Blog nie jest już dalej prowadzony, ani aktualizowany. Wpisy i komentarze pozostaną dostępne przez jakiś czas. Dzięki.

Archive for Grudzień, 2008

Nadmiar pendrive

Pamiętam wyraźnie, jak jakieś dwa lata temu udałem się do marketu elektronicznego, by zakupić sobie pendrive. Wówczas wielu już miało, mi nie był zbyt potrzebny, do czasu aż potrzebowałem czegoś, by nosić ze sobą mobilne środowisko do pracy (w postaci aplikacji “portable”: Notepada++, Firefoksa i FileZilli).

Kupiłem jednogigabajtowy Kingston DataTraveler i ma się on dobrze wciąż i wciąż go używam. W międzyczasie jednak w nośniki flash zaopatrzyli się moi rodzice, znajomi, ja sam mam do dyspozycji także telefon z wejściem kart miniSD oraz oprogramowanie (i kabel) pozwalający go jako pamięć przenośną użyć. Do tego udało mi się wygrać kolejne nośniki tego typu – w zeszłym roku był to DataTraveler o pojemności 2 GB, jedyną różnicą w stosunku do mojego poprzedniego był kolor (i cena zapewne), w tym roku wygrałem na IT Academic Day DataTravelera Mini, także 2 GB. I nagle pendrive’ów w domu zrobiło się więcej niż zastosowań dla nich, jeśli też dodatkowo wliczymy kartę pamięci microSD również o pojemności 2 GB.

W pierwszej chwili pomyślałem, ze wszystkie dane z moich DataTravelerów wrzucę na tego najmniejszego, “Mini” a te dwa zostaną użyte jako ReadyBoost dla Windows Vista na moim tablecie, który wyraźnie cierpi na brak zasobów (choć chyba bardziej procesora niż pamięci RAM). Jednakże gdy tylko pendrive jest umieszczony na stałe w stacji dokującej to start systemu jest opóźniany (i to znacznie), bo BIOS próbuje startować z każdego urządzenia USB.

W rezultacie oddałem jeden z moich starszych pendrive’ów zostając obecnie z dwoma, z których jeden zostanie chyba użyty jako dodatkowy dysk w serwerze (nawet 1 GB się przyda), sam jednak zacząłem się zastanawiać nad tym, czy nie istnieje może jakieś urządzenie – ewentualnie czy nie dało by się go zrobić – które by miało powiedzmy kilka portów, do każdego można by było włożyć pamięć flash i stworzyć z tego jeden wielki dysk widziany przez system jako jeden, nie jako kilka. Zapewne Linux pozwoliłby mi na stworzenie LVM na napędach USB połączonych w huba… a może by nawet pozwolił na stworzenie macierzy RAID0 z pendrive? Nie testowałem tego pomysłu, ale mogło by działać. Dziwne? Dziwne. Ale na wykorzystanie “nadmiarowych” pamięci tego typu w domu całkiem fajny pomysł, prawda?

Zastanawiam się także, czy i Windows nie pozwoliłby stworzyć tzw. woluminu łączonego na dyskach USB, choć nie przyglądałem się temu rozwiązaniu, a intuicja podpowiada mi, że zapewne są jakieś ograniczenia i takie coś by nie było możliwe. WIęc, by zapewnić pełną uniwersalność, należało by stworzyć taki hubo-kontroler, działający podobnie jak kontroler pamięci SSD – dla systemu byłby jeden dysk, a urządzenie zajmowałoby się już rozprowadzaniem tych danych po podłączonych pendrive.

Choć chyba prostszym rozwiązaniem – i zapewne tańszym patrząc na spadające ceny pamięci półprzewodnikowych – było by kupienie jednego, większego “klucza”.

PS Pierwszy raz użyłem Windows Live Writera do napisania posta na blogu – swoją drogą zbiegło się to z upgrade do Wordpressa 2.7, który przynosi nowy panel administracyjny, Mam nadzieję, że to wszystko zadziała.

PPS Nie zadziałało, nieprawidłowo przekazane zostały znaczniki otwarcia i końca akapitów. Chyba czas zgłosić błąd…

| Komentarze (1)

Integruj się!

Jakiś czas temu, nie powiem już jak dawno, usłyszałem, że powstała nowa wersja usługi o nazwie Windows Live FolderShare, którą od tej pory zwą Windows Live Sync. Na cóż ona pozwala? Na synchronizację katalogów pomiędzy komputerami, dostęp z dowolnego miejsca, udostępnianie plików znajomym… hej, czy my tego już nie znamy skądś? Toż przecież synchronizacją we wszystkie strony i na wiele urządzeń na się zająć inny produkt ze stajni Microsoftu, Live Mesh! A do wrzucania plików, zdjęć i innych rzeczy do sieci wraz z udostępnianiem dla znajomych mamy przecież Live SkyDrive! Pewna niekonsekwencja? Możliwe. Choć o ile wierzyć pracownikom koncernu to ma to związek z nowymi metodami zarządzania (“Ray Ozzie effect”), gdzie wewnętrzne grupy nie są już tak blisko ze sobą związane, pracują w innej atmosferze i tak dalej. Oczywiście pewną wadą tego rozwiązania jest to, że mogą powstać produkty o podobnych funkcjonalnościach w dalszej perspektywie któryś z nich może przestać istnieć na rzecz innego (obstawiam, że Live Sync ustąpi miejsca Mesh).

Jednak brak integracji i konsekwencji w produktach sięga dalej: produkty Windows Live istniejące razem z aplikacjami w systemie operacyjnym (Windows Mail i Windows Live Mail, Windows Photo Gallery i Windows Live Photo Gallery itd.) – co ma zostać rozwiązane w elegancki (także dla Komisji Europejskiej) sposób – z Windows 7 nie dostaniesz niczego oprócz linków by sobie aplikacje Live pobrać z Internetu, tak jak dzisiaj z Vistą nie ma Live Messengera. To nie jest jednak akurat problemem – dla mnie większą niedogodnością związaną z używaniem niektórych programów Microsoftu jest to, że nie potrafią ze sobą współpracować.

Windows Media Player nie umie obsłużyć odtwarzacza Zune, który potrzebuje swojego oprogramowania i ma swoją bibliotekę utworów (i tak dobrze, że współdzielą oceny dla piosenek), a do tego nie umie użyć kodeków Windows Media Playera. Ponoć za to Zune się synchronizuje z XBoksem360.

Urządzenia z Windows Mobile bez problemu zsynchronizują się z Outlookiem, ale już z Windows Calendar, Mail i Contacts wbudowanych do systemu są problemy. Za to Outlook nie umie standardowo współpracować z Hotmailem na przykład, wymaga specjalnego connectora, a o współpracy z kontaktami wbudowanymi w Vistę nie ma mowy (przynajmniej w wersji 2003)… A teraz w dodatku następuje upgrade usług Live (Wave 3) i niektóre już uzyskały nowy (fajny, lepszy niż nowy Google Reader) wygląd, niektóre nie. Ogólnie rzecz biorąc – chaos!

Tak naprawdę jedyną naprawdę widoczną oznaką tego, że te wszystkie aplikacje i strony Microsoftu mają coś wspólnego jest Live ID, jeden system logowania. Ale i w nim niby w swoim koncie mam ikonkę, przy logowaniu się nie pojawia, a w Live Messengerze jest zupełnie inna (choć to akurat jest chyba zamierzone).

No cóż, jestem niezmiernie ciekawy czy z tego chaosu wyciągnie się coś naprawdę konstruktywnego. Odczuwam niepokój, że brak integracji we własnych produktach nie wróży dobrze możliwościom współpracy z konkurencją. Zresztą ja tutaj się zastanawiam nad integracją w obozie jednego producenta, ale przecież fajnie by było mieć zintegrowane dokładnie wszystko, jedno centrum sterowania, co oczywiście nie tak łatwo uzyskać.

Mam trzy konta na GMailu (w tym dwa Google Apps), co daje mi trzy identyfikatory Google Account. Nie mogę połączyć ich w jeden, mogę ustawić przekierowania z kont GMailowych na inne, ale nie mogę połączyć czy przenieść poczty (ok, mogę, ale przez POP3…). Mój Google Reader jest przypisany do jednego z tych kont, tak jak i moje iGoogle. Do mojego iGoogle mogę dodać gadżet pokazujący pocztę z tego samego konta do którego jest przypisane iGoogle, ale już nie do innego. Pocztę odbieram Outlookiem. Kontakty w Outlooku mogę wysłać na serwer GMaila, ale nie ma mowy o synchronizacji. Google Talk nie pogada z Windows Live Messengerem, zresztą GTalka nie używam, używam dwóch innych kont Jabberowych. Gdzieś tam pałęta się mój OpenID, do tego jest mnogość kont na różnych mniejszych i większych serwisach. To jest ogólnie chaos w tak zwanym “cyfrowym życiu”.

Jak temu zaradzić? Brak dywersyfikacji? A może rezygnacja ze wszystkiego?
Albo po prostu pogodzenie się z faktem, że nie można mieć wszystkiego naraz i w jednym, zresztą nawet średnio byłbym to sobie w stanie wyobrazić – jeden serwis internetowy który mnie informuje o wszystkim co się dzieje we wszystkich usługach w których mam konto?

Zakręciłem się. Zacząłem pisać z myślą wytknięcia problemów integracji w produktach Microsoftu, a pod koniec zdałem sobie sprawę, że rozproszenie to nie jest takie złe. Czasami.

| Komentarze (3)