Blog nie jest już dalej prowadzony, ani aktualizowany. Wpisy i komentarze pozostaną dostępne przez jakiś czas. Dzięki.
Archive for Sierpień, 2006
Blu-Ray i HD-DVD – jeszcze dużo czasu
Sierpień 30, 2006, godzina 11:58 · Komputery, Technologia »
CyberLink udostępnił darmowe narzędzie diagnostyczne, pozwalające ocenić, czy posiadany komputer pozwoli odtworzyć zawartość video wysokiej rozdzielczości z płyt HD DVD oraz Blu-Ray.
I jak myślicie, jak to narzędzie reaguje na większość komputerów? Tak, wymagany będzie upgrade. Mój komputer jedyne zalecenia jakie spelnił to 1024 MB pamięci RAM i system Windows XP SP2. Procesor Athlon 2400 okazuje się za słaby – lepszym wyborem będzie Athlon FX bądź X2, ewentualnie Pentium EE, lepsze P4 czy Core Duo ewentualnie Core 2 Duo. Do tego karta graficzna z 256 MB pamięci i nVidia 6600 GT i wyższe (ewentualnie ATI x1600/1800/1900).
Oczywiście, to wszystko to są zalecenia i może dyski BD czy HD będą się odtwarzać także na słabszych maszynach. Ale jeżeli nie… to zanim BD czy HD się upowszechnią minie naprawdę sporo czasu. Bo ludzi, którzy mają choćby tego Athlona FX-60 czy Pentium EE to jest naprawdę niewielu. Nieco lepiej jest z dwurdzeniowymi, bo one teraz tanieją – ale też nie te podane modele, a nieco słabsze. A do popularności nadal bardzo wiele brakuje!
Jest jeszcze sprawa HDCP, monitorów zgodnych z tym standardem nie ma, a kart graficznych jest ledwo kilka. A bez HDCP można się pożegnać z jakością HDTV (głupota moim zdaniem ale o DRM innym razem).
Jestem ciekawy czy naprawdę tak wielki sprżet będzie potrzebny do odtwarzania filmów z płyt BD/HD. A jeżeli tak – to jak będzie wyglądała sprawa stacjonarnych odtwarzaczy? Będą drogie jak niewiadomo co by zapewnić tak wielką moc. DVD dla przykładu wymaga procesorów w okolicach 500 MHz i działa dobrze. A przyjęło się gdy już takie maszyny były popularne. A skoro BD/HD wymagają takich procesorów… to trochę potrwa zanim się zadomowią. Oczywiście, zanim też ceny napędów zejdą do rozsądnego poziomu też minie dużo czasu. I znając życie to za tych kilka lat znów będziemy narzekać że Windows 2010 czy napęd Holograpfic-DVD ma niebotyczne wymagania. Taki jest nasz los przez jakiś czas.
Pociesza jedynie fakt, że jak ktoś ma komputer zdolny udźwignąć BD czy HD – bez problemu udźwignie też Vistę, której wymaganie sprzętowe również są wysokie. Hmm, a może to taka koalicja w celu wywarcia presji na użytkowników, by wymienili swoje komputery zapewniając producentom zyski? A program tylko jest zabiegiem marketingowym? Kto wie. Teorie spiskowe ciągle są żywe :-)
Permalink |
Telefon Cię oszukuje?
Sierpień 25, 2006, godzina 15:30 · Technologia »
Miałem napisać o tym temacie już wcześniej, wczoraj sobie o tym przypomniałem, a dzisiaj jeszcze przypadkiem znalazłem artykuł poruszający to zagadnienie. Chodzi mianowicie o polskie znaki w wiadomościach tekstowych SMS.
Gazeta z Wyboru napisała, że telefony nas oszukują na telefonach z polskimi znakami. Zdjęcie umieszczona w artykule ma podpis:
Jedna z wadliwych komórek – wysyłasz jeden SMS, płacisz za dwa
I od tego chciałbym zacząć. To nie jest wada. To nie jest wada. “This is not a bug, this is feature” rzekliby programiści. Skąd bierze się to, że maksymalna długość SMS skraca się, zwykle do okoo 70 znaków, w przypadku użycia polskich znaków w wiadomości? Najpierw mała teoria – aby wysłać wiadomość, to telefon przesyła odpowiednio zakodowane dane komputerowe. Tak samo jak w przypadku zwykłej rozmowy telefon komórkowy koduje nasz głos zgodnie ze standardem EFR, FR bądź HR – wszystko jest to dokładnie określone w normach ETSI. Polskich znaków normalnie w SMS być nie może. Należy je odpowiednio zapisać. Są ogólnie dwie metody kodowania znaków. W jednej stosuje się format Unicode, zwykle UCS-2, co powoduje, ze każdy znak zajmuje dwa razy więcej miejsca. Do tego dochodzi zmiana kodowania z 7-bitowego w “normalnym” GSM na 8-bitowe i kolejne straty miejsca. Druga metoda wykorzystuje wstawienie do nagłówka wiadomości tablicy znaków używanych w SMS. Co powoduje, że część znaków “marnuje się” na tablicę kodowania. Zresztą – problem dotyczy każdych danych innych niż litery alfabetu łacińskiego – umlauty, cyrylica, formatowanie, obrazki, melodie (EMS czy Smart Messasing) wszystko wykorzystuje odpowiednio zakodowane SMS-y.
Do tego dochodzi jeszcze jeden problem – użycie polskich znaków zakodowanych pierwszą metodą powoduje, że na telefonie bez ich obsługi zwykle dostaje się coś w rodzaju @B@l@a@b@l@a. Druga powoduje powstawanie dużej ilości róznych “kwadracików” czy innych znaczków.
Czy jest to kłamstwo i teoria spiskowa? Nie, producenci telefonów informują – “używanie znaków spoza zakresu podstawowego może spowodować zmniejszenie ilości dostępnych znaków w wiadomości”. Czy jakoś tak jest na przykład w instrukcjach do telefonów Siemensa. Niejasno wydaje mi się że i jest to wyraźnie powiedziane w instrukcjach do Sony Ericssonów.
Rozwiązania są dwa. Albo należy pisać bez polskich znaków, albo płacić za większą ilość wiadomości.
Nie zawsze da sie pisać bez polskich znaków – na przykład niektóre telefony Nokii z włączonym słownikiem T9 nie “umieją” pisać bez polskich krzaczków. Taka specyfika. Zostaje wyłączenie słownika albo ręczne “nauczenie” go wyrazów bez “ogonków”. Ale w dużej ilosći telefonów należy wyłączyć “Znaki narodowe” czy włączyć “Alfabet uproszczony”.
A operatorzy – zarabiają na tym, tak samo jak na niezablokowanej klawiaturze (i przypadkowym dzwonieniu) czy nieznajomości kosztów roamingu.
Problem jest znany od kiedy pojawiły się telefony z obsługą polskich znaków w SMS, ale Gazeta się za niego zabrała dopiero teraz. I to jaka afera od razu. To nie jest kłamstwo, to nie jest oszustwo – to jest pewna cecha techniczna.
PS. A kto pamięta, gdy pojawiły się SMS-y, że nie dawało się wpisać małych liter?
[tags]cellular phones, SMS, encoding, costs[/tags]
PPS. Znowu jakiś skrót klawiszowy walnąłem i wiadomość za wcześnie poszła. Teraz powinno być lepiej – bo wpis jest cały :-). Przepraszam.
Permalink |
Co Ci zżera miejsce?
Sierpień 18, 2006, godzina 10:50 · Microsoft, Windows »
To pytanie zadaje sobie każdy użytkownik. Co zajmuje tak dużo miejsca? Skąd tego tyle? Kiedyś miałem dysk 600 MB i mi wystarczał, a teraz mój katalog domowy (/home czy tam “Moje dokumenty”, wedle woli) zajmuje kilka gigabajtów?!
Załamać się można. Ostatnio zechciałem sprawdzić ile zajmuje mój folder domowy. 7,36 GB. Praca gromadzona przez bardzo, bardzo długi czas. Po jakimś czasie i kasowaniu zbędnych rzeczy, które znalazły się tam niepotrzebnie objętość zmalała to 4,36 GB. Ale i tak jest to problem. Problemem jest nie tylko jak temu zrobić kopię zapasową, ale w ogóle trzeba zapanować nad rozrastaniem się tego bajzlu. A najpierw – trzeba sprawdzić jaki podfolder zajmuje najwięcej miejsca. Jak to zrobić? Po kolei klikać “Właściwości” każdego podfolderu? Zastrzelić się mozna. Z pomocą jednak przychodzi pakiet Windows Support Tools, a z niego mały programik konsolowy o nazwie diruse.exe. Oczywiście większość tych prawie że mitycznych Zwykłych Użytkowników (ZU) boi się trybu tekstowego, ale chyba “Notatki” czytają ludzie, którym nie straszne są cmd.exe i tym podobne komendy :-)
Diruse zwłaszcza przydatny nam będzie wraz z przełącznikiem /* i /M. Pierwszy daje to, że uwzględniane będą tylko foldery najwyższego poziomu, drugi – że wynik pokazywany będzie w megabajtach. Wydajemy komendę:
diruse /* /M <mój folder>

I po chwili mamy piękną “tabelkę”, a w trzech kolumnach przejrzyście mamy pokazany rozmiar i ilość plików danego katalogu. Po przyjrzeniu widać, że na przykład u mnie najwięcej zajmuje folder “Backup” – co jest normalne, biorąc pod uwagę fakt, ze w nim są takie rzeczy jak blisko 100 MB kopia rejestru systemu z drugiego dysku. Katalog “Moje wideo” mający olbrzymią objętość mnie nie dziwi, ale dlaczego “Misc” jest tak wielki?
diruse /* /M E:MarcinMisc
Ujawnia, że największą objętość ma katalog “Komórki”. Chwila przypomnienia – ach tak, przecież już nagrałem to na płytę! Dwa naciśnięcia klawiszy (Del i Enter) w odpowiednim oknie Eksploratora i ilość wolnego miejsca na dysku się zwiększa.
Oczywiście nie każdemu musi do gustu przypaść program konsolowy – mi tam on specjalnie nie przeszkadza, cmd.exe jest bardzo przydatnym narzędziem, zwłaszcza wraz z niektórymi programikami z pakietów Windows Support Tools i Windows 2003 Resource Kit – ale o tym będę jeszcze pisał wkrótce. Ale jest też program, który realizuje to samo zadanie co diruse, ale w postaci okienkowej. Na przykład Directory Report (ale niestety płatny i to aż 20 ) czy Karen’s Directory Printer (ten akurat skoncentrowany na drukowanie, ale i do pliku zapisywać potrafi).
A więc – co Wam zżera tyle miejsca? Dowiedzcie się i pozbądźcie się tego ;-)
[tags]Windows, Microsoft, diruse.exe, directory size, disk space[/tags]
Permalink |
USB
Sierpień 5, 2006, godzina 15:14 · Technologia »
USB. Dziś bez tego standardu złącz nie wyobrażamy sobie komputerów – zwłaszcza w świecie, którym zawładnęły pendrive’y, czyli przez USB podłączane, małe, przenośne karty pamięci, chyba rzeczywiści następcy dyskietek.
Ale dawno temu, gdy USB się pojawiało, nie było to super rozwiązanie. Ot, taki Windows 95 na przykład nie obsługiwał nic poa koncentratorami USB – a po co one, skoro urządzeń nie obsługiwał? Potem jednak, gdy już od czasów Windows 98 zobaczono jak fajne są funkcje w rodzaju hot-plug (na przykład potrafią wygenerować niebieski ekran śmierci na prezentacji tego systemu ;-)), gdy system sam zaczął obsługiwać sterowniki… Teraz podłączenie nawet pierwszego lepszego popularnego sprzętu w większości popularnych systemów powoduje, że sterowniki się szybko same zainstaluję i z urządzenia będzie można korzystać. Plug&Play, bez restartów, bez klopotów.
Do USB podłączyć można prawie wszystko. Od sprzętu typowo komputerowego jak myszy, klawiatury, drukarki, do wentylatorów, lampek, a nawet sztucznego akwarium czy choinki. Działa jak niegdyś port szeregowy do którego rózni fascynaci podłączali rózne dziwne rzeczy (czajnik elektryczny czy ekspres do kawy nie jest tutaj najdziwniejszym przykładem).
Bez kłopotów? Akurat. Przecież nie mogły nie wystąpić problemy i błędy. Zwłaszcza w przypadku naszego ulubionego systemu operacyjnego pewnej firmy z Redmond. Nadmierne sterowniki, wyłączanie się urządzeń, niepoprawne identyfikacje… Ale na szczęście nie występują one tak często, i USB pozostaje chyba jednym z najwygodniejszych komputerowych interfejsów.
Ostatnio, podłączając jeszcze raz kable do komputera, zobaczyłem, jak wiele urządzeń na USB posiadam, a jak kiedyś uważałem, że to głupie jest i niepotrzebne. Mysz, klawiatura (choć teraz podłączona na przejściówce do PS/2), odbiornik Bluetooth, drukarka, aparat forograficzny, czasem drugi aparat, czasem telefon komórkowy, odtwarzacz MP3… Mam nadzieję, że nic już nowego w najbliższym czasie nie kupię (choć skaner, na LPT, odmawia współpracy i marzy mi się nowy model, na USB oczywiście), bo bez zakupu koncentratora portów się nie obejdzie.
Teraz tak patrzę w przeszłość przyglądając się informacjom na temat SATA. Płyty główne już porty SATA mają. Dysków twardych na SATA jest dostatek. Pojawiają się nagrywarki podłączane do złącz tego standardu. Pojawiła się płyta główna bez obsługi złącz IDE. Czyżby tak jak USB, który wyparł swoich poprzedników, COM i LPT, w prawie wszystkich zastosowaniach, tak kolejne złącze szeregowe wyprze swojego wysłużonego już przodka?
Ewolucja w świecie komputerów postępuje. Złącza COM, LPT. Teraz magistrala IDE. Coraz częściej słyszy się o końcu typowych złącz VGA na rzecz DVI. Czy PS/2 się utrzyma? Sądząc po wielości urządzeń USB – raczej nie. Do czego doprowadzi to ciągłe ujednolicanie standardów i usuwanie tych przestarzałych. Czy doprowadzi to do czegoś, o czym czasem każdy marzył – do tego, by wszystko można było podłączyć jedną wtyczką do komputera? A może i wszystkie urządzenia kablowe odejdą na rzecz następców IrDA i Bluetooth (może Wireless USB?)?
[tags]USB, SATA, interfaces[/tags]
Permalink |