Archive for Windows
Windows Vista Service Pack 1
marzec 19, 2008, godzina 19:23 · Microsoft, Windows »
Wczoraj wieczorem został udostępniony pierwszy pakiet serwisowy (Service Pack 1) dla Windows Vista - póki co dla pięciu języków tylko (angielski, niemiecki, francuski, hiszpański i japoński, polski jak zwykle nie). Można go pobrać albo w liczącym około 450 MB pliku standalone albo zostanie sam pobrany przez Windows Update (choć u mnie się tam jeszcze dziś rano nie pojawiał - nie mam najmniejszego pojęcia dlaczego - jednak via WU ma tylko 65 MB dla wersji x86).
Zapowiadany z olbrzymią liczbą poprawek, nowych sterowników, miał uczynić system szybszym, lepszym, stabilniejszym i tak dalej i tak dalej. Głównie miał poprawić denerwujące problemy związane z kopiowaniem plików, zwłaszcza przez sieć.
Ja osobiście nie miałem problemów z kopiowaniem plików przez sieć, było to nawet szybsze niż przenoszenie z partycji na partycję. Niekiedy jednak były problemy przy plikach na dysku - ich przenoszenie do katalogu innego, tagowanie, czy nawet usuwanie powodowało, że pokazywał się komunikat o szacowaniu czasu operacji i szacowanie trwało i trwało… Ja sam mam także problemy z nagrywaniem płyt pod Vistą, a raczej z samym napędem DVD, który potrafi sobie z systemu “zniknąć” aż do czasu restartu. Dotychczas nie próbowałem tego naprawić aktualizacją BIOS czy czymś takim, używając napędu DVD na tyle rzadko, ze to nie przeszkadza.
Mój system ma już nieco ponad rok - przez ten czas przeżył instalację niezliczonych ilości oprogramowania, co sprawiło, że jego początkowa szybkość już nie jest nawet zbliżona do szybkości obecnej - co zadaje kłam stwierdzeniom, jakoby Vista pozbyła się problemu z zaśmieceniem rejestru i wolniejszą pracą przy długotrwałym używaniu. Gdzie tam, mój system, obecnie, po zainstalowaniu SP1 uruchamia się ponad dwie minuty (od naciśnięcia włącznika do uruchomienia ostatniego programu z autostartu), a kiedyś robił to w minutę (i to miał do tego 0,5 GB mniej pamięci RAM).
Sama instalacja Service Pack 1, z użyciem tego “Standalone” instalatora, trwała około godziny. Można było spokojnie od komputera odejść i wrócić po dłuższym czasie, gdzie przywitał system, który się nie różnił niczym na pierwszy rzut oka.

Na co zwróciłem uwagę? Na bardzo dziwne zachowanie mojej karty dźwiękowej, która zaczęła się przycinać i wyłączać. Włączała się gdy trzeba było jakiś dźwięk odtworzyć, a że trwało to moment, to na przykład powiadomienie w komunikatorze było spóźnione. Stało się to denerwujące, ale sprawę załatwił nowy sterownik do dźwięku, który był z sierpnia 2007 roku notabene. No cóż, ciekawe.
Zwróciłem uwagę też, że kopiowanie niewiele się zmieniło - nadal są wyraźne problemy gdy przenoszę obrazki, za to szybciej je system oznacza tagami.
Ciekawi mnie jak wygląda sprawa wydłużenia czasu pracy na baterii, czego jeszcze nie miałem okazji spróbować. Niewiele mi także pomogą usprawnienia w pracy w domenie Windows Server 2008, ani BitLocker czy Windows Media Center.
Ciekawe czy szybkość startu i zamykania się systemu się poprawi, może samo i wkrótce? Choć trochę w to nie wierzę…
Permalink |
Małe, a drobne usprawnienia Visty
luty 23, 2007, godzina 21:07 · Microsoft, Windows »
W maju zeszłego roku napisałem nieco prowokacyjną notkę, w której stwierdzałem, że Aero czy inny XGL nam w sumie nie jest potrzebny. I że to bajer i że nie ma sensu i że użyteczność nie wzrasta.
W maju zeszłego roku używałem Windows XP w widoku klasycznym i nie spodziewałem się, że kiedykolwiek znajdę coś, co mi to zastąpi, bo to był mój ukochany wygląd już od czasów Windows 95. I co się okazuje dziś? Myliłem się.
Już blisko czwarty miesiąc używam Visty, aczkolwiek cały czas w wersji RC2 z powodu mojego lenistwa, do codziennej pracy, z włączonym Aero Glass i są rzeczy, do których się przyzwyczaiłem. Nie tylko w samym Aero, ale i w Viście jako takiej. Rzeczy, których mi brakuje, gdy siadam do Windows XP lub używam aplikacji, które średnio współpracują z systemem z różnych powodów. Są to w większości drobnostki, małe rzeczy, które okazują się przydatne. Na niektóre zwracano uwagę na wszystkich prezentacjach nowego dziecka Microsoftu, na inne mało kto zwrócił uwagę.

Mój faworyt to żywy podgląd zminimalizowanych aplikacji przez miniaturki pojawiające się po najechaniu myszą na ikonkę. Niesamowicie się przyzwyczaiłem - minimalizuję na przykład jakiś instalator, a potem kontroluję dzięki miniaturce czy pasek postępu nie doszedł już do końca. Albo rozpoznaję przez miniaturki czy otwieram właściwą instancję jakieś aplikacji.

Na ogól nie używam ani Alt+Tab (które z podglądem też jest o niebo wygodniejsze), ani bajeranckiego Win+Tab (chyba, że chcę zrobić wrażenie ;-)) tylko posługuję się paskiem zadań. Szukam obecnie czegoś podobnego do tego, ale jako rozszerzenie do Firefoksa - pogląd karty po najechaniu myszą na nią, ale nie widzę.

Co dalej? Tagowanie. Tagować można różne pliki, głównie obrazki, potem przy przeglądaniu katalogów można według tagów filtrować, można wyszukiwać np. zdjęcia z określonymi tagami. Ja przykładowo zdjęcia moich przyjaciół tak otagowałem, że teraz mogę wyszukać wszystkie zdjęcia na których znajdują się jednocześnie na przykład pewna M. i pewna A. :-) WinFS to nie jest, ale i tak bardzo fajna, bardzo wygodna i przeze mnie bardzo często używana rzecz. O właśnie - to okno wyszukiwania na górze każdego okna explorera jest bardzo, bardzo wygodne. Szybki dostęp do wyszukiwania, a dzięki indeksowaniu chodzi błyskawicznie. A jak już przy przeglądaniu katalogów jesteśmy, to szybkie cofanie się przy przechodzenie do podkatalogów dzięki rozwijanym listom w pasku adresu też jest wygodne. Znacznie lepsze niż ścieżka (na którą można się notabene przełączyć) w starszych wersjach systemu.

Jeszcze jedno małe, drobne usprawnienie użyteczności. Nowy dialog otwierania/zapisywania plików. Większy, z wyszukiwaniem, jakiś taki przestronniejszy. Gdy znalazła się niedawno aplikacja (OpenOffice Impress - swoją drogą też ma rzeczy, przy których PowerPoint jest lepszy), która otworzyła dialog starego typu zamiast nowego zupełnie mi nie pasował.


Małe, drobne usprawnienia. Być może Linuksowcy zaraz przyjdą i powiedzą, że oni to już mieli od wieków i w ogóle, ale trudno ;-) Ja tylko podkreślam, co nowego, drobnego i użytecznego przynosi Windows Vista, na co może nie wszyscy zwracają uwagę zaatakowani przez Flip 3D i “koszty ochrony treści systemu Windows Vista”, wymagania systemowe, które do najmniejszych nie należą niestety oraz cenę, która niska nie jest, ani tym bardziej zerowa. Oraz wszelkie bajery bądź usprawnienia użyteczności, jakie posiadają systemy z pingwinem.
Święte wojny z okazji premiery już ucichły, całe szczęście, bo nie do wytrzymania to było.
Permalink |
Aero Glass na Intel GMA 950 - działa
grudzień 9, 2006, godzina 17:15 · Microsoft, Windows »
O tych dwóch rzeczach współpracujących razem krążyły w Internecie sprzeczne opinie. Jedni twierdzili, że się nie da, inni, że się powinno udać. Aero Glass, czyli nowy interfejs graficzny Windows Vista, skądinąd całkiem ładny (Lunę porzuciłem po kilku dniach na rzecz klasycznego, Aero trzymam od miesiąca), ma swoje wymagania wobec karty graficznej. Są to głównie: obsługa DirectX 9.0 oraz sprzętowe Pixel Shader 2.0. No i 128 MB pamięci karty oraz model sterowników WDDM.

Wybierając laptopa, szukałem modelu, który właśnie ten Aero Glass udźwignie. Intel GMA 950 (znany także jako Intel 945GM) według specyfikacji powinien sobie poradzić. W Internecie właśnie krążyło mnóstwo sprzecznych opinii na ten temat. W końcu zaufałem postowi na grupie dyskusyjnej microsoft.public.windows.vista.general oraz filmikowi na YouTube, a nie MacOS-owemu trollowi z forum Gazeta.pl czy moderatorowi serwisu notebookcheck.pl.

I potwierdzam, Aero Glass działa na tym układzie graficznym. W ogóle Windows Vista pięknie się na moim HP Compaq nx7400 zainstalował, wykrywając wszystkie funkcje, w tym Bluetooth czy bezprzewodową kartę sieciową, bez problemu. A instalacja trwała około 20 minut, jakoś tak dziwnie szybko (notabene - za usunięcie “Microsoftowych minut” z instalatora mam nadzieję, że programiści jakiś bonus dostali ;-)). I działają wszystkie bajery, łącznie z podglądem zawartości okien oraz Flip 3D (który jedyne co robi, to wszystkich zachwyca, a sam go używam niezmiernie rzadko).
Internet to jest pełen sprzecznych informacji jednak.
Technorati Tags: Windows, Vista, Aero, 3D, Intel GMA 950, notebook, DirectX
Permalink |
Nie dotykaj Program Files!
październik 24, 2006, godzina 18:37 · Microsoft, Programowanie, Windows »
Jest sobie taki katalog, w którym większość instalowanych pod Windows aplikacji ląduje. Program Files. I są aplikacje, które sobie swoje dane konfiguracyjne zapisują w swoim podkatalogu tegoż systemowego folderu. W jakiś plikach INI, XML - nieważne. Fakt jest jednak taki, że niestety rzadko programiści (amatorzy - w przypadku komercyjnych aplikacji tego problemu nie zauważyłem) zwracają uwagę na fakt, że użytkownik niekoniecznie musi mieć prawa zapisu do katalogu aplikacji! I wtedy piękne “Cannot create file” czy inny nieobsłużony wyjątek środowiska programistycznego się pojawia. Bo kto by o tym pomyślał, ze czasy Windows 9x się skończyły, a konta administracyjnego się nie używa?
Sam przyznaję, ten błąd popełniliśmy w PilotMP3. I Notatniku SP. Ale gdzieś go jeszcze widziałem w paru programach. A odkryłem tę sytuację praktycznie przypadkiem. Pod Windows XP używałem konta “Użytkownik zaawansowany”, które akurat prawa zapisu do Program Files ma (ale do Windows - nie). Ale siadłem do Visty i używam konta administratora. Jednak jestem chroniony przez UAC (User Account Control) i każda akcja poważniejsza wymaga potwierdzenia, w tym także zapis do Program Files. Niestety, używałem pewnej aplikacji, która systemowi nie zgłosiła zapotrzebowania na uprawnienia administracyjne (co w sumie normalne - raz, że o Viście to nie słyszano gdy ją pisano, dwa - bo nie robi nic specjalnego), próbowała zapisać do swojego katalogu… i wyskoczył błąd. No trudno się mówi. Ale ja chcę zamknąć program - błąd! Bo nie może zapisać konfiguracji. I wyjść się inaczej niż przez zabicie procesu nie da…
Zapis konfiguracji do katalogu aplikacji jest zły. Po to dano nam w systemie Windows 2000/XP/Vista katalog Documents and Settings[konto]Dane aplikacji (względnie Users[kontoAppData w Viście, na który przekierowywany jest link ze starszych systemów - podziękujmy łączom stałym), aby w nim takie rzeczy zapisywać.
W PilotMP3 1.1 (obecnie faza RC) zastosowałem pewną bardzo skomplikowaną z pozoru funkcję, która uwzględnia kilka różnych przypadków folderów gdzie dane programu można zapisać. Ogólnie zaczyna ona od zapisania w folderze, którego ścieżkę pobiera ze zmiennej środowiskowej %APPDATA%. Jeżeli jest pusta, to oznacza, że mamy do czynienia z systemem Windows 98/ME - a więc wtedy ustalamy katalog roboczy na katalog aplikacji. Jeżeli mamy już jednak ścieżkę do "Danych aplikacji" to próbujemy tam utworzyć podkatalogi jeśli ich nie ma. Albo zapisujemy tam gdzie trzeba. Ale, jeżeli zapis się nie uda - to zapisujemy dane do katalogu tymczasowego, którego ścieżkę pobiera się ze zmiennej środowiskowej %TEMP%. A do niego to każdy zapisać może. Co najwyżej dane znikną (w rzeczywistości dochodzi jeszcze warunek próbowania zapisu w Temp - jeśli się nie powiedzie to program generuje fatalne zakończenie aplikacji z wyjątkiem $FF).
Nie dotykać katalogów, do których się nie ma absolutnej pewności, że będzie można zapisać. Bo uruchamianie aplikacji z prawami administratora chyba mija się z celem. Programiści - macie aplikacje, które do swoich katalogów zapisują dane? Przepiszcie je. Żeby użytkownikom było lepiej.
Technorati Tags: Microsoft, Windows, Vista, UAC, programming, Program Files
Permalink |
Montowanie dysków (pod Windows)
październik 1, 2006, godzina 10:53 · Microsoft, Windows »
Gdy o montowaniu partycji pod katalogi wspomniałem znajomemu (udzielającemu się też tutaj Dotowi) był zdziwiony, zaskoczony, rzekłbym nawet, że uznał mnie za wariata.
- Dot
- czekaj, podmontowane do folderów?
- Dot
- w Windzie?
- Ktos
- tak, jakiś problem?
- Dot
- no… tak jakby ;)
- Ktos
- ja nie widzę :)
Montowanie dysków (partycji) pod Windows wydaje się czymś dziwnym, ale to jest naturalna operacja w systemie plików NTFS. Nie wiem czy była dostępna w Windows NT 4, ale na pewno jest w 2000, XP i Viście. A banalna do przeprowadzenia i od razu ułatwia parę rzeczy. Ja na przykład teraz trzymam gry (niestety te zajmują coraz więcej miejsca na dysku - to się w głowie nie mieści ile!) i dane multimedialne (zdjęcia, filmy, mp3) na oddzielnych partycjach, na drugim dysku.

Ale są one podmontowane jako odpowiednie katalogi na jednym z dysków, więc mam szybki dostęp i nie mam bałaganu z literami dysków. A parę godzin po dolożeniu do komputera drugiego dysku twardego mogło zacząć brakować liter w alfabecie. Swoją drogą zawsze zastanawiała mnie taka sytuacja - co wtedy Windows robi?
Aby podmontować partycję (która moze być sformatowana zarówno w FAT, jak i NTFS) potrzebujemy innej partycji, sformatowanej w systemie NTFS i pustego folderu. Oraz nieocenionego narzędzia “Zarządzanie dyskami”, dostępnego z konsoli “Zarządzanie komputerem”, bądź bezpośrednio przez wywołanie diskmgmt.msc.
Klikając prawym klawiszem myszy na partycji mamy możliwość zmiany litery dysku lub ścieżki. Nic nie stoi na przeszkodzie, aby jedna partycja była zamontowana w kilku miejscach i do tego posiadała jeszcze literę dysku.

Wybieramy “Zainstaluj w następującym pustym folderze plików NTFS”, wybieramy folder i gotowe. Mamy partycję widzianą w Eksploratorze jako katalog. Oznaczony odpowiednią ikoną, dla odróżnienia od normalnych folderów.

Mechanizm ten, podobny do montowania dysków znanego z systemów Uniksowych, pozwala na posiadanie dużej ilości partycji i zmniejszenie wśród nich bałaganu.
Niestety, jest jedna, całkiem poważna wada. Wyobraźmy sobie, że chcemy zainstalować program na dysku C:, ale brakuje miejsca. Czy coś szkodzi podłączyć dodatkową partycję pod - dajmy na to - podkatalog w “Program Files” żeby mieć więcej miejsca i żeby zachować ład w programach? Niestety, mechanizmy obliczania ilości wolnego miejsca na partycji nie sumują tej ilości z wolnym miejscem na podmontowanych partycjach, co powoduje, że program nadal może sądzić, że miejsca ma za mało. Wielka szkoda.
Permalink |
Zatruwanie pliku hosts
wrzesień 3, 2006, godzina 15:42 · Komputery, Microsoft, Windows »
Ostatnio, gdy “triumfy” święci phishing pojawiło się kilka technik, jakie mogą pomóc złodziejom w kradzieży danych dostępowych do kont internetowych. Jedną z nich jest atak na serwery DNS bądź na pliki hosts. Serwery DNS zamieniają komputerom adresy URL na numery IP serwerów. Więc teoretycznie gdyby się włamano na serwery na przykład Telekomunikacji Polskiej, zatruwając je, to każdy klient Neostrady zamiast adresu swojego banku dostawałby to, co złodzieje by zechcieli. Na przykład postawioną stronę rejestrującą hasła. Ale przeglądarka internetowa wyświetlałaby w pasku adresu jak najbardziej prawidłowy URL.
Jednak oczywiście atak na infrastrukturę sieciową nie jest tak prosty, jak na źle zabezpieczone kompuetry użytkowników. A trzeba wiedzieć, że praktycznie każdy system operacyjny dysponuje specjalnym plikiem, który spełnia rolę lokalnego “serwera” DNS. Tak zwany plik hosts, umieszczony w katalogach /etc/hosts (w Linuksie) czy %SYSTEMROOT%system32driversetchosts (w Windows) jest małym plikiem tekstowym, w którym znajdują się po dwie rzeczy - adres IP serwera oraz adres domenowy serwera - w każdej linijce. Ma różne zastosowania, ja na przykład wykorzystuję go do tego, by adres lucy.local prowadził do komputera w mojej sieci domowej o adresie 192.168.0.4.
Jednak, można go wykorzystać do zaatakowania konta bankowego użytkownika. Należy się zabezpieczyć. Użytkownicy Linuksa mogą już przestać czytać, bo ich ten problem w większości nie dotyczy. Jedna sprawa z powodu takiego, że wirusów na Linuksy to się raczej nie spotyka, po drugie - bo i tak zapisać do tego pliku cokolwiek może tylko root. A nikt zwykle pod rootem nie pracuje.
Właśnie - zapis. Atak na plik hosts może się powieść tylko w przypadku, gdy użytkownik ma prawa zapisu do tego pliku. A zatem jeżeli używa Windows z obsługą praw zapisu na partycji NTFS - na przykład najpopularniejszego Windows XP, to zapisać do tego pliku domyślnie może cokolwiek tylko Administrator bądź konto o takich uprawnieniach. I dochodzimy do faktu, że wiele osób na koncie administracyjnym pracuje normalnie. Z wygody, niewiedzy, czy czego tam jeszcze. Zalecam się przesiąść na konto o ograniczonych uprawnieniach - żaden wirus nie zapisze się nam w katalogu Windows bo nie będzie mógł. W pliku hosts też nie nabrudzi, bo zwykli użytkownicy mają tylko prawa “Odczyt”, “Odczyt i wykonanie” (w polskiej wersji systemu jest “Zapis i wykonanie” ale to błąd w tłumaczeniu). A “Zapis” czy “Modyfikacja” - nie.
Sprawa wygląda znacznie gorzej na sytemach Windows 98 czy ME. Oraz gdy stosuje się w tych nowszych system plików FAT, a nie NTFS. Jedyne co można zrobić to ustawić plikowi hosts atrybut “Tylko do odczytu”. Rozwiązanie banalne, ale większość wirusów atakujących go powinno się na nie nabrać. Gorzej jeśli ich autorzy czytają ten artykuł :-)
Jest jeszcze jedna zasada. Podejrzliwość. Nawet jak adres banku jest prawidłowy niby to raczej o kilka naszych haseł jednorazowych nikt nie zapyta. Ani e-mailem o nie nie poprosi. Musimy być czujni.
Technorati Tags: phishing, hosts, security, DNS, cache poisoning, Windows, administrative account
Permalink |
Co Ci zżera miejsce?
sierpień 18, 2006, godzina 10:50 · Microsoft, Windows »
To pytanie zadaje sobie każdy użytkownik. Co zajmuje tak dużo miejsca? Skąd tego tyle? Kiedyś miałem dysk 600 MB i mi wystarczał, a teraz mój katalog domowy (/home czy tam “Moje dokumenty”, wedle woli) zajmuje kilka gigabajtów?!
Załamać się można. Ostatnio zechciałem sprawdzić ile zajmuje mój folder domowy. 7,36 GB. Praca gromadzona przez bardzo, bardzo długi czas. Po jakimś czasie i kasowaniu zbędnych rzeczy, które znalazły się tam niepotrzebnie objętość zmalała to 4,36 GB. Ale i tak jest to problem. Problemem jest nie tylko jak temu zrobić kopię zapasową, ale w ogóle trzeba zapanować nad rozrastaniem się tego bajzlu. A najpierw - trzeba sprawdzić jaki podfolder zajmuje najwięcej miejsca. Jak to zrobić? Po kolei klikać “Właściwości” każdego podfolderu? Zastrzelić się mozna. Z pomocą jednak przychodzi pakiet Windows Support Tools, a z niego mały programik konsolowy o nazwie diruse.exe. Oczywiście większość tych prawie że mitycznych Zwykłych Użytkowników (ZU) boi się trybu tekstowego, ale chyba “Notatki” czytają ludzie, którym nie straszne są cmd.exe i tym podobne komendy :-)
Diruse zwłaszcza przydatny nam będzie wraz z przełącznikiem /* i /M. Pierwszy daje to, że uwzględniane będą tylko foldery najwyższego poziomu, drugi - że wynik pokazywany będzie w megabajtach. Wydajemy komendę:
diruse /* /M <mój folder>

I po chwili mamy piękną “tabelkę”, a w trzech kolumnach przejrzyście mamy pokazany rozmiar i ilość plików danego katalogu. Po przyjrzeniu widać, że na przykład u mnie najwięcej zajmuje folder “Backup” - co jest normalne, biorąc pod uwagę fakt, ze w nim są takie rzeczy jak blisko 100 MB kopia rejestru systemu z drugiego dysku. Katalog “Moje wideo” mający olbrzymią objętość mnie nie dziwi, ale dlaczego “Misc” jest tak wielki?
diruse /* /M E:MarcinMisc
Ujawnia, że największą objętość ma katalog “Komórki”. Chwila przypomnienia - ach tak, przecież już nagrałem to na płytę! Dwa naciśnięcia klawiszy (Del i Enter) w odpowiednim oknie Eksploratora i ilość wolnego miejsca na dysku się zwiększa.
Oczywiście nie każdemu musi do gustu przypaść program konsolowy - mi tam on specjalnie nie przeszkadza, cmd.exe jest bardzo przydatnym narzędziem, zwłaszcza wraz z niektórymi programikami z pakietów Windows Support Tools i Windows 2003 Resource Kit - ale o tym będę jeszcze pisał wkrótce. Ale jest też program, który realizuje to samo zadanie co diruse, ale w postaci okienkowej. Na przykład Directory Report (ale niestety płatny i to aż 20 ) czy Karen’s Directory Printer (ten akurat skoncentrowany na drukowanie, ale i do pliku zapisywać potrafi).
A więc - co Wam zżera tyle miejsca? Dowiedzcie się i pozbądźcie się tego ;-)
Technorati Tags: Windows, Microsoft, diruse.exe, directory size, disk space
Permalink |
Zabezpiecz folder hasłem
lipiec 12, 2006, godzina 16:18 · Microsoft, Windows »
“Jak zrobić hasło na folder?”
“Jak zrobić, aby trzeba było podać hasło żeby do folderu wejść?”
“Jak zabezpieczyć folder hasłem?”
Takie pytanie jest bardzo popularne. I choć wiadomo, że system plików NTFS umożliwia zakładanie uprawnień do folderów, to jednak wymaga to zabawy, tworzenia kont użytkowników, ustawiania uprawnień, a i tak użytkownik o dostępie administracyjnym będzie miał dostęp. Chyba, ze szyfrowanie wbudowane w system zastosujemy - ale o korzyściach i niebezpieczeństwach z tym związanych innym razem.
Microsoft jakoś niedawno udostępnił narzędzie Microsoft Private Folder, dostępne dla posiadaczy oryginalnego systemu Windows XP (więc w celu sprawdzenia legalności radzę ściągać Internet Explorerem, niż męczyć się z dziwnie działającą wtyczką do Firefoksa). Program pozwala utworzyć jeden (dla każdego uzytkownika) prywatny folder, zabezpieczony hasłem, w którym można przechowywać swoje prywatne dane. Czyli coś idealnego dla zwykłego użytkownika, ktory uprawnień nie chce się dotykać.
Zastanawiają mnie tylko dwie rzeczy. Po pierwsze, dlaczego w wymaganiach programu jest (obok naturalnie systemu Windows XP z Service Pack 2) “Super VGA (800 x 600) or higher-resolution video adapter and monitor” - czyż to nie oczywiste? :-) I po drugie - jak odzyskać dane, gdy użytkownik zapomni hasła - tego nie napisali.
Program jest darmowy i pozbawiony wsparcia technicznego.
Technorati Tags: Microsoft Private Folder, Microsoft, private data, NTFS
I stało się coś niecodzinnego. Microsoft wycofuje aplikację Private Folder z powodów krytyki na rzeczy o których wspomniałem wyżej - brak dokumentacji i przede wszystkim - metod odzyskiwania danych. Ale oprócz administratorów załamanych perspektywą użytkowników zapominających hasła do ich prywatnych folderów to okazało się, że podnieśli też głos rodzice, którzy zmartwili się, że ich pociechy będą mogły coś ściąganego z Internetu przed nimi ukryć.
Za Betanews.
Permalink |
Samo się skasowało
czerwiec 25, 2006, godzina 16:32 · Komputery, Społeczeństwo, Technologia, Windows »
Od kiedy usłyszałem od znajomego że przypadkiem odinstalował sobie kartę dźwiękową (sterowniki tylko oczywiście) to przestałem się dziwić, że wielu użytkowników mówi, opisując problem, że “samo się skasowało”. To jest wygodna wymówka, ale niestety w komputerze bardzo, bardzo rzadko dzieje się coś bez interakcji użytkownika - a zwłaszcza kasowanie czegokolwiek.
W ogóle jakoś tak te chochliki (gremliny?) nieźle działają, bo ja widzę, że nie tylko samo się kasuje, ale i “coś się zainstalowało samo”. A co chochlikom pomaga najbardziej? Oczywiście - brak umiejętności czytania tego, co komputer pisze i bezmyślne klikanie “OK”.
Kiedyś, w ramach jakiejś dyskusji (no, flejma raczej) użytkownicy Windows zostali posądzeni, że jedyne co robią to postępują w stylu “Next, Next, Finish”. I chyba jest w tym sporo prawdy, choć oczywiście nie można uogólniać, bo mi zdarza się na przykład czytać umowy licencyjne :-)
Jaka rada na “samokasujące” się pliki, czy “samoinstalujące” aplikacje? Oczywiście konto z ograniczonymi uprawnieniami. I jak tak patrzę na Vistę gdzie już prawie każda operacja wymaga kilkukrotnego potwierdzenia to się nie dziwię, po co to wprowadzono. Jednak zostaje ten problem, ze z czasem nikt nie będzie tego czytał, a po prostu klikał “tak, tak”. I wracamy do punktu wyjścia. Coś sie samo instaluje i samo kasuje. O, jeszcze nasza ulubiona przeglądarka też pozwala na instalowanie różnych rzeczy i też wybitnie dialerom czy spyware pomaga. Choć tutaj to jeszcze “samoinstalację” jestem skłonny potwierdzić.
Ale to zjawisko nieczytania komunikatów to i występuje przy obsłudze telefonu komórkowego (bo jak inaczej można włączyć przekierowanie wszystkich rozmów na pierwszy numer z listy jak nie czytając co się tam wyświetla) i różnych rzeczy od komputerów innych.
Oj, sam mi się jakiś wpis napisał. Te wredne gremliny.
Technorati Tags: Computer, Windows, Standard user, Gremlins
Permalink |
Koniec
czerwiec 19, 2006, godzina 11:27 · Microsoft, Windows »
Bill Gates odchodzi z Microsoftu. To już było wiadome od czasu gdy za zarządzanie firmą wziął się Steve Ballmer. Bill Gates usuwa się w cień, a teraz już zupełnie (prawie) zmienia priorytety, jako, że chce zająć sie swoją (i żony) fundacją charytatywną.
Przez Internet przewala się fala komentarzy na ten temat (tutaj chciałem wykorzystać nowy serwis Trendomierz, ale niestety zobaczyłem tylko tyle zamiast chmurki tagów). Opi na przykład wspomina, że Gates jest symbolem. Symbolem Microsoftu. Tym odpowiedzialnym za każdy niebieski ekran śmierci Windows ;-) Tak, taka jest powszechna opinia. A teraz - symbol odchodzi? Czyżby to koniec Microsoftu? Nie. To tylko koniec symbolu tej firmy.
I co teraz? Czy agresja skierowana do Microsoftu nadal będzie kierowana na Billa? A może na nowych, którzy przejmą jego obowiązki? Ciekawe. I ciekawe ile pojawi się komentarzy “Bill odchodzi bo M$ wreszcie upada, niech żyje Linus, Linux i pingwiny” ;-)
A co do końców - w październiku zbliża się termin zakończenia wydawania poprawek dla kolejnego produktu Microsoftu - tym razem dla Windows XP z poprawką Service Pack 1 (lub bez pakietów SP). Ale czy w 2006 roku jeszcze są ludzie, którzy nie mają Service Pack 2? :-)
Technorati tags: Bill Gates, Microsoft, Windows
Permalink |
« Poprzednia strona