Otoczony gadżetami

Któregoś dnia, szukając informacji o sprzętach znanych jako Tablet PC (bo znikąd przyszła mi ochota taki nabyć, nie wiadomo po co), natrafiłem przypadkiem na forum amerykańskich studentów, używających właśnie tego typu komputerów jako środków do notowania na wykładach na przykład. Pomysł całkiem ciekawy, aczkolwiek ja osobiście chyba nadal bardziej wierny jestem papierowi i długopisowi w tej kwestii.

Jednak wśród różnorodnych dyskusji o wyższości Della nad Gatewayem, o aplikacjach Office OneNote, Windows Journal i innych, znalazła się także jedna, w której było wymieniane, cóż taki student, użytkownik Tablet PC, nosi ze sobą w torbie. To aż prosi się o wspomnienie, że była też taka blogowa zabawa, w której bloggerzy ujawniali zawartość swoich toreb/plecaków. Niestety - ja już nie pamiętam, kto brał w niej udział, i czy ja brałem w niej udział (pewnie nie). Ale nie o to mi chodzi.

Chodzi o fakt, że wśród osób w jakimś stopniu związanych z technologiami to ilość gadżetów różnej maści stale się zwiększa. O ile taki przeciętny człowiek to nie ma problemu, o tyle ktoś, kto jest gadżeciarzem, bądź za takiego chce uchodzić, ewentualnie mu to jest rzeczywiście wszystko potrzebne, to ma problemy. Choćby takie jak mała ilość kieszeni, oraz “macarena ritual” (sprawdzanie czy się wszystko wzięło mówiąc po ludzku). Laptop, palmtop, telefon komórkowy. Dodatkowe baterie, czy zasilacz. Kalkulator. Do tego trochę papieru, długopis, ołówek, linijka, cokolwiek. Już się robi za dużo… A gdy jeszcze, jako student, nosi się na przykład książki, zwłaszcza do chemii lub informatyki (z bliżej nieznanych powodów z moich doświadczeń te są najgrubsze) - to nie dziwi się takim słowom, jak ze wspominanego forum:

My backpack AT THE BEGINNING OF THIS SEMESTER weighed in at a hefty 34 lbs [15 kg - przyp. Ktos]

Metoda na likwidację wagi? No cóż. Eliminacja zbędnych elementów. Osoby używające Tablet PC wspominają, że lepiej jest mieć książki i materiały do zajęć w wersji elektronicznej, nie papierowej, co jest przede wszystkim lżejsze. Oczywiście, że podejście “paperless” nie jest dobre dla każdego (dla mnie na przykład nie), ale fakt jest faktem, że jeżeli już mamy tego tableta pracującego wiele godzin, to może on służyć jako podręczna pomoc naukowa.

Ja, może i nie cierpiąc na nadmiar wagi, cierpię raczej na zwiększającą się ilość gadżetów, niż ich masę. Nie noszę przeważnie laptopa na uczelnię, aczkolwiek mój palmtop i odtwarzacz jest raczej stałym elementem. Gdybym oprócz palmtopa miał jeszcze telefon komórkowy to była by to kolejna zajęta kieszeń. Wiele osób nosi też pendrive czy tego typu przenośne pamięci, niektórzy aparaty cyfrowe. A te z kolei mają różne formaty kart pamięci (palmtopy też), do których możemy mieć różnorodne czytniki. Są tacy, którzy mają przenośne konsole w rodzaju PlayStation Portable…

A co powiedzieć o niektórych, którzy mają więcej niż jeden komputer? A - już bardziej stacjonarne - mamy drukarkę, mamy skaner. Odtwarzacz DVD, nagrywarka z twardym dyskiem, wieża stereo… A jakby ktoś chciał grać w gry zarówno na Xboksa, jak i na PS3? Mam wrażenie, ze następuje ciągła dywersyfikacja (trudne słowo) gadżetów, ogólnie elektroniki, że coraz bardziej się zwiększa ich ilość… pozostaje zatem proste pytanie. Czego się pozbyć? A może przejść na urządzenia typu all-in-one? W przypadku urządzeń noszonych przy sobie podejście typu wszystko w jednym jest niezłe, ale powoduje problem jakim jest fakt, że tego typu sprzęty albo są do niczego, albo ich zasilanie jest po prostu beznadziejne.

Więc może lepsze będzie zatrzymać się, nie iść za modą, i nie korzystać z pojawiających się nowych elektronicznych sprzętów?

Liczba komentarzy: 3

»
  1. #1 michał
    marzec 13, 2008 godzina 22:12

    hmm, przecież my to lubimy? to czemu rezygnować..
    kupno nowych urządzeń wynika z potrzeb a nie z mody. naczytałeś się książki o zarządzaniu czasem, potrzebujesz paa albo pda, jak paa to potrzebujesz dlugopis.. przydatny jest pendrive.. no bo idziesz do kolegi i musisz cos zgrac.. przyda sie smartfon/palmtop all-in-one no bo lepiej elektroniczny kalendarz prowadzić, aprat? no bo w smartfonie jest beznadziejny a jak wyjdzisz bez aparatu to akurat będzie boska mgła albo piękny zachód, albo zobaczysz zające na polu (ja tak mam, dlatego staram sie nosic aprat przy sobie). Telefon? no bo smartfon sluzy do gadania na gg/jabberze i lubi sie rozladowac.. pendrive? no bo smartfon ma malo pamieci.. psp? bo sa kultowe gry, aniektorzy sa maniakami sony (ja zrezygnowalem z zakupu ps3 bo juz ztego wyrastam, ale psp nie pogardze, no i to zawsze jakies wifi :p) a smartfon tez do wifi, no bo jak nie miec wifi? a gps koniecznie bo raz na pol roku jedziesz do babci i nie chcesz zablodzić..

    a właściwie chodzi o to, że są to kawałki świetnej elektroniki.. o nich się śni (ja o tytn II) i sa one realizacja marzeń i planów inwestycyjnych?

    a na co byś wydawał kasę i co by Cie odróżniało od lamerów? ja lubię sprzęt widać kto lubi, kolega mi kiedys powiedział, że mam ładną lustrzanke.. dla innych to narzedzie.. dla nas to zabawka, ladnie blyszcząca :p

  2. #2 CoSTa
    marzec 13, 2008 godzina 22:50

    Gadżet jest gadżet! Trzeba jakiś mieć i nie ma przeproś, za rogiem czai się już kolejny :).

    ALE

    Jest coś, co stawia naturalna tamę ilości gadżetów chowanych po kieszeniach. To coś nazywa się “lenistwo” i nawet chyba wyprzedza chęć posiadania gadżetu w niektórych osobniczych przypadkach. Moje lenistwo jest na tyle wielkie, że nie pozwala mi wziąć niczego więcej prócz iPoda touch (na którym mam wszystko, czego od przenośnego centrum moich danych mógłbym chcieć) i komórki. Wszystko inne wymaga zbyt wielkiej ilości poświęconej uwagi chociażby przy pakowaniu, więc leci w cholerę :).

  3. #3 Wojciech
    kwiecień 1, 2008 godzina 16:17

    Gadżeciarstwo jako sposób lansowania swojej osoby - na wspomnianym przykładzie lustrzanki - to jest “słabe” i tandetne.

    Gadżeciarstwo jako remedium na lenistwo?
    Potrzeba samozaparcia, a nie gadżetów.

    Gadżeciarstwo mające na celu uprościć i ułatwić życie ich właściciela, bez przekraczania taj magicznej granicy, którą naniosłem powyżej?
    Bardzo chętnie.

    Jestem użytkownikiem Tabletu.
    Nie dlatego, że jest super gadżetem i wszyscy do okoła zazdroszczą. Dlatego, że idea “paperless” jest bardzo mi bliska - a może i jestem elektronicznym “freakiem”.
    Zamieniłem kalendarz, terminarz, szkicownik, notes i całą resztę: karteczki, notesiki, post-ity, no wszystko - na 2 kg 12″ Tablet.
    To nie gadżet - to genialne narzędzie.

    A co mam w torbie?
    Na pewno nie waży 15 kg.
    Oprócz Tabletu, zapasowej baterii i zasilacza, mam przy sobie zawsze pen-drive ( to chyba naj-naj-naj-popularniejszy środek wymiany informacji, jeśli nie ma Wi-Fi ani Bluetootha ), kabelek ethernet oraz… linijkę.
    Tak, plastikową, 20 cm linijkę.
    Jak trzeba narysować linię prostą.
    Bo już dawno zapomniałem, że ta kartka, po której od kilku już lat piszę, to nie papier, a mieszanka poli-silikonów i Bóg wie czego jeszcze.

    W.

Wątek RSS dla komentarzy tego wpisu · Adres trackback

Zostaw komentarz

Dozwolone są niektóre znaczniki XHTML, jak: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>

Na tym blogu stosowana jest wtyczka antyspamowa Spam Karma. Jeżeli Twój komentarz nie pojawia się, lub po jego dodaniu otrzymujesz pustą stronę - poczekaj, komentarz został dodany, ale albo oczekuje w kolejce, albo został mylnie zakwalifikowany jako spam - spokojnie, gdy zajrzę do panelu administracyjnego to uratuję go.