Blog nie jest już dalej prowadzony, ani aktualizowany. Wpisy i komentarze pozostaną dostępne przez jakiś czas. Dzięki.
Archive for Kwiecień, 2006
Prysznic w telefonie
Kwiecień 26, 2006, godzina 15:28 · Technologia, Z innej beczki »
Telefony komórkowe z wbudowanymi aparatami się już upowszechniły na dobre. Pomysł jest niezły. Jednak jakość zdjęć uzyskiwanych z tego sprzetu pozostawia naprawdę wiele do życzenia, zwłaszcza, gdy ma się tak doskonały pod tym względem sprzęt jak mój – który poraża rozdzielczością 352×288 pikseli, czyli nieco ponad 0,1 megapiksela. Co w porównaniu do tradycyjnych aparatów cyfrowych, wśród których 8 czy więcej Mpix nie jest dziwne wyraźnie wskazuje, że zabawka ta nie ma dużego znaczenia.
Pierwotnie myślałem, że będzie się to do wiadomości MMS nadawać – ale jednak niektóre telefony mają tak fatalne wyświetlacze, że tragiczne zdjęcie na równie tragicznym ekranie daje widok, na którym nie daje się czasem rozpoznać kształtów – i trzeba się zastanawiać “co to u licha może być”.
Obecną manią producentów oprócz zwiększania rozdzielczości matrycy wbudowanych aparatów jest dokładanie odtwarzaczy MP3. Nawet jeżeli są ogromne ilości pamięci, powiedzmy 12 MB, to odtwarzacz jest przecież niezbędny…
W ogóle mam wrażenie, że producenci zbytnio na gadżety postawili. Czy jest to aparat, czy odtwarzacz, czy odtwarzanie/nagrywanie sekwencji wideo (no bo “filmy” to to nie są…)… A zapominają o tak prozaicznych funkcjach jak obsługa aplikacji Java o wielkości powyżej 64 KB, możliwość połączenia z komputerem, port podczerwieni czy nawet… pamięć SMS. Choć to ostatnie już nie jest obecne, to jednak jeden z czołowych producentów zgubił te możliwości w swoim w miarę nowoczesnym aparacie telefonicznym. Port podczerwieni jest zastępowany przez Bluetooth – tutaj się mogę zgodzić. Ale brak możliwości podłączenia do komputera w “nowoczesnym” telefonie? Takie kwiatki się zdarzają niestety. Podobnie szybkość działania niektórych telefonów pozostawia naprawdę wiele do życzenia – szybsze procesory niedługo będą potrzebne, prawie jak w komputerach ;-)
Zauważam też, że niektórzy postawili bardzo na nowatorski design – nawet zbyt nowatorski i niektóre modele są po prostu zbyt przebajerowane. Może i ładne i ciekawie wyglądające – ale z trudne w obsłudze. Bądż też nowatorsko wyglądające – ale zwyczajnie brzydkie!
Oni niektórzy to niech się wezmą za ulepszanie swoich telefonów, a nie za przebajerowywanie. Bo w większości przypadków to prozaiczna rzecz, a jakże ważna – czas działania – cierpi na nadmiarze rzadko używanych bzdetów. Są też telefony, które i wytrzymują długo – ale ich wyświetlacz, szybkość obsługi i wygląd odstręczają. O, intuicja obsługi też mogła by się w niektórych produktach poprawić.
Dobrze, koniec narzekania. Jedno jest pewne. Telefony są coraz bardziej przebajerowane, a cierpią na tym podstawowe funkcje telefonu. Źle idziemy, to nie ten kierunek jest! Rozwój powinien być równomierny, a nie tylko w stronę rozrywki…
Permalink |
Rentierzy na browarku? Ależ skąd!
Kwiecień 22, 2006, godzina 17:08 · Społeczeństwo, Z innej beczki »
Artykuł o blogach we “Wprost” nie mógł przecież pozostać bez echa w środowisku polskiej blogosfery. I nic dziwnego, bo, zresztą jak wiele artykułów “technologicznych” w polskiej prasie nie stoi na najwyższym poziomie. Ale ten to właściwie nie stoi w ogóle na jakimś sensownym poziomie.
Autor wrzuca wszystkie blogi do jednego worka, generalizując strasznie. Nie pasuje mu w ogóle opis “śniadaniowy”. Rozumiem, jest to uznawane przez naszą małą elitę też za rzecz niegodną uwagi ;-) Blogowicze według autora artykułu mają skłonności tylko do narzekania. O polityce piszą nie tak jak powinni, o Kościele źle, wszędzie seks i alkohol. No i zjawiska niewyjaśnione.
Czy 90% tych blogów (“zapisanych w Internecie stronic” – przypuszczam jednak, że to o blogi chodziło) to banał? Możliwe. Ale więc dlaczego przyglądać się tylko temu banałowi i bzdurom, dlaczego nie zostało nawet słowem wspomniane o blogach “na poziomie”? Jak się chce scharakteryzować całą polską blogosferę, to niestety trzeba też o tych dobrych coś napisać. A nie tylko narzekać, że tak źle to wygląda, że banał, że bzykanko, że studenci piszą, że uniwersytet to zły jest…
Blogowicz jest chory na gadulstwo. Zamiast od razu przejść do rzeczy, stawia kilka zdań na rozbieg.
Tak. A początkowe zdania autora to co? Nico. Rozbiegówka. Dlaczego od razu nie napisał – “blogi są pełne banałów” tylko pisze:
O czym naprawdę myślą i mówią Polacy w połowie kwietnia 2006 r.? Można się tego dowiedzieć z badań opinii publicznej albo z magla. Maglem współczesnej Polski są blogi – pamiętniki pisane w Internecie.
Nie można się nie zgodzić z Rafim, że autor próbował temat pociągnąć, bo moda jest, ale coś mu nie wyszło. A ja się i z Luke Mica (Lukiem Mica? Jak to się odmienia? :-)) zgodzę, że jeden worek wszystkich blogów nie pomieści i jak się generalizuje to wychodzi artykuł słaby.
Jacy tam rentierzy na browarku. Są też młodzi (i nie tylko) ludzie, co piszą sensownie, składnie i na ciekawe tematy. Ale trzeba ich dostrzec. Bo oni w głównym nurcie blogów polskich portali widoczni nie są.
Permalink |
Windows 98 jest martwy!
Kwiecień 17, 2006, godzina 18:47 · Microsoft, Windows »
Jeszcze raz, dziś, gdy Gazeta.pl ogłosiła, iż Microsoft kończy wsparcie dla systemu Windows 98 rozpoczęła się dyskusja na ten temat, choć już podawano ten fakt dawno temu (sam Wykopywałem wpis Mike’a o tym). Ale w związku z tym, doszło do dyskusji, która jak to na forach internetowych podzieliła się na kilka wątków. A mój ulubiony to “Vista to będzie chłam”.
Przypomniałem sobie, gdy już sporo lat temu, gdy miał wejść Windows 98 mówiono, że będzie to system tragiczny, wymagający dużo pamięci, ze zintegrowanym Internet Explorerem 4, z beznadziejnymi wodotryskami i tak dalej. A teraz ten system jest przez niektórych przedstawiany jako najlepszy produkt MS. Nie pamiętam co działo się przed wydaniem XP, ale spodziewam się, że to samo. Każdy system, którego jeszcze nie ma, jest opisywany jako beznadziejny i że będzie tragiczny i że nikt go nie kupi, będzie niewypałem i tak dalej. Tak jest teraz z Vistą. “Sądząc z zapowiedzi to będzie przebajerowana porażka”. Sądząc z zapowiedzi. Sądząc z zapowiedzi to XP miał być idealny, a taki nie jest. Nie ma co tu ukrywać. Jaka będzie Vista to pokaże czas, ciekawy jestem czy naprawdę będzie to tak zły system, jak już niektórzy opisują. Swoją drogą już słychać głosy w rodzaju:
o, błąd w Viście wykryli, co za beznadziejny system, a ten Bill to ***, zainstalujcie Linux’a, on jest darmowy, wszystko co pod windowsa chodzi pod WINE i do tego lepiej, nie dawajcie zarobić m$
(no, dobra, przekoloryzowałem ;-)). Mam wrażenie, że część takich krzykaczy i tak kupi (od pana na bazarze ;-)) Vistę, od kiedy gry dla nich (bo to często są te stereotypowe pryszczate nastolatki, co Linuksem się tylko chwalą) będą tylko w wersji na ten system :-)
To prawda, teraz już nie jest sytuacja taka jak w przypadku Windows 95 i jego następcy. Teraz Viście po piętach depcze Linux. Ciekawy jestem jak rozwinie się sytuacja, jeszcze w lusterku wstecznym nie widzę Linuksa, ale niedługo może się pojawić z nadmierną szybkością i ciężko go dogonić będzie jak tak dalej pójdzie.
Ale wracając do Windows 98. Jest martwy, czy tego chcemy czy nie. Czy są firmy, które nadal używają tego systemu – są. Są nawet takie, co używają programów pod DOS. Ale dla MS jest ich za mało jak widzę i może sobie najwyraźniej pozwolić na utrawtę takiej części klientów. Dlaczego? Na Boga – Windows 98 ma 8 lat! W ciągu 8 lat w informatyce zachodzą tak wielkie zmiany… Rozumiem oburzenie części użytkowników starszych systemów, że oto okreś wsparcia się skończył. Ale mogę powiedzieć tylko – przykro mi. Sory, ale nam się nie opłaca wydawać poprawek dla tego systemu! Mój blog odwiedzają w przeważającej części użytkownicy Windows. A wiecie ilu spośród nich używa Windows 9x/Me? 3,9%! To dla MS jest mało. Nawet Linuksowców tutaj więcej przybywa, bo prawie 15% ;-) O ile dwa lata to jest mały okres na zmianę sprzętu, jak to było, gdy wchodził Windows 2000, to przez 8 lat naprawdę można było dokonać upgrade.
Zastanowiło mnie, gdy dowiedziałem się, że okres wsparcia dla Linuksa Ubuntu, a dokładnie dla wersji 4.04 wynosił 18 miesięcy. Ja wiem, tutaj nie ma porównania, bo i najnowszy 6.06 nie jest jakiś zupełnie inaczej wymagający sprzętowo i w ogóle użytkownicy Linuksa częściej dokonują aktualizacji, ale róznica jest – 18 miesięcy a 8 lat, prawda? Inna sprawa, że od tegoż “Dapper Drake” okres wsparcia już chyba 3 lata wynosi :-)
Windows 98 JEST MARTWY. Czy tego chcemy czy nie. Razem z moim ulubionym z serii tej starszej Millenium Edition, czy podobno najlepszym systemem Microsoftu w ogóle czyli Windows 98 SE (choć z drugiej strony taka sama opinia krąży o Windows 2000). Takie prawo ewolucji.
Tak, wiem. Ten blog zbytnio zjeżdża w stronę Microsoftu, zapłacili mi za to dużo, więc już nie mogę zaprzestać :-)
Technorati tags: Windows, Microsoft, Vista.
Permalink |
NTFS vs FAT32
Kwiecień 13, 2006, godzina 19:03 · Windows »
Niekończąca się opowieść. Co jest lepsze, NTFS, czy FAT32? Takie pytania padają nadal, i wciąż, pomimo tego, iż już wielu próbowało odpowiedzieć. Tak, ja będę kolejnym, który spróbuje ;-)
System plików NTFS, wprowadzony wraz z Windows NT i oparty o system HPFS, opracowywany przez Microsoft wraz z IBM dla potrzeb systemu operacyjnego OS/2, zagościł w domach “zwykłych użytkowników” (tych mitycznych stworzeń, choć podobno głowa ZU jest przechowywana pod Genewą przez międzynarodowe instytuty standaryzacyjne) stosunkowo niedawno, bo praktycznie to wraz z pierwszym naprawdę domowym systemem opartym na jądrze Windows NT – Windows XP, w roku 2001. Przedtem setki użytkowników domowych używały systemu plikow FAT, VFAT, a potem FAT32, a wielu używa go nadal, nawet jeśli nie ma o tym pojęcia (na każdej dyskietce sformatowanej w Windows jest system plików FAT12!).
Mógłbym tutaj rozpisywać się o tablicach partycji, o klastrach, boot sectorach, flagach, tablicach MFT, ale nie o to mi chodzi – ważniejszy jest zapewne opis praktyczny, prawda?
System NTFS został zaprojektowany już jako system z góry bezpieczniejszy. Podstawowym mechanizmem bezpieczeństwa partycji NTFS są prawa dostępu. Prawa dostępu istnieją także w innych systemach plików, na przykład w Linuksowym ext2. Pozwalają one na precyzyjne ustalenie kto i co może robić z danym plikiem czy katalogiem. Co to daje nam? W praktyce jest to pierwsza linia obrony przed wirusami. Oczywiście, pod warunkiem, że nie pracujemy na koncie o uprawnieniach administracyjnych, które to zwykle ma dostęp do wszystkiego. Ale chyba, że tak robić się nie powinno to nie muszę przypominać? Standardowo, dzięki uprawnieniom, na przykład zwykły użytkownik nie ma praw zapisu do katalogu Windows. Dzięki temu żaden wirus czy inny trojan ściągnięty i uruchomiony nawet z poczty e-mail nie zainstaluje nam się w C:WindowsSystem32 i C:Restore, tak, by bardzo trudno się go było pozbyć. Kolejną świetną cechą NTFS jest system przydziałów miejsca. Żaden uzytkownik nie zapsisze więćej na dysku niż może. Być może w domu nie jest to tak przydatne, ale jeśli masz brata, który ściąga dużo niepotrzebnych śmieci, to może się przydać ;-)
Księgowanie, z angielska journalling, to kolejna rzecz stanowiąca o wyższości NTFS nad FAT. System zapisuje wszystkie operacje na plikach, dzięki czemu, w razie utraty zasilania na przykład, nie dojdzie prawdopodobnie do utraty danych. W przypadku systemu FAT, było to dotkliwe. Co poza tym? Kompresowanie i szyfrowanie plików w locie. Syfrowanie zwłaszcza jest wygodne, ale niestety – trzeba z tą funkcją uważać, być może napiszę o tym w przyszłości. Dalej – NTFS ulega fragmentacji w znacznie mniejszym stopniu niż FAT. System NTFS daje też kilka ciekawych możliwości – twarde linki, mechanizmy indeksowania plików oraz strumienie. Zwłaszcza indeksowanie plików jest bardzo wygodne, gdy często nie wiemy, gdzie jakiś plik się znajduje.
Z kolei FAT był obecny w sytemach koncernu z Redmond od zarania dziejów. FAT12, FAT16, VFAT, FAT32 i FAT32x obecne były po kolei w systemach MS-DOS, MS Windows 3.11, MS Windows 95/98 aż do Millenium Edition. Microsoft praktycznie wyrzekł się tego swojego dzieła. Systemy Windows 2000 oraz XP nie umieją stworzyć partycji FAT o wielkości powyżej 32 GB – jest to zabezpieczenie producenta, by wszyscy się w końcu przerzucili na NTFS. Choć teoretyczna wielkość partycji to 128 GB. Ale cóż szkodzi użyć innych narzędzi do sformatowania dysku? Na przeszkodzie pozostaje fakt, że maksymalny rozmiar pliku wynosi 4 GB. To dużo, wiem. Ale to też mało się okazuje. Gdy człowiek zabawia się z obrazami płyt DVD, z nieskompresowanymi plikami AVI, czy nawet zwyczajnie robi backup, może się okazać, że 4 GB to nie jest dużo. A stanowczo za mało. Jednak z drugiej strony zaletą FAT oraz FAT32 są szybkość i kompatybilność. Szybkość, bo dzięki dużemu rozmiarowi klastrów dane są przetwarzane przez system szybciej, zczytywane z dysku w większych porcjach. Kompatybilność, bo FAT/FAT32 jest tak prosty, że jego obsługa jest bezproblemowa w systemach spoza rodziny Windows – Linuksach, Uniksach, nawet BeOS radzi sobie z FAT bez problemu. Tak samo każdy system Windows (choć tutaj wychodzą problemy – systemy starsze, jak Windows 95 poniżej OSR2, nie obsługują nowszego systemu FAT32). NTFS do zapisu pod Linuksem wymaga specjalnego sterownika CaptiveNTFS, który niestety – nie jest jeszcze w pełni stabilny i może spowodować utraty danych. Poza tym – jest więcej narzędzi do obsługi systemu FAT. Wliczam w to edytory dyskowe, programy w rodzaju Disc Doctor, by ratować dane. Dla NTFS-a jest krucho z oprogramowaniem do ratowania danych niestety.
Ostateczny werdykt, czyli rzecz najtrudniejsza. Dawno temu powiedziałbym, że FAT jest lepszy. I jest to prawda. W bardzo specyficznej sytuacji – gdy potrzebna jest wymiana danych ze światem Windows 9x/Me czy Uniksów. Ewentualnie, gdy te kilka procent wydajności zbawi Cię – wybierz FAT, z dużym rozmiarem klastra, dlaswojego pliku wymiany. W każdym innym wypadku należy wybrać NTFS. Po pierwsze dla bezpieczeństwa, po drugie – bo mamy XXI wiek. FAT/FAT32 będą odchodziły do historii, czy się to komuś podoba, czy nie. Mechanizmy Windows Future Storage, czyli nowoczesne mechanizmy indeksowania i wyszukowania plików, które pojawią się po Windows Vista działać będą tylko na NTFS. Nie wiem czy Windows Vista w ogóle będzie pozwalał na tworzenie partycji tego typu – znając Microsoft, to nie jest to pewne.
NTFS jest jedyną drogą. Powrotu do FAT już nie ma.
Permalink |
W kraju nad Wisłą
Kwiecień 11, 2006, godzina 17:30 · Komputery, Społeczeństwo »
Czy Polska kiedykolwiek stanie się informatyczną potęgą to ja nie wiem. Z jednej strony mamy i tradycje matematyczne i zdolnych młodych ludzi wygrywających zagraniczne konkursy – i no właśnie wyjeżdżających na zagraniczne uczelnie niestety – a z drugiej strony mamy też niski poziom informatycznej świadomości i społeczeństwa informacyjnego (obywatelskiego też nie najwyższy, ale to inna sprawa).
Przeglądając fora dyskusyjne w jednym z polskich portali i czytając niektóre dyskusje mozna się przekręcić ewentualnie paść ze śmiechu ze względu na ilość bzdur w stosunku na jednego posta. Czy też załamać jakimś takim dążeniem do bezsensownych i debilnych kłótni. A niestety – część tych osób, ktore piszą zupełne bzdury o których nie mają pojęcia, tytułuje się “informatykami”. O, w ogóle pojęcie informatyk jest takie fajne, bo nie wiadomo kim on właściwie jest. Zwykle się go z serwisantem utożsamia, czasem z programistą (którzy podobno się buntują na wrzucenie do jednego worka wraz z serwisantami). A jeszcze jest taki fajny stereotyp wyglądu informatyka… A, nie o tym miałem pisać.
Z jednej strony mamy utalentowanych ludzi, którzy odnoszą sukcesy. I jest dobrze. Mamy też ambitne plany nauczania informatyki. Mamy coraz to nowe komputery w szkołach. Oczywiście niektórzy mogą narzekać, że płacimy za dużo, bo Windowsa stosujemy, a byłoby taniej gdyby był inny system zastosowany. Ale trzeba przyznać, że komputerów jest coraz więcej i jest pod wzgledem dostępności sprzętu – oraz np. Internetu – coraz lepiej.
Czego nam jednak brakuje? Brakuje nam innych programów nauczania, te, ktore są obecnie, są takie sobie. Mogły by być lepsze. Informatyka jednak często nie jest w ogóle nauczana, a jest jedynie luźną lekcją. Szkoda. Ale sam byłem uczniem nie tak znów dawno i wiem jak to trudno jest wysiedzieć spokojnie, jak się ma komputer pod ręką ;-) No i jeszcze jest taka sprawa, że informatyka = coś z komputerami, a komputer = gry. Takie jest niektórych podejście… A to, że nie uczą zdrowego podejścia do komputerów, jakiś zasad “higieny”, że tak powiem – to szkoda. To, że elektroniczne urzędy czy stopień w ogóle informatyzacji (a raczej komunikacji między systemami) niektórych agend rządowych jest nijaki – to wielki błąd. Pomysłów na uzdrowienie sytuacji pewnie jest wiele, kolejne myślę rządy będą kolejne pomysły próbowały wprowadzać.
Zastanawia mnie tylko jeszcze jedna sprawa – czy wszyscy wyjeżdżają na Zachód, czy też niektórzy może jednak zostają w tym kraju i im się udaje?
I jeszcze jedna rzecz – narzekają niektórzy na brak specjalistów IT. Kto to u licha jest specjalista IT, bo to pojęcie widzę już któryś raz?
Permalink |
Microsoft Virtual Server 2005 R2
Kwiecień 7, 2006, godzina 14:23 · Microsoft »
Od czterech dni udostępniony jest za darmo produkt koncernu z Redmond o nazwie “Microsoft Virtual Server 2005 R2″. Serwer wirtualizacji jest produktem pozwalającym na uruchomienie kilku(nastu) systemów operacyjnych na jednym, pojedynczym komputerze, wraz z możliwością dostępu i kontroli tych wirtualnych maszyn przez sieć – czy to lokalną, czy Internet. Dzięki temu można, bez problemów prawie, testować nowe wersje oprogramowania, współpracę róznych systemów operacyjnych przez sieć i tak dalej.
Instalacja tego cuda nie była trudna, sam plik instalacyjny ma kilkanaście megabajtów, szybko się pobrał. Jednak ja postąpiłem bardzo inteligentnie najpierw instalując, a potem czytając, co należy zrobić najpierw – zainstalować serwer IIS. Tak więc zostałem zmuszony do skorzystania z płyty instalacyjnej systemu, doinstalowania IIS, oraz do reinstalacji Virtual Servera, by ten automatycznie swoją stronę konfiguracyjną, która pod IIS chodzi, ustawił. Zapewne dało by się ręcznie, ale zwyczajnie nie chciało mi się babrać ;-)

Strona swoją drogą działa tylko pod Internet Explorerem niestety, więc i niego zmuszony byłem poużywać. Ale po bardzo szybkiej konfiguracji udało mi się uruchomić instalację Windows Server 2003 z płyty CD włożonej do napędu jak najbardziej prawdziwego. Nadzorowana była ona najpierw przez aplet ActiveX działający w oknie przeglądarki, a potem przez oddzielny program Virtual Machine Remote Control.
W materiałach Microsoftu było, że serwer potrafi uruchamiać systemy z rodziny Windows. Nic o innych systemach nie było wspomniane, więc jak mogłem nie spróbować? :-) Na pierwszy ogień poszła używana do nauki Linuksa praktycznie dystrybucja Slax, którą dotychczas uruchamiałem na QEMU. Na Virtual Server działała o niebo lepiej – przede wszystkim szybciej.
Choć uruchamiać serwera X-ów nie próbowałem. A po Linuksie przyszła pora na system, który ze względu na specyficzny system ładowania prawdopodobnie nie uruchomił mi się ani na jednej maszynie wirtualnej jak dotąd. BeOS. Dystrybucja startowalna z płyty, XBEOX, po wybraniu startu dla AMD przywitała niestety pięknym ekranem z debbugerem kernela, a potem zachowywała się, jakby nie widziała CD-ROM-u, na którym była. Zeta LiveCD zresztą zareagowała tak samo, co bardzo zmartwiło.
Co dalej? Dalej będę próbował uruchamiać kolejne systemy operacyjne na Virtual Server, ale na razie zabawa z tym świetnym narzędziem stanęła w miejscu z powodu bardzo prostego, a jednocześnie poważnego.Skończyło się miejsce na dysku :-) I chyba się okaże, że bez drugiego dysku to ja długo nie pociągnę.
Permalink |
Niemoc – oraz nadmiar
Kwiecień 4, 2006, godzina 18:55 · Prywatne »
Co jakiś czas zdarza mi się niemoc twórcza. Nie mam pomysłów, chęci i w sumie jedyne co robię przy tym komputerze to jakieś durnoty. Zdarza się to, gdy muszę coś zrobić, a nie mam w ogóle pomysłu na wykonanie zadania. Pomaga wtedy przejście się po świeżym powietrzu i czerpanie natchnienia. Ale nie tylko to. Czy jest zima, czy jest wiosna (przede wszystkim wiosna!), czy lato to natura od razu przywołuje wiele nowych pomysłów. To chyba taki zbawienny wpływ Matki Natury na zmęczone umysły mieszczuchów ;-)
Zjawiskiem przeciwnym do niemocy jest nadmiar twórczy. Przytrafia mi się niestety często. Mam nadmiar pomysłów. Jeden, drugi serwis, jakiś program, ulepszenia na stronie, napisanie artykułu – to jest straszne! Jedyną pomocą staje się notatnik, gdzie rózne szybkie idee są zapisywane, rysowane ołówkiem, szybko szkicowane – gorzej, że pomysły przychodzą często na niektórych wykładach, więc notatnik jest w stanie ciężko zmaltretowanym po noszeniu w moim plecaku…
Jednak od kilku dni dręczy mnie połączenie powyższych zjawisk. Dręczy mnie niemoc i atak pomysłów w jednym. Rzadko się to zdarza, ale się zdarza – niestety. Jednocześnie planuję trzecie podejście do napisania edytora dla programistów (tym razem inaczej niż ostatnio, ale założenia takie same – będzie modularny i konfigurowalny), program do robienia okreśonych okien półprzezroczystymi (Code Name Andromeda), skończenie małego “zapisywacza” szybkich rzeczy do zrobienia (Code Name Ariman), serwis Web2.0 (tak, tak!), upublicznienie kilku fajnych rzeczy, jakie napisałem… I do niczego nie mogę się zabrać. Do niczego. Wszystko leży rozgrzebane, w kawałkach, w ideach, w szkicach. Tragedia. Zwyczajnie się wypaliłem.
Muszę odpocząć chyba. Wyciszyć się, wyjechać gdzieś, nawet na krótki czas. Zima się skończyła, wiosna zawitała, czasem, gdy zaświeci Słońce, to robi się tak cudownie. Nie mogę doczekać się możliwości siedzenia na trawie i wsłuchiwania się w szumiący las patrząc jednocześnie na chmury leniwie poruszające się po błękitnym niebie. Ach. Rozmarzyłem się.
Może jakaś sztuka walki czy medytacji jest dobrym sposobem na naładowanie się energią do pracy?
Permalink |
Webmaster, webdeveloper i webdesigner
Kwiecień 2, 2006, godzina 11:20 · Internet »
Dawno temu, gdy moja przygoda z Internetem dopiero się rozpoczynała, to wiedziałem, że człowiek który robi strony internetowe to webmaster. I nadal to widzę – na wielu witrynach jest “kontakt z webmasterem”, “webmastering”, “serwis dla webmasterów” i tak dalej. Słowo się ładnie spolszczyło i nawet niektórzy parają się “webmasterką” ;-) Google na hasło “webmaster” znajduje prawie dwa miliony stron w polskiej części Internetu.
Jednak od pewnego czasu napotykamy się na dwa inne określenia, zapewne bardziej precyzyjne. Webdesigner (lub “web designer” i webdeveloper (ew. “web developer”)). O co tu chodzi? Określenia te są mniej popularne, 34 tysiące stron dla webdesignera i 147 tysięcy dla webdevelopera, ale widuję je coraz częściej. Ale cóż oznacza webdeveloper? No chłopski rozum jest to osoba, która zajmuje się całym zapleczem informatycznym strony WWW – oskryptowaniem, bazą danych i tak dalej. Ale bynajmniej nie administruje serwerem WWW – bo tym zajmuje się administrator, prawda?
Webdesigner to z kolei ten ktoś, kto odpowiada za wygląd zewnętrzny strony – zwykle jest także grafikiem i tworzy stronę wizualną. A może nie? Może webdesigner tylko siedzi w CSS sklejając jakiś projekt i elementy stworzone przez grafika?
Ale w takim wypadku, to kim jest webmaster? Webmaster odpowiada za “content”, to jest treść strony? Chyba raczej nie. Jak dla mnie to pisaniem artykułów zajmują się redaktorzy…
Znowu kwestia językowa i nazewnictwa to jest. Zapewne jedni “skrypciarze PHP” zechcą być nazwani webdeveloeprami, inni mogą zostać webmasterami. Jeden tworzący piękne CSS-y będzie dalej webmasterem, inny zechce nazwać się “webdesignerem”, bo to tak profesjonalnie brzmi.
A może żle myślę?
Permalink |