Archive for maj, 2006

Panorama

Od jakiegoś, całkiem sporego czasu chcę sobie kupić laptopa. Czy tam notebooka, nieważne - komputer przenośny. Zwlekam z tym, cały czas czekam na spadek cen, ale i tak już spadek jest naprawdę niezły, więc decyzji o kupnie jestem coraz bliżej. Wymagania nie są nadzwyczajne, grać nie zamierzam (zbytnio), raczej praca prawie-biurowa (choć Vistę bym chciał uciągnąć - więc trzeba będzie wydać spore pieniądze ;-)).

Niemniej jednak byłem w różnych sklepach oglądając różne modele komputerów i powiem jedno. Kto wpadł na idiotyczny pomysł ekranu panoramicznego? Ani to foremne, ani rozdzielczości normalnej nie ma, ani się dobrze na tym nie pracuje… Więc po co to? Zaledwie kilka znalazłem komputerów z normalnym ekranem 15″ i słuszną rozdzielczością w proporcjach 3:4.

Czy to te filmy odtwarzane na komputerach tak wpłynęły? Ale przecież na nędznym ekraniku 15,4″ to film można oglądać chyba tylko jak się lepszych warunków nie ma nigdzie. Ale aż tak popularne to jest? Ekran w proporcjach 16:9 czy 16:10 może być dobry do arkusza kalkulacyjnego - tam się więcej kolumn zmieści. Ale w edytorze tekstu powiedzmy? Czy w edytorze kodu, gdzie ja mam te 80 linijek i szerzej mi nie potrzeba? A jak strony internetowe oglądam to i nawet teraz mam białe paski z obydwu boków, przy 1152×864, a przy szerokości ekranu 1280 pikseli to jak by to musiało wyglądać? Większość stron jest dla tych 800×600 nieszczęsnych optymalizowana, rozszerzające się na 100% szerokości ekranu są bardzo, bardzo rzadkie. Z drugiej strony na jednej ze stron z zaletami panoram zauważyłem:

Na monitorze panoramicznym łatwiej ogląda się strony internetowe, bez uciążliwego przewijania obrazu w lewo i w prawo, po to aby obejrzeć witrynę w całości. Dlaczego? Coraz więcej stron jest projektowanych i prze-projektowanych na układ “wzdłuż”, właśnie z myślą o dostosowaniu do ekranów panoramicznych.

Jeżeli ktoś ma przykład, chętnie zobaczę. Bo sam nie mogę skojarzyć. A i przesuwać w lewo i prawo jakoś stron nie muszę…

Oczywiście - kto mi każe mieć otwartą przeglądarkę na cały ekran? Mogę mieć ją tylko na te 1024 rozszerzoną. Ale co ja wtedy z dwustoma pikselami miejsca pustego zrobię? Tapetę będę oglądał, z boku jakiś fajny obrazek umieszczę? Okno komunikatora włączę? Sidebar co najwyżej jakiś włączę, czy to w przeglądarce, czy w tym następnym Windows, co to takie ma mieć.

A gdybym pograć sobie zamarzył to rzadko kiedy gra wspiera tak egzotyczną rozdzielczość jak WXGA.

Ale może jednak źle robię, że demonizuję, podobnie jak zastosowania dla XGL nie widziałem swego czasu?

W Internecie znalazłem dobry argument - że wszelkie paski narzędziowe, w przypadku programów graficznych czy środowisk IDE na zaśmiecają przestrzeni roboczej i jest jej zwyczajnie więcej. Podobnie przy szerokim ekranie powinno się udać bez problemu zmieścić koło siebie na przykład edytor kodu i przeglądarkę WWW - i prawie na bieżąco oglądać wyniki swoich zmian w kodzie - to już mnie bardzo przekonuje ;-) (a informację tą, swoją drogą, znalazłem na stronach Microsoftu :-)) Edycja dwóch stron A4 obok siebie - panorama rządzi. I tak dalej i tak dalej spierają się ze sobą krytycy i przeciwnicy ekranów panoramicznych.

A ja… najpierw nie potrafiłem zrozumieć, teraz znam więcej argumentów “za”, ale i tak w przypadku laptopa większy (czytaj: panoramiczny) ekran = większa waga i większe rozmiary. Czy jest więc sens?

| Komentarze (11)

Wersjonowanie

Podcastów nie słucham. Od czasu do czasu na jakiś się natknę. Ale był jeden, na który czekałem, bo zjaomy go realizuje. To zależy się nazywa (tak, wiem, dziwna nazwa). Nie jest może niczym specjalnym sam podcast, aczkolwiek przyjemnie się mi słuchało, jednak padła tam pewna idea. Idea plików, które mogę przechowywać w sobie kilka swoich wersji, wraz z komentarzem i tak dalej. Idea niezła, która bardzo mi się spodobała.

Sam używam przy większości projektów systemów wersjonowania - zwłaszcza CVS na moim komputerze (oraz wkrótce na serwerze stoującym w tej chwili obok). Podobno SVN jest lepszy, ale nieważne. CVS-em zaraziłem się wraz z rejestracją pierwszego projektu na SourceForge - i od razu wpłynęło to na mnie. Możliwość śledzenia zmian w plikach, nawet jeżeli tylko jedna osoba to zmienia, możliwość wrócenia do jednej z poprzednich wersji - bardzo użyteczna rzecz. A gdyby takie coś było zaimplementowane w obsłudze jakiegoś typu plików? Od jakiegoś czasu myślalem o własnym formacie plików (no, nie tak do końca) przeznaczonego do zapisu różnych danych - a gdyby dodać do niego wbudowaną taką funkcję? Możliwosć zapisywania w jednym pliku kilku wersji tego samego? Wraz z datą komentarzem, porównywaniem zmian?

Oczywiście zapis tego samego kilka razy to zbytnia redundancja, zajmowanie miejsca na dysku powiecie. Zwłaszcza przy plikach graficznych (ze szczególnym uwzględnieniem BMP ;-)). Ale czy możliwość wrócenia do poprzedniej wersji nie powoduje, że warto jest coś takiego uwzględnić? Wersjonowanie plików jest naprawdę wygodne. Myślę, że można by było pomyśleć nad implementacją jakiegoś formatu plików, który by pozwalał na przechowywanie archiwalnych kopii swojej zawartości.

Ot, to takie luźne przemyślenia moje. W ogóle ostatnio mam nadmiar pomysłów, zleceń, kolokwiów i wkrótce egzaminów. Dlaczego jak się nic przez tyle czasu nie działo to teraz się wszystko na kupę zebrało?

| Komentarze (6)

Lubimy ponarzekać. Nawet jak czegoś nie ma.

Zajrzałem dzisiaj na jeden z polskich portali poświęconych oprogramowaniu, i oczywiście musiało tam być coś o następnym systemie Microsoftu. Tym razem producent ogłosił wymagania. Są jakie są, nie będę mówił, to, co wszyscy wiemy, ze są za niskie i potrzebny będize sprzęt lepszy niż podano (ale też nie taki jakiś nadzwyczajny). Zatsnawia mnie tylko jedna rzecz. Co to za malkontenctwo? Co to za narzekanie na system, którego jeszcze nie ma?

Śmieszy mnie to niesamowicie. Zwłaszcza, że przed oczami staje mi obraz sprzed 5 lat, kiedy to Windows XP był tak zaciekle krytykowany, ze względu na interfejs, wymagania. Staje mi przed oczami Windows 2000 krytykowany za brak kompatybilności, widzę Windows 98 i jego “niebywałe wymagania”. Po prostu chyba są ludzie którzy muszą narzekać. Narzekać na coś, czego jeszcze nie ma, co niewielu widziało na oczy i co większosć zna tylko z kilku screenów czy prezentacji. Narzekanie jest fajne, nie? Więc dlaczego by nie ponarzekać na następny system Microsoftu, przecież na pewno będzie do niczego, widziałem obrazki…

Jakoś wśród użytkowników Linuksów nie ma takiego trendu, aby każdą nowę wersję dystrybucji od razu mieszać z błotem. Wyobrażacie to sobie?

Ee, ten Ubuntu 6.06 to będzie do niczego, ja zostanę przy 5.10 i poczekam poprawią błędy. Eee, ten SUSE 10.1 ma za dużo bajerów, zostanę przy moim 6.3, bo 10 będzie pewnie gorszy.

To się wydaje głupie - i jest. Linuksowcy na szczęście takich głupich odruchów narzekania na coś, czego jeszcze nie ma, i oceniania czegoś na podstawie niedokończonej bety nie mają - odnośnie tegoż systemu i jego aplikacji, bo pewnie są tacy, co Vistę już skreślili, nie widząc jej na oczy ;-)

Nie wiem kto będzie następnym prezydentem, ale już powinniśmy zacząć narzekać na niego.

PS. A swoją drogą - wczoraj widziałem Vistę w akcji. Na co narzekać? Ładna jest, to przyznać trzeba. I się nawet facetowi tylko raz przy prezentacji coś powiesiło ;-)

| Komentarze (13)

Microsoft Expression Web Designer

Wczoraj ukazała się pierwsza publiczna wersja tego produktu, oznaczona jako CTP1. Niewielu zapewne o tym się dowiedziało, a i tak wersje do pobrania z centrum downloadu koncernu są uszkodzone - wersje prawidłowe należy pobierać z Microsoft Connect (choć być może już zostało to poprawione). Expression Web Designer, wraz z innymi produktami z tej “serii” - Graphic Designer oraz Interactive Designer mają uszczknąć część tortu, którego posiadaczami są obecnie produkty firmy Adobe - Dreamweaver i Flash. Czy im się uda - zobaczymy. Ja na razie zdradzę tyle, że jestem pod niesamowitym wrażeniem EWD - jeśli to ma być następca FrontPage, to ewolucję przeszedł niesamowitą.

Po dłuższej chwili rozpakowywania plików moim oczom ukazał się bardzo ładny instalator. Szkoda tylko, ze nie zapytał, gdzie chciałbym program zainstalować… A sam proces instalacji trwał dziwnie długo. Jednak sam program startuje błyskawicznie, znacznie szybciej od róznych kobył jakie mam nieszczęście oglądać. Po ekranie startowym widzimy układ okien, zadokowanych, przywodzący mi przynajmniej na myśl Visual Studio, bądź nowe Delphi (będę się takimi porównaniami posługiwał, skoro z Dreamweaverem czy GoLive nie miałem za wiele do czynienia).

Główne okno programu

Edytor kodu, rzecz, jaka mnie zainteresowała głównie, to nie jest nic nadzwyczajnego. Technologia IntelliSense podpowiadająca składnię, sama wstawiająca znacznik końcowy po początkowym, podświetlanie błędów (w rodzaju niezamkniętych tagów, nieprawidłowych tagów) - to wszystko są rzeczy, do których jestem przyzwyczajony. Ale miło to widzieć, bardzo ułatwia i usprawnia pracę. Ale, o właśnie - podkreślanie błędów. W otworzonym projekcie atrybut xml:lang został podkreślony, jak w Wordzie, czerwoną linią. Po najechaniu myszą ukazała się podpowiedź, nieco dziwna:

Podkreślanie błędów

Szybki rzut oka do opcji programu ujawnił, że oprócz sprawdzania poprawności ze standardami potrafi też sprawdzać poprawność ze “standardami” przeglądarek Internet Explorer, ujawniając ich dziwactwa.

Wybór DOCTYPE

Podobnie podkreślane są błedy w CSS - na przykład wprowadzone u mnie w projekcie opacity czy -moz-border-radius, których w CSS 2.1 nie ma.

Podkreślanie błędów CSS

Potem się pobawiłem trochę aplikacją, ale w menu zauważyłem kilka ciekawych opcji. Sprawdzanie dostępności i optymalizacja HTML. Bardzo wygodna sprawa mieć sprawdzanie dostępności pod ręką, optymalizacja HTML może być dokonywana oprócz ręcznie także automatycznie przy wysyłaniu strony na serwer (bo to oczywiście program też umożliwia).

Sprawdzanie dostępności
Optymalizacja HTML

Edycja wizualna jest bardzo wygodna, szybko można zmieniać atrybuty, klasy i wszystkie właściwości CSS oraz HTML, dostępny jest “podajnik” z tagami HTML (namiętnie kojarzący mi się ze wstawianiem komponentów na formę w Visual Studio).

Podajnik

Przez przeciąganie myszą można szybko zmieniać rozmiary elementów i tak dalej i tak dalej. Oprócz edycji kodu (X)HTML i CSS dostępna jest edycja źródeł ASP.NET 2.0. Aplikacja udostępnia też kilkanaście szablonów stron, które można łatwo wykorzystać i modyfkować (i które notabene są napisane z uwzględnieniem CSS i ogólnie standardów), a oprócz gotowych wzorców mozna łatwo wykorzystać kilka gotowych szablonów opartych o CSS bądź ramki.

Layouty na CSS

Program wydaje się bardzo ciekawy, myślę, ze niestety wiele następnych dni spędzonych będzie na odkrywaniu jego tajemnic. I przygotowywaniu jakiegoś głebszego rozeznania, może vidcastu nawet?

A teraz pozostaje tylko jedno pytanie. Czy ja miałem prawo napisać o tym programie tak publicznie cokolwiek ;-)

A skąd go wziąć do testów - szczegółowa instrukcja na blogu twórców oczywiście :-)

| Komentarze (13)

Kiedy ostatni raz powiedziałeś, że edytor tekstu jest super?

Edytor tekstu to takie narzędzie, że rzadko zauważamy, że dodano w nim nową funkcjonalność. Co najwyżej słyszymy o kłótniach o formaty plików - OpenDocument kontra OpenXML. No, chyba, że zmienia się interfejs, jak w nowym Microsoft Office Word 2007, czy też że zmienia się sporo rzeczy, jak to się stało wraz z OpenOffice 2.0. Ale czy ktoś naprawdę zauważył co wartościowego dodano do Worda XP w stosunku do wersji 2000? Oprócz zmiany wyglądu oczywiście. Tak, niewiele. A 2003 od XP rózni się równie mało. Więc cóz mogło by być nowego w Word 2007 oprócz całkowitej zmiany wyglądu?

A tutaj się okazuje, że nawet głupi edytor tekstów może nas zaskoczyć. Funkcje zwykłe, jak sprawdzanie pisowni czy gramatyki to już przecież normalne są. A tutaj, do nowego Worda, dodano coś, na co powiedziałem “o, jakie fajne!”. Blogowanie. Tak, blogowanie. Microsoft Office Word 2007 będzie dysponował opcją publikacji tworzonego dokumentu do bloga, za pośrednictwem róznch API - dla serwisu MSN Spaces, Sharepoint 2007, Blogger oraz Metaweblog i ATOM API.

Po co tworzyć blog w Wordzie? No cóż, są tacy, co to robią i teraz - głównie dla sprawdzania pisowni. A takie ułatwienie - to jest niezły bajer. No i możliwość zapisania sobie tekstu i wysłania go później, bo akurat możemy nie mieć dostępu do Internetu… Gdybym miał taką zabawkę, to przypadkowy “Enter” jaki spowodował wysłanie tego wpisu w bardzo uciętej formie, nie miał by miejsca :-) Oczywiście możliwe też będzie wysyłanie obrazków, a nawet automatyczne przerabianie grafik na obrazki PNG - a ciekawe czy dojdą takie rzeczy, jak archiwum tych wysyłanych wpisów…

Fajny feature. Nie spodziewałem się, że takie coś będzie dostępne - choć w sumie może i mozna się było spodziewać, bo widać, ze Microsoft stawia na blogi - o czym świadczą blogi twórców IE, Office i wielu pracowników koncernu.

Znalezione na MS Evangelizer, do obejrzenia/przeczytania takze na blogu programistów Office.

Technorati tags: Microsoft, Office, Word, Blogging

| Komentarze (12)

A automatyka to gdzie?

W wielu aplikacjach internetowych (to teraz takie modne stwierdzenie, kiedyś napisałbym “na stronach”, ale muszę być edgy) musimy podawać jakieś dane do formularzy. To normalne. Ale nie możemy od użytkownika oczekiwać podawania danych w jakiejś nam tylko wygodnej formie, prawda? Oraz jest jeszcze jedna rzecz - skoro są dane, które można uzyskać na podstawie innych, to po co wpisywać coś dwa razy?

Pewien portal randkowy, na który trafiłem przypadkiem, a który zainteresował mnie ciekawym kolorem włosów “bląd” posiada w swoich formularzach kilka ciekawych rzeczy. Na przykład należy podać datę urodzenia, oraz znak zodiaku. Po co? Czy jest to potrzebne? Przecież na podstawie daty można znak wyznaczyć, szybko do tego funkcję można napisać, czyż nie? A dlaczego, gdy podaję kod pocztowy, to nie mogę podać z myślnikiem, tak jak w Polsce jest przyjęte? Przecież sam system mógłby się pozbyć tego znaczka, prawda?

Redundancja jest zła. Nie zawsze, ale w przypadku podawania danych na pewno. Bo w przypadku ich przechowywania, to im więcej kopii, tym mniejsze prawdopodobieństwo ich utraty. Ale po co wprowadzać coś kilka razy, skoro komputer może sobie zrobić sam kopie? W końcu te maszyny miały uprościć nam pracę.

Jeżeli pobieralibyśmy od użytkownika numer PESEL, to wymaganie podawania dodatkowo daty urodzenia jest głupie, prawda? Datę urodzenia można bezproblemowo odczytać z tego numeru - tak samo zresztą jak i płeć.

A oprócz unikania podawania tego samego wiele razy należy też unikać jeszcze jednej rzeczy - podawania danych w jedynej słusznej formie. Tak jak wspomniany kod pocztowy. Program możemy bezproblemowo nauczyć, by na przykład usuwał spacje w numerze podawanego numeru konta bankowego, a nie musimy wymagać od użytkownika podawania długiego ciągu cyfr - dla człowieka wizualne “podzielenie” tego numeru ułatwia sprawdzenie jego poprawności.

Nie możemy utrudniać użytkownikom życia. Ja wiem, czas programistów jest cenny - ale czy nie można w systemy wbudować kilku prostych mechanizmów ułatwiających życie?

A jeszcze jedna wskazówka co do tworzenia serwisów na przykładzie owego randkowego - literówki, przemieszanie języków, złe opisy linków i tym podobne ułomności nie budują pozytywnego wizerunku. Niestety.

| Komentarze (6)

Edukacja

Najpierw to miała być odpowiedź u nbw, który pyta dokąd iść. Ale trochę nie wyszło. Teraz, gdy kolejni maturzyści musieli wziąć czarne długopisy i wypełniać zgodnie z kluczem pola oraz pisać (zgodnie z kluczem!) opowiadania temat uczenia się i studiów staje się znów aktualny. Studia? Czy potrzebne? A może wybrać własną drogą? Po co nam ta edukacja?

Wychowywano mnie w poczuciu, że studia są ważne. Na tyle ważne, że nie wyobrażałem sobie zostania bez studiów, to prawda. Jednak moje poczucia zmieniały się z czasem. Wiem, że są ludzie bez studiów, którzy doskonale sobie radzą. Ale mimo to wybrałem dalszą edukację. Edukację, by rozwinąć własne horyzonty, by spotkać ludzi, którzy mogą mi kiedyś pomóc. Nigdy nie miałem poczucia, że na studiach będzie “wyścig szczurów”. Wróżono mi to i w liceum, bo poszedłem podobno do renomowanego. Nic z tych rzeczy. Doskonała atmosfera i współpraca sąsiedzka ;-) Żadnej ostrej konkurencji. Może to i źle, kto wie?

Mam 20 lat. Nie wiem co będę robił w życiu. Nie wiem, co się ze mną stanie. Nie wiem czy zaliczę II semestr nawet :-) Wybrałem informatykę. Mówiono, że to zły wybór. Odpowiadałem, że to jest to, co mnie interesuje. Na studiach boleśnie przekonałem się, że informatyka i komputery mają tyle wspólnego co astronomia i teleskopy. To są narzędzia, a króluje matematyka. Przeszedłem, z bólem, pierwszy semestr. Teraz, jest o niebo lepiej. Są rzeczy, których uczę się z przyjemnością oraz te, których nienawidzę - to jasne. To normalne. Dzisiaj, choć mogłem sobie wykład odpuścić, poszedłem. Dowiedziałem się rzeczy, które być może nigdy mi się do niczego nie przydadzą w życiu. A może? Zawsze mogę trochę poszpanować, że znam sposób działania systemu plików FAT…

Wszechstronna edukacja… kiedyś, gdy uczyłem się biologii, geografii i tej okropnej historii myślalem, że nie jest to mi do czegokolwiek potrzebne. Ale cóż - z perspektywy nawet niedługiego czasu okazało się, że jest fajnie mieć szerokie horyzonty - umieć pogadać o filmach, soczewkach i aparatach, znać datę bitwy pod Grunwaldem, wiedzieć skąd biorą się choroby dziedziczne i gdzie leży jezioro Ładoga. Gdy dowiaduję się, że młodzi Amerykanie nie wiedzą gdzie leży Irak czy Afganistan czuję się szczęśliwy, a nawet dumny z tego, że nauczono mnie conieco wiedzy o świecie. Może i stolic krajów Oceanii nie pamiętam, może i nie powiem już dlaczego panna Izabela nie chciała Wokulskiego, ale przyznać muszę - wiele ze szkoły wyniosłem. Nie, nie chodzi o krzesła i ławki ;-)

Lekcje mogły być nudne. Może i zastanawianie się “co autor wiersza miał na myśli” było nudne i głupie. Ale poznałem jakiś autorów wierszy, poznałem podstawy analizy tych utworów - dziś mogę zabłysnąć wierszem deklamowanym z pamięci i jeszcze nawet coś o nim opowiedzieć. O właśnie, to mi przypomniało, że muszę poszukać w Internecie treści pewnego wiersza. Kiedyś nie przypuszczałbym, że mogę się kiedykolwiek tym zainteresować. A tutaj życie sprawiło niespodziankę.

Tego, co interesuje, uczymy się błyskawicznie. Ale to, co jest przekazywane w ciekawej formie jest również zapamiętywane. Dlatego nadal mogę powiedzieć twierdzenie Cantora-Bernsteina, które zostało nam powiedziane w dowcipnej formie, ale już definicji przestrzeni wektorowej (która została podana w suchej formie) nie powiem. Jeżeli trafi się na studiach wykładowca, który dobrze uczy jakiegoś przedmiotu - to jest to skarb. I żadna samodzielna nauka nie da nam takiej wiedzy, jak ta, uporządkowana i wyselekcjonowana i podarowana przez dobrego nauczyciela.

I na koniec. nbw podał powód edukowania się, który bije wszystkie sprzeciwy.

Kobiety uwielbiają mężczyzn, którzy mają szerokie horyzonty i wiedzę z wielu dziedzin

:-)

Uczmy się! Nawet jeżeli nie chcecie się uczyć na studiach - uczcie się sami. Ale nie tylko specjalizacji. Zamykanie się w jednej dziedzinie nie jest rozwiązaniem, prawda?

| Komentarze (5)

Po co nam XGL (czy Aero)?

Ja jestem staroświecki. Dla mnie system operacyjny to tylko narzędzie do pracy. Lubię, gdy ładnie wygląda, ale czy takie rzeczy jak XGL, którym się “podniecają” niektórzy zbytnio (nie, nawet takie bajery nie zachęcą niektórych tak łatwo do Linuksa), czy inny Aero Glass z Windows Vista (którego podobno nikt na oczy nie widział, a to wszystko co mamy na screenach to Aero Express w/Transparency) to nie jest lekka przesada? Czy jest rozsądny powód dla którego mamy zamęczać nasze karty graficzne jak przy strzelankach 3D, próbując jedynie przesunąć okno po ekranie?

Tak, lubię, gdy system ładnie wygląda. Ale to, co widzę w przypadku Visty czy Linuksów z XGL, to jest znów przerost formy nad treścią. Półprzezroczystość - i owszem, jest fajna - ale rzadko widzę jej zastosowanie w praktyce! Efekty minimalizacji/maksymalizacji okien? Ładne, ale czy niezbędne? Czy XGL, Aero, czy jakakolwiek inna technologia, jest tak niezbędna w wyścigu systemów operacyjnych? Toż to prawie jak przy produkcji telefonów komórkowych - bajery są, ale treść gdzieś się zagubiła! Dotyczy to zwłaszcza wiodącego producenta z Redmond, który (mam nadzieję) oprócz skupienia się na dopieszaczaniu graficznym interfejsu (bo jak widzę, to chyba wszędzie gdzie można było coś uładnić to uładniono) skupi się też na dopieszczeniu tego, co pod maską - wydajności i przede wszystkim bezpieczeństwa (choć funkcjonalnością i konfigurowalnością większą też bym nie pogardził).

Ja jestem bardzo konserwatywny i mój system, mimo iż bajery udźwignie, pracuje na oszczędnym interfejsie - zwykle jest to Klasyczny Windows, rodem z Windows 95 sprzed ponad 10 lat (choć ostatnio pojawiła się u mnie oliwkowozielona Luna - odmiana jest mile widziana). To jest wystarczające do pracy. Bez Aero spokojnie się człowiek będzie mógł obejść, tak samo jak i bez XGL. Czy więc nie pozostaną one tylko i wyłącznie czymś, co włączamy na przyjście gości, bo się pochwalić “o patrz, a jak ja przesywam okienka to one mi się trzęsą jak galareta!” (ewentualnie “zobacz, moja belka okna jest półprzezroczysta, super, nie?”)? A może jednak oprócz miłego samopoczucia oferują one coś więcej? Nie tylko ładny wygląd, ale i czynią pracę bardziej efektywną?

Bo choć wielu by chciało temu zaprzeczyć, to te komputery wykorzystujemy w dużej mierze do pracy. Co tu ukrywać - miłe to nie jest, ale trudno ;-)

PS. Tak, wiem, że XSL i Aero to co innego, bo jedno to jest serwer X-ów, a drugie to ledwo “nakładka graficzna”. Ale w sumie to chodzi o to, że i jedno i drugie oferuje wizualne uprzyjemniacze, bardzo efektowne, ale czy efektywne i czy w ogóle potrzebne?

| Komentarze (16)