Archive for Społeczeństwo
Sześć sześć siedem
czerwiec 6, 2006, godzina 19:37 · Społeczeństwo, Z innej beczki »
Znaczy 666 chcialem powiedzieć, liczba Bestii według Apokalipsy św. Jana.
Tu jest [potrzebna] mądrość.
Kto ma rozum, niech liczbę Bestii przeliczy:
liczba to bowiem człowieka.
A liczba jego: sześćset sześćdziesiąt sześć
Ap 13,18
Tak, dzisiaj jest szósty czerwca 2006 roku, co przy odpowiednim zapisie i jeżeli nie interesują nas zera, da nam tą liczbę. No i mogłem się spodziewać dzisiaj jakiegoś tekstu ciekawego. I doczekałem się.
Tą bezczynnością polskich służb zdziwiona jest Anna Sobecka, poseł Narodowego Koła Parlamentarnego. - Jestem osobą wierzącą i wiem, że sataniści stanowią duże zagrożenie - mówi. Według niej nie można wykluczyć, że wyznawcy szatana mogą chcieć wykorzystać dzisiejszą datę, by wszystkim o sobie przypomnieć. - Trudno przewidywać, co mogliby planować, ale na wszelki wypadek powinniśmy być tego dnia ostrożni i zwracać uwagę na wszystkie podejrzane osoby na ulicy - opowiada. Na kogo konkretnie uważać? - Na osoby ubrane na czarno, w skórzanych kurtkach, z długimi włosami, tatuażami i kolczykami, bo tak mogą być ubrani sataniści.
Ech. Szataniści wkoło mnie normalnie. Jednak gdy zobaczyłem zdjęcie posłanki Sobeckiej (na jej stronie, notabene brzydkiej), ubranej na czarno i z długimi, czarnymi włosami - przecież tak mogą być ubrani sataniści, prawda? Czy to aby nie podejrzane? :-)
PS. Dziś rano, o 6:66, wiecie jakie diabelskie rzeczy się działy? ;-)
Permalink |
Lubimy ponarzekać. Nawet jak czegoś nie ma.
maj 19, 2006, godzina 09:50 · Społeczeństwo, Windows »
Zajrzałem dzisiaj na jeden z polskich portali poświęconych oprogramowaniu, i oczywiście musiało tam być coś o następnym systemie Microsoftu. Tym razem producent ogłosił wymagania. Są jakie są, nie będę mówił, to, co wszyscy wiemy, ze są za niskie i potrzebny będize sprzęt lepszy niż podano (ale też nie taki jakiś nadzwyczajny). Zatsnawia mnie tylko jedna rzecz. Co to za malkontenctwo? Co to za narzekanie na system, którego jeszcze nie ma?
Śmieszy mnie to niesamowicie. Zwłaszcza, że przed oczami staje mi obraz sprzed 5 lat, kiedy to Windows XP był tak zaciekle krytykowany, ze względu na interfejs, wymagania. Staje mi przed oczami Windows 2000 krytykowany za brak kompatybilności, widzę Windows 98 i jego “niebywałe wymagania”. Po prostu chyba są ludzie którzy muszą narzekać. Narzekać na coś, czego jeszcze nie ma, co niewielu widziało na oczy i co większosć zna tylko z kilku screenów czy prezentacji. Narzekanie jest fajne, nie? Więc dlaczego by nie ponarzekać na następny system Microsoftu, przecież na pewno będzie do niczego, widziałem obrazki…
Jakoś wśród użytkowników Linuksów nie ma takiego trendu, aby każdą nowę wersję dystrybucji od razu mieszać z błotem. Wyobrażacie to sobie?
Ee, ten Ubuntu 6.06 to będzie do niczego, ja zostanę przy 5.10 i poczekam poprawią błędy. Eee, ten SUSE 10.1 ma za dużo bajerów, zostanę przy moim 6.3, bo 10 będzie pewnie gorszy.
To się wydaje głupie - i jest. Linuksowcy na szczęście takich głupich odruchów narzekania na coś, czego jeszcze nie ma, i oceniania czegoś na podstawie niedokończonej bety nie mają - odnośnie tegoż systemu i jego aplikacji, bo pewnie są tacy, co Vistę już skreślili, nie widząc jej na oczy ;-)
Nie wiem kto będzie następnym prezydentem, ale już powinniśmy zacząć narzekać na niego.
PS. A swoją drogą - wczoraj widziałem Vistę w akcji. Na co narzekać? Ładna jest, to przyznać trzeba. I się nawet facetowi tylko raz przy prezentacji coś powiesiło ;-)
Permalink |
Rentierzy na browarku? Ależ skąd!
kwiecień 22, 2006, godzina 17:08 · Społeczeństwo, Z innej beczki »
Artykuł o blogach we “Wprost” nie mógł przecież pozostać bez echa w środowisku polskiej blogosfery. I nic dziwnego, bo, zresztą jak wiele artykułów “technologicznych” w polskiej prasie nie stoi na najwyższym poziomie. Ale ten to właściwie nie stoi w ogóle na jakimś sensownym poziomie.
Autor wrzuca wszystkie blogi do jednego worka, generalizując strasznie. Nie pasuje mu w ogóle opis “śniadaniowy”. Rozumiem, jest to uznawane przez naszą małą elitę też za rzecz niegodną uwagi ;-) Blogowicze według autora artykułu mają skłonności tylko do narzekania. O polityce piszą nie tak jak powinni, o Kościele źle, wszędzie seks i alkohol. No i zjawiska niewyjaśnione.
Czy 90% tych blogów (”zapisanych w Internecie stronic” - przypuszczam jednak, że to o blogi chodziło) to banał? Możliwe. Ale więc dlaczego przyglądać się tylko temu banałowi i bzdurom, dlaczego nie zostało nawet słowem wspomniane o blogach “na poziomie”? Jak się chce scharakteryzować całą polską blogosferę, to niestety trzeba też o tych dobrych coś napisać. A nie tylko narzekać, że tak źle to wygląda, że banał, że bzykanko, że studenci piszą, że uniwersytet to zły jest…
Blogowicz jest chory na gadulstwo. Zamiast od razu przejść do rzeczy, stawia kilka zdań na rozbieg.
Tak. A początkowe zdania autora to co? Nico. Rozbiegówka. Dlaczego od razu nie napisał - “blogi są pełne banałów” tylko pisze:
O czym naprawdę myślą i mówią Polacy w połowie kwietnia 2006 r.? Można się tego dowiedzieć z badań opinii publicznej albo z magla. Maglem współczesnej Polski są blogi - pamiętniki pisane w Internecie.
Nie można się nie zgodzić z Rafim, że autor próbował temat pociągnąć, bo moda jest, ale coś mu nie wyszło. A ja się i z Luke Mica (Lukiem Mica? Jak to się odmienia? :-)) zgodzę, że jeden worek wszystkich blogów nie pomieści i jak się generalizuje to wychodzi artykuł słaby.
Jacy tam rentierzy na browarku. Są też młodzi (i nie tylko) ludzie, co piszą sensownie, składnie i na ciekawe tematy. Ale trzeba ich dostrzec. Bo oni w głównym nurcie blogów polskich portali widoczni nie są.
Permalink |
W kraju nad Wisłą
kwiecień 11, 2006, godzina 17:30 · Komputery, Społeczeństwo »
Czy Polska kiedykolwiek stanie się informatyczną potęgą to ja nie wiem. Z jednej strony mamy i tradycje matematyczne i zdolnych młodych ludzi wygrywających zagraniczne konkursy - i no właśnie wyjeżdżających na zagraniczne uczelnie niestety - a z drugiej strony mamy też niski poziom informatycznej świadomości i społeczeństwa informacyjnego (obywatelskiego też nie najwyższy, ale to inna sprawa).
Przeglądając fora dyskusyjne w jednym z polskich portali i czytając niektóre dyskusje mozna się przekręcić ewentualnie paść ze śmiechu ze względu na ilość bzdur w stosunku na jednego posta. Czy też załamać jakimś takim dążeniem do bezsensownych i debilnych kłótni. A niestety - część tych osób, ktore piszą zupełne bzdury o których nie mają pojęcia, tytułuje się “informatykami”. O, w ogóle pojęcie informatyk jest takie fajne, bo nie wiadomo kim on właściwie jest. Zwykle się go z serwisantem utożsamia, czasem z programistą (którzy podobno się buntują na wrzucenie do jednego worka wraz z serwisantami). A jeszcze jest taki fajny stereotyp wyglądu informatyka… A, nie o tym miałem pisać.
Z jednej strony mamy utalentowanych ludzi, którzy odnoszą sukcesy. I jest dobrze. Mamy też ambitne plany nauczania informatyki. Mamy coraz to nowe komputery w szkołach. Oczywiście niektórzy mogą narzekać, że płacimy za dużo, bo Windowsa stosujemy, a byłoby taniej gdyby był inny system zastosowany. Ale trzeba przyznać, że komputerów jest coraz więcej i jest pod wzgledem dostępności sprzętu - oraz np. Internetu - coraz lepiej.
Czego nam jednak brakuje? Brakuje nam innych programów nauczania, te, ktore są obecnie, są takie sobie. Mogły by być lepsze. Informatyka jednak często nie jest w ogóle nauczana, a jest jedynie luźną lekcją. Szkoda. Ale sam byłem uczniem nie tak znów dawno i wiem jak to trudno jest wysiedzieć spokojnie, jak się ma komputer pod ręką ;-) No i jeszcze jest taka sprawa, że informatyka = coś z komputerami, a komputer = gry. Takie jest niektórych podejście… A to, że nie uczą zdrowego podejścia do komputerów, jakiś zasad “higieny”, że tak powiem - to szkoda. To, że elektroniczne urzędy czy stopień w ogóle informatyzacji (a raczej komunikacji między systemami) niektórych agend rządowych jest nijaki - to wielki błąd. Pomysłów na uzdrowienie sytuacji pewnie jest wiele, kolejne myślę rządy będą kolejne pomysły próbowały wprowadzać.
Zastanawia mnie tylko jeszcze jedna sprawa - czy wszyscy wyjeżdżają na Zachód, czy też niektórzy może jednak zostają w tym kraju i im się udaje?
I jeszcze jedna rzecz - narzekają niektórzy na brak specjalistów IT. Kto to u licha jest specjalista IT, bo to pojęcie widzę już któryś raz?
Permalink |
Język polski być trudna
marzec 30, 2006, godzina 18:16 · Komputery, Społeczeństwo »
To, że część przeze mnie oglądanych codziennie postów na forach zawiera błędy ortograficzne, to jest dla mnie już rzecz normalna. Przyzwyczaiłem się do stwierdzeń w rodzaju “wogule”, “komponęt” czy “niedziała”. Na szczęście serwis który odwiedzam takie zachowania na swoim forum piętnuje zamieniając błędne zwroty na czerwone “ort!”. Ale to wyjątek. Na pewnym innym forum, jakie odwiedzam, jest gorzej. Dotychczas czymś, co mnie rozbroiło najbardziej było tylko zdanie “wychodzi mi błond ze brak internetu”. W pierwszej chwili pomyślałem o “blond” [włosach] i się zacząłem zastanawiać, jaki mają związek włosy z Internetem;-)
Jednak język polski, oprócz tego, że jest trudny, a z pewnością można by go nieco uprościć (o - słowo herbata powinno pisać się przez ch gdy chodzi o herbatę z cukrem ;-)), to jednak jest, jak każdy język, ubogi w słownictwo specjalistyczne, które przychodzi z innych języków - w świecie IT głównym źródłem jest angielski. A potem się wyrazy spolszczają… Jako przykład może posłużyć sim-lock, który stał się teraz głównie simlokiem, czy nawet smokiem ;-)
Współczuję tłumaczom programów komputerowych. Tekstów informatycznych też. To jest tak okropna praca. Przetłumaczyć niektórych zwrotów nie ma jak. A gdy jest jak to wychodzą na przykład długie tasiemce. Można też kłócić się, czy dana forma jest prawidłowa - czy powinny być karty, taby czy zakładki na angielskie “tabs” - jak zastanawiali się tłumacze przeglądarek internetowych (swoją drogą jestem ciekawy co wybiorą tłumacze Internet Explorera 7).
Pojawiają nam się słowa, które jednak można by swobodnie zastąpić polskimi (a raczej - już upowszechnionymi), a nie na siłę spolszczać obce. Ot, taka autentykacja. Czy autoryzacja nie jest lepsza? A może po prostu zostało uznane, że nie jest to to samo? A lokacja (na prawie magdeburskim - cytując z ostatniego numeru CHIP-a)?
Jest jeszcze ta kwestia, że nie wiemy jak należy niektóre wyrazy odmieniać. Czy stosować apostrofy, czy nie? Czy zamieniać “x” na “ks” czy nie? Pytań jest wiele. W przypadku “Uniksa” - mamy zwolenników i tej formy, oraz takich jak “Unixa” oraz “Unix’a”. Czy możemy uznać, że jakaś jest prawidłowa? Na to pytanie może nam odpowiedzieć Rada Języka Polskiego, ale to ciało przecież nie zmieni obowiązujących form, używanych przez ludzi. Więc być może z biegiem czasu jakaś forma, jedna, się wyklaruje. Ja sam obstaję za tym, co RJP powiedziała - za zamianą “x” na “ks” w każdym przypadku oprócz mianownika (jeśli “x” jest na końcu obcego wyrazu).
Zastanawia mnie, kto wymyśla niektóre sformuowania - typu “karta inteligentna” jako odpowiednik “smart card”. To akurat jest niezłe. Ale kto wpadł na pomysł potworków w rodzaju “sieciowych metadat”? Czy “wizualno-audialnych”?
Tłumaczenie jest ciężką sprawą - gdy w ramach ćwiczenia na lektoratach zmuszeni byliśmy do tłumaczenia tekstów dotyczących pamięci cache czy innych trudnych pojęć, to szło nam opornie. Głównie chodziło o to, czy możemy użyć sformuowania “cache”, czy musimy pisać o “pamięci podręcznej”? Czy możemy pisać “multimedialny”? Co należy spolszczyć, co zostawić? Jak zmienić szyk zdania, by był “po polskiemu”?
U MiMaSa tydzień temu ten temat został poruszony, gdzie Michał pokazuje jak straszliwie źle przetłumaczone są niektóre polskie tłumaczenia dokumentów zamieszczonych, co istotne, na stronie W3C. A ja sam sobie przypomniałem, gdy używałem starszej wersji 7-Zip, gdzie była opcja “komentaż” w menu.
Polski język jest trudny. Trudno jest nam na niego przetłumaczyć teksty angielskie. Trudny jest sam w sobie (choć i tak nie mamy przynajmniej kilku tysięcy znaczków kanji, a raptem dwadzieścia kilka liter :-)). A jak nam wyrośnie następne pokolenie, które używać go nie umie, a czytać po angielsku też nie chce, tylko się tłumaczonego domaga, to będzie strasznie chyba.
“boshe, kto normalny pisze tesh?”
Permalink |
Przyjacielskie podszepty
marzec 14, 2006, godzina 19:05 · Społeczeństwo, Za firewallem »
Wczoraj w portalu Gazeta.pl można było przeczytać artykuł na temat “przyjaciół” pracujących dla róznych firm i zamujących się ogólnie rzecz biorąc reklamą. Można się zgodzić z byte, że agencje reklamowe nam robią wodę z mózgu. I jeszcze raz się okazuje, że ja w wiosce mieszkam (bo prowincja to tam Gdańsk czy inny Szczecin) :-)
Ale jeśli tak się weźmie pod lupę przyjacielskie podszepty i pocztę pantoflową, to czy nie jest to najpopularniejszy środek marketingowy? Przykłady akcji marketingu wirusowego znakomicie to nam udowadniają. Sieci społeczne, których członkiem jest prawie każdy z nas, nasze więzy, nasze kontakty - to wszystko może stać się po prostu towarem! Nie zdziwiłbym się, gdybym usłyszał, że oto osoba, która na Grono.net ma dużo znajomych, dostała propozycję pracy w agencji reklamowej. Nie zdziwiłbym się, gdyby autor poczytnego polskiego bloga otrzymał podobną propozycję opisania jakiegoś produktu (bez wyliczania wad oczywiście). W Polsce może i to nie jest jeszcze widoczne, ale pewnie przyjdzie.
Czy więc miarą człowieka będzie ilość jego kontaktów? Od zawsze znajomości pomagały w życiu, czy to w znajdowaniu pracy, czy w poszukiwaniu innych ludzi, którzy mogli by mu pomóc. A odkąd powstały serwisy typu Social Networking - Orkut, Grono, Spinacz, LinkedIn - tym bardziej widać rolę znajomości - teraz także tych “zdalnych” w naszym życiu. A każdy z naszych znajomych może nam coś polecać - czy to produkt, czy markę, czy stronę internetową… Przyjacielskie podszepty teraz pojawiają się coraz częściej. A jeśli zjawisko opisane we wspomnianym artykule się upowszechni, to skąd będziemy wiedzieć, czy osoba polecająca nam powiedzmy nowy serwis internetowy, nie jest przez niego podkupiona? A czy ludzie wytykający wady danego… telefonu powiedzmy nie są opłacani przez konkurencję producenta danego aparatu?
Jeśli dojdzie do nadużywania mechanizmów “poczty pantoflowej” to może to za sobą przynieść spadek zaufania do naszych przyjaciół - co jeszcze bardziej nas wystawi na ataki agencji marketingowych - bo już nie będziemy mogli nawet zaufać przyjaciołom i ich ocenie.
Do czego ten świat zmierza? Do przeprogramowania naszych mózgów przy pomocy naszych przyjaciół?
Permalink |
Naiwność ludzka nie zna granic
luty 21, 2006, godzina 18:29 · Internet, Społeczeństwo »
Phishing czyli łowienie. Łowienie naiwniaków na spreparowane strony banków czy instytucji.
O phishingu zrobiło się głośno jakiś czas temu, gdy tak namiętnie wysyłano listy pocztą elektroniczną do klientów Citibanku. Oni podawali swoje numery kart kredytowych na stronie wyglądającej jak oryginalna, a oszuści mieli niezły dochód. I do mnie list “z Citibanku” przyszedł. Tyle, że ja tam nie mam konta ;-)
Od tamtego czasu wszyscy byliśmy uodparniani. Wiemy, że trzeba sprawdzać certyfikaty, czy jest szyfrowane połączenie, czy domena jest prawdłowa i tak dalej. Internet Explorer 7 beta 2 posiada nawet specjalny analizator, który sprawdza czy dana strona nie jest podejrzana o phishing. Jednak czy to wszystko wystarcza by chronić dane użytkowników - a raczej ich pieniądze? Od zawsze wiadomo, ze najsłabszym ogniwem w łańcuchu zabezpieczeń jest czynnik ludzki. A różne socjotechniki pomagają złodziejom w ich działaniach.
Dziś, za Joggiem wizard3k trafiłem na spreprarowaną stronę, podszywającą się za stronę techniczną polskiego komunikatora Gadu-Gadu. Adres jawnie wskazuje na to, że nie jest to strona rzeczywista, ale przecież tego “blo” można nie zauważyć. A jak wiadomo, nie wszyscy użytkownicy Gadu-Gadu są rozgarnięci (zresztą powiem inaczej - nie wszyscy użytkownicy komputerów są wystarczająco rozgarnięci) - zapewne naiwnych znajdzie się trochę, którzy tam mogą swoje dane podać. Nie wolno tego robić!. Tak samo też Gadu-Gadu nie wysyła e-maili w których proszą o podanie swojego hasla. Jakiś czas temu był też ktoś, kto podawał się za administratora tegoż komunikatora i wyłudzał hasła…
Strona ta, to ramka prowadząca do strony umieszczonej na darmowym serwerze Lycos, z dodanym skryptem usuwającym reklamy tego serwera. A pod samym adresem katalogu, w którym jest spreparowana strona widzimy też plik tekstowy z instrukcją “hakowania”, więc można by się spodziewać, iż jest to jakiś gotowiec.
SKrypt PHP nie sprawdza oczywiście poprawności danych, więc zapewne można by zalać skrzynkę e-mailową tego, kto go tutaj na swoim Lycosie zainstalował, fałszywymi zgłoszeniami.
Zastanawia mnie jednak czy są osoby, które nabrały się na ten podstęp. A raczej - ile ich jest. Naiwność ludzka nie zna granic, nie każdy zauważa drobne dziwne rzeczy jak flashowe reklamy, których na stronie prawdziwej GG nie ma. Czy ten dodatkowy kawałek w adresie.
Ludzie, nie dajcie się naciągaczom! Niestety, przy obsłudze komputera trzeba myśleć. Gdyby nie naiwność ludzka, to wirusów, spamu i naciągaczy by zapewne było znacznie mniej.
Permalink |
Co z tymi Linuksiarzami? (i Windowsiarzami też)
luty 9, 2006, godzina 19:18 · Komputery, Społeczeństwo »
Czy ja jestem nienormalny? Nienormalny dlatego, że tolerancyjny? Gdy chodzę po Internecie i czytam dyskusje dotyczące systemów operacyjnych to nie mogę sobie uświadomić, skąd tak wiele jadu ze strony zwolenników obydwu systemów? Skąd tyle nienawiści do drugiej strony? Skąd obrzucanie się obelgami, skąd obrzucanie błotem Billa Gatesa? Ja jestem tolerancyjny - używam Windowsa, bo lubię. Linuksa nie używam, bo nie przypadł mi do gustu. Ale jest to dobry system - choć ma wady, jak każdy system na rynku!
Nie wiem, czy to “pryszczate nastolatki” tak mają, czy z tego się wyrasta?
Gdzie się nie natknę na newsa czy artykuł o którymś systemie, to w komentarzach jak spod ziemi wyrastają tłumy fanatyków. Jedni próbują mnie przekonać do ich uwielbianego Linuksa, mówiąc o bezpieczeństwie, o darmowości, o otwartych kodach. Inni mówią, że jestem nienormalny, głupi, szalony, że używam Windowsa, bo przecież on dziurawy jest i w ogóle. Zwolennicy Windowsa akurat nie są godni pochwały, kurczowo trzymając się niedostępności oprogramowania na konkurencyjną platformę czy trudnej obsługi. Te same argumenty, nic się nie zmienia od długiego czasu. Więc dlaczego wojny ciągle trwają?
A dlaczego częstym argumentem Linuksiarzy (bo nie Linuksowców - ci są normalni) jest “a ta twoja winda to legalna wogule?”. Czyżby niektórzy nie mogli przyjąć do wiadomości, że można mieć legalny system firmy MS? :-) Z kolei argument Windowsiarzy główny też jest bez sensu - “a ten linuch to beznadziejny i trudny jest i gry nie chodzą”. Teraz naprawdę, te wszystkie Ubuntu czy inne Madrivy są robione bardzo user-friendly.
Gdy czyta się niektóre bzdury na temat Windowsa (i przewagi Linuksa) to można sobie coś zrobić. I w odwrotną stronę też.
Ludzie! Więcej luzu! Więcej dystansu. To są tylko narzędzia, to kto jakiego używa, to nie jest powodem ani do wyśmiewania, ani do oceny jego inteligencji. Nie każdy użytkownik Windowsa jest nieświadomym debilem, po którego komputerze grasuje horda trojanów i wirusów do spółki ze spyware. Nie każdy użytkownik systemu spod znaku Pingwina jest pryszczatym nastolatkiem bez dziewczyny - jedni sami są płci pięknej, inni bynajmniej nie mają pryszczy (ewentualnie mają dziewczyny ;-))
I jeszcze słowo ode mnie. Nie używam Linuksa, to wiecie. Żyję z Windowsem, do Linuksa może kiedyś sie nastawię lepiej, zobaczymy. Ale powiedziałbym nieprawdę, gdybym rzekł, że na moim systemie nie ma wirusów. Otóż są. Chodzi o taki ładny folder “Wirusy” skrzętnie omijany przez program AV :-)
Miłego dnia, żyjcie w pokoju. Jeśli chcecie, to idźcie i nawracajcie, ale na Boga - nie oceniajcie ludzi po systemie. To głupsze niż po wyglądzie.
Permalink |
Obsesja IP
luty 4, 2006, godzina 15:10 · Internet, Komputery, Społeczeństwo »
Od długiego czasu śledzę forum dyskusyjne portalu Gazeta.pl, a dokładniej fora “Komputery”, “Internet” oraz “Telefony”. I daje się tam zauważyć pewną obsesję, obsesję na punkcie numeru IP. Jedni chcą ukrywać własne, inni widzieć cudze. Dlaczego? Co powoduję tą “magię” adresu IP?
Czy znajac moje IP mozna poznac moj nr gg? Jak podejrzeć czyjść IP w Gadu-gadu? Jak ukryć swoje IP przy wysyłaniu posta na forum?
Najpierw warto wiedzieć, czym jest adres IP:
Adres IP to unikatowy numer przyporządkowany urządzeniom sieciowym
mówi Wikipedia. Adres IP jednoznacznie identyfikuje dany komputer w sieci. Oczywiście nie jednoznacznie w Internecie - adresów jest za mało, aby każdy miał własny - stąd stosuje się routery i wiele technicznych rzeczy o które mi tutaj nie chodzi. Nie każdy ma własny adres IP - stąd słyszy się o adresach publicznych.
Co można zrobić mając cudzy adres IP? Naprawdę, nie tak znowu wiele! Można się próbować włamywać do komputera użytkownika - ale jeśli adres IP nie jest adresem komputera, a tylko i wyłącznie maszyny pośredniczącej (routera) to nici z wyczekiwanego archiwum Gadu-Gadu kochanka ;-) Poza tym - naprawdę włamanie się do porządnie zabezpieczonego komputera, nawet pracującego pod Windows, nie jest łatwe. Co można zrobić jeszcze? Dowiedzieć się, w przybliżeniu, skad jest ten użytkownik. Dzięki tak zwanym bazom WHOIS. Oczywiście nie mamy szans na nazwę ulicy. Co najwyżej na miasto i operatora Internetu z jakiego ktoś korzysta. Gdy jadministruje się forum dyskusyjnym, blogiem czy stroną WWW, można danemu adresowi IP zablokować dostęp do strony.
Jeśli dany użytkownik, którego znamy IP popełnia przestępstwo, to są możliwości dojścia do konkretnego komputera. Każdy operator internetu na takie komórki, tzw. abuse, które się zajmują przestępczością, przy współpracy z Policją i wydziałem do spraw przestępstw komputerowych.
Po co ukrywać własne IP? Jeśli chcesz paskudzić na forach dyskusyjnych, obrażać innych i tak dalej - próbuj. Możesz kryć się za anonimowymi proxy, ale kiedyś cię znajdą.
Nie wiem skąd bierze się magia adresu IP? Czy ten ciąg czterech liczb i trzech kropek (w najpopularniejszym mniemaniu - bo to nieprawda - wystarczy spojrzeć na IPv6) jest tak ważny w całym Internecie? Czy wszyscy tak boimy się o naszą prywatność, której część ujawnia ten adres IP?
A jeszcze abstrahując od adresów IP - Grzesiek Wolański wpadł na pomysł Konwencji o Opisywaniu Podcastów. Osobiście nie słucham raczej podcastów, ale gdybym miał kiedykolwiek coś w nich wyszukiwać, to takie coś bardzo by ułatwiło mi pracę. W sumie dobra idea.
Permalink |
Nasz kierunek?
styczeń 22, 2006, godzina 18:40 · Internet, Społeczeństwo »
Piotrek opisał dziś po trochu polską blogosferę. Podróżował podobno przez blogrolle i często bywał na róznych stand-alone blogach opartych o Wordpress, trochę na blox.pl i trochę na Joggerze.
Jaki z tego nasuwa się wniosek? Czyżby blogów tych… najbardziej wartościowych było najwięcej właśnie w tej postaci? Dlaczego akurat na Joggerze, blox.pl, a nie blog.pl czy blog.onet.pl, bloog.pl czy w innych serwisach? To jest pierwsze pytanie. Powodów, dla których naprawdę dużo wartościowych blogów można znaleźć na Jogger.pl, jest kilka - przede wszystkim to aktywne wspieranie otwartego protokołu Jabber i unikalne funkcje. A braki serwisu, braki tych rzeczy jak mechanizm “trackback”, są obchodzone na różne sposoby - tworzone przez zapaleńców i miłośników tego wspaniałego serwisu.
Wygląd tych blogów, jakie widujemy u nas w kraju jest przeróżny - od unikalnych, jak Piotrka właśnie. Czy WilQ, Tomka, Maćka. Ale są też do setki podobnych do siebie, na popularnych serwisach - co może być spowodowane ograniczeniami technicznymi tychże serwisów - albo po prostu lenistwem bloggerów, którzy tak namiętnie stosują standardowe szablony (albo z nieumiejętności stworzenia czegoś indywidualnego). Ale czy wygląd przekłada się na sukces? Na pewno indywidualny wygląd dodaje charakteru dziennikowi, pomaga nam też go łatwiej sobie zapamiętać.
A jak wygląda sieć połączeń? Najróżniej. Jak i Maciek zauważył dawno temu są konstelacje skupione wokół gwiazd i rzadkie połączenia między nimi. Może ja mam takie szczęście, ale ja się chyba w obrębie jednego “gwiazdozbioru” obracam, ciągle gdzieś do kogoś znajomego trafiam ;-)
Polska blogosfera może się pochwalić aktywnością jej użytkowników. Próbuję przenieść na rodzimy grunt rózne wynalazki z tzw. “zachodu”. Blogfrog.pl czy 10przykazań to są przykłady. Niektórzy autorzy chcą się wybić ponad przeciętność, wybić ponad stereotyp “13-latki zapisującej co jadła na śniadanie”. I dobrze!
Ja bym na końcu jednak chciał się odnieść do sprawy i przez Maćka i przez Piotrka poruszonej. Do wpisów prywatnych. Oni obdywaj tego nie lubią - ich prawo. Ja jednak jestem za tym, że i nawet na tech-blogu, od czasu do czasu, mają jak najbardziej prawo znaleźć się lżejsze wpisy. Nie wiem, czy powodują takie notki zniechęcenie do danego dziennika. Sam lubię czasem poczytać (i napisać!) o czymś innym niż webdesign, programowanie, społeczeństwo! Stąd też kategoria “Prywatne”, ale racją jest, jak i Puck zauważa, że szkoda, że nie da się tego wyfiltrować w czytniku RSS, gdy czytelnk sobie nie życzy.
Trzeba być optymistą. Ja, tak jak Riddle, uważam całkowicie, że nasza blogosfera się wciąż będzie rozwijała i nie będziemy się wstydzić, że obce są lepsze. Zresztą, czy nawet teraz się mamy wstydzić?
Permalink |
« Poprzednia strona ·
Następna strona »