsce wynosi 0,1 W/m2. Nie ma żadnych danych, na całym świecie, że istnieje szkodliwy wpływ na człowieka pola o tak niskim poziomie gęstości mocy. Powiem więcej - ta norma w Polsce jest 45 razy ostrzejsza niż w UE… Jeszcze jedno - ludzki organizm nie wykształcił żadnego rodzaju czujników na wysokie pasma częstotliwosci promieniowania elektromagnetycznego. Może po prostu natura uznała, ze nie są one nam potrzebne? A w cieniu “elektroskażenia” żyjemy już te tysiące lat. Zwłaszcza ciekawie się robi w przypadku wybuchó na Słońcu czy czegoś takiego…
Polecam czytanie “Twojej Komórki” odnośnie “zagrożenia” telefonów komórkowych. Można się wiele dowiedzieć, a bzdurne informacje sobie usunąć z pamięci.
Pewien projekt, w którym uczestniczę, dorósł do używania CVS. Mowa tu o PilotMP3. 13 sierpnia dostałem SMS od admina projektu (i zarazem bliskiego znajomego) o treści:
No bo widzisz, Ciebie dlugo nie ma, a tu sie duzo dzieje - PilotMP3 i Kostka maja konta CVS po 150 MB na projekt ;-).
Konta CVS zostały założone w darmowym serwisie Freepository. No i ja po powrocie z wakacji musiałem się prawda przygotować do używania tego znakomitego narzędzia. Dłuższą chwilę zajęła konfiguracja TortoiseCVS (tutaj dziękuję FAQ serwisu Freepository) i po chwili miałem na dysku to co potrzeba. No i zaktualizowałem dwa pliki (jeden kawałek instrukcji, dwa to TXMLINI). No i tak mi się zebrało na przemyślenia.
CVS czy SVN cholernie pomagają w pracach nad czymkolwiek robionym przez kilka osób rozproszonych po Polsce. Nareszcie koniec angażowania GMaila aby wysłać innym zaktualizowany przeze mnie plik. Teraz każdy ma aktualną wersję… A co jest jeszcze nam (tutaj mówię o projekcie PMP3 w odczuciu właśnym) potrzebne? System śledzenia błędów. Odkąd odkryłem uroki tych narzędzi pracuje mi się znacznie łatwiej. Wszystkie błędy mam pod kontrolą, w jednym miejscu. Tak samo “feature requests”. Takie rzeczy jak temat z błędami na forum może i nieco pomagają, ale… wolę Flyspray, Mantis czy innego bugtrackera.
Czy to tylko moje odczucie? Może trackery nie są jednak potrzebne i można się spokojnie bez nich obyć?
Za pewnym linkiem na forum gazeta.pl trafiłem na stronę WebJunior traktującą o podstawach tworzenia stron WWW. Ma to być pomoc dla początkujących webmasterów. I dobrze. Bo to potrzebne jest. Niestety im dalej czytałem tym się bardziej załamywałem…
Czas na kilka “ciekawostek” z tej strony…
Dawno minęły czasy,gdy tworzenie stron internetowych opierało się wyłącznie na edycji samego kodu HTML i tym samym wymagało to jego znajomości w stopniu więcej niż podstawowym.
Wyniki takiej edycji były dość mizerne pod względem samego wyglądu stron www.
Ot,po prostu sam tekst z wieloma odsyłaczami i co najwyżej kilka obrazków jako logo strony.
Jedyną zaletą (jak na owe zamierzchłe czasy !!!) była mała pojemność strony co czyniło,że ładowała się dość szybko.
Jednak w dzisiejszych czasach szybkich łączy i wydajnych komputerów tworzenie tak ubogich stron to anachronizm !!!
Dzisiejsze strony powinny po prostu
DOBRZE WYGLĄDAĆ ! ! !
A więc jedno mamy już ustalone.
Używamy
edytorów trybu graficznego
ze względu na ich same zalety !!
!
A kto by się męczył dzisiaj w samym HTML-u ???
[złamania linki zachowane z oryginału, odstępy niekoniecznie - przyp. Ktos]
Sposób stworzenia nawigacji tej strony też mi się nie podoba… Ale o tym innym razem może, czas na kolejne “super porady”…
Jaka jest najlepsza przeglądarka internetowa ?
Na to proste ( tylko trzy wyrazy ;) ) pytanie odpowiedź nie jest tak oczywista i jednoznaczna.
Można by rozwinąć temat na kilkuwątkowe podtematy dotyczące podstawowych parametrów przeglądarki internetowej jak:
o wydajność ;
o łatwość obsługi ;
o współpraca z dodatkowymi modułami (JAVA,Shockwave) ;
o łatwa konfigurowalność ;
o popularność wśród użytkowników ;
o itp,itd.Skoncentrujmy się na jednym z nich,czyli:
popularność wśród użytkowników .
POPULARNOŚĆ
to ten “parametr”,który jest najistotniejszy
dla każdego użytkownika Internetu.To popularność sprawia,że wszystkie strony w Internecie są przystosowane do tej akurat a nie innej- przeglądarki.
To popularność sprawia,że już same programy do tworzenia stron www są dostosowane do tych najpopularniejszych przeglądarek a nie innych.
Czy chcemy tego,czy nie - czy nam to się podoba,czy też nie,ale:
najpopularniejszą przeglądarką na świecie jest…
INTERNET EXPLORER [tekst alternatywny dla tego obrazka co był tutaj: "* The BEST in the World ! ! ! *" - przyp. Ktos]
Ale to jeszcze nie jest naprawdę załamujące…
trudno uznać za rewelację np. możliwość blokowania samootwierających się okienek reklamowych (tzw.PopUp).
Najpopularniejsza przeglądarka internetowa - Internet Explorer
- NIE MA tej “złudnie przydatnej” funkcji ! [ciekawe, czemu w SP2 ją dodali - przyp. Ktos]
“Złudnie przydatnej” ponieważ faktycznie te samootwierające się okienka służą reklamie…i nie tylko.
Blokując te okienka NIE MIAŁBYM okazji otrzymania ZA DARMO (!!!) kilkunastu arkuszy papieru wysokiej jakości do drukarek atramentowych od firmy Hewlett-Packard,które to przysłano mi po wypełnieniu króciutkiej ankiety właśnie w okienku “PopUp”(wyskoczyło mi ono na ekran przy przeglądaniu ich stron internetowych).
Nie miałbym też okazji otrzymania specjalnej edycji programu firmy SOFTIMAGE.
Nie miałbym także okazji…kilku innych o których nie wspomnę z powodu mojej…skromności ;)
Może więc dobrze,że Internet Explorer nie ma możliwości zablokowania PopUp-sów ;)
Inaczej wiele bym stracił.Co więcej - nawet nie wiedziałbym,że są takie oferty !!!
Polecam więc:
NIE BLOKOWAĆ OKIENEK “POPUP” !!!
Często zaglądać na strony Internetowe producentów sprzętu,oprogramowania !!!
A co było jeszcze dalej? Zaczęło się całkiem przyjemnie:
Zanim umieścimy w Internecie naszą,świeżo zrobioną stronę www,należałoby sprawdzić ją pod względem poprawności kodu HTML.
Służy do tego funkcja znana pod nazwą :VALIDATOR.
Ale to co dalej nastąpiło było tak załamujące, że stronę od razu skreśliłem:
W wyniku powyższych testów otrzymamy cały zestaw błędów,które
przytłoczą nas swoją ilością :(Czy warto je poprawiać ???
Odpowiedź jest prosta : NIE WARTO !!!
Stwierdzam to z całą stanowczością mają na uwadze fakt,że…
ŻADNA strona w Internecie nie jest bezbłędna !!!
Żadna to jednostka stanowiąca 99.999 % ;)
Tyle stron zamieszczonych w Internecie zawiera błędy związane z brakiem poprawności kodu HTML do standardu W3C .
Strona nawet z takimi błędami działa prawidłowo i o to chodzi - żeby widoczna była jej zawartość w Internecie.
Stosujmy pierwszą metodę tabeli [tabeli?! - przyp. Ktos] i pamiętajmy aby ZAWSZE strony robić dostosowane do rozdzielczości ekranu 800×600 pikseli - pomimo,że sami stosujemy wyższą.
Bierzmy przykład ze znanych portali.
Tam są prawdziwi fachowcy od stron www i wiedzą jak je robić najlepiej.
Ja się o tych fachowcach i rozdzielczości 800×600 nie wypowiem…
Już sądząc po tych wybranych cytatach (zwłaszcza na temat walidatora) widać, że strona jest… słaba, ale dodajmy jeszcze kilka rzeczy - aby wejść trzeba kliknąć na durnego flasha, do tego okropna szata graficzna, złe stosowanie kolorów (po co wszystkie uśmieszki są zielone, dlaczego nie używane jest po prostu podkreślenie tylko kolor), do tego jakość kodu (”<font face=”Verdana” size=”3″> - dawno tego nie widziałem), co prawda tylko 17 błędów na stronie głównej (albo aż 17 ;)), okropnie dużo obrazków, w dodatku w moim odczuciu strona jest BRZYDKA i kojarzy mi się ze stronami gimnazjalistów… Nie wiem czy autor sam pisał te teksty, czy co, w każdym razie należy pamiętać, że spacja następuje _po_ przecinku lub kropce, przed i po myśliniku, nie ma jej przed średnikiem i dwukropkiem. A co do kodu HTML to stosuje się CSS, a nie znacziki FONT, ale to już tak nawiasem.
Aż mi włosy dęba na głowie stają, gdy widzę, że strona została zrobiona w 2003 roku - ciekawe kiedy ostatnio była aktualizowana, skoro jeszcze o Phoenixie pisze autor ;)
Nigdy taka strona nie powinna być polecana, nikomu! Może i tam jest kilka wartościowych informacji, ale niestety - nie jest tego dużo. Przepraszam autora (który a nuż to może czytać?) o obsmarowanie totalne jego “dzieła”, ale takiej strony ja wstydziłbym się pokazywać wąskiemu gronu znajomych, a co dopiero ponad 17000 osób.
Na zakończenie jeszcze jeden smakołyk. Ja rozumiem potrebę ukrywania programów używanych do tworzenia stron, ale to to chyba przesada:
<meta name=”GENERATOR” content=”Rylec HTMLu XXL Turbo”>
Chciałbym napisać o telezakupach Mango. Tam teraz sprzedają klawiaturę “Foldable” czy jakoś tak, która jest zrobiona z jakiejś takiej gumy i daje się zwijać i myć i w ogóle jest “cudowna”. I tak co do kilku podanych tam “faktów” się postanowiłem odnieść. Po pierwsze co do tego, że jest obliczona na 2 miliony uderzeń. W minutę napisałem 333 znaki = zrobiłem nawet nieco ponad 333 uderzenia. Co oznacza, że 2 mln starcza na nędzne 100,1 godziny pisania! Chyba, że to dotyczy jednego klawisza. Wtedy uznajmy, źe napisałem około 14 liter “i” w ciągu minuty. To nam daje 2380 godzin klikania, co już jest ciekawszą wartością - przy 3 godzinach dziennie to nam daje prawie 800 dni pracy. Dwa lata. Ale ja tu mówię, o pojedynczym klawiszu, i to stosunkowo rzadko używanym. Trzeba by było policzyć jakieś spacje bądź entery. Jak tak, to te 2 mln uderzeń “o wiele dłużej niż normalna klawiatura” jest wartością bardzo małą. I na pewno nie większą niż dla standardowej klawiatury. A czy to naprawdę dotyczy pojedynczego klawisza? Czy całej klawiatury? Bo ja lekko tekstu reklamowego nie rozumiem…
Teraz następne rzeczy - jest pokazane jak sekretarka siada na klawiaturze i klawiatura jest złamana. No i co? Przecież to niemożliwe! A złamanie w taki sposób jak tam pokazane od siedzenia na klawiaturze jest jeszcze bardziej niemożliwe. Jeżeli się siądzie na klawiaturze to się ona nie złamie tak, że spód pozostanie cały, a góra nie. Raczej odwrotnie… Wypadające klawisze? Nigdy nie widziałem czegoś takiego. Może 5 lat używania klawiatury to za mało aby ją tak zużyć? Co do jedzenia, picia i tak dalej to się zgodzę, że to zabójstwo dla klawiatury jest.
Kolejna rzecz. Podobno mam się obawiać o bezpieczeństwo mojej drogiej klawiatury. Ale chyba nie aż tak, aby kupić sobie drugą klawiaturę za 129 zł! To cena stanowczo za wysoka jako zastępnika dla pokazanej na filmiku reklamowym klawiatury będącej do kupienia za około 50 zł. A że gumowa klawiatura może być zabawką dla niemowlaka… Dzięki, już widzę jak za 130 zł kupię zabawkę dla niemowlaka…
Klawisze, “których nie mają tradycyjne klawiatury”. To ma być zaleta “Foldable”. A jakież to klawisze? Sleep, Wake Up, Power i (uwaga!) Print Screen!. I dwa klawisze spacji (podzielili jeden klawisz na dwa). Cóż za super klawisze! Szkoda tylko, ze teraz pierwsza lepsza klawiatura z supermarketu takie ma…
To, że klawiaturę można zwinąć i mieć ze swobą jest fajne - dobra rzecz czasami. Ale co do współpracy z podanymi systemami… No nie wydurniajcie się. Ja wiem, że te reklamy są dla komputerowych nowicjuszy, ale klawiatury współpracują ze wszystkim - nie ważne czy to jest Windows XP, Me, 98 czy 2000. Z 95 czy Linuksem czy BeOSem też zadziała - w końcu jest podłączana przez przejściówkę USB->PS/2 (do komputerów “starszej generacji”) - nawet z DOSem zadziała. A że może być podłączona przez czyste USB z komputerami nowszymi “w tym z laptopem”? No to podłączcie do mojego laptopa. On nie ma USB. Komputer nowszej generacji niekoniecznie równa się laptop…
Co do cichości tej gumowej zabawki się nie wypowiem, bo nie widziałem w akcji. Możlwe, że jest naprawdę cicha i to jest dobra rzecz.
Telezakupy są dla idiotów? Ta klawiatura to już jeden przykład naciągania ludzi, podawania głupich danych, wyssanych z palca informacji, durnych reklamowych filmików. Drugim przykładem jest “mini aparat cyfrowy” o rozdzielczości 640×480. Ale tej wartości nie podadzą, no bo po co? A PhotoBlocker chroniący przed fotoradarem? Którego zasada działania jest banalna… A że nie działa zawsze (na przykład w dzień - bo wtedy się nie używa lampy błyskowej) to już inna sprawa…
Każda partia polityczna wie, że Internet też jest waznym medium. Więc mamy też teraz strony internetowe każdej partii. A ja, w ramach przygotowań do wyboru mojego kandydata na prezydenta w nadchodzących wyborach i partii na którą zagłosuję (spełniając obywatelską powinność!) postanowiłęm przyjrzeć się stronom partii. Ale pod względem czysto technicznym. Póki co nie czytałem programów czy czegoś takiego. Na razie sama analiza kodu HTML strony. Wiem, zę częśto te strony są tworzone przez inne firmy, wyspecjalizowane w tworzeniu stron i to je bardziej coeniałem. Ale co to za partia, która twierdzi, ze chce rozwoju Internetu w Polsce, a sama nie dba o to medium? Po to się zatrudnia specjalistów, aby te strony także mówiły, zę partia jest ukierunkowana na nowe technologie itp.
Czas na konkrety. Podróż rozpocząłem od strony Platformy Obywatelskiej. Po zwalidowaniu ujrzałem napis “This page is not Valid HTML 4.01 Transitional!”, który jeszcze często nam będzie towarzyszył. Najważniejszym błędem okazało się jednak “Line 1, column 0: no document type declaration”. Brak DOCTYPE to całkowita dyskwalifikacja. Liczba 172 błędów zbliża stronę Platformy do niechlubnego rokordowego Onetu (najpopularniejszy portal w Polsce i 220 błędów). Zaś sama strona jest całkiem przyjemna, czytelna, ładnie wygląda. Aczkolwiek layout oparty na tabelkach.
Prawo i Sprawiedliwość zaprezentowało stronę przyjemną, aczkolwiek jak dla mnie zbyt małą i wyrównaną do lewej. 20 błędów w kodzie HTML wydaje się niczym, ale… Doctype był - HTML 4.0 Transitional. To 4.0 można wybaczyć, choć to nie jest oficjalny standard. Ale ramki? Niee, kto dziś robi strony oparte na ramkach? No i layout na tabelkach. Za to w oczy rzuciła mi się jeszcze jedna rzecz:
<SCRIPT language=JavaScript>
/*
Milonic DHTML Website Navigation Menu - Version 3.4
Written by Andy Woolley - Copyright 2002 (c) Milonic Solutions Limited. All Rights Reserved.
Please visit http://www.milonic.co.uk/menu or e-mail menu3@milonic.com for more information.The Free use of this menu is only available to Non-Profit, Educational & Personal web sites.
Commercial and Corporate licenses are available for use on all other web sites & Intranets.
All Copyright notices MUST remain in place at ALL times and, please keep us informed of your
intentions to use the menu and send us your URL.
*/
</SCRIPT>
Czy paria polityczna się zalicza do użytku darmowego według tej licencji? Pewnie tak, ale jeżeli nie, to czy PiS zapłacił za licencję komercyjną?
Socjaldemokracja Polska, partia nowoczesna (bo nowopowstała) i proponująca nam także w programie projekt dotyczący informatyzacji szkół chciała się popisać. Albo jest naprawdę bardzo nowoczesna. Dlaczego? “This page is not Valid XHTML 1.0 Transitional!”. Tak, XHTML 1.0. Jako jedyna. Ale niestety - 134 błędy według walidatora. Oparta na mieszanym okładzie divów i tabelek (aczkolwiek tych drugich mniej), naprawdę mnie zaskoczyła. Pozytywnie, szkoda tylko, że tyle błędów. A większość to niepoprawne osadzanie flashy, zapominanie o zamknięciu dla znaczników typu BR, zapominanie o robieniu & zamiast &…
Strona SLD jest za to kompletną katastrofą. Co prawda posiada DOCTYPE, co już jest zaletą wśród większości (niestety) polskich stron, ale 738 błędów jest ilością nie do przyjęcia. Tabelkowy layout, błędy JavaScript. Plusem jest za to zauważenie technologii RSS.
To tyle na razie. Innymi partiami (a raczej ich stronami) zajmę się już wkrótce. A potem, moze z tych notatek wykluje się jakiś artykuł, albo co…
Czytałem sobie ciekawy wątek na pewnym forum. O nauczaniu informatyki. Ogólnie chodziło o pytanie skąd ściągnąć MS Office by dziecko nie umie Excela i musi w domu poćwiczyć. I tak doszło do nauki programowania. I do tego, że w szkołach nauczają Pascala, a mogli by czegoś innego.
Ja się zgadzam ze stwierdzeniem, że w szkole powinni nauczać programowania, a nie Pascala. Uczyć podejścia do algorytmiki, podstaw programowania ogólnego typu zmienna, typ zmiennej, funkcja, struktura itp. A w czym najlepiej uczyć? W Pascalu, który został stworzony bądź co bądź do nauki programowania? Takie rozwiązanie narzuca się samo. A może czas na coś nowszego? Na Javę może? Na Pythona? I dochodzimy do pytania - czy powinno się najpierw uczyć programowania strukturalnego, czy mozna od razu przeskoczyć do obiektowości? Moim skromnym zdaniem - powinniśmy zaczynać od języków strukturalnych, potem przechodzić do obiektowości, wraz z jej wszelkimi zawirowaniami.
A jakich możemy nauczać języków programowania w szkołach? Obecnie króluje Pascal. Zwłaszcza w IDE nazywanym Turbo Pascal 7. A czego możemy nauczać, a może nawet powinniśmy? C? Jako język bardzo popularny, który może się przydać w przyszłości? Potem przejście do C++ i mamy też nauczanie obiektowości… A gdy już się na nią zdecydujemy to może Java? Oparta składniowo na C, bardzo przyjemna, w pełni obiektowa. Może Python? Nowoczesny język, popularny, obiektowy. Ewentualnie Microsoftowy wynalazek C#, taż przyjemny jezyk, podobny do Javy.
Co do tego ładnego kodu, to też by było miło, gdyby było nauczanie, że ładny kod, sformatowany, wcięcia, odpowiednie nazewnictwo identyfikatorów to bardzo przydatna rzecz i świadcząca częściowo o umiejętnościach programisty. Moglibyśmy też uczyć o komentarzach i konieczności ich stosowania (no, może nie konieczności, ale na pewno przydatności). Bo jak się patrzy niestety na niektóre programy adeptów sztuki programowania to ręce opadają. Kod jednostajny, bez wcieć, nic się nie da zrozumieć praktycznie z niego. Tutaj pokazuje swoją wyższość Python, bardzo rygotystyczny pod tym względem.
Teraz czas na jeszcze jedną sprawę. Na wszelkiego rodzaju ułatwiacze. A zwłaszcza na Delphi - na tym się znam, to i opowiem. Delphi jako język i środowisko są naprawdę bardzo przyjemnym sposobem na szybkie pisanie skomplikowanych aplikacji. Ale niestety, to niesie za sobą też niebezpieczeństwa. Wiele osób od razu przywiązuje największą wagę do tworzenia ładnego wyglądu programu (co oczywiśćie także jest ważne), ale zaniedbuje naukę podstaw. Zbajerzeni możliwościami łatwego “kładzenia” w programie róznych fajoskich kontrolek, nie wiedzą potem czym są pętle, zmienne itp. Mi ręce opadają jak widzę niektóre takie “dzieła”. Także swoje, sprzed kilku lat ;) (zastanawiam się często, jak ja mogłem to zrozumieć).
I wracamy do punktu wyjścia - czy najpierw uczyć obiektowości, czy strukturalności? W obydwu tych podejściach mamy konieczność nauczenia się podstawowych podstaw. Zmiennych, pętli, typów (no, w niektórych językach to nie), typów definiowalnych itp. I te podstawowe pojęcia potem są niezależne od wybranej drogi nauki i towarzyszą nam zawsze. A czego mamy naucząć, jak tu już zrobiono? Że programy składają się z procedur? A może z klas i ich metod? Jeżeli byśmy mieli nowoczesną szkołę, przygotowywującą do przyszłości w zawodzie programisty moglibyśmy w sumie zacząć od obiektowości i nigdy nie mówić o programach strukturalnych. Obecnie mimo wszystko najnowsze języki to języki obiektowe. A czy są jakieś argumenty za nauką programowania strukturalnego?