Archive for lipiec, 2006
Kopia zapasowa
lipiec 28, 2006, godzina 13:25 · Komputery »
Tego bloga czytają ludzie technicznie zorientowani. Raczej. Ilu z was robi kopie zapasowe swoich danych? A ilu waszych mniej-zinformatyzowanych znajomych? Spodziewam się, że niewielu. Bo choć wiele się o tym pisze i mówi, to nadal kopii się nie robi.
Makabryczne są przypadki, gdy dane są składowane na jednym, bardzo starym dysku twardym. I są one niezmiernie ważne. Bo im dysk jest starszy, tym większe jest prawdopodobieństwo utraty danych. Ostatnio miałem taką sytuację, gdzie dane były trzymane na starym dysku firmy Seagate, o zawrotnej pojemności 850 MB, pewnie sprzed 10 lat. Niestety - taki sprzęt to raczej zabytek dla archeologa, niż coś do składowania danych.
Do robienia kopii zapasowych w domu można stosować nagrywarki - czy to CD, czy DVD. W końcu większość nowo sprzedawanych maszyn posiada takie urządzenie, a i nie jest ono zbyt drogie. Stosowane są często co prawda do przegrywania gier i innych takich rzeczy “przegrywarki” wraz z płytami CD mogą jednak posłużyć do zrobienia sobie, raz na jakiś czas, kopii zapasowej swoich danych, o ile ważne jakieś posiadamy - bo jeśli nie mamy nic ciekawego… Choć nawet save’y z gier dla zapalonych graczy mogą być przyczyną rozpaczy, gdy twardy dysk odmówi posłuszeństwa. Ja osobiście oprócz robienia kopii swoich dokumentów nagrywam na płyty (choć w moim przypadku głównie CD-RW) także niektóre ustawienia systemu - a zwłaszcza kopię preferencji przeglądarki Firefox - wraz z rozszerzeniami, hasłami, “ciasteczkami” i wieloma innymi rzeczami dzięki narzędziu MozBackup, ale to taka dygresja.
Jeśli ktoś posiada ponad jeden komputer w domu (choć taka sytuacja nie jest zbyt częsta), to ważne dane można trzymać na dwóch komputerach i dwóch dyskach twardych, co może pomóc w przypadku, gdy jeden z komputerów na przykład się spali (co przeżyłem… ale wtedy dane były tylko na jednym z komputerów). Bo dwa dyski twarde na jednej maszynie mogą paść równocześnie (choć zwykle wtedy pada elektronika tylko).
Kopie zapasowe robić trzeba, chyba, że ktoś może sobie pozwolić na utratę danych. Ale jeżeli nie, to nalezy wystrzegać się starych twardych dysków, dyskietek (są zbyt zawodne), płyt CD-R mało znanych marek (za 0,15 zł sztuka itp.). Dobre są markowe płyty CD-R (podobno trwałość 100 lat, w praktyce nikt nie sprawdził jeszcze, moja najstarsza ma około 8-9 lat i nadal trzyma się dobrze) czy DVD-R, streamery (choć mało kto w domu stosowałby takie rozwiązanie) oraz po prostu na przykład drugi dysk twardy. Szczytem marzeń będzie macierz dysków RAID 1 (mirroring), co łatwo mogą sobie stworzyć użytkownicy Linuksa - tym z Windowsem 2000 czy XP będzie trudniej (ale się da), a ludzie używający Windows 2003 (tak, są tacy co traktują to jako “workstation”) mogą to zrobić bez modyfikacji plików systemowych.
Przepraszam. Muszę zrobić kopię wpisów na bloga, aby żaden wirus, atak, pożar ani żłośliwy użytkownik nic nie popsuł ;-)
Technorati Tags: backup, CD, mirroring, RAID
PS. Miłych wakacji, mnie nie ma w domu :-)
Permalink |
Czy HTML jest językiem programowania?
lipiec 19, 2006, godzina 10:20 · Internet, Komputery »
Dyskusja trwa od wieków, a ostatnio wypłynęła w związku ze znanym pytaniem “Od jakiego języka programowania zacząć naukę?” na pytamy.pl (swoją drogą brakuje w tymże serwisie edycji odpowiedzi już któryś raz - tym razem mam złe linki wstawione). Odpowiedź jakiegoś anonimowego użytkownika powoływała się na Wikipedię:
A czym niby jest html? Może warto zajrzeć do wikipedii?: “HTML (…) to język składający się ze znaczników (ang. tags) stosowany do pisania stron WWW. HTML jest teoretycznie aplikacją SGML-a.”
A aplikacja to co? To program więc HTML jest językiem programowania.
Ale jak dla mnie to to wyjaśnienie jest nędzne - to, że HTML jest aplikacją nie oznacza tego, że jest językiem programowania. Poza tym sam SGML to “zestandaryzowany nadrzędny język znaczników (…) służący do ujednolicania struktury i formatu wszelkich informacji”. Ani słowa nie ma o języku programowania! Poza tym sięgnijmy do źródeł, czyli do W3C i spojrzyjmy na kawałek tekstu traktujący o XML-u (którego to z kolei XHTML jest aplikacją):
XML nie jest językiem programowania i nie trzeba być programistą, by z nie go korzystać
Ostateczna konkluzja jest jedna. HTML jest językiem opisu danych. Nie jest językiem programowania, programować w HTML-u się nie da, można za to robić to np. w JavaScript czy innych językach, jakie mogą być osadzane na stronach WWW - czy też PHP jaki może być użyty do generowania stron w HTML-u.
Zacytuję marcoosa, który dawno, dawno temu napisał coś pasującego do tych rozważań:
Jak ktoś na serio określa to, co robi jako “programowanie w HTML”, to jest po prostu idiotą. :)
Technorati Tags: HTML, XML, SGML, programming language
PS. Pytanie pojawi się zapewne jeszcze jedno. Czym jest DHTML w ogóle i czy może to jest językiem programowania?
Permalink |
Zabezpiecz folder hasłem
lipiec 12, 2006, godzina 16:18 · Microsoft, Windows »
“Jak zrobić hasło na folder?”
“Jak zrobić, aby trzeba było podać hasło żeby do folderu wejść?”
“Jak zabezpieczyć folder hasłem?”
Takie pytanie jest bardzo popularne. I choć wiadomo, że system plików NTFS umożliwia zakładanie uprawnień do folderów, to jednak wymaga to zabawy, tworzenia kont użytkowników, ustawiania uprawnień, a i tak użytkownik o dostępie administracyjnym będzie miał dostęp. Chyba, ze szyfrowanie wbudowane w system zastosujemy - ale o korzyściach i niebezpieczeństwach z tym związanych innym razem.
Microsoft jakoś niedawno udostępnił narzędzie Microsoft Private Folder, dostępne dla posiadaczy oryginalnego systemu Windows XP (więc w celu sprawdzenia legalności radzę ściągać Internet Explorerem, niż męczyć się z dziwnie działającą wtyczką do Firefoksa). Program pozwala utworzyć jeden (dla każdego uzytkownika) prywatny folder, zabezpieczony hasłem, w którym można przechowywać swoje prywatne dane. Czyli coś idealnego dla zwykłego użytkownika, ktory uprawnień nie chce się dotykać.
Zastanawiają mnie tylko dwie rzeczy. Po pierwsze, dlaczego w wymaganiach programu jest (obok naturalnie systemu Windows XP z Service Pack 2) “Super VGA (800 x 600) or higher-resolution video adapter and monitor” - czyż to nie oczywiste? :-) I po drugie - jak odzyskać dane, gdy użytkownik zapomni hasła - tego nie napisali.
Program jest darmowy i pozbawiony wsparcia technicznego.
Technorati Tags: Microsoft Private Folder, Microsoft, private data, NTFS
I stało się coś niecodzinnego. Microsoft wycofuje aplikację Private Folder z powodów krytyki na rzeczy o których wspomniałem wyżej - brak dokumentacji i przede wszystkim - metod odzyskiwania danych. Ale oprócz administratorów załamanych perspektywą użytkowników zapominających hasła do ich prywatnych folderów to okazało się, że podnieśli też głos rodzice, którzy zmartwili się, że ich pociechy będą mogły coś ściąganego z Internetu przed nimi ukryć.
Za Betanews.
Permalink |
Wpisz kod produktu
lipiec 10, 2006, godzina 14:32 · Programowanie, Z innej beczki »
Okienko, w którym należy podać kod produktu to częsty element instalatorów róznego oprogramowania, wyłączając oczywiście najrózniejsze programy Open Source. Ten kod, zwykle alfanumeryczny, ma zaświadczyć że dysponujemy legalną płytą CD, na której odwrocie jest napisany, lub też zarejestrowaliśmy sie na stronie producenta, a kod uzyskaliśmy pocztą.
Niestety, tak prosta sprawa jak kod może być zrealizowana niewygodnie dla użytkownika. Pewien edytor, który mam teraz okazję przez dwa tygodnie testować nakazał mi wpisać kod. Gdy przyszedł na e-mail to mnie zatkało. 55 znaków, w jednym ciągu, nieco przypominające sumę kontrolną MD5. Czy to troszkę nie za długie? Na szczęście można go było skopiować z e-maila i wkleić do instalatora. A może być gorzej - to udowodnił pewien inny producent, który pozostawił kilka okienek do wpisania kodu, a gdy wklejamy kod to wkleja się tylko do pierwszego okienka. I to nie cały. Należy ręcznie kopiować i wklejać po kawałku.
Gorzej jest, jeżeli się tak łatwo kopiować i wklejać nie da - inny instalator po prostu zakrywa cały ekran i jedyną drogą do przejścia do okienka e-maila z kodem jest kombinacja klawiszy Alt+Tab. I po co tak utrudniać wpisanie tego kodu?
Microsoft, w swoich produktach każe wpisywać kodu chyba od Windows 95 wzwyż. Na początku było to też kilka okienek, na szczęście sam kursor do następnego pola kodu przechodził w instalatorze (czego w niektórych produktach nie ma). A co się zmienia w najnowszych? Tak, teraz jest jedno pole do wpisywania kodu, a ponadto automatycznie po podaniu kodu pojawia się odpowiedni znaczek mówiący czy wpisany klucz produktu jest prawidłowy. Co przypomina mi trochę w działaniu oparte bardzo o Ajax strony internetowe, które przy rejestracji automagicznie sprawdzają czy przypadkiem dana nazwa użytkownika nie jest już zajęta. Bardzo wygodna sprawa, od razu widać, że coś jest źle, nie trzeba klikać “Dalej” by zobaczyć komunikat o błędzie.
A kwestia aktywacji produktów wspomnianego koncernu, gdzie też kod jest bardzo długi i jak się go przez telefon dyktuje to się można załamać, to już inna sprawa.
Zalecenie mam jedno. Jedno okienko, możliwość wklejania kodu ze schowka (ja wiem, że mozna go skopiować pewnie z serialsandcracksforfree.com) i maksymalne uproszczania kodów będzie błogosławieństwem.
Swoją drogą ciekawe czy kody produktu podawana przy instalacji mają jakąkolwiek przyszłość, czy też zastąpione zostaną przez mechanizmy aktywacji wszelkiego rodzaju. Albo przez masowy atak oprogramowania o otwartych źródłach.
Technorati Tags: usability, installer, serial numer, product key
Permalink |
Przyjazne witryny WWW
lipiec 2, 2006, godzina 11:46 · Webmastering »
Na początku maja zakupiłem książkę o bardzo długim tytule “Przyjazne witryny WWW. Jak uczynić lepszymi komunikaty o błędach, Pomoc, formularze i inne kluczowe punkty witryny”, czyli w oryginale “Defensive design for the Web: How to improve error messages, help, forms, and other crisis points”, autorstwa Matthew Lidermana i Jasona Frieda z 37signals. Uważam, że tłumacz się niezbyt popisał w tytule publikacji, bo projektowanie defensywne to niekoniecznie to samo, co przyjazne witryny.
Pozycja opisuje zasady tego defensive design, czyli po polsku projektowania defensywnego (ubezpieczonego jak ktoś woli) - techniki, która zakłada najbardziej, że użytkownik może się pomylić i różne dziwne sytuacje trzeba przewidywać, by nie poczuł się zdezorientowany czy rozdrażniony. Bo gdyby tak się poczuł, to opuści naszą witrynę i możemy stracić potencjalnego klienta.
W 40 zaleceniach autorzy opisują w jaki sposób konstruować formularze, informować o błędach, pisać instrukcje, eliminować niepotrzebne na stronie rzeczy czy konstruować wyszukiwanie, tak, by strona była jak najbardziej przyjazna dla użytkownika i nie powodowała problemów. Wszystkie zalecenia ilustrowane są złymi i dobrymi przykładami postępowania, branymi z różnych, istniejących stron i aplikacji internetowych.
Przystępnie napisana, ilustrowana czarno-białymi screenami błędnie - oraz dobrze skonstruowanych formularzy, wyszukiwarek czy komunikatów o błędach, pozycja może wskazać projektantom dodatkowe miejsca, gdzie należy uważać, by użytkownik nie poczuł się zagubiony - bo co najmniej kilka z tych zaleceń obecnych w książce, to już chyba podstawy dla każdego, kto choć trochę słyszał o użyteczności. Niemniej jednak - jeśli kogoś zainteresuje ta tematyka, to książka jest dobra. Nie jestem tylko pewien czy jej cena, 32,99 zł, (a chyba aż 34 zł w księgarni internetowej wydawnictwa Helion) to nie jest trochę za dużo jak na 254 stronicową książkę.
“Nieśmiertelny błąd 404 nabiera już znaczenia symbolicznego, jak paragraf 22″
:-)
Technorati Tags: defensive design, book review, webdesign, usability
Permalink |