Blog nie jest już dalej prowadzony, ani aktualizowany. Wpisy i komentarze pozostaną dostępne przez jakiś czas. Dzięki.
Archive for Kwiecień, 2007
Potrzeba integracji
Kwiecień 22, 2007, godzina 17:22 · Komputery »
Używamy różnego oprogramowania, różnych producentów i stąd też brakuje nam integracji. Czy nie było by wspaniale, gdyby nie można było łatwo, używając systemowego przeszukiwania, przeszukiwać także własnej poczty elektronicznej czy archiwum programu typu IM? Czy nie przydatna by była opcja by nasz komunikator internetowy automatycznie dodawał odpowiednie kontakty do programu typu PIM (czy programu pocztowego)?
Jakąś metodą na integrację jest używanie produktów jednego producenta. Microsoft tutaj przoduje – używam Outlooka 2003 i palmtopa z systemem Windows Mobile – poprzez Windows Mobile Device Center wbudowane w system Vista już zapomniałem jakie miałem problemy z synchronizacją kontaktów czy kalendarze między telefonem i Outlookiem. Używam też Microsoft OneNote 2007 – okazało się, że można bardzo łatwo zainstalować wersję mobilną na palmtopie i przenosić swoje notatki między palmtopem i komputerem. A wbudowane w system wyszukiwanie umie szukać także wewnątrz mojej poczty elektronicznej. Notabene da się tworzyć do tegoż przeszukiwania wtyczki, ale dla mojego komunikatora na przykład takiej jeszcze nie stworzono – a ja się nad tym jedynie zastanawiam lekko.
Podobnie też swoje usługi integruje Google – Google Desktop Search przeszukuje pocztę z Gmaila, archiwum komunikatora Google Talk oraz pliki na lokalnym dysku. A teraz jeszcze zaprezentowało uruchamiany w przeglądarce kolejny element “pakietu biurowego”, tym razem do tworzenia prezentacji – sam jednak nie jestem przekonany i o wiele bardziej wolę aplikację klasyczną, na komputerze lokalnym działającą.
Pytanie pozostaje – co jeśli chcemy używać różnorodnego oprogramowania, pochodzącego od różnych producentów, otwartych i zamkniętych? Niektóre programy stają sie “standardami” nieformalnymi w swoich branżach i wiele innych aplikacji umożliwia jakąś wymianę danych z nimi – ot choćby mój program do telefonu komórkowego umożliwiał wymianę danych z Outlookiem (aczkolwiek nie działałał za dobrze). Jednak jest jedno rozwiązanie – otwarte standardy. Takim standardem jest na przykład vCard, popularny i bardzo szeroko używany format zapisu danych kontaktów. Choć obecnie niby wszędzie króluje XML, to vCard cały czas się trzyma ;-)
Z tego też powodu bardzo dobrym pomysłem jest otwarty format dokumentów, tzw. OpenDocument. Żałuję jedynie, że nie ma czegoś takiego jak Word Viewer do tego formatu -> przeglądarki działają (działały?) kulawo, a instalować OpenOffice by na przykład otworzyć jeden dokument mi się nie chce. Ale to dygresja taka.
Integracji między aplikacjami mi brakuje. Oczywiście nie chodzi mi o monopolizację, a o kooperację. Szczęście, że wynaleziono dużo różnych otwartych standardów, są jakieś szanse na współpracę, wielu producentów udostępnia jakieś swoje API (a także wiele aplikacji internetowych z tego nurtu Web2.0 – tutaj integracja też by była mile widziana), szkoda jednak, że nadal jest tego niewiele. Nasz czołowy producent oprogramowania otwartego standardu dokumentów nie wspiera, swoje za to wynajduje (na szczęście jest konwerter z jego formatu na otwarty, nieźle działa), za to wymyśla inne pochodne XML, które mogły by być używane, ale nikt poza nimi tego nie wspiera (XPS, kodowo “Metro” przykładowo).
Ciekawe czy kiedyś doczekam się, by moje dane, zdalne i lokalne, były przez wiele programów naraz, różnych producentów, wykorzystywane wspólnie, na równych prawach. Bez otwartych standardów dokumentów, bez współpracy, z zamykaniem się na świat, to może być niestety wizja nie do zrealizowania, a szkoda. Oby tak nie było.
Permalink |
Czy dyskietka umarła?
Kwiecień 14, 2007, godzina 16:48 · Komputery, Technologia »
Dyskietka 3,5″. Towarzyszyła nam gdzieś w okolicach 20 lat (w wersji HD, wersja DD nieco dłużej – ale kto jeszcze “rzadkie” dyskietki o pojemności 720 KB pamięta?). Parę lat temu pisałem, że w nowych komputerach się to akurat nie zmienia, nieważne ile procesora, RAM czy czego, to stacja dyskietek jest.
Dziś sytuacja jest zgoła inna. Sprzedawane są komputery bez stacji dyskietek (sam taki posiadam, ale to laptop), a w tej wnęce znajdują się na przykład czytniki kart pamięci. Jako nośnik wymienny służą pendrive wszelkiego kształtu i pojemności, przy swoich rozmiarach, w stosunku do dyskietek – olbrzymiej. Czy dyskietka umarła? Coś słyszałem niedawno o tym, ze już nie są dyskietki produkowane, a to co można kupić to już tylko wyprzedaż zapasów (swoją drogą – muszę kupić, będzie do muzeum ;-)).
No bo tak w sumie to do czego są nam dziś potrzebne dyskietki? Ja jestem dziwny i na dyskietce kiedyś trzymałem bootloader, by uruchamiać Linuksa, dawno temu z dyskietki uruchamiałem też BeOS, miałem dyskietki startowe. Dziś są płyty bootowalne, każda płyta z Windows począwszy od 98 taka jest, a do testów systemów stosuje się maszyny wirtualne. Dyskietki są niestety użyteczne w pewnej sytuacji, gdy prehistoryczny (pamiętający pewnie czasy NT 4.0) instalator Windows 2000/XP/2003 nie ma sterowników do kontrolera SATA, SCSI lub RAID, Vista i Longhorn Server już umieją wczytać sterowniki np. z dysku USB. Do czego więc jeszcze? Jest garść nadal używanych starych programów, które do czegoś dyskietki wykorzystują, a różnie się próbuje to omijać (łącznie z podmontowywaniem za A: jakiś dysków USB – często działa). Coś jeszcze?
A może dyskietka umarła już bezpowrotnie na rzecz pendrive?
A kto kojarzy, może używał, napędów typu ZIP czy LS120, które na nośnikach wielkości dyskietek dawały wielokrotnie więcej miejsca?
Swego czasu myślałem, że dyskietka zostanie zastąpiona przez CD-RW. Używam CD-RW do przenoszenia danych, mam kilka płyt o średnicy 8 cm podpisanych “Szpargały” i czasem jakieś dane na nich noszę. Częściej jednak używam albo odtwarzacza MP3, który obecnie już tylko za flash-disk robi, albo Internetu. Bo upowszechnienie się szerokopasmowego dostępu do Internetu także przypieczętowało spadek zainteresowania dyskietką.
Więc czasy, gdy z kolegą wymieniałem się wieloma dyskietkami, a jedna MP3 musiała być na dwóch z nich, gdzie miejsce było wykorzystywane do ostatniego bajta, gdzie robiło się kopie – zwykle kilka – najważniejszej zawartości, bo nośnik był w sumie podatny na uszkodzenia – przeminęły. To se ne vrati.
I chyba dobrze.
Permalink |
RSS
Kwiecień 11, 2007, godzina 11:09 · Internet, Komputery »
Śledzić RSS zacząłem stosunkowo niedawno. Nie byłem jakimś pierwszym. Tak samo nie byłem jednym z pierwszych, którzy założyli sobie bloga, zaczęli używać Twittera, netvibes, del.icio.us (a tutaj to się długo wzbraniałem, obecnie zastąpiłem moje zakładki przez ten serwis). I sobie siedzę, śledzę trochę różnych rzeczy.
Przedwczoraj Piotr porządki w swoich śledzonych wątkach (tak zawsze tłumaczę “feed”) zrobił i przy okazji niejako wyszło na jaw, że śledzi blisko 300 źródeł RSS. “Łał” – pomyślałem – “swoją drogą ciekawy jestem, ile ja mam”. Okazało się, że posiadam 73 subskrypcje. Ale poszedłem za ciosem – porządkowanie według folderów zrobiłem już kiedyś, teraz jedynie wziąłem się za usuwanie nieaktualizowanych już blogów czy serwisów. I za dodanie tych, które czytam, które RSS mają, a których z bliżej nieznanych mi powodów nie śledzę. Po drodze się też okazało, że na przykład gubiłem wpisy u Tomka Topy, bo miałem nieaktualny adres RSS. Wyszedłem na minus, bo źródeł pozostało 69. Będę musiał coś nowego do czytania znaleźć ;-)
Filtrowanie według tagu “blog”, bo wszystkie blogi mam w jednym worku praktycznie (a i tak większość to techblogi rożne) ukazało że 51 RSS-y to blogi. Gdyby do tego dodać to, co śledzę korzystając z Joggera (a i to, co czytam i zapominam do RSS dodać) i to, co na 10przykazań śledzę (choć teraz widzę, że się to i w moim RSS powtarza) to powiem, ze ja chyba nic innego nie robię, tylko blogi różne czytam ;-) A kiedyś to takie bzdurne było.
Z ciekawości spojrzałem też na moje coComment, gdzie ujrzałem 59 śledzonych dyskusji, z których nie tylko spora część już dawno się zakończyła, ale niektóre aktualne – nie są przez serwis aktualizowane. Szkoda, bo fajna idea, na pewno lepsza niż śledzenie wszystkich komentarzy jako oddzielnych źródeł RSS. Ogólnie tylko komentarze wszystkie do tego bloga i jeszcze jednego śledzę jako RSS, ale to już wszystkie – nieważne gdzie się coś nowego pojawi, to ja to widzę, czy się odnosi do jakiegoś prehistorycznego wpisu u mnie, czy też najnowszego :-)
A już swoją drogą – używałem JabRSS, RSSBandit, używałem Bloglines, używam Google Reader. I nadal nie wiem czy to jest to. Coś mi nie gra, ale nie potrafię określić co. I za bardzo nie wiem jaką formę mogłyby przyjąć RSS-y. Spersonalizowane źródła wybierane po słowach kluczowych, żeby wybierało tylko to, co mnie interesuje? Przydałby się też chyba jakiś myk do szybkiego dodawania źródeł bezpośrednio do GReadera z przeglądarki, tak jak obecnie używam del.icio.us. A może takie coś jest?
Permalink |
Bezprzewodowa rewolucja
Kwiecień 7, 2007, godzina 19:18 · Komputery, PowerShell, Technologia »
Póki nie dysponowałem małym palmtopem, który miałbym zawsze ze sobą i mógł sprawdzić czy aby jakiś sieci bezprzewodowych nie ma w okolicy nie wiedziałem, że bezprzewodowa rewolucja jest naprawdę w szczytowej fazie. Sam polegam póki co jeszcze nadal na niezawodnej skrętce kategorii 5, ale sieci bezprzewodowe, czy to 802.11b czy g się rozrastają.
Obecnie, dysponując palmtopem z programem WiFiFoFum oraz odbiornikiem GPS zdarza mi się, gdy jeżdżę po mieście, włączyć skaner i tylko szukać. I patrzeć i notować do pliku XML. Pliku, który mam potem chęć obrobić, napisałem sobie na szybko korzystającą z Google Maps API aplikację wyświetlającą znalezione AP na mapie, aczkolwiek dzisiaj znalazłem w niej błąd – jeśli jakaś sieć nie ma SSID (ewentualnie wyłączone rozgłaszanie), to na tej sieci się analiza pliku XML przez mój skrypt zatrzymuje. No cóż, poprawi się, bo sposób działania jest tak tragiczny, że nawet nie będę pokazywał.
Niemniej jednak dzisiaj, wracając znad pewnego jeziora, śledziłem trasę z ulicy Turystycznej prawie do mnie na Czechów. Wcześniej też zrobiłem listę sieci jadąc prawie z jednego krańca miasta na drugi. A teraz, przed momentem i w ramach uczenia się PowerShella, napisał szybko skrypt parsujący ten XML i pokazujący sieci w postaci miłej tabelki i kilku statystyk na końcu. Nie wiem jednak czy faktycznie te wszystkie sieci z WEP oznaczonym na Off nie mają w ogóle szyfrowania czy też stosują zabezpieczenia WPA lub i/lub filtrowanie adresów MAC.
# parse-wifixml.msh
#
# Revision: 1.4
# Marcin "Ktos" Badurowicz, on GNU LGPL
#
# Parses WiFiFoFum XML file, shows list of found networks
Param ($fileName = "")
if ($fileName -ne "")
{
$xml = new-object System.Xml.XmlDocument;
$xml.Load($fileName);
$aps = $xml.GetElementsByTagName("AP");
# you can change what data should be shown:
# in my case is WEP, MAC, SSID, Latitude and Longtitude
$aps | format-table wep,mac,ssid,lat,lon -autosize;
# counting networks and unsecure networks
$aps | foreach {
if ($_.wep -eq "Off")
{
$nowep++;
}
if ($_.ssid -eq "")
{
$hidessid++;
}
$apcount++;
};
$percent = [System.Math]::Round($nowep / $apcount * 100);
Write-Output "$apcount networks found, $nowep without WEP ($percent%), $hidessid are hiding SSID`n";
}
else
{
Write-Error "Syntax: parse-wifixml <filename>";
}
Przykładowy wynik wygląda tak.
Bez szyfrowania jest bardzo duży odsetek sieci, przynajmniej bez WEP. A że WEP (jak i filtrowanie MAC) to średnie zabezpieczenie to powinien wiedzieć każdy administrator takiej przydomowej sieci. Zresztą nie tylko przydomowych, bo i udało mi się swego czasu do jakiś innych sieci podłączyć, które niekoniecznie wyglądały na publiczne hot-spoty.
Ale naprawdę obserwując tak wzmożony wzrost sieci WLAN poczułem się z moją skrętką (oraz jednocześnie jednym laptopem i jednym palmtopem obsługującymi 802.11g) jak jakiś dinozaur, który został w poprzedniej epoce. Ale tak w sumie to chyba przegapiłem uderzenie asteroidy – kiedy ono było?
Permalink |