Archive for Webmastering
IE7 dostępny bez WGA
październik 5, 2007, godzina 20:43 · Internet, Microsoft, Webmastering »
Nie zauważyło tego tak wiele osób, jakoś cicho w Sieci się nam zrobiło, zarówno na wieść o udostępnienu kodu .NET Frameworka, ale również niewiele słychać o tym, że Internet Explorer 7 już nie sprawdza legalności systemu podczas instalacji.
Co to oznacza dla użytkowników? Wersja 7 najpopularniejszej przeglądarki przynosi przeglądanie w kartach, obsługę RSS czy większe bezpieczeństwo. A teraz mogą pobrać i zainstalować ją, oficjalnie, bez uciekania się do róznorodnych sztuczek, także użytkownicy nielegalnych systemów, Windows XP SP2 i nowszych.
A co to przynosi webmasterom? Przynosi to chociaż teoretycznie możliwość, że teraz jeszcze większa część użytkowników Internet Explorera 6 zrezygnuje z tej przeglądarki na rzecz choćby nawet tej wersji 7, która poczyniła (małe, to małe, ale zawsze) kroki w celu lepszej obsługi standardów sieciowych. Co jest chwalebne.
Chciałbym jednak zwrócić uwagę na dwie rzeczy teraz jeszcze. Po pierwsze na politykę koncernu, w której widać wyraźnie, że “lepiej aby użytkownicy piracili, niż aby się przesiedli na systemy alternatywne”. Szkoda, że nie ma większej ilości tak fajnych kroków jak Office 2007 za 199,- PLN.
Drugą rzecz na jaką chciałbym zwrócić uwagę, to fakt, że o następnej wersji IE jakoś nie słychać. Szkoda to, ale i tak nie był bym pewien czy ona by nam, webmasterom, przyniosła jakieś kolejne konkretne poprawki w obsłudze stylów CSS. Dlaczego? Większość stron jest nadal pisania “pod IE” i pod nim mają wyglądać dobrze. Gdyby teraz firma postanowiła, ze oto na przykład usuną rozszerzenie document.all, zmienią standardowy model pudełkowy, czy cokolwiek w tym rodzaju, to pół internetu się wizualnie “rozleci”. A do kogo będą pretensje? No przecież nie do webmasterów, a do Microsoftu, który znów zrobił coś “źle”. Niestety, poprawienie błędów będzie musiało współgrać jakoś z edukacją twórców stron. Dlatego boję się, że nawet Internet Explorer 8 nie pomoże w dziedzinie obsługi standardów sieciowych - choć mogą zostać dodane nowe funkcjonalności, to średnio widzę poprawianie starych błędów…
Technorati Tags: internet explorer, wga, microsoft
Permalink |
Zakoduj swój e-mail?
wrzesień 18, 2007, godzina 15:58 · Komputery, Programowanie, Webmastering »
Obroną przed grasującymi po Sieci robotami, które automatycznie zbierają adresy e-mail jakie znajdą, by dołączyć do spamerskich baz danych może być - według wielu osób - różnorakie kodowanie adresu e-mail.
Jednak niestety - tak w gruncie rzeczy to większość z popularnych w internecie metod jest w gruncie rzeczy nie warta nic. Albo bardzo niewiele. Ot choćby takie coś jak popularna zamiana znaku “@” na “(at)” czy inne “[at]“. Co stoi na przeszkodzie by w spamerskim bocie po pobraniu tekstu strony zmieniać wszystkie “(at)”, “[at]” czy inne, nawet takie jak moje “(na)” po prostu na “@”? Nic nie stoi na przeszkodzie. Tak samo nic nie stoi na przeszkodzie by zamieniać znak @ czyli właśnie “@” w innym zapisie.
Niektórzy zatem tworzą bardziej skomplikowane rozwiązania kodujące adres e-mail. Oprócz zamiany samego “@” na ciąg postaci &#xx; zamieniane są wszystkie znaki w adresie. Przeglądarka wyświetla to jak trzeba, w źródle strony będzie nieczytelne. Albo dodają do adresu nadmiarowe rzeczy w rodzaju USUNTO (spam@example.com.usunto), które raczej zauważy i usunie tylko człowiek, a nie robot. Im bardziej niekonwencjonalne rozwiązanie, tym bardziej skuteczne. Te popularniejsze już przecież musiały zostać przez spamerów zauważone, prawda? Dlatego szczerze wątpię w skuteczność zamian na encje.
Niezłe jest wykorzystanie obrazka z adresem. Jednak należy wystrzegać się takich sytuacji, gdy adres e-mail jest umieszczony w obrazku (i nie do odczytania przez normalne roboty), ale adres np. komunikatora GTalk (taki sam jak e-mail) już nie jest w żaden sposób “ukryty”. Oczywiście obrazek ma też tą wadę, że jest nie do przeczytania przez osoby niewidome czy używające przeglądarek tekstowych.
I są w końcu skrypty JavaScript. Jedni stosują wymyślne podstawianie i zmiany w tekście w drzewie DOM, inni po prostu wpisują tekst na stronę używając document.write(). Jednak tak naprawdę, czy te rozwiązania są skuteczne? Przeglądarka internetowa obsługująca JavaScript wyświetla adres już na przykład w formie zdekodowanej. Zatem czy coś stoi na przeszkodzie, by stworzyć robota zbierającego adresy obsługującego JS? Albo może nawet zapytam inaczej - czy jest jakikolwiek sens tworzyć takiego robota, skoro mamy już gotowe mechanizmy do wykorzystania - właśnie silniki przeglądarek internetowych! Jakiś czas temu w ramach nauki C# stworzyłem taki program - wykorzystując kontrolkę WebBrowser potrafi ominąć większość “zabezpieczeń” adresu e-mail jakie są stosowane, bo nie operuje na normalnym źródle strony, a na tekście już “przetrawionym” przez JavaScript.
Jednak tworząc ten program (i szukając różnych metod ukrycia adresu) znalazłem zabezpieczenie, które będzie bardzo trudne do ominięcia. Wystarczy stworzyć odnośnik, do którego zdarzenia onclick będzie podpinana funkcja, która naszą przeglądarkę na właściwe źródło nakieruje. Wydaje się proste. Należy jednak pamiętać, by podmieniając adres nie napisać go gdzieś w źródle w postaci jawnej (np. var newmail = mailto:dobry@example.com), a składać go na przykład z kilku zmiennych. Dlaczego? By ustrzec się z kolei przed robotami operującymi na źródle, które z pewnością taki ładny link by zauważyły, nawet poza znacznikiem <a>.
A może są jakieś inne metody, dobre i naprawdę skuteczne, a ja o czymś nie wiem?
Technorati Tags: javascript, spam, antispam, harvester
Permalink |
Safari 3 beta dla Windows
czerwiec 11, 2007, godzina 21:02 · Beta, Internet, Webmastering »
Stało się, przeglądarka znana dotychczas tylko z systemu MacOS wraz z wersją 3 beta zawitała także na platformę Windows. Powitajmy Safari. Beta jest do pobrania. Pojawiła się dobre kilka minut temu, więc mogą być problemy z pobieraniem, a ja mogę być pierwszy w polskiej blogosferze, który cokolwiek na ten temat pisze ;-)
Do pobrania u producenta.

Uwagi na szybko:
- Jest szybka. Wyraźnie szybsza od Firefoksa
- Nie pasuje wizualnie do systemu. Ponoć to tak ma być? Dziwne według mnie
- Po maksymalizacji okna, minimalizacji i przywróceniu już nie jest na cały mój panoramiczny ekran…
- Minimalizacja okna nie wywołuje “animacji” minimalizacji - znowu nie współgra z systemem
- Maksymalizacja okna przeglądarki nie jest płynna
- Niektóre strony się kompletnie rozsypują, brak nagłówków, linków i różnych takich rzeczy.
- Ciekawe kiedy pierwszego crasha zaliczę.
To jest beta, więc błędy są zrozumiałe. Do codziennego użytkowania już widzę, że się nie nadaje - zbyt wiele stron się kompletnie rozsypuje - brak renderingu nagłówków, list, a zwłaszcza linków wyklucza Safari z normalnego użycia. Ale to beta.
Mam nadzieję, że wersja finalna będzie znacznie lepsza.
Ale i tak Safari dla Windows uznaję za dziwny twór. Czyżby Apple pozbywał się MacOS? ;-)
Uwagi po dłuższej chwili
- Wysypuje się na dodawaniu do zakładek
- Pokazuje że powinna być zreinstalowana przy stronie do której nie może się odwołać
- Test Acid2 pokazuje się - ale dopiero jak się pokręci scrollem i ustawi “buźkę” jak trzeba
- Nie zamyka kart śródklikiem myszy
- Gdzie to ma otwieranie nowych, pustych kart przez dwuklik myszy na pustym miejscu?
Permalink |
Flash? Nie do wszystkiego.
maj 29, 2007, godzina 19:53 · Webmastering »
Tomek Topa wskazał, że strona Polskiej Agencji Prasowej jest obecnie całkowicie we Flashu. A mi przypomniało to, że niedawno odpowiadałem na pytanie czy dla portalu internetowego z wyszukiwarką stworzenie takiego rozwiązania we Flashu jest lepsze niż w HTML.
Ja mogę kogoś urazić (choć mam nadzieję nie), ale lubię żartować, że strony internetowe stworzone całkowicie we Flashu to nie strony, a prezentacje. I owszem, Flash do prezentacji produktów, do stron agencji interaktywnych, do różnych elementów które muszą migać, błyskać czy co tam robić - jest super. Ale nie do stron. Dlaczego? Dostępność i użyteczność Flasha póki co jest mierna.
Dostępność to nie tylko te popularne słowa “ale mojej strony nie odwiedzają niepełnosprawni”. Nie, dostępność to nie tylko możliwość oglądania przez ludzi z wadami wzroku, którzy muszą korzystać ze screenreaderów w rodzaju JAWS. Dostępność to także człowiek, który używa przeglądarki mobilnej (czy to Opery Mini na swoim telefonie komórkowym czy Pocket Internet Explorera / Opery Mobile na swoim PDA), to także możliwość zobaczenia strony (i zebrania informacji, bo zwykle to informacje na strona zawarte) jeżeli nie posiadam plug-inu Adobe Flash w mojej przeglądarce komputerowej. Mało jest takich ludzi? Rzucicie liczbą, że mniej niż tych, którzy wyłączają JavaScript? Możliwe. Ale dlaczego im utrudniać? To też są potencjalni użytkownicy serwisu internetowego.
A użyteczność? Użyteczność to nie tylko badania, to nie tylko myślenie “ten przycisk powinien być jasnozielony i być w środku strony bo badania wskazują, że tam ludzie klikają”. Użyteczność to też możliwość spokojnego używania przez internautę przycisku “Wstecz” w jego przeglądarce internetowej, otwierania w nowych kartach (dzisiaj każda nowoczesna przeglądarka to umożliwia), czy nawet - podania swojemu koledze linka do podstrony serwisu, a nie zmuszania go do nawigowania wedle wskazówek (”wejdziesz na example.com, klikniesz siódmy link od góry w lewym menu, a potem znajdź piąty link w tekście - fajny obrazek pod nim jest”). Kopiowanie tekstu też jest utrudnione oraz kilka innych rzeczy.
Na pl.comp.www padło hasło od autorów serwisu PAP wspominanego, że Flash jest przyszłością. Czegoś przyszłością być może jest, razem z Adobe Flex - choć oprzeć się ofensywie Microsoft Silverlight będzie trudno. Ale obecnie to Flash wydaje się raczej już tylko dodatkiem (na topie jest przecież Ajax ;-) - o którym też muszę wkrótce co nieco napisać) do tworzenia witryn niż środkiem samym w sobie.
A co do Flasha, w końcu jestem ponoć fanatykiem standardów, to bardzo mało osób wie, jak należy go prawidłowo zagnieździć w dokumencie HTML lub XHTML. Często spotykana jest bardzo skomplikowana wersja zawierająca między innymi znacznik Embed.
<OBJECT classid="clsid:D27CDB6E-AE6D-11cf-96B8-444553540000"
codebase="http://example.com/swflash.cab#version=3,0,0,0"
ID=film WIDTH=100 HEIGHT=120>
<PARAM NAME=movie VALUE="film.swf">
<PARAM NAME=loop VALUE=false>
<PARAM NAME=quality VALUE=high>
<PARAM NAME=scale VALUE=exactfit>
<PARAM NAME=bgcolor VALUE=#FFFFFF>
<EMBED SRC="movie.swf"
NAME=film swLiveConnect=TRUE WIDTH=100 HEIGHT=120
LOOP=false QUALITY=high SCALE=exactfit BGCOLOR=#FFFFFF
TYPE="application/x-shockwave-flash"
PLUGINSPAGE="example.com/~flash">
</EMBED>
</OBJECT>
Formą zgodną ze standardami jest natomiast coś takiego:
<object data="movie.swf" type="application/x-shockwave-flash"
width="500" height="500">
<param name="movie" value="movie.swf"/>
</object>
Usłyszałem jednak, że ta nowa forma w porównaniu do starej (którą nazwałem “potworkiem”), była nieprawidłowo rozpoznawana przez starsze przeglądarki, a i nie umożliwia ściągnięcia plug-inu Flasha, a i… dzisiaj miejmy nadzieję nie ma z tym problemu (anyone?), poza tym są też różne inne metody, wykorzystujące na przykład JavaScript (także do ominięcia patentu Eolas).
Technorati Tags: webdesign, flash, swfobject, pap
Permalink |
JavaScript i skrypty Javy
październik 7, 2006, godzina 19:52 · Społeczeństwo, Webmastering »
Ktoś niedawno powiedział, że Java i JavaScript mają tyle wspólnego co kot i kotlet. Niestety, nie pamiętam kto, być może któryś z użytkowników serwisu 4programmers.net. Ale jest to prawda. Czytam co jakiś czas różne pytania, gdzie ludzie są zainteresowani “Javą na stronach”, lub popularnymi “skryptami Javy”. Są to pytania błędne, bo JavaScript i Java posiadają tylko i wyłącznie wspólny fragment nazwy, a w rzeczywistości są zupełnie innymi językami przeznaczonymi do róznych celów. Chyba, ze chodzi o applety Javy na stronach WWW, ale to się coraz rzadziej w Internecie pojawia. Na szczęście.
Java jest obiektowym językiem programowania. Programy napisane w Javie można uruchomić na wielu urządzeniach, takich jak telefony komórkowe lub komputery oraz pod różnymi systemami operacyjnymi, przy użyciu Wirtualnej maszyny Javy, która musi być w danym środowisku zainstalowana.
JavaScript (”JS”) to stworzony przez firmę Netscape zorientowany obiektowo skryptowy język programowania, najczęściej stosowany na stronach WWW. (…) Początkowo Netscape nazwała ten język “LiveScript”, lecz szybko nazwa ta została zmieniona na “JavaScript” wskutek biznesowych porozumień między Netscape a firmą Sun Microsystems.
Stąd takie coś jak skrypty Javy w ogóle nie istnieje. W Javie skryptów nie ma. Skrypty mogą być napisane w JavaScript, lub którejś z jej (jego?) odmian, ale w Javie nie. Nieporozumienie językowe, jakim są te nieszczęsne skrypty Javy, powodują, że niektórzy programiści “tej prawdziwej” Javy dostają piany na ustach i gotowi są zwyzywać kogoś, kto JS z ich ukochanym językiem myli. Lepiej uważać ;-)
A już tak sam powinienem sobie zanotować, że czepiam się Javy i JS, a C i C++ to też dwie różne rzeczy, a zdarza mi się je mylić… Jeżeli człowiek nie siedzi w danym temacie, to mylenie podobnych terminów jest zrozumiałe. Ale gdy jednak do tego trzeba przysiąść, choćby żeby kogoś na forum zapytać, to chyba jednak warto dowiedzieć się o co naprawdę należy pytać. Żeby nie wyjść na głupka. Lub ignoranta.
Permalink |
Przyjazne witryny WWW
lipiec 2, 2006, godzina 11:46 · Webmastering »
Na początku maja zakupiłem książkę o bardzo długim tytule “Przyjazne witryny WWW. Jak uczynić lepszymi komunikaty o błędach, Pomoc, formularze i inne kluczowe punkty witryny”, czyli w oryginale “Defensive design for the Web: How to improve error messages, help, forms, and other crisis points”, autorstwa Matthew Lidermana i Jasona Frieda z 37signals. Uważam, że tłumacz się niezbyt popisał w tytule publikacji, bo projektowanie defensywne to niekoniecznie to samo, co przyjazne witryny.
Pozycja opisuje zasady tego defensive design, czyli po polsku projektowania defensywnego (ubezpieczonego jak ktoś woli) - techniki, która zakłada najbardziej, że użytkownik może się pomylić i różne dziwne sytuacje trzeba przewidywać, by nie poczuł się zdezorientowany czy rozdrażniony. Bo gdyby tak się poczuł, to opuści naszą witrynę i możemy stracić potencjalnego klienta.
W 40 zaleceniach autorzy opisują w jaki sposób konstruować formularze, informować o błędach, pisać instrukcje, eliminować niepotrzebne na stronie rzeczy czy konstruować wyszukiwanie, tak, by strona była jak najbardziej przyjazna dla użytkownika i nie powodowała problemów. Wszystkie zalecenia ilustrowane są złymi i dobrymi przykładami postępowania, branymi z różnych, istniejących stron i aplikacji internetowych.
Przystępnie napisana, ilustrowana czarno-białymi screenami błędnie - oraz dobrze skonstruowanych formularzy, wyszukiwarek czy komunikatów o błędach, pozycja może wskazać projektantom dodatkowe miejsca, gdzie należy uważać, by użytkownik nie poczuł się zagubiony - bo co najmniej kilka z tych zaleceń obecnych w książce, to już chyba podstawy dla każdego, kto choć trochę słyszał o użyteczności. Niemniej jednak - jeśli kogoś zainteresuje ta tematyka, to książka jest dobra. Nie jestem tylko pewien czy jej cena, 32,99 zł, (a chyba aż 34 zł w księgarni internetowej wydawnictwa Helion) to nie jest trochę za dużo jak na 254 stronicową książkę.
“Nieśmiertelny błąd 404 nabiera już znaczenia symbolicznego, jak paragraf 22″
:-)
Technorati Tags: defensive design, book review, webdesign, usability
Permalink |
Microsoft Expression Web Designer
maj 16, 2006, godzina 18:50 · Beta, Expression Web Designer, Microsoft, Webmastering »
Wczoraj ukazała się pierwsza publiczna wersja tego produktu, oznaczona jako CTP1. Niewielu zapewne o tym się dowiedziało, a i tak wersje do pobrania z centrum downloadu koncernu są uszkodzone - wersje prawidłowe należy pobierać z Microsoft Connect (choć być może już zostało to poprawione). Expression Web Designer, wraz z innymi produktami z tej “serii” - Graphic Designer oraz Interactive Designer mają uszczknąć część tortu, którego posiadaczami są obecnie produkty firmy Adobe - Dreamweaver i Flash. Czy im się uda - zobaczymy. Ja na razie zdradzę tyle, że jestem pod niesamowitym wrażeniem EWD - jeśli to ma być następca FrontPage, to ewolucję przeszedł niesamowitą.
Po dłuższej chwili rozpakowywania plików moim oczom ukazał się bardzo ładny instalator. Szkoda tylko, ze nie zapytał, gdzie chciałbym program zainstalować… A sam proces instalacji trwał dziwnie długo. Jednak sam program startuje błyskawicznie, znacznie szybciej od róznych kobył jakie mam nieszczęście oglądać. Po ekranie startowym widzimy układ okien, zadokowanych, przywodzący mi przynajmniej na myśl Visual Studio, bądź nowe Delphi (będę się takimi porównaniami posługiwał, skoro z Dreamweaverem czy GoLive nie miałem za wiele do czynienia).

Edytor kodu, rzecz, jaka mnie zainteresowała głównie, to nie jest nic nadzwyczajnego. Technologia IntelliSense podpowiadająca składnię, sama wstawiająca znacznik końcowy po początkowym, podświetlanie błędów (w rodzaju niezamkniętych tagów, nieprawidłowych tagów) - to wszystko są rzeczy, do których jestem przyzwyczajony. Ale miło to widzieć, bardzo ułatwia i usprawnia pracę. Ale, o właśnie - podkreślanie błędów. W otworzonym projekcie atrybut xml:lang został podkreślony, jak w Wordzie, czerwoną linią. Po najechaniu myszą ukazała się podpowiedź, nieco dziwna:

Szybki rzut oka do opcji programu ujawnił, że oprócz sprawdzania poprawności ze standardami potrafi też sprawdzać poprawność ze “standardami” przeglądarek Internet Explorer, ujawniając ich dziwactwa.

Podobnie podkreślane są błedy w CSS - na przykład wprowadzone u mnie w projekcie opacity czy -moz-border-radius, których w CSS 2.1 nie ma.

Potem się pobawiłem trochę aplikacją, ale w menu zauważyłem kilka ciekawych opcji. Sprawdzanie dostępności i optymalizacja HTML. Bardzo wygodna sprawa mieć sprawdzanie dostępności pod ręką, optymalizacja HTML może być dokonywana oprócz ręcznie także automatycznie przy wysyłaniu strony na serwer (bo to oczywiście program też umożliwia).


Edycja wizualna jest bardzo wygodna, szybko można zmieniać atrybuty, klasy i wszystkie właściwości CSS oraz HTML, dostępny jest “podajnik” z tagami HTML (namiętnie kojarzący mi się ze wstawianiem komponentów na formę w Visual Studio).

Przez przeciąganie myszą można szybko zmieniać rozmiary elementów i tak dalej i tak dalej. Oprócz edycji kodu (X)HTML i CSS dostępna jest edycja źródeł ASP.NET 2.0. Aplikacja udostępnia też kilkanaście szablonów stron, które można łatwo wykorzystać i modyfkować (i które notabene są napisane z uwzględnieniem CSS i ogólnie standardów), a oprócz gotowych wzorców mozna łatwo wykorzystać kilka gotowych szablonów opartych o CSS bądź ramki.

Program wydaje się bardzo ciekawy, myślę, ze niestety wiele następnych dni spędzonych będzie na odkrywaniu jego tajemnic. I przygotowywaniu jakiegoś głebszego rozeznania, może vidcastu nawet?
A teraz pozostaje tylko jedno pytanie. Czy ja miałem prawo napisać o tym programie tak publicznie cokolwiek ;-)
A skąd go wziąć do testów - szczegółowa instrukcja na blogu twórców oczywiście :-)
Permalink |
A automatyka to gdzie?
maj 9, 2006, godzina 20:02 · Programowanie, Webmastering »
W wielu aplikacjach internetowych (to teraz takie modne stwierdzenie, kiedyś napisałbym “na stronach”, ale muszę być edgy) musimy podawać jakieś dane do formularzy. To normalne. Ale nie możemy od użytkownika oczekiwać podawania danych w jakiejś nam tylko wygodnej formie, prawda? Oraz jest jeszcze jedna rzecz - skoro są dane, które można uzyskać na podstawie innych, to po co wpisywać coś dwa razy?
Pewien portal randkowy, na który trafiłem przypadkiem, a który zainteresował mnie ciekawym kolorem włosów “bląd” posiada w swoich formularzach kilka ciekawych rzeczy. Na przykład należy podać datę urodzenia, oraz znak zodiaku. Po co? Czy jest to potrzebne? Przecież na podstawie daty można znak wyznaczyć, szybko do tego funkcję można napisać, czyż nie? A dlaczego, gdy podaję kod pocztowy, to nie mogę podać z myślnikiem, tak jak w Polsce jest przyjęte? Przecież sam system mógłby się pozbyć tego znaczka, prawda?
Redundancja jest zła. Nie zawsze, ale w przypadku podawania danych na pewno. Bo w przypadku ich przechowywania, to im więcej kopii, tym mniejsze prawdopodobieństwo ich utraty. Ale po co wprowadzać coś kilka razy, skoro komputer może sobie zrobić sam kopie? W końcu te maszyny miały uprościć nam pracę.
Jeżeli pobieralibyśmy od użytkownika numer PESEL, to wymaganie podawania dodatkowo daty urodzenia jest głupie, prawda? Datę urodzenia można bezproblemowo odczytać z tego numeru - tak samo zresztą jak i płeć.
A oprócz unikania podawania tego samego wiele razy należy też unikać jeszcze jednej rzeczy - podawania danych w jedynej słusznej formie. Tak jak wspomniany kod pocztowy. Program możemy bezproblemowo nauczyć, by na przykład usuwał spacje w numerze podawanego numeru konta bankowego, a nie musimy wymagać od użytkownika podawania długiego ciągu cyfr - dla człowieka wizualne “podzielenie” tego numeru ułatwia sprawdzenie jego poprawności.
Nie możemy utrudniać użytkownikom życia. Ja wiem, czas programistów jest cenny - ale czy nie można w systemy wbudować kilku prostych mechanizmów ułatwiających życie?
A jeszcze jedna wskazówka co do tworzenia serwisów na przykładzie owego randkowego - literówki, przemieszanie języków, złe opisy linków i tym podobne ułomności nie budują pozytywnego wizerunku. Niestety.
Permalink |
Znienawidzony FrontPage wyewoluował
marzec 23, 2006, godzina 20:02 · Beta, Microsoft, Webmastering »
Microsoft FrontPage. Znienawidzony przez wielu orędowników standardów za brak zgodności z tymi standardami. Nielubiany w webmasterskim światku za stosowanie własnych, firmowych, zamkniętych standardów kodu. Tworzący kod śmieciowy, niesemantyczny, pełen styli wewnętrznych. A co najlepsze - prosty w użyciu i ukochany przez rzesze domorosłych webmasterów-amatorów czy ludzi pracujących w biurach i chcących udostępniać swoje dokumenty także w Internecie.
Sam używałem FrontPage przez długi okres czasu i nie wspominam tego czasu źle. Edycja wizualna jest czasami o wiele bardziej wydajna niż edycja kodu, a przy wprawie można i FrontPage poskromić i nakazać mu tworzyć kod zgodny ze standardami. A znacznie ułatwiał mi pisanie stylów CSS dzięki edycji wizualnej raz dwa ustalało się takie wielkości czcionki, kolory i inna atrybuty, jakie było potrzeba. Największe problemy o ile pamiętam miał mój FrontPage w starej już wersji 2000 z obsługą nagłowka XML, którego używałem w moich XHTML-owych stronach. Narzędzia wizualne są też o niebo wygodniejsze od ręcznego wstawiania kodu przy tworzeniu skomplikowanych tabel - bez grzebania się we wszystkich <tr> oraz <td>.
FrontPage jednak ewoluował. W wersji 2003 poprawiono współpracę ze standarami sieciowymi. Aż nagle, co było niespodzianką, w lutym ogłoszono, że w Office 2007 zabraknie nowej wersji FrontPage. Jego następcą stał się SharePoint Designer 2007, produkt oparty o FP2003. A samo przeznaczenie produktu, także się zmieniło, co sugeruje nowa nazwa. Od teraz program ma służyć do tworzenia wewnętrznych, intranetowych portali, opartych o mechanizmy SharePoint.
Jednak o wiele mniej osób zwróciło uwagę na produkt, który został nieśmiało zaanonsowany we wrześniu ubiegłego roku. Microsoft Expression Web Designer, znany także jako “Quartz”, to fragment pakietu Expression, póki co istniejący jedynie w wersji beta. Niestety, nie dostępnej do testów jako CTP (Community Technology Preview), więc wszystko, co mogę powiedzieć o tym programie będzie się opierało na materiałach firmy - prezentacjach i opisach. Nie wiem także, czy ostatecznie Quartz nie stanie się na przykład częścią SharePoint Designer.
Expression Web Designer ma być kolejnym edytorem typu WYSIWYG. Jednak, o zupełnie innym podejściu do kwestii standardów sieciowych, czy projektowania z użyciem CSS w porównaniu do FrontPage. Tak - ten program ma być w pełni oparty na wsparciu dla standardów sieciowych, ma ułatwiać tworzenie stron z użyciem CSS, także z oddzieleniem treści od prezentacji! Na filmikach prezentujących nową aplikację widać sprawdzanie poprawności kodu XHTML czy CSS czy sprawdzanie stosowania się do zaleceń WCAG.
Z tego co zauważyłem, to aplikacja dysponuje dobrym edytorem kodu, z inteligentnym podpowiadaniem składni (w stylu Visual Studio 2005), automatycznym podkreślaniem błędów walidacji w zależności od wybranego DOCTYPE (prawie jak w Wordzie - czerwona falka - również zauważalna w Visual Studio). Oczywiście opcje wizualne nie zostały usunięte - jednak teraz edytor wizualny generuje (a przynajmniej w założeniu ma generować) poprawny kod XHTML. Wizualnie można ustalać atrybuty dla klas czy identyfikatorów CSS, łatwo je przenosić ze znacznika <style> danej strony do oddzielnego dokumentu CSS. Jak to w Microsoftowych produktach nie mogło także zabraknąć wielu gotowych szablonów stron internetowych. Program ma służyć do edycji HTML, XHTML, CSS, dokumentów XML oraz XSLT oraz skryptów ASP/ASP.NET (w tym szablonów Master Pages dla ASP.NET 2.0).
Aplikacja nie jest jeszcze dostępna w wersji CTP, ma być gotowa w tym roku, więc bety powinniśmy spodziewać się niedługo. Jak i inne programy przeznaczone docelowo dla systemu operacyjnego Windows Vista, także Expression Web Designer wymagać będzie doinstalowania bibliotek WinFX (Windows Presentation Foundation) do naszego systemu, by zapewnić “miłe wrażenia” wzrokowe ;-)
Czekam z niecierpliwością. Microsoft Expression Web Designer.
Dodane, 24 marca 2006, godzina 9:52: Po przejrzeniu dodatkowych informacji prasowych na temat Quartz oraz SharePoint Designer powiem, że te dwa produkty są czymś oddzielnym. Na temat tego, co mnie bardziej intresuje, czyli Expression Web Designer wiem nadal niewiele. Cena i dostępność, także wersji beta, nie jest jeszcze znana. Nawet nie wiadomo, czy wersja CTP w ogóle się pojawi, ale biorąc pod uwagę to, że pozostałe produkty z tej serii takie wersje dostały, to może się uda przetestować za darmo ;-)
Za notatką prasową:
Expression Web Designer jest nastawiony na potrzeby profesjonalnych projektantów stron internetowych szukających możliwosci łatwego tworzenia stron w oparciu o standardy sieciowe. Aplikacja dostarcza wyjątkowe wsparcie w integrowaniu XML, CSS, ASP.NET 2.0, XHTML i innych standardowych technologii sieciowych w stronach by sprawić, by były bardziej dynamiczne, interaktywne i dostępne. Zespoły projektantów używających MEWD i programistów używających Microsoft Visual Studio będą mogły współpracować dzięki uzupełniającym się narzędziom.
(…)
Microsoft obecnie dostarcza rodzinę narzędzi do tworzenia stron do róznych potrzeb obecnych użytkowników Microsoft Office FrontPage.
(…)
Część z naszych MVP [Most Valuable Professional - przyp. Ktos] którzy pracowali z MEWD prez ostatnie kilka tygodni mówi, że są zszokowani wsparciem, jakie daje produkt dla standardów sieciowych, jego łatwością użycia oraz możliwości rozbudowy i dostosowywania stron opartych o SharePoint przy jego użyciu. (#, tłumaczenie własne)
Permalink |