Archive for październik, 2008

Procedury, przyzwyczajenia

Jakiś rok temu (pod koniec września 2007) zakupiłem pewną książkę o zarządzaniu czasem. Przeczytałem, wielu zasad zastosować nie mogłem, nie pracując na pełny etat i nie będąc administratorem do których ta pozycja jest kierowana. Niemniej jedną z zasad obowiązujących w zarządzaniu czasem jest wypracowanie sobie pewnych procedur postępowania. Stałych, niezmiennych (ale powinny być elastyczne) zasad, by odciążyć mózg od robienia niektórych rzeczy - by stały się automatyczne.

Wcześniej, na początku ubiegłego roku (styczeń 2007), zastanawiałem się po co miałbym mieć palmtopa. I w przeciągu tego roku 2007 dzięki zarówno zastanawianiu się po co palmtop, po co cośtam i jak zorganizować sobie zarządzanie czasem wykształciły mi się procedury. Których bym nie zauważył, gdyby oczywiście coś się nie zaczęło psuć.

O ile zastanawiałem się po co mi palmtop (de facto Pocket PC, wiem, że to jest różnica), myśląc o zastąpieniu nim telefonu, aparatu (słabego strasznie) i odtwarzacza MP3 naraz, o tyle w najśmielszych snach nie podejrzewałem, że podstawowa funkcja, do jakiej “osobiści asystenci cyfrowi” zostali stworzeni, czyli pomaganie w organizacji czasu, przyda się mnie. Owa książka, i wyrobiony dzięki niej nawyk, by stworzyć sobie procedurę i jej przestrzegać, we współpracy z technologią, zaowocowały rozwiązaniem mojego wielkiego problemu - zapominania.

Tak, zapominam. Zwłaszcza o rzeczach, które miałem zrobić, dla kogoś, dla siebie, które trzeba zrobić na jutro, do szkoły czy gdzieś. O ile jeszcze w projektach programistycznych na przykład sprawę załatwia mi system śledzenia zgłoszeń, komentarze i tym podobne rzeczy, o tyle w “zwykłym” życiu zwyczajnie o wielu rzeczach zapominałem - i to już od małego, nie zapisywałem sobie w zeszycie że w następny wtorek pani od przyrody chciała by przynieść coś do szkoły - i był problem.

Wykształciłem sobie procedurę. Cokolwiek mam do zrobienia, natychmiast zapisuję, że mam to zrobić w moim PDA. Potem synchronizuję to z komputerem i gdy włączam Outlooka to natychmiast to widzę. Co ciekawe - zdarza mi się o wielu rzeczach pamiętać tylko dzięki temu, że je zapisałem - bez zapisania bym zapomniał, że zapisałem to pamiętam. Zapisywanie rzeczy do zrobienia mam automatyczne, natychmiastowe - wyciągam z kieszeni urządzenie, wstukuję co mi potrzeba, chowam do kieszeni. Nie zdawałem sobie sprawy nawet, że robię coś takiego, aż do momentu, gdy mój PDA zaczął szwankować. Z jakiś powodów, nie wiem zbyt jakich, nie pracuje poprawnie z moją kartą SIM. Co chwila twierdzi, że karty nie ma, jest uszkodzona, muszę wprowadzić kod PUK… odpowiednie przyciśnięcie karty do styków czasem poprawia sytuację, ale czasem niestety nie. To spowodowało, że noszę mój poprzedni telefon, a PDA zostawało w domu - przyznam, że nie chciało mi się od paru dni targać ze sobą trzech lub czterech wielkich sprzętów na uczelnię (telefon, PDA, odtwarzacz MP3, Tablet PC). Co za tym idzie łapałem się na tym, że jak usłyszałem, że coś jest do zrobienia, łapałem się za kieszeń, w której spoczywał telefon - owszem, ma on funkcję zapisywania zadań i notatek, ale nie umie ich synchronizować z komputerem - i mimo iż były zapisane, to ja mogłem zapomnieć.

Podobnym nawykiem stało się zapisywanie wszystkiego, nawet przysłowiowego “wyjścia na piwo” w kalendarzu i parę innych drobnostek. I wiecie co? To działa. Mózg nie musi pamiętać absolutnie wszystkiego, mogę zająć się rzeczami innymi i doskonale wiem, że coś trzeba zrobić. Tak samo dzięki technologii zapisuję wszystkie swoje pomysły, notatki, luźne uwagi… wszystko.

A jakie jest największe marzenie człowieka, który zapisuje wszystkie rzeczy do zrobienia? Komunikat “Brak zadań” na ekranie “Dzisiaj”. Ostatni raz widziałem go chyba w wakacje…

| Komentarze (5)