Blog nie jest już dalej prowadzony, ani aktualizowany. Wpisy i komentarze pozostaną dostępne przez jakiś czas. Dzięki.

Archive for Microsoft

Windows Home Server

Od kilku tygodni w moim domu działa jeden z najdziwniejszych produktów Microsoftu – Windows Home Server. Wersja najbardziej aktualna, z dodatkiem PowerPack 3.

Dlaczego najdziwniejszych? Bo to jedna wielka hybryda. Instalator oparty na WinPE 2.0, który w pewnym momencie wraca do trybu tekstowego rodem z NT 4.0. System startuje zupełnie jak XP, logo ma trochę podobne do Visty, a oparty jest w zasadzie na Small Business Server 2003. I te rzeczy z 2003 dają się niestety we znaki.

Windows Home Server Console - komputery

Ale do rzeczy – czym jest WHS? Możemy go potraktować jako przerośniętego NAS-a (Network Attached Storage). Swoją rolę najlepiej spełnia, gdy jest podłączony do sieci i dużej powierzchni dyskowej. Spokojnie wtedy siedzi gdzieś w kącie, a my mamy z każdego komputera w sieci domowej dostęp do naszych danych. Jak na zwykłym komputerze gdzieś w sieci. To jednak nie wszystko – dodatkowo oprogramowanie dba o regularny backup naszych komputerów do centralnego serwera domowego, dba o mirroring danych już na serwerze, zapewnia dostęp zdalny do plików na dysku serwera (przez przeglądarkę internetową, fajna sprawa). I dostępne jest wiele add-inów, które mają możliwość współpracy czy to z kamerkami internetowymi czy systemami inteligentnych instalacji elektrycznych.

Dostęp i ustawienia realizowane są przez Windows Home Server Console, gdzie można łatwo skonfigurować backup, udostępniane foldery (i uprawnienia do nich), można zobaczyć aktualny status sieci (czy aby któryś z komputerów nie ma nieaktualnego antywirusa lub kopii zapasowej). Ale można też zalogować się “po ludzku” przez RDP i działać na pulpicie. Mimo iż jest to wyraźnie odradzane ;-)

Windows Home Server Console - kopie zapasowe

Wspomniałem o dziedzictwie 2003, które jest widoczne wyraźnie. Z jednej strony jest to choćby IIS 6.0 który to serwuje stronę zdalnego dostępu przez przeglądarkę. Z drugiej – olbrzymia ilość poprawek. Po świeżej instalacji było ich w okolicach setki. Jednak, za to, jeśli ktoś się zna, to daje się uruchomić funkcje, których “oficjalnie” nie powinno być – ja konfigurowałem VPN, ale podobno da się nawet postawić kontroler domeny Active Directory.

Nie miałem (całe szczęście) okazji przetestować czy faktycznie da się te kopie zapasowe odzyskać – podobno możliwe jest też odzyskiwanie z użyciem płyty CD na “goły sprzęt”, gdy nam wszystko kompletnie padnie. Choć przyznam, że mnie to interesuje i chyba zaraz spróbuję jakąś maszynę wirtualną na szybko ustawić i odzyskać.

Podoba mi się, że nawet jest wtyczka do Media Center – jestem w stanie sobie wyobrazić kontrolę np. “zapchania” dysku serwera korzystając z komputera pod telewizorem. Mój testowy serwer to ani wielkiego dysku nie miał, ani ja nie mam komputera pod telewizorem, ale może być przydatne ;-) Ciekawe wydaje się np. przenoszenie starych nagranych programów z telewizji na Home Server, by odciążyć dysk “nagrywarki” i udostępnić to wszystko w sieci.

Oczywiście, by cały Home Server miał sens, to nie można zrobić tak jak ja, że jeden z komputerów na 1000 GB dysku, a cały serwer, który go m.in. backupuje, ma dysku 80 GB. Istnieją gotowe zestawy od m.in. HP czy Acera dostarczane wraz z WHS i miejscem na przykład na 4 dysku, po 1,5 TB każdy. I mamy piękny centralny serwer w domu udostępniający wszystkie nasze zdjęcia, filmy czy muzykę.

Windows Home Server Console - informacje o systemie

Przejdźmy do wad – z jednej strony jest to oparcie na Windows 2003. Znów musiałem uruchomić Internet Explorera (i to 6.0 początkowo) by wykonać update. Poprawek była masa, niektóre zapewne dla mojego, zamkniętego na świat (prócz portu 80 i 443) serwera – mało istotne. System nie wspiera też nowego wynalazku wprowadzonego wraz z Windows 7, HomeGroup, prostej wymiany plików pomiędzy komputerami. Konsola zarządzania nie działa zawsze płynnie (choć tutaj wpływ ma pewnie to, że mój testowy serwer to Pentium M 1 GHz).

Obecnie poważnie rozważam zakup jakiegoś małego komputerka z Atomem i postawienie go jako domowy serwer. Przynajmniej na jakiś dłuższy test, tak w okolicach pół roku, bo na tyle można uzyskać wersję próbną – pełna kosztuje, w USA, 100 dolarów. Nie jest niebywale wygórowana, jak to korporacja ma w zwyczaju, ale za taką cenę można też kupić pewnie tańszego NAS-a…

| Komentarze

PC-wizja

Zakupiłem sobie kartę telewizyjną. Nie posiadałem takiego urządzenia nigdy wcześniej, teraz jednak pojawiła się ochota by zrezygnować z “normalnego” telewizora na rzecz komputera.

I jak wyszło? Nieźle. Oprócz już jednej uwagi, na sam początek – jeżeli chce się mieć kartę TV jako jedyny odbiornik TV, to polecam taką z dwoma tunerami. Żeby nagrywać i oglądać jednocześnie. To coś, czego mi teraz trochę brakuje.

Jako programu do odbioru TV używam Windows Media Center. Zresztą kartę kupowałem m.in. dla pilota z WMC zgodnego. Naprawdę świetny kawałek oprogramowania. A zadziwiony faktem, że w Polsce istnieje – dla kilku kanałów co prawda – elektroniczny program telewizyjny (EPG), gdy go skonfigurowałem (bo automatycznie ustawił się tylko dla EuroSportu) stwierdzam – to jest naprawdę super! Wybieram “Dr. House”, naciskam na pilocie nagrywanie i działa. Samo, bez programowania. Co prawda są przesunięcia, ale z pewnością jest to pewniejsze niż moje prehistoryczne wideo.

Od strony sprzętu – kupiłem Compro E650F. O firmie Compro nigdy nie słyszałem, karta skusiła mnie jednak zgodnym z WMC pilotem, hybrydowym tunerem DVB-T/analog oraz – czego się najbardziej obawiałem, słysząc historie o kartach telewizyjnych – zgodnością z Windows 7 w wersji 64-bitowej. No i niewygórowaną ceną, około 200 zł, oraz oczywiście byciem kartą low-profile. Dołączone do karty oprogramowanie mnie nie interesowało, od razu byłem na Media Center zdecydowany. Niemniej i tak musiałem zainstalować, bo bez programu “ComproRemote” niestety pilot nie funkcjonował jak powinien.

Wróćmy do oprogramowania. Problemem jest to, że w WMC nie ma funkcji “sleep”, tj. wyłączenia komputera po pewnym czasie. To znaczy istnieją jakieś aplikacje mające to dodać, np. Sleep Timer v2, jednak akurat ta aplikacja sprawia problemy – przede wszystkim pokazuje się nie na tym monitorze na którym jest Media Center, a ten drugi mam przy oglądaniu telewizji wieczorem zwyczajnie wyłączony. WMC – z nieznanych mi powodów – nie ma też w swoich możliwościach funkcji zahibernowania komputera. Albo sleep albo wyłączenie. To jest rozwiązane przeze mnie przez krótki czas hibernacji – przed snem komputer usypiam, a po 30 minutach bezczynności sam się hibernuje. Zastanawiacie się, co się stanie, jeśli akurat będę nagrywał coś wtedy? Ja też się zastanawiałem, jednak programiści nie byli głupi – system wyłączy wszystko, co niepotrzebne, ale nagra i dopiero wtedy się uśpi. Tak samo potrafi się też “obudzić” żeby nagrać coś innego, zaprogramowanego. Tego jeszcze nie sprawdzałem, zresztą przy wyłączonej listwie chyba się nie uda ;-)

Telewizja w PC? Super. Naprawdę, nie przypuszczałem, że to może być fajne. Timeshifting, nagrywanie, EPG, super sprawa!

| Komentarze (2)

MTS 2009

Tak, byłem na Microsoft Technology Summit 2009. Pojechałem na MTS pierwszy raz, poprzednio co najwyżej oglądając albo transmisje online albo już materiały po konferencji – wiedziałem więc mniej więcej czego się spodziewać – nie miałem jednak wiadomości o paru szczegółach.

Sesja generalna zaczęła się muzyką jakiegoś zespołu – bliżej nieznanego, udało się rozpoznać przynajmniej jedną piosenkę U2, ale z obserwacji ów zespół na U2 nie wyglądał – chyba, że Bono kompletnie zmienił wizerunek ;-) Potem trochę o Windows 7, o pptPlex, SeaDragon, kryzysie (jakże by inaczej). No i pojawił się Surface o którym później.

Ciekawostką znów jest fakt, że będąc developerem znów wybrałem sesje bardziej pasujące do IT Pro – tak i na konferencję jechałem ze zniżką społecznościową powiązaną z profilem na wss.pl, nie CodeGuru. Moje wykłady zaczęły się od Marka Minasi i jego sesji o VHD – świetnie poprowadzona, trochę żartów, luźny styl, ale w zasadzie niewiele rzeczy o których bym nie wiedział (instalację W7 na VHD robiłem parę dni wcześniej).

Udawszy się na lunch miałem nadzieję zjeść szybko i zdążyć na prezentację mojego kolegi, Grześka Rycaja, na Spiker Idolu – okazało się jednak, że w momencie gdy połknąłem pierwszy kęs Grzesiek wyszedł na scenę, bo był pierwszym uczestnikiem ;-) A co do jedzenia – nie pamiętam co to było, ale było dobre – ktoś narzekał na plastikowe pojemniki – miały jednak one przewagę szybkości usunięcia śmieci i łatwości przeniesienia, a do konsumpcji wystarczało znalezienie kawałka wolnego miejsca na stoliku. Ewentualnie można było zjeść w powietrzu, co drugiego dnia udowodnił mój znajomy ;-)

Potem Sebastian Wilczewski i jego licencjonowanie i zarządzanie oprogramowaniem – czyli SCCM. Fajne informacje, z oddali trochę słabo jednak było widać, a prelegent nie mógł (?) przybliżyć obrazu niestety. Sesja Bartosza Pampucha o Visual Studio 2010 rozpoczęła się filmem prezentującym agendę – niekonwencjonalny pomysł, fajne wykonanie, dobre prowadzenie, zasłużona burza oklasków pod koniec. O popularności tego konkretnego wykładu świadczy też fakt, że prawie nie było jakiegokolwiek wolnego miejsca – a jeden ze spotkanych znajomych aż chciał ukraść mój identyfikator ;-)

Ostatnią sesją pierwszego dnia były nowości Office 2010 w samej Sali Kongresowej, która wydała mi się dziwnie pusta jak na interesujący temat. Trochę nowości w Outlooku, trochę nowości w Wordzie, narzędzia graficzne, nawet przycięcie filmu, no i SharePoint.

Ranek drugiego dnia przywitał sesją na temat WebsiteSpark – szybkie przekazanie najważniejszych informacji, jasne wyłożenie co i jak, i tylko 40 minut czasu. Z jednej strony to wada, z drugiej okazała się być zaletą – gdyż wolny czas przy niewielkim natłoku osób mogłem spędzić bawiąc się Surface. Okazało się być fajnym urządzeniem, interfejs być naprawdę przyjemny, i do tego po prostu zabawa była przednia. Rozgrywałem partię warcabów, a dwójka innych osób “rzucała” wirtualnymi zbitymi pionkami obok i stwierdziliśmy, że w rzeczywistości to rzucanie bierkami nie jest takie fajne ;-)

Z zabaw to jeszcze miałem do czynienia z Xboksem, gdzie udało się pierwszy raz w życiu zagrać w Guitar Hero, na prawdziwym kontrolerze, nie klawiaturze. Poziom oczywiście amatorski, by się nie zbłaźnić, co zaowocowało komunikatem “You rock” dla mnie (bas) i mojego partnera (gitara) ;-)

Potem sesja znów Sebastiana – licencjonowanie, dziwy w licencjach, a na koniec trochę odpowiedzialności karnej i cywilnej, co nas zmroziło i przeraziło do tego stopnia, że nie było żadnych pytań do prelegenta ;-) Po lunchu znów wielka sala i Tomek Onyszko i jego “wielki interoperacyjny szwindel”, czyli jak podłączyć Linuksa do domeny Active Directory. Ciekawe, dobrze prowadzone, chyba spróbuję zrobić u siebie w domu :-)

A potem ostatnia sesja, która mi najbardziej zapadła w pamięć – o Microsoft IT. Wirtualizacja na skalę masową, serwery liczone w dziesiątkach tysięcy, terabajty dysków i gigabajty RAM-u.

Sam koniec to oczywiście finał Spiker Idola, niestety nie udało się nam obejrzeć ostatniej prezentacji, musieliśmy biec na pociąg (bo następny miał być za dwie godziny dopiero), więc nie mogę ocenić czy zwycięzca był faktycznie najlepszy – ale pewnie się jury nie myliło – niemniej gratuluję :-)

Wrażenia? Absolutnie pozytywne. Trochę zabawy, dużo rzeczy, wiele informacji, parę miłych rozmów. Teraz czekam na C2C.

| Komentarze

Migracja na nowy komputer

Czasem przychodzi taki dzień, że oto, przed Tobą, na biurku, pojawia się nowy komputer. Lśniący, pachnący nowością, wielokroć szybszy i pojemniejszy od tego starego. Ale do tego “starego” masz sentyment. I przede wszystkim – zawiera on dane, ustawienia i programy. Co z tym zrobić? Jak to przenieść? I przede wszystkim – gdzie i ile tego jest?

O ile ktoś mógłby zaproponować tutaj po prostu sklonowanie dysku, o tyle system Windows nieładnie go może zaskoczyć, gdy na nowym komputerze nie wystartuje. Poza tym – a co jeśli mamy wersję OEM systemu? Przenieść na nowy nie możemy, a na nowym już jest. A co jeśli chcemy się od razu na nowym komputerze przenieść na nową wersję systemu?

Użytkownicy Linuksa w zasadzie mogą przerwać tutaj czytanie tego tekstu, bo trzeba przyznać, że można to zrealizować prościej – scp, tar i gzip teoretycznie pozwoliłyby załatwić sprawę. Co najwyżej się ustawi odpowiednio bootloader czy też doda odpowiednie moduły kernela (względnie go przekompiluje), zmieni trochę ustawień i sprawa z głowy. Nigdy nie robiłem tego w praktyce, ale teoretycznie przynajmniej wydaje się to w miarę proste.

Użytkownicy Windows – mają gorzej. O ile przenieść dane to żadna filozofia, o tyle z ustawieniami, danymi aplikacji czy samymi aplikacjami może być problem.

Trzeba zacząć od zbierania informacji – w jaki sposób możemy przenieść dane ze starego komputera, na nowy? Albo siecią (najlepiej Gigabit Ethernetem, prawda?), albo możemy wyjąć dysk i włożyć do nowego komputera (ewentualnie podłączyć np. przez eSATA) albo możemy wszystko nagrać na płyty – możliwości jest wiele.

Dobra, wiemy jak, ale czy wiemy co? Dane aplikacji są porozrzucane w różnych miejscach – na szczęście obecnie jest to zazwyczaj katalog AppData w \Users albo folder \ProgramData i mało jaki program trzyma coś w \Program Files. Przyznam, że na ogół nie migruję danych każdej aplikacji – tylko te, których konfiguracja zajmuje dużo czasu lub te w których jest dużo moich rzeczy – na przykład historię rozmów z komunikatora czy archiwum poczty e-mail.

Hej, moment! Ale tak właściwie, to jakich ja programów używam na komputerze? Ile ich jest? Jakie są? Windows ma jakąś bazę aplikacji? Ten punkt to jest powód dla którego zacząłem pisać cały ten “poradnik”. Do skatalogowania jakich to programów używam na komputerze używam pewnego skryptu, znalezionego gdzieś, nie mam pojęcia gdzie (ale jest w Internecie jedna strona z nimi jest podobny na Technecie), który nawiasem mówiąc przed chwilą zmodyfikowałem, bo ujrzałem miejsce do optymalizacji… Jest to skrypt VBS, odczytuje gałąź Rejestru odpowiedzialną za listę aplikacji wyświetlaną w aplecie Panelu Sterowania “Programs and Features”. Zapisuje on te dane do pliku tekstowego. Niestety, znajdują się tam zarówno wpisy duplikowane, jak i poprawki do systemu czy programów. Ale to możemy łatwo usunąć – cat, grep, sort i uniq wchodzą do akcji. Tak, pod Windows też są.

A potem następuje ręczne przejrzenie tej listy – jest tam sporo też… powiedzmy zależności – rzeczy, które są automatycznie instalowane wraz z innymi aplikacjami. Np. sprawdzanie pisowni (Proofing) w Office 2007 w różnych wersjach, czy MUI dla Office – zostawiamy sobie z tej listy tylko to, co najistotniejsze.

Metoda alternatywna: zapisać na kartce. Całkiem skuteczna tak nawiasem ;-)

Instalacja systemu na nowym komputerze. W trakcie tej możemy podzielić dysk na partycje – kiedyś dzieliłem bardzo drobno, obecnie dzielę na dwie, może trzy. Jedna na system i aplikacje, druga na dane, trzecia… różnie. Backup, drugi system – zależnie od pomysłu. Czasem zdarza się, że zostawiam puste, nieprzydzielone miejsce do późniejszego wykorzystania… obecne dyski mają tak olbrzymią pojemność, że w zasadzie ja nie wiem co zrobić z tym całym miejscem. To znaczy tak mi się wydaje, bo 320 GB też się wydawało wielkie, a już jest małe.

Co do samej instalacji – nawet jeżeli komputer przychodzi z systemem OEM, to ja preferuję ręczną instalację od podstaw. Zwłaszcza gdy to jest laptop to widać ile różnych dziwnych rzeczy potrafią zainstalować producenci w ramach ułatwiania życia.

Po 15-20 minutach (lub też 39 microsoftowych minutach w przypadku Windows XP) mamy system gotowy. Teraz ładnie wystarczy stworzyć konto użytkownika, dostosować do podstawowych potrzeb… i tutaj pojawia się ciekawa kwestia. Istnieje sobie Windows Easy Transfer (vel User State Migration Tool), który pozwala przenieść ustawienia użytkownika dotyczące różnych programów z jednego komputera na drugi. I dane oczywiście też. Użyłem w zasadzie jeden czy dwa razy jak dotąd – i być może tym razem będzie kolejna próba.

W przypadku przenoszenia ręcznego (aby uniknąć przeniesienia całego śmietnika starych plików tymczasowych) przenoszenie ustawień aplikacji jest większym problemem. O ile Windows daje się dopasować do moich potrzeb w kilka minut, o tyle już np. Firefox byłby znacznie większym problemem. Ale akurat profil Firefoksa możemy przenieść “żywcem”, albo skorzystać np. z aplikacji MozBackup. Tak samo żywcem z jednych \AppData można przenieść całą konfigurację FileZilli (używam jako podstawowego klienta FTP/SFTP), Notepad++ (mój podstawowy edytor), a w zasadzie nawet cały keyring z GnuPG nie jest problemem. Nigdy nie próbowałem przenosić ustawień Outlooka ani innych programów pakietu Office w ten sposób – za to robiłem to przez USMT 2.0 w Windows XP i tam działało bez problemu.

Ile czasu może zająć instalacja całego używanego oprogramowania i przygotowanie komputera do swoich potrzeb? Nie wiem. Zależy od ilości gratów, ilości oprogramowania i setki innych rzeczy, w tym nieprzewidzianych problemów. Warto jednak zwrócić uwagę, że w zasadzie to instalację systemu robi się raz na dłuższy czas – przynajmniej ja tak robię – więc chyba mozna na to poświęcić trochę więcej czasu, prawda?

A co do samej instalacji aplikacji – często robię sobie kopie używanych plików instalacyjnych, by potem nie musieć tego pobierać znów z internetu. Na ogół dotyczy to większych poprawek (np. Service Pack) oraz programów które niekoniecznie często zmieniają swoje wersje.

I słusznie się możecie domyślać, że wpis o takiej tematyce nie jest bez powodu. Ale czym jest mój nowy komputer, jak się ma, dlaczego taki, a nie inny, to jeszcze nie teraz – między innymi dlatego, że nie jest w pełni gotów jeszcze :-)

| Komentarze (5)

Brutalne rozwiązywanie problemów z Windows Mobile Device Center

Z nieznanych mi powodów Windows Mobile Device Center potrafi działać bardzo długo bez żadnych problemów. Czasem jednak nadchodzi taka chwila, że podłączam mój telefon, a ono twierdzi, że nie jest podłączony. Ewentualnie, ActiveSync na telefonie potrafi poinformować, że “port urządzenia jest niedostępny”. Jak sobie z tym poradzić?

No cóż, dotychczas najbardziej brutalną metodą było oczywiście zrestartowanie systemu, co jednak robię ostatnimi czasy bardzo rzadko (zwykle gdy przyjdzie jakaś poprawka). W końcu poszedłem po rozum do głowy i okazało się, że można to zrobić łatwiej, szybciej i bez restartu całego systemu. Należy zrestartować usługę “Windows Mobile-based device connectivity”. Ja osobiście ciągle mam problem z zapamiętaniem jak owa usługa się nazywa – jest to RapiMgr.

Jak zatem rozwiązać problem? Prosto (w PowerShellu).

Restart-Service RapiMgr -Force

A potem tylko uruchomienie samego Windows Mobile Device Center z menu Start.

Jednak WMDC potrafi też robić inne cyrki – gdy często podłączałem na zmianę dwa różne urządzenia, to zdarzało się mu gubić informacje, że któreś z nich jest “sparowane” z komputerem. Zdarzało się też gubić ustawioną przeze mnie nazwę urządzenia i zastępować ją przez “Marcin’s Smartphone”. To udało się naprawić bez konieczności rozłączenia i skasowania ustawień i ponownego połączenia – i to nawet chyba na stałe. Nazwa urządzenia przechowywana jest w Rejestrze. Jest to klucz HKEY_CURRENT_USER\Software\Microsoft\Windows CE Services\Partners\<unikalny ID> i wartość PartnershipName.

| Komentarze

Windows 7 RC umie rozpoznać jak piszę po polsku

Rozpoznawanie polskiego pisma odręcznego było zapowiadane w Windows 7 już od pierwszych wersji beta – ale wciąż niedostępne – teraz wraz z polskim “language pack” wreszcie jest. A jak działa?

Świetnie – rozczytuje nawet moje bazgroły, moje dziwnie pisane niektóre literki, bezproblemowo rozumie nasze ogonki, do tego słownik zgadujący i poprawiający słowa – pisanie naprawdę sprawia przyjemność! No i ten nowy panel do pisania o wiele wygodniejszy od tego z Visty. Problemy pojawiają się czasami, gdy miesza się polskie i angielskie słowa, poza tym jest bezproblemowo.

Cały ten post napisałem odręcznie – możliwe, że trwało to dłużej odpisania na klawiaturze mojego laptopa, ale pewnie kilkanaście razy krócej niż stukając w literki klawiatury ekranowej. Dobra robota! Wreszcie korzystanie z komunikatora na tablecie nie będzie takie najgorsze. No i może przypomnę sobie jak to się pisało odręcznie…

Teraz czekamy na rozpoznawanie mowy w ojczystym języku.

PS I tak, wiem, że w oryginalnej wersji tego tekstu jest “pchnąć w tę łódź”, pomyliłem się trochę ;-)

| Komentarze (1)

Windows 7 – czas na mnie

Nie mogło być inaczej – ja także, razem z połową Internetu, rzuciłem się do pobierania Windows 7 beta 1. Także i z mojego powodu padły im dnia pierwszego serwery. Niemniej udało się pobrać później, wygenerować klucz i pozostało tylko zainstalować i sprawdzić jak to tak naprawdę jest.

W odróżnieniu od Visty we wczesnych wersjach testowych, 7 jest chwalony (chwalona?) za wydajność. Zachęcony tymi opiniami posłużyłem się sprzętem, który spełnia wymagania sprzętowe w tylko dwóch dziedzinach z nawiązką – ma 1 GB RAM i sporo wolnego miejsca na twardym dysku. Mowa o moim Tablet PC – HP Compaq TC1100. Procesor Pentium M o szybkości zatrważającego 1 GHz we współpracy z kartą graficzną z układem GeForce 4 Go do której się nawet NVIDIA nie przyznaje nie zapewnią mi ani dobrych warunków używania, ani interfejsu graficznego Aero Glass.

Instalacja była stosunkowo szybka. Po niej już działał dotykowy ekran (o ile pamiętam Vista wymagała sterownika do doinstalowania), chwila połączenia z Internetem przez kabel zapewniła sterowniki do karty Wi-Fi. Sterowniki przeznaczone dla Windows XP TCE dla klawiszy specjalnych oraz karty graficznej zainstalowały się w trybie zgodności z XP, jak i program QMenu, jedyna metoda na zmniejszanie jasności ekranu czy wyłączanie modułów łączności bezprzewodowej.

Mój pulpit w siódemce

Nowy Tablet PC Input Panel (miniatura

Moje uwagi? Tak, jest szybszy niż Vista. Widać to wyraźnie, gdy Viście brakuje mocy na otwarcie okna folderu (najpierw pojawia się ramka, a po dłuższej chwili zawartość), “siódemka” to robi bez większych problemów. Jako użytkownika Tablet PC oczywiście najbardziej interesowało mnie rozpoznawanie pisma – nowy Tablet PC Input Panel jest bardzo fajny, zarówno w trybie klawiaturki ekranowej, jak i rozpoznawania pisma jako takiego – nowy mechanizm jest bardziej intuicyjny, nie wymaga ciągłego przełączania się w różnych widokach (klikasz na słowo i już możesz je poprawiać litera po literze, widząc treść dalej i wcześniej, jednak o mniejszych wymiarach). Jednak w CHIP-ie 01/2009 twierdzono, że W7 potrafi rozpoznawać pismo w języku polskim – niestety, w beta 1 po ustawieniu języka polskiego mamy do wyboru tylko klawiaturę ekranową jako metodę wprowadzania znaków.

Math Input Panel (miniatura)

Z nowości w tabletach pojawił się Math Input Panel. W gruncie rzeczy to wygląda mi na włączenie do systemu kawałka Microsoft Education Pack for Tablet PC, w którym było takie coś – potrafi przerabiać pismo na MathML. Poważna wada, że nie działa tak intuicyjnie jak nowy Input Panel – skasowanie czegoś to nie przekreślenie, ale konieczność kliknięcia gumki i ręcznego wymazania.

Teraz do rzeczy, czyli do nowości: Nie podobają mi się nowe ikonki w trayu – są takie zbyt… proste. Nowe Action Center wydaje się być interesujące. Możliwość otworzenia okna na połowie ekranu odpowiednio je przysuwając do krawędzi jest fajna… ale tylko fajna. Nowy taskbar? Fakt, że przyciski na nowym Quick Launch są jakby zintegrowane z aplikacjami które uruchamiamy, bo nie ma zbytniego rozróżnienia, bardzo mi kojarzy nowy Pasek Zadań z MacOSX w odróżnieniu od KDE o którym wszyscy mówią. Niebywała nowość – nareszcie możemy przesuwać miejscami znaczki uruchomionych aplikacji. “Jump lists”? Wydaje się być ciekawe, ciekawy jestem jak to zaimplementują oczywiście ISVs. Nowe Menu Start? Nie zauważam większych różnic. Oprócz tego, że nie da się włączyć klasycznego (ale nawet ja się do tego nowego przyzwyczaiłem) i nie ma linków “Internet” i “E-mail” jakie były w Viście. Szkoda, bo akurat używałem stosunkowo często.

Uwagi dotyczące aplikacji: WordPad otwiera pliki DOCX i ODT. Fajnie… ale DOC to już nie łaska? Paint ma wstążki i jest jakby łatwiej używalny – choć jakoś tak nie wygląda na to, by mu opcji przybyło. Kalkulator nowy jest nieco ciekawszy, XPS Viewer nareszcie jest aplikacją samodzielną, a nie Internet Explorerem. Nowych Windows Media Player i Windows Media Center nieszczególnie miałem okazję testować. Jest Windows PowerShell w wersji drugiej, wraz z graficznym środowiskiem, które wygląda bardzo zachęcająco.

Błędy? No cóż, pierwsze wykrycie karty sieciowej bezprzewodowej doprowadziło mnie do sytuacji gdy mogę sieci wykrywać, ale połączyć się z nimi nie, bo… “nie mam sterowników”. Restart naprawił sytuację. Druga błędna rzecz to taka, że Windows Experience Index niestety jest chyba tak niski, że program testujący szybkość komputera wiesza na amen system. Zresztą powieszenie systemu na amen mogę też łatwo zrealizować wkładając kartę do czytnika SD, ale taka sytuacja była i w Viście (także z SP1, a miało tak nie być…). No i to, że nie mam dual-boota z jakiegoś powodu i z Visty i 7 mogę używać póki co tylko 7 też chyba jest błędem.

Ogólna ocena? Ciekawe. Ewolucja. Zobaczymy co będzie dalej.
Ale mam wrażenie, że bardziej byłem zachwycony nowościami w Viście w stosunku do XP. Obecnie Windows 7 to taka Vista na sterydach. Ew. “ciąg dalszy eksperymentu Mojave” jak to ujął Karol Stilger.

| Komentarze (2)

Zune 3.0

O ile o nowych modelach iPodów nawet u nas jest głośno, o tyle o ważnym dla użytkowników odtwarzacza Zune momencie, czyli wydaniu wersji 3.0 oprogramowania jest cicho. No cóż, jednak mimo wszystko iPod to zjawisko kultowe, a Zune to po prostu odtwarzacz. Choć czytając zagramaniczne fora dyskusyjne można odnieść wrażenie, że Microsoft wydając Zune stworzył produkt dla ludzi, którzy z jakiś powodów nie lubią iPoda.

Ale do rzeczy, bo wojna o wyższości jednego sprzętu nad drugim oczywiście nie ma wyniku – dzisiaj, 16 września, wydana została wersja 3.0 zarówno oprogramowania Zune Software do obsługi samego odtwarzacza, ale i trzecia wersja firmware. Warto zauważyć że aktualizacja oprogramowania jest dostępna dla każdego modelu odtwarzacza od 30 gigabajtowych Zune pierwszej generacji do najnowszych modeli 16 i 120 gigabajtowych.

Dobra, co zatem mamy nowego? Po aktualizacji oprogramowania na komputerze zwyczajowo musimy zaakceptować nowy regulamin usług. Bez tego nie zalogujemy się do Zune Social. Z tym miałem problemy gdy strona Zune.net była jeszcze jakby w trakcie przebudowy i zamiast regulaminu (i logowania) były błędy…

Nieco odświeżony wygląd aplikacji rzuca się w oczy, w prawym górnym rogu dostajemy naszego awatara z Social oraz liczbę odsłuchanych utworów. Czy już kiedyś wspominałem, że ze względu na polskie locale mojego systemu operacyjnego Zune Social nie zlicza moich odtworzeń? ;-) [Dzisiaj zauważyłem, że już zlicza, w tym także intensywnie słuchaną przeze mnie polską muzykę. Super, chyba update do wersji 3.0 to sprawił.]

Zune Software 3.0

W oczy rzuca się jedna rzecz – nowa pozycja w menu zatytułowana “channels”. Dla posiadaczy Zune Pass, czyli miesięcznej opłaty za pełny i nielimitowany dostęp do piosenek z Zune Marketplace, są to po prostu kanały, listy odtwarzania, które możemy na nasze urządzenie wrzucać. Konstruowane przez ekspertów muzycznych bądź na podstawie naszych własnych ulubionych utworów lub wykonawców. Do tego Picks czyli nowy element Marketplace pozwalający na odkrywanie (i zakup) nowej muzyki dobranej na podstawie naszych słuchanych utworów. Plus “mixview” czyli specjalny widok podobnych do danego wykonawców, względnie wykonawców czy albumów słuchanych przez daną osobę. Bajer. Wsparcia dla Last.fm dalej nie ma. Nowy, bardziej efekciarski “now playing” jest ukoronowaniem dzieła. Pozostałe zmiany raczej niewielkie.

Większe zmiany pojawiły się za to w firmware. Już po aktualizacji w oczy rzuca się mniejsza czcionka w menu, w którym jest więcej pozycji. Najdłuższą nazwą stało się “marketplace” co jednoznacznie wskazuje, że możliwy jest dostęp, poprzez sieć Wi-Fi, do owego internetowego sklepu i zakup nowych utworów. Oczywiście na warunki europejskie gdzie dostępu do Zune Marketplace nie ma to nie jest to najważniejsza zmiana. Dla niektórych ważniejszą może okazać się… zegarek. Malutki zegarek wyświetlany w prawym górnym rogu odtwarzacza. Do tego doszły dwie nowe rzeczy: audiobooki (opcja pojawia się w menu tylko jeśli jakieś audiobooki mamy) oraz – wreszcie oficjalnie – gry. Standardowo dwie, Hexic i Texas Hold’em. Hexic jest bardzo wciągający, ostrzegam. Gry są oparte o XNA, docelowo ma ich być więcej – zresztą beta dla developerów (XNA 3.0 CTP) była już jakiś czas temu dostępna. Do tego jeszcze jedna rzecz związana z Marketplace – możliwość zakupu aktualnie odtwarzanej piosenki z radia, które przez RDS informuje cóż to za utwór. Z rzeczy o których nie słyszałem wcześniej – możliwość zablokowania urządzenia kodem który należy podać po każdym włączeniu.

Garść materiałów wideo (po angielsku):

<a href="http://video.msn.com/video.aspx?vid=e9706b7e-c32e-46a4-92ea-7cb8c73746c7" target="_new" title="Zune Fall 2008 Wireless Features">Video: Zune Fall 2008 Wireless Features</a>

<a href="http://video.msn.com/video.aspx?vid=1dadcc7c-bbed-4e5c-a36a-b6bc44728ed1" target="_new" title="Zune Software Features - Zune Fall 2008">Video: Zune Software Features &#8211; Zune Fall 2008</a>

<a href="http://video.msn.com/video.aspx?vid=af9604b2-195e-4b69-afb7-6f5cd17749c1" target="_new" title="Zune Fall Update: Channels">Video: Zune Fall Update: Channels</a>

<a href="http://video.msn.com/video.aspx?vid=52118a97-e764-4c4f-aa9e-bae2bc47ee57" target="_new" title="Zune Fall update: buy from FM">Video: Zune Fall update: buy from FM</a>

[tags]Zune[/tags]

| Komentarze (1)

Windows “N”

Istnieje sobie taki produkt jak Windows w wersji oznaczonej dodatkową literką “N”. XP Home N, XP Professional N, Vista Home Premium N i Vista Business N. Wzięła się ona od pomysłu Komisji Europejskiej, że oto Microsoft jest monopolistą i nie może dołączać do swoich systemów operacyjnych Windows Media Playera. Plus KE nałożyła karę i była szczęśliwa, a producent, chcąc nie chcąc, wydał wersję okrojoną. Tam się jeszcze dodatkowo pojawiły dodatkowe zarzuty i żądania (specyfikacje pewnych protokołów itp.), ale dla nas najbardziej istotna jest teraz owa specjalna wersja Windows.

Windows N to takie coś, co powstało, ale nikt tego nie kupił podobno. Bo i po co, skoro miało cenę taką samą, a pewnej funkcjonalności było pozbawione (skądinąd istnieje coś takiego, co nazywa się Media Restore Pack i pozwala przywrócić “utracone” elementy).

Z tego też powodu nie znam nikogo kto używa Windows w wersji “europejskiej”. Oprócz jednej osoby. Mnie.

Używam Visty Business N. Nie dzieje się to bynajmniej z powodu, że nienawidzę Windows Media Playera i natychmiast zastąpiłbym go innym programem. Nie, WMP to mój podstawowy odtwarzacz plików muzycznych i gdyby potrafił synchronizować się z Zune byłby jedynym. No cóż, jednak strategia producenta nie łączy produktów Windows Media z Zune i używam dwóch – i tak dobrze, że potrafią między sobą wymieniać “oceny” utworów. Skąd zatem “N”? Dostałem taki z MSDNAA. Wiedząc, że da się WMP doinstalować, machnąłem na to ręką, do jednej dodatkowej literki w nazwie systemu się przyzwyczajając.

Dotychczas byłem przekonany, że ów brak Windows Media Playera, którego doinstalowałem, jest jedynym problemem. No niestety z błędu wyprowadził mnie instalator czegoś, co nazywa się Windows SideShow Managed Runtime, który był wymagany, bym mógł użyć gadżetu SideShow, który umożliwia pobieranie informacji z Twittera. O SideShow pisałem już wcześniej zachwycając się wersją dla Windows Mobile.

O co zatem chodzi? Szczęśliwy zbieg okoliczności zaprowadził mnie na forum na MSDN na którym to dowiedziałem się, że Business N tak ma. I że nie działa również na nim emulator SideShow, a tak w ogóle, to w sumie w ogóle cały mechanizm może nie działać.

Windows SideShow has a dependency on another component which is not present on the “N” SKUs (called Windows Portable Devices, or WPD), which is media-related.

Rozwiązanie? Nie używać wersji N. Ale teraz mamy inną zagadkę: skoro SideShow w ogóle u mnie nie powinien działać, to dlaczego działa? Problem jest taki, że nie pamiętam w jaki sposób aplikowałem WMP11 – być może był to ów Media Restore Pack, o którym wspomniałem na początku. Nie pamiętam po prostu. Gdybym chciał go zaaplikować ponownie to czekało by mnie odinstalowanie SP1 dla Windows Vista, instalacja MRP i ponowna instalacja SP1. Strata czasu, jeden głupi gadżet to nie jest tego wart. Do tego nie ma powodzenia, że się uda, może jednak aplikacja MRP do Visty N nie daje tego samego, co oryginalna Vista nie “N”?

Naszło mnie jednak coś innego. Niektórzy kojarzą może moje boje z próbą zainstalowania Internet Explorera 7 beta 2, w których posunąłem się do modyfikacji pewnych plików instalacyjnych, by nie było sprawdzania istnienia poprzedniej wersji, której nie mogłem odinstalować. Nachodzi mnie chęć by spróbować znów podobnej sztuczki modyfikując pakiet MSI w którym to jest ów Runtime zawarty (i gdzie cały ten “SideShow Managed Runtime” to jeden plik dorzucany na Global Assembly Cache nawiasem), by nie sprawdzał wersji systemu. MSI można łatwo przemienić w pewien specjalny plik XML, a ten znów z powrotem w MSI z użyciem ładnego konsolowego otwartego narzędzia MSI2XML. Więc czy coś stoi na przeszkodzie by wziąć pakiet MSI, zmienić w XML, usunąć warunek który nazywa się tam “PremiumOnly” i stworzyć z tego nowy pakiet MSI i spróbować zainstalować? Nie wiem czy to zadziała. Ale mam wielką ochotę spróbować.

Uwaga na przyszłość: nic nie jest takim, jakie się wydaje, zwłaszcza w świecie Windows.

[tags]Windows Vista, Windows SideShow, Windows N, Windows Media Player, MSI2XML[/tags]

PS. Komisja Europejska wyrzuciła tylko Windows Media Playera. A wiecie czym jest i jak się różni Windows w wersji KN?

| Komentarze (1)

Windows SideShow dla Windows Mobile

Dwa razy w tytule pojawia się słowo “Windows”. Raz w towarzystwie dodatku “Mobile”, który jeszcze może poniekąd coś sugerować, a raz w towarzystwie “SideShow”. Zanim zatem przejrzę do rzeczy będę musiał ujawnić nieco czym jest Windows SideShow, bo jest to jedna z nowych, niezbyt znanych technologii, wprowadzonych wraz z Windows Vista.

Windows SideShow pozwala umieszczać specjalne gadżety, wyświetlające pewne informacje o naszym komputerze, jednak owe gadżety nie są na pasku bocznym (sidebar), a na zewnętrznym urządzeniu. Może to być czy cyfrowa ramka do zdjęć czy dodatkowy ekran LCD na notebooku. Nigdy o tym nie słyszeliście? Nic dziwnego, bo jakoś zbytnio głośno o tym nie jest.

Ekran Windows SideShow w notebooku

W każdym razie tym, na co najbardziej czekało wiele osób było uruchomienie urządzenia pracującego pod kontrolą Windows Mobile jako dodatkowego ekranu Windows SideShow. Co to miało by dać? A na przykład możliwość przeglądania feedów RSS z czytnika komputerowego bezpośrednio na urządzeniu czy też… sterowanie Windows Media Player.

Dwa dni temu pojawiła się informacja na Windows SideShow Team Blog, ja na to trafiłem dzisiaj – oto doczekaliśmy się wreszcie SideShow for Windows Mobile Developer Preview. Jest to oczywiście wersja beta, no i jak widać wyszła w czerwcu 2008 roku, podczas gdy ostatnio pracownicy MSFT przebąkiwali coś o trzecim kwartale 2007… nieważne. Jest. I – co zadziwiające – działa nawet bez większych problemów.

W jaki sposób tego użyć? Pobieramy, instalujemy na urządzeniu (wymaga urządzenia z systemem Windows Mobile 5.0 lub nowszego oraz .NET Compact Framework 2.0 – oraz koniecznie Bluetooth) i parujemy je z komputerem (wyposażonym w system Windows Vista w wersji innej niż Home Basic), a na zakładce “Services” w “Bluetooth Devices” pojawia nam się usługa “Windows SideShow”. Co potem? Instalacja sterowników, które są pobierane z Windows Update (u mnie zadziałało dopiero za drugim razem). A potem już bezproblemowo możemy dodawać gadżety do naszego nowego urządzenia SideShow.

Bluetooth i usługa SideShowPanel Sterowania i aplet Windows SideShow

Ja mam doinstalowane (można pobrać za darmo) kilka dodatkowych gadżetów poza standardowymi Windows Media Player i Windows Mail. O ile wszystkie dotyczące Outlooka nie mają racji bytu przy urządzeniach Windows Mobile (które i tak się domyślnie z Outlookiem potrafią synchronizować), o tyle PowerPoint Remote, FeedViewer i Windows Media Player stają się bardzo fajne.

Pierwszy wspomniany pozwala sterować wyświetlaniem prezentacji PowerPointa bezpośrednio z urządzenia PDA, wraz np. z podglądem następnych slajdów.

Ekran główny gadżetu PowerPointaSterowanie PowerPointem w akcji

Drugi odpowiada za przeglądanie RSS (wpisy są bezpośrednio wysyłane na nasze urządzenie), a trzeci pozwala sterować (zmieniać utwory, pauzować, odtwarzać, rozgłaśniać, ściszać, przeglądać bibliotekę) programem Windows Media Player.

Ekran główny gadżetu WMPAktualna lista odtwarzania WMP

SideShow for Windows Mobile dodaje także do ekranu Today (polskie tłumaczenie: “ekran Dzisiaj” mnie zawsze śmieszy) plugin pokazujący aktualny stan poszczególnych gadżetów (u mnie na przedostatniej pozycji).

Ekran Today wraz z dodatkiem SideShow

Oczywiście to jest beta – próbując na przykład uruchomić gadżet pogody (zewnętrzny, który notabene wymaga używania Windows Sidebar, którego nie używam, bo nie lubię) urządzenie mi się zawiesiło, a potem widać, że na ekranie Today zamiast znaczka stopnia jest jakaś dziwna literka. Ale sam gadżet pogody działa ;-)

Gadżet odpowiedzialny za pokazywanie pogody

Ale muszę przyznać, że nie spodziewałem się, że coś takiego jak SideShow może być takie fajne – choćby tego sterowania odtwarzaczem (ponoć jest też sterowanie Windows Media Center, jednak tej aplikacji nie posiadam na tym komputerze) szukałem jakiś czas temu.

Ach, aplikacja wspierająca Windows SideShow ma się pojawić (dzięki pewnej zewnętrznej firmie) także na iPhone/iPod Touch ;-)

[tags]Windows Vista, Windows SideShow, Windows Mobile, developer, preview, beta, PDA, Bluetooth[/tags]

| Komentarze (3)

« Poprzednia strona Następna strona » Następna strona »