Blog nie jest już dalej prowadzony, ani aktualizowany. Wpisy i komentarze pozostaną dostępne przez jakiś czas. Dzięki.

Archive for Luty, 2006

Jogger. Reaktywacja.

Tak długo wyczekiwano, aż serwis Jogger.pl otrzyma wersję oznaczoną numerem 2. Mityczne funkcje tego nowego serwisu miały dawać nam, użytkownikom, radość. W niepamięć miały odejść koślawe implementacje niektórych funkcji jak niceurl czy trackback, tworzone przez miłośników serwisu i działające tylko dzięki ich wsparciu.

I stało się. Wczoraj Jogger2 w wersji alfa ujrzał światło dzienne. Od razu posypały się zarówno głosy zachwytu, jak i krytyki. Niżej podpisany raczej był za. Ale oczywiście garść swoich groszy dorzucić musi.

Nasi narzekający koledzy od narzekającego bloga nie mogli przepuścić okazji i musieli przecież wyrazić swoje opinie – jak zwykle zresztą krytyczne. Ale tym razem wpis został popełniony w tak piękny sposób, że duża większość czytelników turlała się ze śmiechu czytając go :-)

Kolejny “uciekinier” z Joggera, da.killa, także wyraził opinię o niedosycie – choć jednak wskazał też na kilka ulepszeń w platformie. Długo oczekiwanych.

A teraz do rzeczy przejdę ja. Nowy styl strony głównej widziałem, przyznaję się, już nieco wcześniej niż inni. I jest kawałkiem naprawdę dobrej roboty. WIem – nie każdemu się podobać musi, o gustach się podobno nie dyskutuje. Strona główna ma być skórkowalna, więc można się spodziewać skórki wygladającej jak stary styl. Jestem prawie pewien, że ktoś ją zrobi :-) Niedosyt pozostaje przy kilku rzeczach na jakie czekałem – niceurl jest, jak Maciek w swoim narzekaniu pisał, nędzne – /id/78364 nie jest tym, czym /2006/02/25/eglebegle. Ale przymknijmy na to oko. Brak trackbacka, funkcji może i rzadko używanej, ale jednak przydatnej jest już bardzo martwiący. Liczę, że dzięki nowemu zapleczu kodu, J2 będzie rozbudowany kiedyś o tą funkcjonalność. Może nawet i szybko? Brakuje mi też edytora WYSIWYG, czy choćby przycisków ułatwiających wstawianie tagów. Coś na kształt tego, co jest tutaj w Wordpressie (tryb “klasyczny” nazwijmy go), byłoby wystarczające.

Kategorie, oprócz tego, że błędnie czasami działające, jak w swoim narzekaniu Maciek pokazał na przykładzie “grochu z kapustą” (przy okazji – w moim Joggerze taka kategoria istnieć będzie – dziękuję za podpowiedź ;-)), oczekiwane były i dobrze że się pojawiły. Możliwość zmiany formularza do wysyłania komentarzy specjalnie mi się przyda, gdyż coś się z obecnym dziwnego w nIEktórych przeglądarkach dzieje ;-)

Cóż mogę powiedzieć? Rozczarowany trochę jestem. Niektórych funkcjonalności nadal nie ma. Ale będą miejmy nadzieję. Jednak i tak gratuluję twórcom. Dobrze, że się ruszyło. A teraz będzie lepiej, prawda?

PS. A dlaczego alfa, a nie beta? :-)

| Komentarze (12)

Dozbrajanie systemu

Użytkownicy Windows mogą zazdrościć Linuksowcom możliwości, jakie daje tym drugim otwarta architektura systemu. Mogą zazdrościć róznych fajnych małych narzędzi. Pomimo, iż są ludzie, próbujący uruchomić środowisko typu GNOME na Windows, to jednak większość używa standardowych narzędzi dostępnych w systemie tuż po instalacji. Jednak wielu nie wie, ile róznych małych rzeczy jest udostępnionych przez producenta. Jedne nieoficjalnie, inne oficjalnie, ale są malo rozreklamowane. Głównie chodzi o pakiet PowerToys.

PowerToys, “zabawki”, małe przydatne narzędzia, mają swoją tradycję już od Windows 95. W tamtym pakiecie (oraz jego bracie – KernelToys) o ile pamiętam znajdowały się tak ciekawe rzeczy jak analizator otwartych procesów WinTop, program do remapowania klawiatury, TweakUI do modyfikacji ustawień interfejsu i wiele innych. W Windows 98 (a może nadal 95?), w nieudokumentowanych narzędziach znalazły się np. znacznie szybszy zastępca polecenia dir – where, czy narzędzie do porównywania plików WinDiff. A co mamy w Windows XP? PowerToys for Windows XP!

Okienko, pojawiające się po naciśnięciu Alt+Tab nie jest niczym nadzwyczajnym. Gdy mamy dużo otwartych róznych rzeczy trudno zorientować się czy to, jest tym, co chcemy – trzeba wczytywać się w opisy. Alt-Tab Replacement to mała zabawka, która zastępuje to standardowe okienko czymś nowszym – dodatkowo pokazującym aktualny, pomniejszony, zrzut okna danej aplikacji. Ułatwia to oczywiście znalezienie właściwego okna.

SyncToy to z kolei narzędzie do synchronizacji folderów. Proste w użyciu i wygodne. Przydatne, gdy musimy synchronizować całe katalogi – przy przenoszeniu ich na nośnik wymienny na przykład.

Open Command Window Here to coś tak prostego, a jednocześnie przydatnego. Do menu kontekstowego folderów dodaje opcję “Command Window Here”, które otwiera Wiersz poleceń w danym katalogu. Dla ludzi lubiących tryb tekstowy – bardzo przydatne ;-) Ale także dla tych, którzy muszą z konsoli coś w danym katalogu robić i nie lubią używania komendy cd. Która jest niewygodna przy dłuższych nazwach katalogów.

TweakUI – podstawa. Applet Panelu Sterowania pozwalajacy na zmianę wielu ustawień systemu, które normalnie zaszyte są gdzieś w Rejestrze. Raz dwa, łatwa zmiana okna wyszukiwania na klasyczne (jak w Windows 2000), usunięcie ikon strzałki dla skrótów i tym podobne. Dostępne teraz dla XP, kiedyś dla 9x/Me – pamiętam, że było w najstarszym zestawie PowerToys ;-) Pradziadek wszelkich X-Setup czy innych tweakerów dla Windows.

Co jeszcze? Dostępny jest Windows 2003 Resource Kit, który daje kilkanaście małych narzędzi, głównie przeznaczonydh dla administratorów Windows Server – np. cdburn.exe pozwalające na nagrywanie obrazów płyt CD (ISO) w trybie wsadowym, consume.exe, który “zjada” zasoby na podany czas i pozwala testować jak zachowuje się maszyna pod obciążeniem czy remapkey.exe do zmiany klawiatury.

Na płycie Windows XP, w folderze SupportTools znajduje się zestaw narzędzi “Windows Support Tools for Microsoft Windows XP”. Podobny do Resource Kit pakiet zawiera m.in bindiff.exe do porównywania plików binarnych, cabarc.exe do tworzenia i rozpakowywania plików CAB, dupfinder.exe do znajdowania duplikatów plików, pviewer.exe czyli narzędzie do oglądania procesów w systemie aż do whoami.exe, które pokazuje nazwę aktualnie zalogowanego użytkownika.

Wiele innych, udokumentowanych bądź nie, narzędzi znajduje się na płytach i na stronie Windows. Niektóre mogą być bardzo przydatne i aż dziw bierze, dlaczego tak niewielu o nich wie. Inne są przydatne tylko dla wybranych i wie o nich jeszcze mniej osób. :-)

Są jeszcze osoby, które dopisują do systemu własne skrypty, pliki wsadowe i małe programiki. Na przykład ja. I już wkrótce mały zestaw moich “potężnych zabawek”, zostanie udostępniony.

| Komentarze (2)

Naiwność ludzka nie zna granic

Phishing czyli łowienie. Łowienie naiwniaków na spreparowane strony banków czy instytucji.

O phishingu zrobiło się głośno jakiś czas temu, gdy tak namiętnie wysyłano listy pocztą elektroniczną do klientów Citibanku. Oni podawali swoje numery kart kredytowych na stronie wyglądającej jak oryginalna, a oszuści mieli niezły dochód. I do mnie list “z Citibanku” przyszedł. Tyle, że ja tam nie mam konta ;-)

Od tamtego czasu wszyscy byliśmy uodparniani. Wiemy, że trzeba sprawdzać certyfikaty, czy jest szyfrowane połączenie, czy domena jest prawdłowa i tak dalej. Internet Explorer 7 beta 2 posiada nawet specjalny analizator, który sprawdza czy dana strona nie jest podejrzana o phishing. Jednak czy to wszystko wystarcza by chronić dane użytkowników – a raczej ich pieniądze? Od zawsze wiadomo, ze najsłabszym ogniwem w łańcuchu zabezpieczeń jest czynnik ludzki. A różne socjotechniki pomagają złodziejom w ich działaniach.

Dziś, za Joggiem wizard3k trafiłem na spreprarowaną stronę, podszywającą się za stronę techniczną polskiego komunikatora Gadu-Gadu. Adres jawnie wskazuje na to, że nie jest to strona rzeczywista, ale przecież tego “blo” można nie zauważyć. A jak wiadomo, nie wszyscy użytkownicy Gadu-Gadu są rozgarnięci (zresztą powiem inaczej – nie wszyscy użytkownicy komputerów są wystarczająco rozgarnięci) – zapewne naiwnych znajdzie się trochę, którzy tam mogą swoje dane podać. Nie wolno tego robić!. Tak samo też Gadu-Gadu nie wysyła e-maili w których proszą o podanie swojego hasla. Jakiś czas temu był też ktoś, kto podawał się za administratora tegoż komunikatora i wyłudzał hasła…

Strona ta, to ramka prowadząca do strony umieszczonej na darmowym serwerze Lycos, z dodanym skryptem usuwającym reklamy tego serwera. A pod samym adresem katalogu, w którym jest spreparowana strona widzimy też plik tekstowy z instrukcją “hakowania”, więc można by się spodziewać, iż jest to jakiś gotowiec.

SKrypt PHP nie sprawdza oczywiście poprawności danych, więc zapewne można by zalać skrzynkę e-mailową tego, kto go tutaj na swoim Lycosie zainstalował, fałszywymi zgłoszeniami.

Zastanawia mnie jednak czy są osoby, które nabrały się na ten podstęp. A raczej – ile ich jest. Naiwność ludzka nie zna granic, nie każdy zauważa drobne dziwne rzeczy jak flashowe reklamy, których na stronie prawdziwej GG nie ma. Czy ten dodatkowy kawałek w adresie.

Ludzie, nie dajcie się naciągaczom! Niestety, przy obsłudze komputera trzeba myśleć. Gdyby nie naiwność ludzka, to wirusów, spamu i naciągaczy by zapewne było znacznie mniej.

| Komentarze (7)

To nie bug, to feature

“Mozilla: pożeranie pamięci przez Firefoksa to nie bug! To zaleta!”. Takim nagłówkiem zaatakował mnie czytnik RSS. IDG w swoich newsach ma tendencję do przejakrawiania (vide “Firefox najgorsza przeglądarka” – przy opisie wtyczek do niego – przez co ma nie być już najgorszą ;-)), i bynajmniej nikt nie twierdzi, że zżeranie pamięci to zaleta – to skutek uboczny nowych funkcji po prostu.

Za to przypomina się sytuacja z ostatnią dziurą w obsłudze plików WMF w systemie Windows, przez którą można zaatakować system przy użyciu “nieszkodliwego” pliku graficznego. Tam też okazało się, że dziura ta to jest część pewnego mechanizmu, dzięki któremu zdaje się pliki WMF mogły sterować drukarką.

Zastanawia mnie, ile jeszcze jest takich “funkcji” w naszych programach, które mogą okazać się groźne. Bo chciałbym zauważyć, że na przykład Remote Procedure Call, dzięki któremu rozprzestrzeniał się Blaster, to także w założeniach był pozytywny mechanizm. Przywracanie systemu jest także dobre – tylko że tam gnieżdżą się wirusy. Czyżby okazywało się, że każdy mechanizm, nawet przydatny, można wykorzystać do czegoś złego? Oczyma wyobraźni już widzę wirusy rozprzestrzeniające się po “inteligentnych domach”…

Największą luką jest zwykle użytkownik – otwierający załączniki w e-mail (w formacie EXE), klikający i zgadzający się bezmyślnie na rózne rzeczy (np. instalacja “dodatkowego paska do przeglądarki”). O ile poprawianie luk programowych wychodzi programistom nie najgorzej (nawet Microsoft się ostatnio poprawił), to edukacja użytkownika stoi nadal na niskim poziomie. Co z tym można zrobić? Jak “załatać” użytkownika?

PS. Widziałem ostatnio jakiś screen instalatora (w tej chwili nie mogę znaleźć linku), na którym to instalator jakiejś gry pokazuje komunikat “tu powinno być to tendencyjne pytanie o katalog”. Czy to jest feature, czy to jest błąd? Jak dla mnie traktowanie to jest użytkownika jak matoła. Przecież chciałbym decydować, gdzie program mam zainstalować… Ale może tylko ja?

| Komentarze (4)

Zdjęcia

Pod koniec zeszłego roku w ramach dokładnie niewiadomo jakiej akcji nastąpiło u mnie w domu przeglądanie zdjęć. Począwszy od mojego dzieciństwa do chwili obecnej zgromadziło się już naprawdę wiele zdjęć. A gdyby do tego jeszcze doliczyć slajdy i zdjęcia, które moi rodzice zrobili wcześniej, to tych materiałów musi być ogrom. Alemyślę, że nie więcej niż 1000.

Od czasu jednak zakupienia aparatu cyfrowego, najpierw pierwszego, beznadziejnego, a potem znacznie lepszego Nikona Coolpix 8700 ilość zdjęć rośnie lawinowo. Gdy spojrzałem na statystyki nie mogłem uwierzyć moim oczom. 1859 plików, 1,84 GB. W przeciągu półtora roku zrobliśmy tak wiele zdjęć? Może to tylko dlamnie wydaje się, że jest to dużo – z pewnością fotograficy robią takie ilości miesięcznie ;-) Jednak, gdy okazjonalnie robi się zdjęcia na wyjazdach, imprezach, uroczystościach i tak dalej – to taka ilość jest duża.

Pamiętam, jak kiedyś, gdy wyjeżdżałem z rodzicami na wakacje, to jeden 36-klatkowy film mógł być trzymany w aparacie przez dwa wyjazdy. Obecnie, 36 zdjeć robi się czasami jednego dnia. Moim osobistym rekordem było zrobienie przeszło 500 zdjęć w ciągu 30 minut, podczas polowania na błyskawice.

Aparat cyfrowy całkowicie zmienił podejście do fotografii. Teraz, gdy mogę wynik zobaczyć prawie natychmiast, częściej robię zdjęcia. Różne zdjęcia, sam bardzo lubię fotografować krajobrazy. Ale ostatnio na przykład próbowałem sfotografować księżyc, innym razem ogień, innym razem… Kiedyś, gdy nie miałem aparatu cyfrowego, z którego mogę szybko usunąć nieudane ujęcia, nie fotografowałem naokoło wszystkiego co popadnie (jak Japończycy ;-)), nie robiłem zdjęć przedmiotom, krajobrazom, zwierzętom, budynkom.

Uznawszy ostatnio, że trzeba coś zrobić (czytaj: kupić aparat), jako, że jeden aparat nie jest chętnie mi udostępniany (3000 zł kosztował…) by wybrać się z nim gdzieś, a drugi jest… no tragiczny, postanowiłem, że należy zakupić jakiś kompaktowy aparat cyfrowy. Gdzieś 4Mpix, w okolicach 600-700 zł. Będę się rozglądał po rynku w najbliższym czasie.

Wiem jednak jedno. Niekompatybilność kart pamięci mnie dobija. Ale znacznie bardziej dobija mnie podejście Nikona, który nie mógł przecież zastosować standardowego kabla USB < -> Mini-USB by podłączyć aparat do komputera. A to, że nowszy model (Coolpix 8800) ma inne złącze niż poprzednik, inny akumulator i tak dalej – to jest tragedia. No i nie udało się obejrzeć zdjęć z aparatu znajomego. Bo czytnika kart w komputerze nie mam, akumulator i kabel nie pasowały. Ech, niekompatybilność.

| Komentarze (2)

Humor forumowy. Odcinek 1.

Pewne forum, niedziela, godziny wieczorne.

drumers: Pytanie jak w temacie ?
Wyczytałem że jest to biblioteka z przeznaczeniem dla baz danych, ale za co dokładnie odpowiada i co realizuje.

ałła: odpowiada za śpiew poranny po rosie w blasku księżyca :D

Rozbroiło mnie. Padłem. Odpowiedź jest genialna :-)

Uśmiech na koniec tygodnia i początek nowego jest wysoce wskazany :-)

| Komentarze (2)

Borland Delphi na rozdrożu

Przedwczoraj Borland ogłosił, że chce się skupić tylko na aplikacjach należacych do tak zwanego rejonu ALM (Application Lifecycle Management), i chce, by ich narzędzia IDE i ich produkcja została przeniesiona do nowej spółki. I Borland szuka teraz kupca dla swoich doskonałych moim zdaniem narzędzi jak Borland Delphi, C++Builder czy C#Builder. Borland poprzez narzędzia ALM zaniedbywał środowiska programistyczne i oddzielna firma ma być drogą, by skupić się w pełni na nich.

Większa część programistów Borlanda jest nastawiona bardzo optymistycznie. Ale ja mam wciąż, jako miłośnik Delphi, pewne obawy. Zwłaszcza w związku z Microsoftem. “The only reason MS would buy Delphi would be to kill it (or let it die a slow death like FoxPro)”. Jako, że nikt normalny nie sprzedaje kury znoszącej złote jajka – są dwie możliwości. Albo kura przestała znosić złote jajka, albo umiera, i wkrótce przestanie. Microsoft Delphi? Nie. Inną sugerowaną możliwością jest Google Delphi – mimo całej sympatii dla Google, ja bym podziękował za neverending-beta.

Jeden z architektów Delphi przeszedł do Microsoftu i tam współtworzył język C#. Ostatnio zajmuję się tym środowiskiem, sam zauważyłem, że Delphi jest niszowe i popularne wśród gimnazjalistów/licealistów/studentów, a potęgą jest niestety C++. C# jest dobrym wyjściem, wiele nawyków z Delphi idealnie się daje zastosować, ale nadal są rzeczy, związane z C++, które mnie, jako starego Pascalowca denerwują – ot, choćby rozróżnianie wielkości znaków przy zmiennych – True i true to niestety co innego. A ja z przyzwyczajenia wpisuję z wielkiej litery.

Kilka lat temu, przed wydaniem Delphi Octane (znaczy wersji 8), zastanawialiśmy się nad tym, czy to środowisko ma przyszłość. Diamondback (Delphi 2005) i DeXter (Borland Developer Studio 2006) dawały nadzieję, także wielkie nowości obiecuje nadchodzący Highlander. Ale czy on w ogóle powstanie? Czy są jeszcze szanse na utrzymanie się Delphi? Spodziewam się, że nie zniknie tak szybko z rejonu edukacji – Turbo Pascal, mimo swoich dwudziestu lat, trzyma się nadal dobrze. Ale skoro IDE już jest zapóźnione strasznie w stosunku do Microsoft Visual Studio, to co będzie dalej?

Delphi kolejny raz z rzędu zostało najlepszym środowiskiem roku według magazynu CHIP. Możemy mieć nadzieję, że marka jest na tyle silna, że ktokolwiek kupi środowisko nie zdecyduje się na zmianę nazwy, czy porzucenie projektu.

Nie powiem “To cudowny dzień!”, czy “Naprzód, Delphi!”. Powiem – boję się. Mam nadzieję, że Delphi przetrwa.

Nadzieja umiera ostatnia.

| Komentarze (14)

Co z tymi Linuksiarzami? (i Windowsiarzami też)

Czy ja jestem nienormalny? Nienormalny dlatego, że tolerancyjny? Gdy chodzę po Internecie i czytam dyskusje dotyczące systemów operacyjnych to nie mogę sobie uświadomić, skąd tak wiele jadu ze strony zwolenników obydwu systemów? Skąd tyle nienawiści do drugiej strony? Skąd obrzucanie się obelgami, skąd obrzucanie błotem Billa Gatesa? Ja jestem tolerancyjny – używam Windowsa, bo lubię. Linuksa nie używam, bo nie przypadł mi do gustu. Ale jest to dobry system – choć ma wady, jak każdy system na rynku!

Nie wiem, czy to “pryszczate nastolatki” tak mają, czy z tego się wyrasta?

Gdzie się nie natknę na newsa czy artykuł o którymś systemie, to w komentarzach jak spod ziemi wyrastają tłumy fanatyków. Jedni próbują mnie przekonać do ich uwielbianego Linuksa, mówiąc o bezpieczeństwie, o darmowości, o otwartych kodach. Inni mówią, że jestem nienormalny, głupi, szalony, że używam Windowsa, bo przecież on dziurawy jest i w ogóle. Zwolennicy Windowsa akurat nie są godni pochwały, kurczowo trzymając się niedostępności oprogramowania na konkurencyjną platformę czy trudnej obsługi. Te same argumenty, nic się nie zmienia od długiego czasu. Więc dlaczego wojny ciągle trwają?

A dlaczego częstym argumentem Linuksiarzy (bo nie Linuksowców – ci są normalni) jest “a ta twoja winda to legalna wogule?”. Czyżby niektórzy nie mogli przyjąć do wiadomości, że można mieć legalny system firmy MS? :-) Z kolei argument Windowsiarzy główny też jest bez sensu – “a ten linuch to beznadziejny i trudny jest i gry nie chodzą”. Teraz naprawdę, te wszystkie Ubuntu czy inne Madrivy są robione bardzo user-friendly.

Gdy czyta się niektóre bzdury na temat Windowsa (i przewagi Linuksa) to można sobie coś zrobić. I w odwrotną stronę też.

Ludzie! Więcej luzu! Więcej dystansu. To są tylko narzędzia, to kto jakiego używa, to nie jest powodem ani do wyśmiewania, ani do oceny jego inteligencji. Nie każdy użytkownik Windowsa jest nieświadomym debilem, po którego komputerze grasuje horda trojanów i wirusów do spółki ze spyware. Nie każdy użytkownik systemu spod znaku Pingwina jest pryszczatym nastolatkiem bez dziewczyny – jedni sami są płci pięknej, inni bynajmniej nie mają pryszczy (ewentualnie mają dziewczyny ;-))

I jeszcze słowo ode mnie. Nie używam Linuksa, to wiecie. Żyję z Windowsem, do Linuksa może kiedyś sie nastawię lepiej, zobaczymy. Ale powiedziałbym nieprawdę, gdybym rzekł, że na moim systemie nie ma wirusów. Otóż są. Chodzi o taki ładny folder “Wirusy” skrzętnie omijany przez program AV :-)

Miłego dnia, żyjcie w pokoju. Jeśli chcecie, to idźcie i nawracajcie, ale na Boga – nie oceniajcie ludzi po systemie. To głupsze niż po wyglądzie.

| Komentarze (9)

Powinni tego zabronić.

To miało być kolejne “dziwadełko”. Ot, zobaczyłem stronę i pomyślałem, że pewnie w jej źródle zobaczę coś ciekawego. Jednak moją uwagę przykuło coś innego. Dlaczego nie mogę zaznaczyć tekstu? Dlaczego ten tekst jest… obrazkiem?!

O czym mowa? O stronie firmy, zajmującej się (sic!) tworzeniem stron internetowych. JM GROUP. Teksty na stronie głównej są obrazkami. Pierwszy raz zobaczyłem coś tak idiotycznego! Wszystko opiera się na tabelce i obrazkach w niej umieszczonych. Do tego dochodzi trochę map. Oczywiście w kodzie HTML można zauważyć, co wygenerowało tak piękną stronę:

<!-- ImageReady Slices (index.psd) -->

I co ja powiem? Ano ja powiem, że powini tego zabronić. Tworzenie stron z obrazków, bez używania czegoś takiego jak tekst jest głupie! Nie dość, że z powiększenia tego nici w dwóch najpopularniejszych przeglądarkach (IE oraz Firefox), to jeszcze ciekawie strona się prezentuje, gdy ktoś na przykład nie widzi obrazków! Nie tylko mowa tu o niewidomych, ale choćby o użytkownikach liczących się z każdym bajtem, bo oglądających Sieć dzięki modemom GPRS.

Ale jednak jedno “dzieło” tej firmy, na które trafiłem z “losowania” poraziło mnie już do reszty. Otóż logo (uwaga, groźne dla oczu!) tej cudownej strony MRUGA! Jest animowanym gifem. Ma chyba w założeniu przypominać neon, ale powoduje, że ja i Dot chcieliśmy ze strony jak najprędzej uciec. Odstrasza!

Ja nie wiem jak to określić, ale ja tego nie określę jako strony internetowej. Dlaczego tam nie ma tylko jednego obrazka i obsługi linków przez mapy? Łatwiej by było, a tak samo okropnie… Powinni tego zabronić! Tworzenie takich potworków powinno chyba być karane. I czasami się zastanawiam, kto płaci za takie stronki.

| Komentarze (8)

Obsesja IP

Od długiego czasu śledzę forum dyskusyjne portalu Gazeta.pl, a dokładniej fora “Komputery”, “Internet” oraz “Telefony”. I daje się tam zauważyć pewną obsesję, obsesję na punkcie numeru IP. Jedni chcą ukrywać własne, inni widzieć cudze. Dlaczego? Co powoduję tą “magię” adresu IP?

Czy znajac moje IP mozna poznac moj nr gg? Jak podejrzeć czyjść IP w Gadu-gadu? Jak ukryć swoje IP przy wysyłaniu posta na forum?

Najpierw warto wiedzieć, czym jest adres IP:

Adres IP to unikatowy numer przyporządkowany urządzeniom sieciowym

mówi Wikipedia. Adres IP jednoznacznie identyfikuje dany komputer w sieci. Oczywiście nie jednoznacznie w Internecie – adresów jest za mało, aby każdy miał własny – stąd stosuje się routery i wiele technicznych rzeczy o które mi tutaj nie chodzi. Nie każdy ma własny adres IP – stąd słyszy się o adresach publicznych.

Co można zrobić mając cudzy adres IP? Naprawdę, nie tak znowu wiele! Można się próbować włamywać do komputera użytkownika – ale jeśli adres IP nie jest adresem komputera, a tylko i wyłącznie maszyny pośredniczącej (routera) to nici z wyczekiwanego archiwum Gadu-Gadu kochanka ;-) Poza tym – naprawdę włamanie się do porządnie zabezpieczonego komputera, nawet pracującego pod Windows, nie jest łatwe. Co można zrobić jeszcze? Dowiedzieć się, w przybliżeniu, skad jest ten użytkownik. Dzięki tak zwanym bazom WHOIS. Oczywiście nie mamy szans na nazwę ulicy. Co najwyżej na miasto i operatora Internetu z jakiego ktoś korzysta. Gdy jadministruje się forum dyskusyjnym, blogiem czy stroną WWW, można danemu adresowi IP zablokować dostęp do strony.

Jeśli dany użytkownik, którego znamy IP popełnia przestępstwo, to są możliwości dojścia do konkretnego komputera. Każdy operator internetu na takie komórki, tzw. abuse, które się zajmują przestępczością, przy współpracy z Policją i wydziałem do spraw przestępstw komputerowych.

Po co ukrywać własne IP? Jeśli chcesz paskudzić na forach dyskusyjnych, obrażać innych i tak dalej – próbuj. Możesz kryć się za anonimowymi proxy, ale kiedyś cię znajdą.

Nie wiem skąd bierze się magia adresu IP? Czy ten ciąg czterech liczb i trzech kropek (w najpopularniejszym mniemaniu – bo to nieprawda – wystarczy spojrzeć na IPv6) jest tak ważny w całym Internecie? Czy wszyscy tak boimy się o naszą prywatność, której część ujawnia ten adres IP?

A jeszcze abstrahując od adresów IP – Grzesiek Wolański wpadł na pomysł Konwencji o Opisywaniu Podcastów. Osobiście nie słucham raczej podcastów, ale gdybym miał kiedykolwiek coś w nich wyszukiwać, to takie coś bardzo by ułatwiło mi pracę. W sumie dobra idea.

| Komentarze (35)

« Poprzednia strona Następna strona » Następna strona »