Ziarenko piasku
I sprawia, że wszyscy:
mali i wielcy,
bogaci i biedni,
wolni i niewolnicy
otrzymują znamię na prawą rękę lub na czoło
i że nikt nie może kupić ni sprzedać,
kto nie ma znamienia -
imienia Bestii
lub liczby jej imienia.
Tu jest [potrzebna] mądrość.
Kto ma rozum, niech liczbę Bestii przeliczy:
liczba to bowiem człowieka.
A liczba jego: sześćset sześćdziesiąt sześć.Ap 13,16-18
Zastanowicie się dlaczego zacząłem od przytoczenia tego, jednego z bardziej znanych, fragmentów Apokalipsy św. Jana? I co to ma wspólnego z tytułem notki? Oczywiście niezbyt wiele, na pierwszy rzut oka, dopóki nie przejdę do rzeczy.
Wiecie, czym jest RFID? Taka przyszłość kodów kreskowych? Zdarzają się ludzie, którzy przyrównują możliwe upowszechnienie malutkich, identyfikujących każdego z nas, tagów RFID, do owego znamienia z 17 wersetu 13 rozdziału Apokalipsy. Bo jak wiadomo to technologia jest bardzo kontrowersyjna - mimo iż pozwala łatwiej sortować paczki, sprawdzać bilety, czy wykrywać fałszerstwa pieniędzy - to równie dobrze może się nadawać do identyfikacji ludzi - co ma wyraźne skutki dla naszej prywatności. Krąży po Internecie tekst o implantach (typu RFID) o wielkości ziarenka ryżu. Małe?
W najnowszym “Świecie Nauki” (czerwiec 2008) jest opis czegoś, co pokazuje, że jednak wielkie. Tag RFID może mieć wymiary… 0.4×0.4×0.06 mm? Albo coś jeszcze lepszego - chip ziarnkowy o wielkości 0.05×0.05×0.005 mm. Coś takiego można wszyć w papier i zobaczyć, czy domowego papieru do drukarki nie użyto do stworzenia banknotu (aż przypomina się sprawa żółtych kropek) - choć chyba rozsądniejsze było by wszycie czegoś takiego w banknot i odrzucanie tych, które tagów nie mają. Zabezpieczenie świetne.
Cała idea polega na tym, że owe mikroskopijne układy wysyłają tylko jedną rzecz - 128-bitową liczbę. Teraz wyobraźmy sobie, że tak mały układ jak podane wyżej bezproblemowo można by wprowadzić do ciała człowieka - niech nawet będzie to czoło czy prawa ręka. Idealna metoda identyfikacji ludzi (tutaj z kolei przypomina mi się dowodzenie, znalezione w Internecie, że taki system już jest tworzony, czoło ma cośtam cośtam, dlatego jest najlepszym miejscem, a system nosi nazwę BEAST). I śledzenia ich, a co. A może nie?
RFID jest pasywny. Nic nie wysyła, nie ma żadnego związku z systemem nawigacji satelitarnej. A tak małe układy jak owe ziarnkowe opisane w magazynie, o których wspomniałem wyżej, mają zasięg… do 30 cm. Wyobrażacie sobie, by co 30 cm na całym świecie znajdował się czytnik? Oczywiście, to może zostać zmienione, ulepszone… skoro metkujemy produkty w supermarketach, to dlaczego nie metkować (tagować) ludzi?
Ja tylko, najpierw odeślę do starego łańcuszka na ten temat, a potem zadam pytanie. Tatuaż to coś znanego od tysiącleci. Dlaczego niby rządy państw, choćby tych dyktatorskich, bo jak wiadomo, te bardziej demokratyczne jeszcze dla naszego dobra nie zrobiłyby takiego kroku, nie tatuują ludziom takiego zwykłego kodu kreskowego? To też by zapewniało doskonałą natychmiastową identyfikację ludzi, a co za tym idzie np. transakcje bezgotówkowe. Technologię mamy od lat.
Nie stosujemy tego tylko dlatego, że musimy zbliżyć czytnik laserowy do określonego punktu ciała? Ale przecież jeżeli byśmy zastosowali obecne mikrochipy RFID to i tak ich zasięg to te kilkanaście centymetrów! A o ile kod kreskowy by bardziej pasował do imienia Bestii.
Muszę przyznać, że implant, dzięki któremu mój (inteligentny oczywiście, teraz wszystko jest “smart”) dom, czy inny komputer, mógł mnie natychmiast rozpoznawać, to jest z jednej strony bardzo interesująca propozycja. A, że rząd będzie wiedział gdzie jestem, jak skanery odpowiednio gęsto poustawia? Już i tak wie, dzięki kamerom. Będzie tylko wiedział dokładniej.
Chyba w przyszłości nie będzie tak łatwo uchronić się przed tagiem RFID jak Richard Stallman na konferencji WSIS w 2005 roku, gdy owinął swoją plakietkę folią aluminiową (#).
Liczba komentarzy: 3
»Wątek RSS dla komentarzy tego wpisu · Adres trackback

czerwiec 19, 2008 godzina 22:19
Szczerze mówiąc nie chciałbym mieć takiego identyfikatora w sobie. Po pierwsze, bezpieczeństwo, ktoś by mógł sobie podrobić mój identyfikator i mógłby być mną. Po drugie, co jeśli go uszkodzę? Nagle nie będę mógł nic kupić? Wejść do domu? Po trzecie, co jeśli wymyślą coś lepszego? Jedyny implant który by mnie interesował, to wbudowany w siebie malutki dysk, na którym mógłbym zmieścić moje najważniejsze dokumenty. No i może coś, co pozwoliło by mi liczyć przynajmniej tak szybko, jak kalkulator. :)
czerwiec 19, 2008 godzina 22:53
Jak będą coś takiego stosować, to ja stanę w pierwszym rzędzie protestujących. I niech strzelają jak chcą.
czerwiec 20, 2008 godzina 17:48
No Ktos, jak zwykle trochę rozsądku w tym całym Internecie ;)
Wizja rządu, który “kolczykuje” swoich obywateli jak jakieś bydło, wydaje mi się dosyć naciągana.