Świat według Google

Jakiś czas temu modna była idea NetPC, sieciowego komputera, głupiego terminala korzystającego z programów i danych gdzieś na zdalnym serwerze, a odbierającego tylko obraz. Wpierw wróżono im świetlaną przyszłość, potem poszły w zapomnienie, jak wiele innych idei w światku IT. Teraz jednak znów coś podobnego rodzi się na naszych oczach. Podobnego, ale także bardzo innego. A za wszystkim stoi tym razem Google.

Zaczynali od wyszukiwarki. Potem pojawiły się kolejne usługi. Wraz z Google Mail wiele osób (między innymi i ja) porzuciło swoje Outlooki czy inne grzmiące ptaki na rzecz AJAX-owego interfejsu poprzez przeglądarkę WWW. GMail, oprócz wielkiej pojemności, dobrego interfejsu (choć oczywiście niektórzy na niego narzekają) oferuje nam dostępność do naszych e-maili z każdego miejsca na świecie, o ile dysponujemy połączeniem internetowym. “GMail in your Domain” pozwala dodatkowo na “podpisywanie” się własną domeną i korzystanie z tego webinterfejsu. Podobnie bardzo wygodny Google Reader może zastąpić nam lokalny czytnik RSS. Google Talk jest komunikatorem, klientem Jabbera. Wszyscy się zastanawiali, czym Google ma nas zaskoczyć teraz.

I gdy najpierw zobaczyliśmy Google Pages, potem świat obiegła informacja o zakupie przez Google Writely a w końcu ujrzeliśmy obrazki Google Calendar, wszystko “zaczęło być jasne”. Tak przynajmniej niektórzy stwierdzili. Google ma według nich dążyć do stworzenia sieciowego pakietu biurowego. Jako konkurencji oczywiście dla Microsoft Office.

Idea wykupywania dostępu do aplikacji, które są gdzieś na serwerach producenta, nie jest młoda. Ale mechanizmy AJAX, które pozwalają na budowanie ładnie wyglądających i użytecznych aplikacji sieciowych dostępnych przez przeglądarkę WWW mogą nam przybliżyć tą wizję, którą kiedyś opisałem, twierdząc, że coraz bardziej oddalamy się od “Mojego komputera”. Tak. Coraz bardziej pozostawiamy nasze dane na serwerach Google - a gdy przeczytałem informację o Google Drive, od razu przypomniała mi się wizja z którejś książki Toma Clancy’ego z serii “Net Force”, gdzie płaciło się za składowanie danych na serwerach dostawcy Internetu. Nasz komputer i nasze dane stają się powoli czymś oddzielnym. E-maile mamy w GMail, pliki na GDrive, kalendarz w GCalendar, piszemy w GWritely…

Czy ta wizja jest koszmarna? Czy nasze komputery stają się powoli tylko i wyłącznie terminalami dostępowymi do serwerów potężnego usługodawcy, jakim jest Google?

Niebezpieczeństwo jest takie, że możemy zacząć bardzo obawiać się o prywatność naszych danych. Dotychczas, gdy mieliśy je fizycznie na dysku twardym, szansa, że złośliwy hacker zechce je przechwycić (i uda mu się to) nie była duża. Teraz, gdy wiele róznych plików będzie na serwerach firmy zza oceanu, musimy mieć się na baczności, sprawdzać, czy nie jest to próba inwigilacji, musimy ufać, że zabezpieczenia serwerów stoją na wysokim poziomie… A zaufanie do Google spada, po ostatnich aferach związanych z Google China, dziurze w GMail wykrytej przez nastolatka… Pojawia się pytanie - czy rodzi się kolejny monopol, a my przyglądamy się temu? Moloch, któremu oglądanie danych użytkowników nie będzie sprawiało problemu?

Wielu zarzuca Microsoftowi szpiegowanie użytkowników systemów Windows XP czy 2003, które wysyłają raporty do producenta, które mają mechanizmy aktywacji, same ściągają poprawki… A tutaj się okazuje, że kolejna firma może mieć chrapkę na nasze dane. Wizja iście przerażająca.

Nie mówię, żeby od razu zrezygnować z GMaila, rzucić spersonalizowaną stronę Google i zainstalować RSSBandit czy Liferea rezygnując z Google Reader. Nie mówię, by iść z fanatycznymi minami na Google Drive, czy cokolwiek ta firma wymyśli i chcieć od razu spalić na stosie serwery na których się będzie to opierało. Nie. Mówię tylko, że nasze dane i nasze komputery teraz to coś rozdzielnego. A musimy uważać, by ta rozdzielność nie wyszła nam zgodnie z powiedzeniem “zamienił stryjek…”.

Musimy być czujni.

Update:
RAFi zwrócił uwagę, że i on kiedyś pisał o swoich obawach na temat nowych usług Google, zwłaszcza w sprawie prywatności naszych danych. Dyskusja warta przeczytania.

Liczba komentarzy: 15

»
  1. #1 Dot
    marzec 11, 2006 godzina 16:18

    Paranoiczna wizja trochę :). Pocztę faktycznie trzymam na GMail’u, bo wygodnie, ale reszta leży u mnie na dysku :). IMHO dostęp do Internetu jest zbyt wolny, by wszystko robić zdalnie, poza tym nawet Google nie ma tyle dysku i mocy obliczeniowej, by zastąpić wszystkim ziemianom ich komputery.

  2. #2 RAFi
    marzec 11, 2006 godzina 16:45

    Czyżby Google w lodówce II (http://ja.rafi.pl/?p=304) było dla Ciebie inspiracją?

  3. #3 Riddle
    marzec 11, 2006 godzina 17:27

    Wszystko ładnie fajnie, ale ja bym to nazwał kapitalizmem.

    Rafi: Hehe, Google wyzwala wiele emocji, nie widzę powodu dlaczego Ktoś miałby tego sam nie wymyślić. ;)

  4. #4 Ktos
    marzec 11, 2006 godzina 17:39

    Nie, to napisałem pod wpływem impulsu po przeczytaniu newsa na temat Google Drive.

    Aczkolwiek “Google w lodówce II” jest warte chyba trackbacku tutaj, bo w sumie o podobny temat idzie. Ale ja zwyczajnie o tym wpisie zapomniałem, dzięki za przypomnienie :-)

  5. #5 Bellois
    marzec 11, 2006 godzina 21:33

    Ktos: dlatego podstawą powinna być dywersyfikacja usług. Jak korzystam z gmaila, bo to wolę to, niż bycie ofiarą retencji danych. Oprócz tego wykorzystuje tylko standardowo wyszukiwarkę. Nie korzystam i nie zamierzam korzystać z żadnych innych usług Google. Dla zasady.

    Riddle: sorry, ale co to według Ciebie ma wspólnego z kapitalizmem? Kapitalizm != monopolizm.

  6. #6 Piotr Konieczny
    marzec 11, 2006 godzina 21:44

    Polecam obu ’spiskowcom’ ;-) zobaczyc film (ten 5h+) - dokumentacje Google Factory Tour. Jedne teorie spiskowe obala, inne podnosi do rangi paniki…

  7. #7 RAFi
    marzec 11, 2006 godzina 23:12

    Ktos, Riddle: ;-)

  8. #8 Riddle
    marzec 12, 2006 godzina 06:59

    Bellois, sprawdź w słowniku definicję słowa monopolizm/monopol plz.

  9. #9 rasheed
    marzec 12, 2006 godzina 13:52
  10. #10 Maciej Łebkowski
    marzec 12, 2006 godzina 17:06

    link: epic. ;)
    http://lebkowski.info/arch/2005/12/epic_2014
    http://polidea.pl/epic/

    A ja mam VNC i olewam buraczane usługi google i jego niedziałającego gmaila.

  11. #11 Bellois
    marzec 12, 2006 godzina 21:50

    Riddle: bedziesz mnie odsylal do slownika, zamiast odpowiadac na pytania?

  12. #12 Riddle
    marzec 13, 2006 godzina 01:33

    Monopolizm i patriotyzm są dwoma najczęściej mylonymi słowami w dzisiejszych czasach. I to co robi Google nie jest monopolem, akurat tyle z nielubianej mikroekonomii się nauczyłem.

  13. #13 Bellois
    marzec 14, 2006 godzina 15:54

    Ale… już nie powiesz dlaczego? :>

  14. #14 Riddle
    marzec 14, 2006 godzina 22:02

    Bo jest to oczywiste? No ale okej, jeśli chcesz najprościej mówiąc monopol jest sytuacją, kiedy funkcjonuje tylko jedna firma w branży. Nawet gdyby założyć, że nie da się zrobić tak, aby tylko jedna firma działała i uznajemy ją za monopolistę, gdy nie ma sobie równych, to Google ma nadal co njamniej jednego potężnego konkurenta jakim jest Microsoft. Jak on padnie to wtedy przychylę się do Twojego głosu.

  15. #15 Maciej Łebkowski
    marzec 14, 2006 godzina 23:52

    http://pl.wikipedia.org/wiki/Oligopol
    http://pl.wikipedia.org/wiki/Konkurencja_monopolistyczna

    A i tak myślę, że ekonomia, jaką ją znamy, tu rządzi się trochę innymi prawami, szczególnie jeśli usługi są w większości darmowe.

Wątek RSS dla komentarzy tego wpisu · Adres trackback

Zostaw komentarz

Dozwolone są niektóre znaczniki XHTML, jak: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>

Na tym blogu stosowana jest wtyczka antyspamowa Spam Karma. Jeżeli Twój komentarz nie pojawia się, lub po jego dodaniu otrzymujesz pustą stronę - poczekaj, komentarz został dodany, ale albo oczekuje w kolejce, albo został mylnie zakwalifikowany jako spam - spokojnie, gdy zajrzę do panelu administracyjnego to uratuję go.