Przyjacielskie podszepty

Wczoraj w portalu Gazeta.pl można było przeczytać artykuł na temat “przyjaciół” pracujących dla róznych firm i zamujących się ogólnie rzecz biorąc reklamą. Można się zgodzić z byte, że agencje reklamowe nam robią wodę z mózgu. I jeszcze raz się okazuje, że ja w wiosce mieszkam (bo prowincja to tam Gdańsk czy inny Szczecin) :-)

Ale jeśli tak się weźmie pod lupę przyjacielskie podszepty i pocztę pantoflową, to czy nie jest to najpopularniejszy środek marketingowy? Przykłady akcji marketingu wirusowego znakomicie to nam udowadniają. Sieci społeczne, których członkiem jest prawie każdy z nas, nasze więzy, nasze kontakty - to wszystko może stać się po prostu towarem! Nie zdziwiłbym się, gdybym usłyszał, że oto osoba, która na Grono.net ma dużo znajomych, dostała propozycję pracy w agencji reklamowej. Nie zdziwiłbym się, gdyby autor poczytnego polskiego bloga otrzymał podobną propozycję opisania jakiegoś produktu (bez wyliczania wad oczywiście). W Polsce może i to nie jest jeszcze widoczne, ale pewnie przyjdzie.

Czy więc miarą człowieka będzie ilość jego kontaktów? Od zawsze znajomości pomagały w życiu, czy to w znajdowaniu pracy, czy w poszukiwaniu innych ludzi, którzy mogli by mu pomóc. A odkąd powstały serwisy typu Social Networking - Orkut, Grono, Spinacz, LinkedIn - tym bardziej widać rolę znajomości - teraz także tych “zdalnych” w naszym życiu. A każdy z naszych znajomych może nam coś polecać - czy to produkt, czy markę, czy stronę internetową… Przyjacielskie podszepty teraz pojawiają się coraz częściej. A jeśli zjawisko opisane we wspomnianym artykule się upowszechni, to skąd będziemy wiedzieć, czy osoba polecająca nam powiedzmy nowy serwis internetowy, nie jest przez niego podkupiona? A czy ludzie wytykający wady danego… telefonu powiedzmy nie są opłacani przez konkurencję producenta danego aparatu?

Jeśli dojdzie do nadużywania mechanizmów “poczty pantoflowej” to może to za sobą przynieść spadek zaufania do naszych przyjaciół - co jeszcze bardziej nas wystawi na ataki agencji marketingowych - bo już nie będziemy mogli nawet zaufać przyjaciołom i ich ocenie.

Do czego ten świat zmierza? Do przeprogramowania naszych mózgów przy pomocy naszych przyjaciół?

Liczba komentarzy: 4

»
  1. #1 Paweł Tkaczyk
    marzec 14, 2006 godzina 19:58

    Nie martw się — agencje reklamowe robią ludziom wodę z mózgu nie od dziś, trendsetting nie jest niczym nowym i na pewno nie będzie w najbliższej przyszłości tak masowym zjawiskiem, jak np. reklama. A ludzie zawsze mają zdrowy rozsądek, który im powie co jest wciskaniem kitu, a co nie :)

  2. #2 RAFi
    marzec 14, 2006 godzina 20:11
  3. #3 KubaWinter
    marzec 14, 2006 godzina 20:13

    Pawle, zdziwił byś się co do tego zdrowego rozsądku (czasem) ;o)

    A zdanie na temat tego typu marketingu wyraziłem u siebie.

  4. #4 Robert Drózd
    marzec 16, 2006 godzina 20:15

    Kilka lat temu w magazynie “artbyte” niejaka Jenn Shrieve pytała:

    Czym będzie nasze społeczeństwo, gdy któregoś dnia okaże się, że najmodniejsza dziewczyna na naszej ulicy, nasza ciocia doradzająca remedium na ból głowy, nasze dziecko zachwalające nowy film, wszyscy ci ludzie są elementem kampanii promocyjnej?

    Myślę jednak, że skoro wyrobiliśmy w sobie filtry na reklamy, na spam, na gości z ulotkami na ulicy, poradzimy też sobie z trendsetterami. :)

    A sam marketing szzeptany uważam za zjawisko pozytywne, znane zresztą od dzisiątków lat.

Wątek RSS dla komentarzy tego wpisu · Adres trackback

Zostaw komentarz

Dozwolone są niektóre znaczniki XHTML, jak: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>

Na tym blogu stosowana jest wtyczka antyspamowa Spam Karma. Jeżeli Twój komentarz nie pojawia się, lub po jego dodaniu otrzymujesz pustą stronę - poczekaj, komentarz został dodany, ale albo oczekuje w kolejce, albo został mylnie zakwalifikowany jako spam - spokojnie, gdy zajrzę do panelu administracyjnego to uratuję go.