Blog nie jest już dalej prowadzony, ani aktualizowany. Wpisy i komentarze pozostaną dostępne przez jakiś czas. Dzięki.

Archive for Styczeń, 2009

Windows 7 – czas na mnie

Nie mogło być inaczej – ja także, razem z połową Internetu, rzuciłem się do pobierania Windows 7 beta 1. Także i z mojego powodu padły im dnia pierwszego serwery. Niemniej udało się pobrać później, wygenerować klucz i pozostało tylko zainstalować i sprawdzić jak to tak naprawdę jest.

W odróżnieniu od Visty we wczesnych wersjach testowych, 7 jest chwalony (chwalona?) za wydajność. Zachęcony tymi opiniami posłużyłem się sprzętem, który spełnia wymagania sprzętowe w tylko dwóch dziedzinach z nawiązką – ma 1 GB RAM i sporo wolnego miejsca na twardym dysku. Mowa o moim Tablet PC – HP Compaq TC1100. Procesor Pentium M o szybkości zatrważającego 1 GHz we współpracy z kartą graficzną z układem GeForce 4 Go do której się nawet NVIDIA nie przyznaje nie zapewnią mi ani dobrych warunków używania, ani interfejsu graficznego Aero Glass.

Instalacja była stosunkowo szybka. Po niej już działał dotykowy ekran (o ile pamiętam Vista wymagała sterownika do doinstalowania), chwila połączenia z Internetem przez kabel zapewniła sterowniki do karty Wi-Fi. Sterowniki przeznaczone dla Windows XP TCE dla klawiszy specjalnych oraz karty graficznej zainstalowały się w trybie zgodności z XP, jak i program QMenu, jedyna metoda na zmniejszanie jasności ekranu czy wyłączanie modułów łączności bezprzewodowej.

Mój pulpit w siódemce

Nowy Tablet PC Input Panel (miniatura

Moje uwagi? Tak, jest szybszy niż Vista. Widać to wyraźnie, gdy Viście brakuje mocy na otwarcie okna folderu (najpierw pojawia się ramka, a po dłuższej chwili zawartość), “siódemka” to robi bez większych problemów. Jako użytkownika Tablet PC oczywiście najbardziej interesowało mnie rozpoznawanie pisma – nowy Tablet PC Input Panel jest bardzo fajny, zarówno w trybie klawiaturki ekranowej, jak i rozpoznawania pisma jako takiego – nowy mechanizm jest bardziej intuicyjny, nie wymaga ciągłego przełączania się w różnych widokach (klikasz na słowo i już możesz je poprawiać litera po literze, widząc treść dalej i wcześniej, jednak o mniejszych wymiarach). Jednak w CHIP-ie 01/2009 twierdzono, że W7 potrafi rozpoznawać pismo w języku polskim – niestety, w beta 1 po ustawieniu języka polskiego mamy do wyboru tylko klawiaturę ekranową jako metodę wprowadzania znaków.

Math Input Panel (miniatura)

Z nowości w tabletach pojawił się Math Input Panel. W gruncie rzeczy to wygląda mi na włączenie do systemu kawałka Microsoft Education Pack for Tablet PC, w którym było takie coś – potrafi przerabiać pismo na MathML. Poważna wada, że nie działa tak intuicyjnie jak nowy Input Panel – skasowanie czegoś to nie przekreślenie, ale konieczność kliknięcia gumki i ręcznego wymazania.

Teraz do rzeczy, czyli do nowości: Nie podobają mi się nowe ikonki w trayu – są takie zbyt… proste. Nowe Action Center wydaje się być interesujące. Możliwość otworzenia okna na połowie ekranu odpowiednio je przysuwając do krawędzi jest fajna… ale tylko fajna. Nowy taskbar? Fakt, że przyciski na nowym Quick Launch są jakby zintegrowane z aplikacjami które uruchamiamy, bo nie ma zbytniego rozróżnienia, bardzo mi kojarzy nowy Pasek Zadań z MacOSX w odróżnieniu od KDE o którym wszyscy mówią. Niebywała nowość – nareszcie możemy przesuwać miejscami znaczki uruchomionych aplikacji. “Jump lists”? Wydaje się być ciekawe, ciekawy jestem jak to zaimplementują oczywiście ISVs. Nowe Menu Start? Nie zauważam większych różnic. Oprócz tego, że nie da się włączyć klasycznego (ale nawet ja się do tego nowego przyzwyczaiłem) i nie ma linków “Internet” i “E-mail” jakie były w Viście. Szkoda, bo akurat używałem stosunkowo często.

Uwagi dotyczące aplikacji: WordPad otwiera pliki DOCX i ODT. Fajnie… ale DOC to już nie łaska? Paint ma wstążki i jest jakby łatwiej używalny – choć jakoś tak nie wygląda na to, by mu opcji przybyło. Kalkulator nowy jest nieco ciekawszy, XPS Viewer nareszcie jest aplikacją samodzielną, a nie Internet Explorerem. Nowych Windows Media Player i Windows Media Center nieszczególnie miałem okazję testować. Jest Windows PowerShell w wersji drugiej, wraz z graficznym środowiskiem, które wygląda bardzo zachęcająco.

Błędy? No cóż, pierwsze wykrycie karty sieciowej bezprzewodowej doprowadziło mnie do sytuacji gdy mogę sieci wykrywać, ale połączyć się z nimi nie, bo… “nie mam sterowników”. Restart naprawił sytuację. Druga błędna rzecz to taka, że Windows Experience Index niestety jest chyba tak niski, że program testujący szybkość komputera wiesza na amen system. Zresztą powieszenie systemu na amen mogę też łatwo zrealizować wkładając kartę do czytnika SD, ale taka sytuacja była i w Viście (także z SP1, a miało tak nie być…). No i to, że nie mam dual-boota z jakiegoś powodu i z Visty i 7 mogę używać póki co tylko 7 też chyba jest błędem.

Ogólna ocena? Ciekawe. Ewolucja. Zobaczymy co będzie dalej.
Ale mam wrażenie, że bardziej byłem zachwycony nowościami w Viście w stosunku do XP. Obecnie Windows 7 to taka Vista na sterydach. Ew. “ciąg dalszy eksperymentu Mojave” jak to ujął Karol Stilger.

| Komentarze (2)

Pedanteria cyfrowa

Trudno było by stwierdzić, że lubię porządek, patrząc na moje biurko lub to co się znajduje pod nim. Nawalone różnych karteczek, gratów, czasopism starszych lub nowszych. Ja jednak porządek lubię – cyfrowy. Przekonałem się o tym już wielokrotnie przychodząc do kogoś kto niezbyt wiedział gdzie znajduje się jakiś jego plik.

Ostatnimi czasy jednak spędziłem bardzo dużo czasu bawiąc się (no, porządkując) moją kolekcją muzyki. Pozbierana jest z różnych źródeł, najczęściej od znajomych, równie często zgrywana z płyt CD – do tego doszło wiele utworów pobranych z Internetu (skądinąd ostatnio pojawiła się setka pobrana z Last.fm). Problem pojawił się gdy zacząłem używać Zune (przy okazji: wiem, że wszystkie Zune 30 padły pod koniec roku – moja nie, bo nie włączałem tego dnia ;-)), który to odtwarzacz współpracuje tylko z jednym oprogramowaniem, dedykowanym. Owo oprogramowanie jest bardzo fajne, samo pobiera informacje o albumach, okładki, i tym podobne rzeczy. Nie mogłem znieść patrzenia na tytuły utworów nie pasujące do treści, na albumy w postaci “Unknown Album”, na braki okładek i po paru dobrych godzinach zabawy, przenoszenia, przeglądania Last.fm, jakieś 90% mojej kolekcji zostało uporządkowanej.

A potem przyszedł Sylwester. Korzystaliśmy jako ze źródła muzycznego z laptopa jednego z współuczestników. On jako odtwarzacza muzycznego używał Winampa. Spojrzałem na katalogi, wybrałem jednego z wykonawców, dodałem na playlistę… a na niej pojawiły się “nieznany artysta – bez nazwy 1″ i tym podobne utwory. Takie dane były wpisane w tagach ID3. Również dla mnie niezrozumiałe było, by jeden album podzielić na “Album CD1″ i “Album CD2″ – co było by przecież przez aplikacje traktowane jako dwa różne albumy. Szczyt pojawił się przedwczoraj – oglądając muzyczną kolekcję zwróciłem uwagę, że o to może być fajne, skopiuję. W końcu prawo pozwala się ze znajomymi dzielić, czyż nie? Po przyjściu do domu oczywiście pierwszym krokiem było użycie Mp3Tag. A co tam ujrzałem? O ile tytuły utworów się zgadzały, o tyle wykonawcy mieli formę: numer ścieżki – nazwa wykonawcy. Dla moich systemów zarządzania utworami było to 20 wykonawców, nie jeden. Nie mogłem tego zostawić bez poprawiania przecież ;-)

Podobnie porządek mam we własnych projektach (z pewnymi wyjątkami drobnymi, których się muszę pozbyć), w kolekcji zdjęć umieszczanej w katalogach “[data] [tag]“, a nawet w Menu Start, któremu nie pozwalam się zanadto rozrosnąć, grupując aplikacje w kolejnych poziomach folderów – co przynosi problemy, bo programy instalacyjne lub deinstalacyjne się gubią – jedne nie pozwalają czasem zmienić grupy Menu Start, inne nie usuwają skrótów, jeśli je gdzieś przeniosłem.

Wspomniałem o tagu przy zdjęciach. Windows Photo Gallery pozwala mi tagować zdjęcia, co czynię opisując jakie to osoby są na tych poszczególnych ujęciach. To daje mi możliwość, że jeśli akurat nie będę miał nic ciekawszego do roboty mogę wyszukać wszystkie fotografie na których znajduję się np. ja, A. oraz M., a nie ma na nich K.. Tagowanie jest także dostępne dla innych plików, np. dokumentów MS Office – i to także skrzętnie wykorzystuję, bo przydaje się przy wyszukiwaniu plików o określonej zawartości. Zresztą również kontakty, zdarzenia, zadania i tym podobne kategoryzuję w Outlooku.

Do tego dbam o porządek we własnych plikach, jeśli coś leży w katalogu “Temp”, do którego ląduje wszystko pobierane z Internetu, to albo szybko leci do kosza albo do jakiegoś docelowego miejsca przeznaczenia. Jakby było jednak mało tego – ja nie tylko porządkuję, ale i chomikuję (choć zmniejszająca się ilość wolnego miejsca na dysku twardym nieco to utrudnia) setki różnych rzeczy, począwszy od logów serwera ktos.info sprzed dwóch lat przez 1200 SMS-ów na telefonie do archiwum komunikatora sprzed niewiadomo jak dawna i do tego dochodzą nawet programy komputerowe, które pisałem wieki temu, bo będzie jakieś 10 lat. Oczywiście to jest problem, bo bez nowego dysku (który jednak zamierzam zakupić w tym miesiącu) częściej będę widział komunikat “You don’t have enough storage for this item”.

Chociaż jak tak patrzę to chyba jestem jednym z niewielu którzy dbają o porządek w swoich cyfrowych zasobach. I chyba trochę przesadzam miejscami…

| Komentarze (5)