C lat z komputerem
Dzisiaj chyba, o ile dobrze pamiętam, albo w piątek, mija już 000Ch lat odkąd mam w domu komputer. Sporo, zważając na to, że sam mam ledwo lat tyle samo (w zapisie dziesiętnym), ale z odwróconymi cyframi - czyli 21.
Kiedyś już nawet pisałem jak wyglądała moja droga związana z programowaniem, ale teraz zacząłem się zastanawiać jak wyglądała moja droga od strony użytkownika. W tym i gracza, bo co by tu ukrywać - dzieckiem będąc to się grało.
Zaczynałem od komputera z procesorem AMD 486 DX4 100 MHz, który według przeprowadzanych testów dorównywał wydajnością Pentium 60, co we mnie wzbudzało wielką radość - nawet gdy kolega miał już Pentium 100. Moje 8 MB RAM było nadmierną ilością, która potem okazała się bardzo istotna. Karta dźwiękowa będąca klonem Gravis UltraSound miała sprzętowy WaveTable - dziś to niewiele znaczy, w owym czasie to także mnie podbudowywało ;-) CD-ROM o zabójczej szybkości 2x… A na komputerze miałem niesamowity system operacyjny MS-DOS 6.22. Do dziś mam podręcznik z niego, oryginalne dyskietki instalacyjne oraz certyfikat autentyczności. To był koniec listopada 1995 roku. Do komputera dostałem płytę z grami - w wersjach demo/shareware, głównie produkcji Apogee. Tak, Jazz Jackrabbit, Raptor i tym podobne produkcje.
Potem w jakiś sposób zdobyłem Windows 3.11 for Workgroups (instalowany z dyskietek o ile pamiętam, ale skąd i jak zdobyty - nie pomnę). W grudniu tego roku pod choinkę dostałem zestaw gier “Comanche vs. Werewolf” produkcji NovaLogic, na płytach CD, które miały jeden feler - na tym 2x napędzie CD-ROM wczytywanie misji trwało godzinami. O ile pamiętam to jak zobaczyłem te same gry na 6x napędzie CD to było to piękne! Potem doszły też takie gry jak “The Lion King”, “Wolfenstein 3D”, “Doom” i inne. W większości nadal jakieś wersje shareware czy tym podobne. Pamiętam też dobrze Norton Commander 4.0. Windows 95 na tym komputerze znalazł się dzięki także uprzejmości czyjejś (nie pamiętam już kogo), przegrywany był kablem null-modem dzięki NC 5.0. Trwało to naprawdę długi czas… Jakoś też wtedy miałem Lotusowy Word Pro ‘97 (dołączony do drukarki chyba), skądś (o rany, ale wtedy nie było chyba nawet pojęcia piractwa komputerowego) Worda 6.0… z którego pamiętam jedną “Poradę dnia”: “Łatwo się skaleczysz, jeżeli będziesz biegał wymachując siekierą”. Potem pamiętam też jak załamałem się gdy zakupiona (za zawrotną sumę 169,- PLN) gra Jane’s USNF ‘97 nie chciała działać, na co receptą było dwukrotne zwiększenie ilości RAM.
Z 486 po 5 latach przesiadłem się na sprzęt klasy znacznie wyższej - i współcześniejszej. Na Celerona 633 ze 128 MB RAM, dyskiem 17 GB zamiast 630 MB starego komputera i Rivą TNT2. Potem także na nowy monitor 17″ zastępujący wysłużony 14″ Daewoo. No i rzecz jasna na Windows 98. Ale tutaj w ogóle nie pamiętam w co ja mogłem grać. Na pewno nie w te starocie z 486 (chyba niektóre gdzieś mam), ale nie pamiętam. Jedyne co dobrze pamiętam to programowanie w QBASIC-u (zaczęte już na tym nieszczęsnym 486). Potem po 3 latach przesiadłem się na Athlona 2400+ z 512 MB RAM i dyskiem 80 GB, co już było kompletnym skokiem technologicznym. I tenże komputer chodzi u mnie do dziś (i bardzo dobrze się ma). I pod koniec zeszłego roku przesiadłem się znów - na laptopa (zawsze chciałem mieć!) Core Duo 1,73 GHz z 1 GB RAM… na którym gram bardzo, bardzo rzadko (Starcraft, Gunmetal ostatnio i takie głupoty).
I dzisiaj jestem posiadaczem w domu 3 działających komputerów, jednego prawie i części pozwalających na zbudowanie jeszcze kilku, znam więcej języków programowania niż języków obcych, noszę grube okulary, mam palmtopa, switch, router i marzę o “inteligentnym domu”. Co to się przez 12 lat zrobiło?!
Tak sobie właśnie pomyślałem, że do tych podsumowań należy dodać jeszcze jedno - dostęp do Internetu mam od okolic tego 2003 roku, najpierw modem (V.90), potem, po dłuższym czasie, 128 Kb/s łącze, dziś już 3 Mb/s. Windows widziałem wszystkie na oczy (długo używałem 95, 98 i ME) z wyjątkiem NT < 5.0 (XP używam od 4 lat, Visty od roku), Linuksa pierwszy raz na oczy zobaczyłem w postaci SUSE 5.3, a potem Mandrake 6.1.
Ale mi się na wspomnienia zebrało.
Liczba komentarzy: 8
»Wątek RSS dla komentarzy tego wpisu · Adres trackback
listopad 27, 2007 godzina 21:18
Nie chwal się, gdybyś zahaczył o Atari albo Amigę to wtedy byłoby czym. :)
A tak serio - 12 lat to ładny kawał historii, jeśli chodzi o komputery, ogólnie jestem pod wrażeniem doświadczenia. Jeśli odliczyć Atari i Pegasusa, to ja zaczynałem dopiero w 1998 r. na P200MMX, niedługo po premierze Windows 98. A w Jazz Jackrabbit (pierwszą, drugą część, dodatek) grywałem godzinami. :)
listopad 27, 2007 godzina 21:40
To już 12 lat minęło? UUuuu…
Ja zacząłem chyba 2-3 miesiące wcześniej, jakoś w wakacje AD 1995r.
Sprzęt: Intel 486/66MHz, 4MB RAM, DOS 6.22, CD-ROMx2, Win 3.11 for Workgroups, NC5.0, jakiś Microsoft Works… Oryginalny zestaw Optimusa, załatwiany przez firmę wujka, prawie 4000zł to wtedy stało. Pieniądze z komunii, kilku wcześniejszych urodzin, dorzucenie się rodziców, dziadków… Dobrze zainwestowali ;-)
Gry? “Wolfenstein 3D”, “Doom”, “F1″ Accolade (chyba tak się ta firma nazywała), “Raptor”, “Commander Keen” - yeah ;-)
A z tych czasów i tak pamiętam jedną wypowiedź kumpla, który dostał pół roku później full wypas kompa z prockiem Pentium 60. Na starcie BIOS mu pokazywał “P5 computer” (P5 - oznaczenie pierwszych Pentiumów - tak dla młodszych czytelników ;)). Najlepszym jego tekstem powtarzanym zawsze przy wspólnym grywaniu było: “A ja w swoim kompie mam *5 procesorów Pentium*, a Ty jakieś jedno lamerskie 486!!!” ;-)
listopad 27, 2007 godzina 22:08
Luken: Miałem do czynienia tylko z Commodore 64, a i z tym króciutko. Żałuję do dziś, choć nie jestem pewien czy aby w szafie nie mam Atari ST (jako samej płyty głównej), muszę dokładnie się przyjrzeć :-)
Tomek Topa: Accolade zrobiło też “Winter Olympics” i “Summer Olympics” w które też się w wiele osób zagrywaliśmy. A i jeszcze Mortal Kombat był (1 i 2). I Wacky Wheels. I OMF2057 (a może 2097)… o rany, zapędziłem się ;-)
listopad 27, 2007 godzina 22:59
Z pamiętnika geeka…
Przeczytałem właśnie wpis Marcina na temat jego początków z komputerami. Jakby nie patrzeć, mam tutaj sporo podobieństw ;)
Ja zaczynałem nieco wcześeniej, bo pierwszy komputer na jakim szalałem to było C64 w okolicach ‘88-89. Po pierwszy[….
listopad 28, 2007 godzina 03:06
Ohohoho :D
Ja do komputera dobrałem się mając… hmmm… 8 lat? Ale nie robiłem nic na nim produktywnego, ani nie grałem (prawie wcale nie grałem) :D Pamiętam że na Windowsie 3.1 odpaliłem QBasica (klikałem co popadnie). Pokazał się niebieski ekran edytora. Strasznie się wtedy przestraszyłem bo wyglądało to inaczej i bałem się przez to że tata mnie zabije :D Trauma mi została i do tej pory *niebieski ekran* budzi u mnie przerażenie :D
Nie pamiętam jaki to był komputer… Nie miał jeszcze karty dźwiękowej, w ogóle Windows 3.1 chyba nawet nie obsługiwał multimediów jeszcze. Na splashu pamiętam że był branding Optimusa :D
W klasie 6, a może jeszcze 5 podstawówki raz na chama zainstalowałem MS-DOS 6. Zepsułem windowsa, ale już wiedziałem jak go naprawić. Na dosie zacząlem pisać pierwsze programy w QB, typu wygrywanie melodyjek, jakieś programy typu “podaj imię” albo jakieś wykreślanki. Wszystko z helpa :D Do tej pory się dziwię jak mi się to udawało… To byl już mój własny komputer, Cyrix 166 z 16MB RAM i 1,5GB dysku. W pierwszej gimnazjum, na tym samym kompie postawiłem Mandrake Linuxa (Lnx4Win - wirtualny system plików na partycji windowsa :D _… Też szok :D Pobawiłem się grami i wróciłem na Windę.
Następny komputer to był Duron 700 i 64MB, przez chwilę ze starym dyskiem, ale potem juz 20GB. Sam go składałem :D
Teraz mam Athlona 64 z 512MB, staruszek sprzed 4 lat. Na biurku roczny laptop z Sempronem, a nogi mi grzeje… Tak jest, powrót do przeszłości: Pentium-MMX 166MHz, 48MB RAM, a dysk twardy… Karta Compact-Flash 2GB :D
Stawiam na nim od zera linuxa (Linux From Scratch) poprzez SSH…
W przyszłości myślę że będę miał dwa mikrusy na bazie procesora AMD Geode oraz jedno dwuprocesorowe pudełko. MOże laptop. Ale co będzie: się okaże :)
Chyba sobie zaraz dosboxa postawię…
listopad 28, 2007 godzina 15:11
Ahh, miło powspominać… Ale 486DX4 100 to już na prawdę nowożytne czasy komputeryzacji :)
Moim pierwszym był ZX Spectrum+, najpierw z magnetofonem Grundig, później z polskim magnetofonem, który miał kolor żółty (tylko tyle pamiętam). Pamiętam, że ten żólty magnetofon kupowałem z Tatą w Centralnej Składnicy Harcerskiej, na 1szym piętrze. Zastanawiałem się nad stacją dysków FDD3000, produkcji polskiej, z resztą. Ta stacja to było by spełnienie marzeń - 3″ dyskietki, wygląd profesjonalnego komputera. A ja miałem wtedy 9, może 10 lat. Dość szybko później nastąpił czas Atari 65XE, najpierw z magnetofonem, potem przeróbka na Turbo2000 (system do szybszego wgrywania danych z taśmy, z resztą wymyślony przez rodaków). Dzięki T2000 gry wchodziły w 4-5 minut zamiast 15-20. I jeszcze dodatkowo rzadziej pojawiały się błędy. Teraz ciężko to sobie wyobrazić, ale transfer w podstawowej wersji z magnetofonu do komputera odbywał się z prędkością około 300 bodów/sekundę (czyli około 0.3 kb/s). Następnym krokiem było kupno stacji dysków LDW2000, która była tak klimatyczna, że do dziś mam ciarki jak o niej myślę.
Potem to już były czasy komputerów 16-bitowych. Postanowiłem być wierny marce i pojawiło się Atari ST. Modeli tego Atari miałem chyba z 6, więc cięzko wymieniać. Ale czasy Atari skończyły się z początkiem ekspansji PC. I pierwszy pecet to był, pamiętam do dziś, 386SX 25 Mhz. Ile ramu nie wiem, ale dysk twardy miał 80Mb - Caviar. Dość długo służył. Potem kolejne pecety, ile ich było - ciężko zliczyć, ale myślę, że ponad 10.
Pozdro dla wszytskich geeków :)
listopad 29, 2007 godzina 03:01
Huh, jedynie Ghenesis mnie przebija ;P Ale tutaj dochodzi chyba kwestia wieku jeszcze, bo ja w 88 to byłem 2-latkiem i raczej nie pamiętam co wtedy się działo :). Moją przygodę z kompami zacząłem zaraz po urodzeniu ;P. W praktyce - nie pamiętam kiedy. Pierwszy komputer, jeszcze nie prywatny, a służbowy taty, to był jakiś XT. Taktowanie procesora mierzone w kilohercach chyba, na pewno dysk nie przekraczający 20 MB. Do tego bursztynowy monitor (chyba 13″) - w&b wymiękają :D.
Do tego dochodzi w międzyczasie jakiś stary dziwoląg, ale już nie pamiętam co to dokładnie - tyle co pamiętam, to że programowało się na nim w BASICu, za zewnętrzny nośnik danych robił magnetofon, a całość podłączało się pod telewizor.
Potem 286, 386 (ten pamiętam, że pracował na 8MHz, a w trybie turbo dochodził do 40 :D), ze dwa 486, potem pentium, p3, p4, sempron64 i aktualnie prywatny Celeron 3.3GHz z 1GB RAMu i dwoma monitorami (pierwszy komputer, w którym udało mi się to zrealizować).
Do tego dochodzi przygoda z programowaniem zaczęta w równie zamierzchłych czasach. Pierwsza rzecz, którą jestem w stanie umiejscowić w czasie, to przesiadka z TurboBasica (wcześniej GW BASIC) na Turbo Pascala - rok 1992, kiedy to miałem 6 lat i jeszcze nie radziłem sobie za dobrze z pisaniem długopisem po kartce papieru :) (z innej beczki - potrafiłem pisać w owych czasach lewą ręką od prawej do lewej i litery w lustrzanym odbiciu i nie widziałem w tym żadnego problemu :) - do tej pory mi zostało, że jak widzę odbicie tekstu w lustrze albo do góry nogami, to nie mam raczej trudności z czytaniem w zwyczajnym - ale niezbyt dużym - tempie).
grudzień 3, 2007 godzina 15:41
Mój pierwszy pecet to był składak z procesorem 486DX2/80 i 8 MB RAMu. Kupiłem go w klasie maturalnej. Pamiętam, że w okolicach grudnia popsuł mi się monitor, a ponieważ nie miałem funduszy na naprawę lub nowy sprzęt, to przynajmniej miałem czas uczyć się do matury. :)