Archive for maj, 2007
Flash? Nie do wszystkiego.
maj 29, 2007, godzina 19:53 · Webmastering »
Tomek Topa wskazał, że strona Polskiej Agencji Prasowej jest obecnie całkowicie we Flashu. A mi przypomniało to, że niedawno odpowiadałem na pytanie czy dla portalu internetowego z wyszukiwarką stworzenie takiego rozwiązania we Flashu jest lepsze niż w HTML.
Ja mogę kogoś urazić (choć mam nadzieję nie), ale lubię żartować, że strony internetowe stworzone całkowicie we Flashu to nie strony, a prezentacje. I owszem, Flash do prezentacji produktów, do stron agencji interaktywnych, do różnych elementów które muszą migać, błyskać czy co tam robić - jest super. Ale nie do stron. Dlaczego? Dostępność i użyteczność Flasha póki co jest mierna.
Dostępność to nie tylko te popularne słowa “ale mojej strony nie odwiedzają niepełnosprawni”. Nie, dostępność to nie tylko możliwość oglądania przez ludzi z wadami wzroku, którzy muszą korzystać ze screenreaderów w rodzaju JAWS. Dostępność to także człowiek, który używa przeglądarki mobilnej (czy to Opery Mini na swoim telefonie komórkowym czy Pocket Internet Explorera / Opery Mobile na swoim PDA), to także możliwość zobaczenia strony (i zebrania informacji, bo zwykle to informacje na strona zawarte) jeżeli nie posiadam plug-inu Adobe Flash w mojej przeglądarce komputerowej. Mało jest takich ludzi? Rzucicie liczbą, że mniej niż tych, którzy wyłączają JavaScript? Możliwe. Ale dlaczego im utrudniać? To też są potencjalni użytkownicy serwisu internetowego.
A użyteczność? Użyteczność to nie tylko badania, to nie tylko myślenie “ten przycisk powinien być jasnozielony i być w środku strony bo badania wskazują, że tam ludzie klikają”. Użyteczność to też możliwość spokojnego używania przez internautę przycisku “Wstecz” w jego przeglądarce internetowej, otwierania w nowych kartach (dzisiaj każda nowoczesna przeglądarka to umożliwia), czy nawet - podania swojemu koledze linka do podstrony serwisu, a nie zmuszania go do nawigowania wedle wskazówek (”wejdziesz na example.com, klikniesz siódmy link od góry w lewym menu, a potem znajdź piąty link w tekście - fajny obrazek pod nim jest”). Kopiowanie tekstu też jest utrudnione oraz kilka innych rzeczy.
Na pl.comp.www padło hasło od autorów serwisu PAP wspominanego, że Flash jest przyszłością. Czegoś przyszłością być może jest, razem z Adobe Flex - choć oprzeć się ofensywie Microsoft Silverlight będzie trudno. Ale obecnie to Flash wydaje się raczej już tylko dodatkiem (na topie jest przecież Ajax ;-) - o którym też muszę wkrótce co nieco napisać) do tworzenia witryn niż środkiem samym w sobie.
A co do Flasha, w końcu jestem ponoć fanatykiem standardów, to bardzo mało osób wie, jak należy go prawidłowo zagnieździć w dokumencie HTML lub XHTML. Często spotykana jest bardzo skomplikowana wersja zawierająca między innymi znacznik Embed.
<OBJECT classid="clsid:D27CDB6E-AE6D-11cf-96B8-444553540000"
codebase="http://example.com/swflash.cab#version=3,0,0,0"
ID=film WIDTH=100 HEIGHT=120>
<PARAM NAME=movie VALUE="film.swf">
<PARAM NAME=loop VALUE=false>
<PARAM NAME=quality VALUE=high>
<PARAM NAME=scale VALUE=exactfit>
<PARAM NAME=bgcolor VALUE=#FFFFFF>
<EMBED SRC="movie.swf"
NAME=film swLiveConnect=TRUE WIDTH=100 HEIGHT=120
LOOP=false QUALITY=high SCALE=exactfit BGCOLOR=#FFFFFF
TYPE="application/x-shockwave-flash"
PLUGINSPAGE="example.com/~flash">
</EMBED>
</OBJECT>
Formą zgodną ze standardami jest natomiast coś takiego:
<object data="movie.swf" type="application/x-shockwave-flash"
width="500" height="500">
<param name="movie" value="movie.swf"/>
</object>
Usłyszałem jednak, że ta nowa forma w porównaniu do starej (którą nazwałem “potworkiem”), była nieprawidłowo rozpoznawana przez starsze przeglądarki, a i nie umożliwia ściągnięcia plug-inu Flasha, a i… dzisiaj miejmy nadzieję nie ma z tym problemu (anyone?), poza tym są też różne inne metody, wykorzystujące na przykład JavaScript (także do ominięcia patentu Eolas).
Technorati Tags: webdesign, flash, swfobject, pap
Permalink |
Koronny argument
maj 25, 2007, godzina 15:38 · Komputery, Społeczeństwo »
Ostatnio się znowu mówi dużo o piractwie. O tłumaczeniach napisów do filmów, o studentach i ich hubach DC i tym podobnych rzeczach. Ja sobie czytam wiele dyskusji, w którym w kółko jest to samo.
Jeden: Jeżeli komuś ukradniesz samochód to tak samo jakbyś ukradł piosenkę.
Drugi: A wcale, że nie, bo jak komuś skopiujesz samochód to on go przecież nie utraci.
Ja jednak się do tego przyzwyczaiłem, ale nie mogę zrozumieć czegoś innego. Koronnego argumentu zwolenników piractwa, tuż po tym “a bo programy są za drogie, gdyby kosztowały 10% ceny to bym kupił”. A wiecie jaki to?
Bronisz policji? Ale i tak na pewno masz piraty, jakby do ciebie wpadła to by znaleźli, bla bla bla, nikt nie jest w pełni legalny.
Nie mogę tego zrozumieć. Ja sobie mogę jak najbardziej wyobrazić ludzi posiadających tylko legalne oprogramowanie i pliki. Ba, nawet takich znam. Dlaczego więc to zjawisko wydaje się niemożliwe jak jednorożec w ogrodzie jakiś? To jakaś mania, jakiś “mus” piracenia, posiadanie zawsze najnowszego Windows i Office, najnowszych filmów i muzyki?
Fakt, wielu obrońców jest też piratami, słyszy się o nielegalnym oprogramowaniu w komendach Policji, ale u licha dlaczego jeżeli ktoś się wypowiada, że nie posiada piratów to na pewno musi być kłamcą?
Permalink |
I ja też o Chrome.pl
maj 20, 2007, godzina 23:11 · Internet, Komputery »
Znając życie to pół polskiej blogosfery, a przynajmniej tej części “uświadomionej”, korzystającej z nowoczesnego otwartego systemu operacyjnego i pewnego otwartego standardu komunikacji albo już o tym napisała, albo napisze. I ja też, nie będę gorszy.
Chrome.pl przestał działać. Nagle i niespodziewanie, bez ostrzeżenia praktycznie. Dowiedziałem się o tym zaglądając na Jogger.pl, bo tymczasową niemożność podłączenia do Chrome uznałem za kolejny “pad”. I co ja powiem? Szkoda po prostu. Szkoda serwera z którym byłem związany. To był mój pierwszy serwer Jabbera, obecnie posiadam 4 konta inne, ale nadal Chrome był i będzie tym pierwszym, którego się nie zapomni ;-) Ogólnie serwer miał w rozwój społeczności XMPP w Polsce wpływ niebagatelny. A czy kiedykolwiek jeszcze wstanie i odżyje, czy to przejęty przez bliżej mi nieznaną FWiOO czy jabbim.cz czy może w ogóle sam smoku wróci do interesu, to już inna sprawa. Choć w powrót smoka (a nie raczej “Wejście”?) obecnie już wątpię.
Mi zostaje już uaktualnić wszelkie dane kontaktowe na różnych serwisach oraz postarać się o autoryzację jeszcze chyba tylko kilku osób i migracja zostanie dopełniona. Siła Psi polega na tym, że dostęp do listy kontaktów nawet bez połączenia z serwerem jest - choć ja akurat JID-y różnych osób trzymam także w moim programie PIM.
Fajnie było przez 6 lat. I nawet jeżeli coś odżyje, to już nie będzie to samo. Było fajnie, szkoda, że skończyło się nagle i bez ostrzeżenia, bo są to straty dla wielu osób. I do zobaczenia na jakiś innych serwerach zapewne. Bo czy ktokolwiek kto zaznał XMPP wróci do jakiegoś innego zamkniętego protokołu?
Swoją drogą zastanawia mnie czy kiedyś pojawi się w Polsce firma oferująca (bez)płatne, stabilne konta Jabberowe…
Permalink |
Ułatwianie sobie życia, czyli konsola tekstowa
maj 12, 2007, godzina 13:07 · Komputery »
Moment, moment - powiecie - a czy używanie konsoli tekstowej (terminala, wiersza poleceń, jak kto woli) to nie utrudnianie sobie życia? Przecież to główny argument, że w Windows jest łatwiej, bo instalacja oprogramowania nie sprowadza się do wpisania sudo apt-get install foo tylko do kliknięcia dwukrotnego i parokrotnego “Dalej” na plik pobrany z Internetu. Nic bardziej mylnego - konsola tekstowa jest, dla tych nieco bardziej zaawansowanych użytkowników komputerów, nieocenionym narzędziem, które może pozwolić na znaczne ułatwienie, uprzyjemnienie pracy. Pomagając w różnych problemach, najczęściej polegających na konieczności masowego wykonania jakiegoś zadania.
Ot, na przykład. Kiedyś w serwisie Pytamy.pl zostało zadane pytanie jak z wielu małych plików tekstowych zrobić jeden duży plik. Czy jest jakiś program do tego? Nie wiem czy jest, ale używanie programu nie jest konieczne jeżeli posłużymy się prostym plikiem wsadowym .cmd pod Windows czy kilkoma linijkami w bashu lub innym shellu Uniksowym. Na przykład może to wyglądać tak (Windows):
for %i in (*.txt) do type %i >> foo.dat
ren foo.dat foo.txt
I ze wszystkich plików tekstowych w katalogu, gdzie zostaną wydane te dwie proste komendy mamy jeden plik o nazwie foo.txt. Dlaczego nie od razu “zrzucać” zawartość pliku do foo.txt zamiast do foo.dat? Dlatego, że może nieszczęśliwie się złożyć, że nasz plik foo.txt “załapie” się w pętlę i jego zawartość zostanie podwojona. Ale czy to nie było proste? Wymaga jednak nieco pomyślunku, znajomości poleceń oraz nie bania się czarnego ekranu z migającym kursorem.
W podobny sposób można na przykład wykonywać masowe rozpakowywanie plików określonego typu, można zmieniać swój adres IP, testować sieć pod względem obciążeń i robić setki różnych rzeczy, do których nie ma żadnego graficznego interfejsu użytkownika. Ja ogólnie jestem wielkim fanem wszelkich aplikacji konsolowych, zwykle małych i szybkich, nastawionych tylko na wykonywanie konkretnego zadania. Pod konsolą zdarza mi się konwertować filmy z jednego formatu na drugi, dokumenty z ODF na MSOOXML, czy też wykonywać tak różne dziwne rzeczy jak masowe ściąganie komiksów internetowych na dysk - jeżeli nazwy mają jakiś określony schemat - na przykład kolejne numery - to intuicja od razu podpowiada “zrób pętlę, wstawiaj tylko liczbę i wykonaj polecenie ściągania na dysk”. I to jest banalne do zreazlizowania np. w Linuksie z użyciem basha i programu wget czy w PowerShellu wraz z klasą System.Net.WebClient i pętlą for.
Z czego jednak wynika “lęk” użytkowników, jaki daje się zaobserwować? Z niezrozumienia? Na pewno - jest to mimo wszystko pewien język, który wymaga jakiejś określonej składni, a w innym wypadku mogą pojawić się błędy. Z trudności? Trzeba opanować kilka podstawowych poleceń i składnię, no cóż. I nie jest to tak intuicyjne jak “klikanie myszką”.
Tak, można stwierdzić, że jestem uprzedzony, bo jestem geekiem i siedzę i dłubię w tych komputerach od dawna i doskonale wiem co i jak należy robić. Ale przecież to nie oznacza, ze nie muszę się uczyć! PowerShella wspominanego przeze mnie uczę się cały czas, cały czas douczam się jak niektóre rzeczy można zrobić w shellach w systemach Linuksowych. To prawda, w nauce wspomagają mnie nawyki pewne, doświadczenie oraz intuicja. Jestem jednak zdania, że każdy średnio rozgarnięty użytkownik (a nie bezmyślny “klikacz”) jest w stanie nauczyć się usprawniać swoją pracę użyciem wiersza poleceń. Nie ma się czego bać!
Zastanawia mnie jeszcze jedna rzecz. Czytuję parę różnych forów o oprogramowaniu, jestem świadkiem wielu wojenek między systemami na L oraz W. I zastanawia mnie dlaczego wśród osób, które mówią o instalowaniu sterowników, reinstalacji systemu, o zmianach w rejestrze (który swoją drogą jest “magiczny”) panuje przekonanie, że to konsola tekstowa i wpisywanie poleceń jest trudne…
Permalink |
Separator dziesiętny
maj 5, 2007, godzina 15:15 · Komputery, Programowanie »
Czasem wymagane jest, aby użytkownik podał do naszej aplikacji jakieś dane liczbowe. Na przykład ilość pieniędzy jakie program kosztuje, ilość kopii dokumentu jakie chce wydrukować czy cokolwiek innego. To, że użytkownikowi każemy “podaj liczbę dodatnią”, a ten poda ujemną albo zero to w miarę normalne i przed tym się wiele aplikacji zabezpiecza i mniej więcej każdy programista o tym wie. Gorzej jednak wygląda sprawa z separatorem dziesiętnym.
Intuicyjnym dla nas formatem rozdzielenia części całkowitej i ułamkowej jest przecinek, Polska należy do grupy krajów nawet nazywanych “krajami przecinka”, jednak dla krajów anglosaskich separatorem jest kropka. A że z tamtym kręgiem kulturowym związanych jest większość języków programowania, to w nich najczęściej stosowanym separatorem dziesiętnym jest także kropka. Przecinek zarezerwowany jest na przykład do oddzielania parametrów wywołania funkcji.
Co to za sobą niesie? Że użytkownik może podać dane w “nieprawidłowym” dla programu, ale intuicyjnym dla niego, formacie, tj. z przecinkiem w Polsce, podczas gdy program operuje na kropce. A co to może spowodować? A na przykład bardzo dziwne wyniki obliczeń, ja na pewnej stronie dowiedziałem się, że mam niedowagę ze wskaźnikiem BMI 2,16 oraz zawartością tłuszczu w organizmie -8,78% (sic!). A tylko dlatego, ze jako wagę podałem 72,7 kg, zamiast 72.7 kg, jakich oczekiwał skrypt.

Jak się przed tym bronić? Jedną z najprostszych metod jest oczywiście pobieranie od użytkownika danych jako łańcuch znaków i następnie zamiana przecinków na kropki, po czym dopiero konwersja na wartość zmiennoprzecinkową. Jeżeli tego nie zrobimy to wyniki mogą być wprost absurdalne - ujemna zawartość tłuszczu w moim ciele to po prostu dobry żart, ale co jeżeli nagle w jakimś systemie księgowym znajdą się ujemne wypłaty dla programistów?
Permalink |
Spóźniona blogopokalipsa
maj 2, 2007, godzina 22:14 · Z innej beczki »
Nie ma to jak wrócić z długiego weekendu, spojrzeć kto tu linkuje i zobaczyć coś nowego. Kliknąć i… o, zaproszono mnie do nowej blogowej zabawy! Tak więc, z niewielkim, bo ledwo tygodniowym opóźnieniem wyobrażam sobie koniec blogosfery ;-)
Ostatnie słowa?
To już jest koniec. Nie ma już nic. Jesteśmy wolni. Możemy iść?
Jeżeli nadchodzi coś niespodziewanego, to powinniśmy się z tym zmierzyć.
Jeżeli nieprzyjaciel otwiera drzwi, musisz w nie wbiec, jak rzecze Sun Tzu.
Gdyby apokalipsa, czy to blogowa, czy normalna, nadeszła, to trzeba się z nią zmierzyć. Bo kto stoi w miejscu, ten automatycznie przegrywa.
Wyobrażam sobie koniec blogosfery, nie przeraża mnie to tak bardzo. Być może świat byłby inny. Czy lepszy? Raczej nie. Blog, dla mnie osobiście, to bardzo fajna sprawa, pomaga w niektórych rzeczach. A blogi ogólnie są też niezłą skarbnicą wiedzy. Szkoda by była ją stracić, ale mamy też Wiki i resztę tego łebdwazerowego tatałajstwa, więc byśmy się odnaleźli w nowym świecie. Tak jak żyliśmy w świecie bez blogów :-)
Na szczęście apokalipsy nie ma i blogujmy dalej…
Permalink |