Blog nie jest już dalej prowadzony, ani aktualizowany. Wpisy i komentarze pozostaną dostępne przez jakiś czas. Dzięki.

Archive for Wrzesień, 2009

Migracja na nowy komputer

Czasem przychodzi taki dzień, że oto, przed Tobą, na biurku, pojawia się nowy komputer. Lśniący, pachnący nowością, wielokroć szybszy i pojemniejszy od tego starego. Ale do tego “starego” masz sentyment. I przede wszystkim – zawiera on dane, ustawienia i programy. Co z tym zrobić? Jak to przenieść? I przede wszystkim – gdzie i ile tego jest?

O ile ktoś mógłby zaproponować tutaj po prostu sklonowanie dysku, o tyle system Windows nieładnie go może zaskoczyć, gdy na nowym komputerze nie wystartuje. Poza tym – a co jeśli mamy wersję OEM systemu? Przenieść na nowy nie możemy, a na nowym już jest. A co jeśli chcemy się od razu na nowym komputerze przenieść na nową wersję systemu?

Użytkownicy Linuksa w zasadzie mogą przerwać tutaj czytanie tego tekstu, bo trzeba przyznać, że można to zrealizować prościej – scp, tar i gzip teoretycznie pozwoliłyby załatwić sprawę. Co najwyżej się ustawi odpowiednio bootloader czy też doda odpowiednie moduły kernela (względnie go przekompiluje), zmieni trochę ustawień i sprawa z głowy. Nigdy nie robiłem tego w praktyce, ale teoretycznie przynajmniej wydaje się to w miarę proste.

Użytkownicy Windows – mają gorzej. O ile przenieść dane to żadna filozofia, o tyle z ustawieniami, danymi aplikacji czy samymi aplikacjami może być problem.

Trzeba zacząć od zbierania informacji – w jaki sposób możemy przenieść dane ze starego komputera, na nowy? Albo siecią (najlepiej Gigabit Ethernetem, prawda?), albo możemy wyjąć dysk i włożyć do nowego komputera (ewentualnie podłączyć np. przez eSATA) albo możemy wszystko nagrać na płyty – możliwości jest wiele.

Dobra, wiemy jak, ale czy wiemy co? Dane aplikacji są porozrzucane w różnych miejscach – na szczęście obecnie jest to zazwyczaj katalog AppData w \Users albo folder \ProgramData i mało jaki program trzyma coś w \Program Files. Przyznam, że na ogół nie migruję danych każdej aplikacji – tylko te, których konfiguracja zajmuje dużo czasu lub te w których jest dużo moich rzeczy – na przykład historię rozmów z komunikatora czy archiwum poczty e-mail.

Hej, moment! Ale tak właściwie, to jakich ja programów używam na komputerze? Ile ich jest? Jakie są? Windows ma jakąś bazę aplikacji? Ten punkt to jest powód dla którego zacząłem pisać cały ten “poradnik”. Do skatalogowania jakich to programów używam na komputerze używam pewnego skryptu, znalezionego gdzieś, nie mam pojęcia gdzie (ale jest w Internecie jedna strona z nimi jest podobny na Technecie), który nawiasem mówiąc przed chwilą zmodyfikowałem, bo ujrzałem miejsce do optymalizacji… Jest to skrypt VBS, odczytuje gałąź Rejestru odpowiedzialną za listę aplikacji wyświetlaną w aplecie Panelu Sterowania “Programs and Features”. Zapisuje on te dane do pliku tekstowego. Niestety, znajdują się tam zarówno wpisy duplikowane, jak i poprawki do systemu czy programów. Ale to możemy łatwo usunąć – cat, grep, sort i uniq wchodzą do akcji. Tak, pod Windows też są.

A potem następuje ręczne przejrzenie tej listy – jest tam sporo też… powiedzmy zależności – rzeczy, które są automatycznie instalowane wraz z innymi aplikacjami. Np. sprawdzanie pisowni (Proofing) w Office 2007 w różnych wersjach, czy MUI dla Office – zostawiamy sobie z tej listy tylko to, co najistotniejsze.

Metoda alternatywna: zapisać na kartce. Całkiem skuteczna tak nawiasem ;-)

Instalacja systemu na nowym komputerze. W trakcie tej możemy podzielić dysk na partycje – kiedyś dzieliłem bardzo drobno, obecnie dzielę na dwie, może trzy. Jedna na system i aplikacje, druga na dane, trzecia… różnie. Backup, drugi system – zależnie od pomysłu. Czasem zdarza się, że zostawiam puste, nieprzydzielone miejsce do późniejszego wykorzystania… obecne dyski mają tak olbrzymią pojemność, że w zasadzie ja nie wiem co zrobić z tym całym miejscem. To znaczy tak mi się wydaje, bo 320 GB też się wydawało wielkie, a już jest małe.

Co do samej instalacji – nawet jeżeli komputer przychodzi z systemem OEM, to ja preferuję ręczną instalację od podstaw. Zwłaszcza gdy to jest laptop to widać ile różnych dziwnych rzeczy potrafią zainstalować producenci w ramach ułatwiania życia.

Po 15-20 minutach (lub też 39 microsoftowych minutach w przypadku Windows XP) mamy system gotowy. Teraz ładnie wystarczy stworzyć konto użytkownika, dostosować do podstawowych potrzeb… i tutaj pojawia się ciekawa kwestia. Istnieje sobie Windows Easy Transfer (vel User State Migration Tool), który pozwala przenieść ustawienia użytkownika dotyczące różnych programów z jednego komputera na drugi. I dane oczywiście też. Użyłem w zasadzie jeden czy dwa razy jak dotąd – i być może tym razem będzie kolejna próba.

W przypadku przenoszenia ręcznego (aby uniknąć przeniesienia całego śmietnika starych plików tymczasowych) przenoszenie ustawień aplikacji jest większym problemem. O ile Windows daje się dopasować do moich potrzeb w kilka minut, o tyle już np. Firefox byłby znacznie większym problemem. Ale akurat profil Firefoksa możemy przenieść “żywcem”, albo skorzystać np. z aplikacji MozBackup. Tak samo żywcem z jednych \AppData można przenieść całą konfigurację FileZilli (używam jako podstawowego klienta FTP/SFTP), Notepad++ (mój podstawowy edytor), a w zasadzie nawet cały keyring z GnuPG nie jest problemem. Nigdy nie próbowałem przenosić ustawień Outlooka ani innych programów pakietu Office w ten sposób – za to robiłem to przez USMT 2.0 w Windows XP i tam działało bez problemu.

Ile czasu może zająć instalacja całego używanego oprogramowania i przygotowanie komputera do swoich potrzeb? Nie wiem. Zależy od ilości gratów, ilości oprogramowania i setki innych rzeczy, w tym nieprzewidzianych problemów. Warto jednak zwrócić uwagę, że w zasadzie to instalację systemu robi się raz na dłuższy czas – przynajmniej ja tak robię – więc chyba mozna na to poświęcić trochę więcej czasu, prawda?

A co do samej instalacji aplikacji – często robię sobie kopie używanych plików instalacyjnych, by potem nie musieć tego pobierać znów z internetu. Na ogół dotyczy to większych poprawek (np. Service Pack) oraz programów które niekoniecznie często zmieniają swoje wersje.

I słusznie się możecie domyślać, że wpis o takiej tematyce nie jest bez powodu. Ale czym jest mój nowy komputer, jak się ma, dlaczego taki, a nie inny, to jeszcze nie teraz – między innymi dlatego, że nie jest w pełni gotów jeszcze :-)

| Komentarze (5)

Va’esse deireadh aep eigean

Problemem jest, że lubię stwierdzenie “coś się kończy, coś się zaczyna” i go nadużywam. Mówiłem to już przy różnych okazjach kilkanaście razy. Chciałem powiedzieć i dziś – mądrze umieszczając w tytule napis w Starszej Mowie z książek Andrzeja Sapkowskiego.

Zbierałem się do napisania tego tekstu od dłuższego czasu. Od dłuższego czasu kiełkowała myśl, że formuła tego bloga się wyczerpała, że nic nie piszę i że to wszystko nie ma sensu. To jednak nie do końca prawda. Jestem rozdarty pomiędzy chęcią prowadzenia bloga dalej i chęcią zaprzestania. Nie lubię kończyć. I o ile jeszcze dwa tygodnie temu byłem prawie pewien zakończenia, to dzisiaj już, przejrzawszy to wszystko po raz kolejny, już nie jestem. Do tego jak sobie pomyślę, że zdarzyło się, że paru kolejnych bloggerów nagle przerwało swoją działalność – motywując rzecz jasna, okolicznościami lub dojrzewającą potrzebą przerwy – to dlaczego ja mam być kolejny? Moja częstotliwość wpisów to wprawdzie nie jest szczyt, ale i ja nie jestem jakimś niebywale płodnym autorem. Zresztą, czy trzeba nim być, czy trzeba co chwilę nowy wpis popełniać?

Coś się kończy, fakt. Kończy się trochę pewien okres istnienia tego bloga, kończy się pewna formuła. Nie mówię że zaprzestanę pisania o komputerach, bo są one połową mojego życia. Ale mam plan by pisać inaczej. Lżej. Poważnie rozważam też, czy może nie spróbować czegoś zupełnie innego – podcastu lub vidcastu. Ale do tego trzeba więcej sprzętu niż tylko laptop…

Za to, z uwagi, że kończy się parę innych rzeczy, blog może być przez jakiś czas niedostępny, będę przenosił na inny serwer. Niedostępna też stanie się możliwość komentowania w starszych wpisach, bo to jest chyba niekoniecznie potrzebne. Tylko spam się zbiera, baza danych bez niego była by jakieś 10 razy mniej zajmująca…

| Komentarze (4)