Archive for grudzień, 2005

Padający śnieg?

Jak co roku, gdy nadchodzą Święta Bożego Narodzenia wielu webmasterów eksperymentuje na swoich stronach z róznymi efektami. Jednym z najczęściej spotykanych jest padający śnieg.

Czym jest padający śnieg? Skryptem napisanym w języku JavaScript, który w połączeniu z kilkoma obrazkami rusza nimi sprawaiając wrażenie padającego śniegu. I dlaczego ja jestem przeciwko niemu? Większość gotowych skryptów tego typu jest niezgodna z żadanymi standardami, działa tylko w niektórych przeglądarkach (zwłaszcza w IE).

Poza tym, ten efekt jest po prostu denerwujący. Rozprasza uwagę użytkownika, który zamiast koncentrować się na treści strony stara się omijać wzrokiem płatki wirtualnego śniegu. Gdy są one duże, to jest zupełnie tragedia. Zwłaszcza, że chciałem kliknąć w link, a nadlatujący płatek mi to uniemożliwił.

Jeżeli chcesz, aby zima zagościła na Twojej stronie, to proszę - nie stosuj tak prymitywnego i wkurzającego efektu. O wiele lepsze jest po prostu zmiana loga na bardziej “zimowe” - dodanie czapki Mikołaja, bałwanka, czy śniegu, czy też zmiana stylu graficznego witryny (co nie powinno być trudne i skomplikowane jeśli używasz stylów CSS i oddzielasz kod od prezentacji).

Ale… abstrahując od standardów, skryptów, kodów, warstwy wizualnej, semantyki, programowania, komputerów i wszystkiego, o czym tutaj piszę - życzę Wam, drodzy czytelnicy, Wesołych Świąt. Spędzonych jak najdalej od komputerów, stron internetowych i zagadnień webmasteringu i dostępności. Spędzonych z najbliższymi. I do przeczytania najprawdopodobniej w przyszłym już roku.

| Komentarze (7)

Błędy

Gdy użytkownik końcowy siądzie przed naszym programem, może mu się przytrafić niemiła sytuacja - wystąpił błąd. I należy pokazać wtedy komunikat błędu. I dochodzimy do sprzecznych wymagań niestety. Musi być on na tyle przyjazny, zeby się użytkownik nie przestraszył, ale jednocześnie tak dokładnie opisujący problem, aby zaawansowany użytwkonik, bądź sam twórca, mógł wyśledzić, gdzie kryje się problem.

W Windows widać często niestety tylko pierwszy człon porządnego komunikatu o błedach. “Program wykonał nieprawidłową operację. Czy wysłać raport do firmy Microsoft?”. Prawie żadnych szczegółowych i (co ważne dla Power Userów) czytelnych informacji o źródle problemu. My, twórcy produktu, możemy sobie pooznaczać błedy kolejnymi numerkami, potem zaglądamy do kodu i widzimy, gdzie taki numer jest. Ale zaawansowany użytkownik, tóry sam chciałby naprawić problem?

A wróćmy do tego zwykłego. Do przysłowiowej “Pani Zosi”. Siadła ona przed naszym, dajmy na to hiper-programem księgowym, a jej wyskoczyło “Wystąpił błąd 0×0524, E_DEVICE_READ_FAIL. Wymień dysk i naciśnij dowolny klawisz.”. Czy o wiele przyjaźniejsze nie byłoby “Nie mogę odczytać z dyskietki. Sprawdź, czy dyskietka jest włożona, jeśli nie, to włóż ją i naciśnij jakikolwiek klawisz.”? Z drugiej strony, gdy przyjdzie Pan Staś, administrator sieci, to zobaczy w podręczniku, że błąd 0×0524 oznacza, zę dyskietka jest zabezpieczona przed zapisem. Jak pogodzić przyjemne komunikaty o błedach z szczegółowymi informacjami o nich?

Dobrą metodą jest przycisk opisany na przykład “Więcej informacji”, który pokazuje te szczegółowe informacje techniczne. Czy też zapisywanie błędów, wraz ze szczegółowymi informacjami, w jakimś pliku logu. O lokalizacji oczywiście znanej i opisanej w dokumentacji programu. O, właśnie. Przydałoby się wszystkie informacje o błędach dobrze dokumentować. Tak, aby każdy (no, w miarę obeznany) mógł zrozumieć, co nalezy postąpić w takiej to, a takiej sprawie. I abyśmy my się też nie głowili i nie szukali po kodzie programu w jakiej sytuacji występuje dany błąd.

Rozsądne, przyjazne, ale i dobrze opisujące problem, komunikaty o błdach, są bardzo ważne. Mogą uczynić program przyjaznym (lub nie) i łatwym do naprawy (lub nie). Bo sytuacja, w której reinstalacja programu jest lekarstwem na błędy jest niedopuszczalna.

| Komentarze (1)

Terroryści to my

Parlament Europejski przywitał nas niedawno dyrektywą o przetrzymywaniu danych. Chodzi o to, że operatorzy telekomunikacyjni mają obowiązek przechowywać dane o połączeniach użytkowników. Takie dane jak te niezbędne do ustalenia źródła, odbiorcy, rodzaju, daty, godziny i czasu trwania połączenia. I oczywiście dane niezbędne do określenia narzędzia komunikacji i do “lokalizacji urządzenia komunikacji ruchomej”. Czyli ogólnie rzecz biorąc całe, wielkie logi połączeń. Ma to ułatwić oczywiście walkę z terroryzmem. Mają być dostępne do wglądu przez co najmniej pół roku. Ale skoro tak wiele prywatnych danych będzie przechowywanych, to czy to nie stanowi zagrożenia? Przecież to byłby raj dla marketingowców czy włamywaczy “kradnących tożsamość”!

Dyrektywa Wielkiego Brata.

W artykule “Jak uniknąć logowania?” podano kilka przykładów obrony. Używanie kont pocztowych GMail czy Hotmail, które są w Stanach Zjednoczonych, tunelowanie VPN, używanie proxy… Nie mogę jedynie sie zgodzić co do zmiany numerów IMEI. Ta zmiana jest nielegalna i jestem całkowicie przeciwko próbom w ogóle zmiany tego numeru. Gdyby były nie do zmienienia nie było by problemu z kradzieżami komórek. A tak… Ale wracając do tematu.

Dane przechowywane przez pół roku to chyba za dużo? Myślę, że 90 dni by wystarczyło. Ale Wielka Brytania proponowała 2 lata, a o ile wiem to pewna polska partia 15 lat. To dopiero by była głupota.

Szkoda tylko, ze w imię walki z terroryzmem wszyscy zostaliśmy uznani za podejrzanych. Zapewne ci, którzy używają szyfrowania (GnuPG czy innego) w e-mailach, czy też użytkownicy Jabbera lub innych komunikatorów z szyfrowaniem transmisji po SSL zostaną uznani za jeszcze bardziej podejrzanych bo mają coś do ukrycia?

| Komentarze

Restarty

Konieczność restartowania systemu jest rzeczą niezmiernie mnie (i zapewne każdego) denerwującą. Nie mówię tu o zawieszaniu sie systemu. I mówię o systemach Windows oczywiście. Wbrew pozorom, rzadko mi się to zdarza ostatnimi czasy - ostatnie zawieszenie było naprawdę dawno temu. Raczej chodzi mi o konieczność restartu przy instalacji nowego oprogramowania czy przy zmianie ustawień.

Szczególnie dokuczliwe to jest w systemach serwerowych. Windows Server 2003, jakiego używam od jakiegoś czasu (choć głównie jako workstacji) wymaga restartu w sytuacjach, w których według mnie nie powinien. Zmiana nazwy sieciowej choćby - po co restart systemu, nie wystarczy restart samej obsługi sieci? I tak nie jest już tak tragicznie jak w Windows 9x/Me, gdzie doinstalowanie protokołu czy zmiana IP wymagały restartu - tutaj w XP czy 2003 (i pewnie 2000 też) restartuje się sama sieć. Zawsze pamiętam, jak w systemie BeOS podobało mi się to, że klikałem “restart networking” i sieć zaczynała po chwili pracować z nowymi ustawieniami. Podobno w stosunku do Windows NT 4, w 2000 zmniejszono liczbę absolutną restartów (liczbę sytuacji, w których wymagany jest restart) kilkukrotnie. Ale to nadal jest za dużo! Instalowałem serwer CVSNT. I oczywiście wymagał restartu. Instalowałem klienta, TortoiseCVS - wymagał restartu (choć przypuszczam, że wystarczyłby restart samego explorer.exe). Instalowałem Office 2003 - wymagał restartu! (a działał i bez niego). Corel 9 też (a instalator pokazał komunikat, że “podczas restartowania monitor może mrugać, siedź spokojnie” itd. :-)) Ja wiem, to nie są aplikacje dla systemów serwerowych (z wyjątkiem tego pierwszego). Jestem przynajmniej zadowolony, że większość doinstalowywanych w locie funkcji Windows 2003 nie wymaga ponownego uruchamiania - choćby uruchomienie serwera strumieniowego czy serwera plików i drukarek. Ale co do uruchamiania IIS to nie jestem pewien. Bo uruchomienie serwera terminali na pewno wymaga.

Ja rozumiem wymaganie restartu po instalacji poprawek, sterowników, czy innych rzeczy, które głęboko mieszają w systemie. Najgorsze jest oczywiście, gdy małe, głupie narzędzia wymagają ponownego uruchamiania komputera. Nie wiem po co, nie rozumiem tego. To chyba wynika z głupoty programistów, którzy nie umieją prawidłowo stworzyć instalatora.

Jak mawia mój znajomy, Linux wymaga ponownego uruchomienia w dwóch sytuacjach. Rekompilacji jądra i po niektórych wymianach sprzętu. I takie jest prawidłowe podejście dla systemu dla serwerów! Po co te wszystkie zasilacze czy dyski hot-swap, skoro i tak zbyt długiego uptime nie osiągniemy, bo będzie wymagany restart po zainstalowaniu jakiejś drobnej poprawki?

Jak wiadomo, Microsoft idzie ostatnio w stronę Uniksów, zapożyczając niektóre rozwiązania. Choćby nowy Microsoft Shell, czy możliwość pracy pod czystą konsolą tekstową w następcy Windows 2003, nazwa kodowa Windows “Longhorn” Server. Mam nadzieję że i tam i w klienckiej Viście zminimalizują ilość koniecznych ponownych uruchomień.

| Komentarze (3)

10przykazan.com

10przykazan.com to idea. Idea stworzenia systemu społecznego, zrzeszającego najciekawsze, najlepsze i najbardziej poczytne blogi i strony domowe w polskim internecie. Treść to podstawa, a dobry wygląd pomaga w promocji. Do systemu dostają się tylko te strony, które przejdą naszą rygorystyczną moderację (a koperty przekażą po cichu, pod stołem).

Zwykli ludzie, na hasło “blog”, natychmiast wysyłają zapytania do Google (czy innej, ulubionej, wyszukiwarki) by znaleźć blogi, o interesującej ich tematyce. Tu rodzi się problem odnalezienie interesujących blogów w zalewie śmiecia takiego jak onetowe blogi “piętnastolatkuff” zniechęca. Rodzi także błędne przekonanie, że w blogach nie ma nic interesującego, a ludzie, którzy je prowadzą, to nieokrzesane fajtłapy, będące na bakier z ortografią i uprawiające ekshibicjonizm emocjonalny.

Nasz cel, to stworzenie sieci zrzeszającej najlepszych autorów, piszących na tematy, interesujące dla szerokiego grona zainteresowanych odbiorców. To doskonała okazja zwiększenia swojej poczytności. Być może także okazja do wypromowania swojej osoby czy projektu nad jakim pracujesz.

Prowadzisz dziennik, bloga, wiki a może stronę domową? Przyłącz się do nas.

http://www.10przykazan.com

| Komentarze

Najbardziej wkurzający baner internetowy

Taki baner ujrzałem (dzięki Bogu w mniejszej skali) na stronie pewnego polskiego portalu, jako, że na razie nie mam jeszce Flashblocka. I co powiem? GDZIE OSTRZEŻENIE PRZED EPILEPSJĄ? Nie wiem czego to reklama, ale twórcę powinni przykuć do ściany wilogtnego lochu, a na wprost niego ustawić to “dzieło”. Tak, aby gdzie nie spojrzał to żeby je miał przed oczami.

Tak samo jak się nie używa (no dobra, pewnie gdzieniegdzie używają, w bliżej nieznanym mi celu) tagów <blink> i <marquee>, tak i migającego (oraz grającego) Flasha nie powinno być na stronach internetowych. Nie tylko ze względu na epilepsję, to po prostu jest męczące i denerwujące dla każdego.

Gdy następnym razem zechcesz przykuć uwagę gości, nie rób tego w taki sposób. Bo raczej skierują swoją mysz w okolice przycisku z krzyżykiem niż spojrzą na taki super baner dłużej niż kilka sekund.

Migającym, śpiewajacym, grającym i błyskajacym elementom po prostu powiedz stanowcze NIE!

| Komentarze (2)

IE7 - na co my czekamy?

W przyszłym roku, miejmy nadzieję na początku, ma być udostępniona publiczna beta Microsoft Internet Explorer 7.0. Już dziś wiadomo, że będzie posiadał przeglądanie w kartach i obsługę RSS. Czyli to, co Opera i Mozilla mają od dawna. Na razie niestety testować mogą tylko nieliczni posiadacze Windows Vista. Póki co, ja do nich nie należę, ale może się uda (albo może uda się potestować Office 12 ;-))

Ale jak będzie to wyglądało od strony twórcy stron? Czego możemy się spodziewać? Wiemy na pewno, że IE 7 nie przejdzie testu Acid2. Zresztą o ile pamiętam, to Firefox 2.0 (nazwa kodowa “The Ocho”) też ma go nie przechodzić. Ale zajmijmy się innymi sprawami. Typ MIME application/xml+xhtml, z którym serwowany powinien być każdy dokument XHTML 1.1 także ma nie być obsługiwany, co nie jest miłą wiadomością. Jednak, z drugiej strony, już widzimy jakiś postęp. PNG z kanałem alfa. Super. Do tego lepsze wsparcie CSS 2.1 i nawet jakieś elementy CSS 3 (ale nie border-radius - czyli z Web 2.0, gdzie jak ktoś pisał ostatnio - podstawą jest “pastel colours and rounded corners”, nici :-)).

Jakie elementy CSS 2.1 i 3? Choćby częściowo selektory i pseudoklasy. Quiris o tym pisał raptem trzy dni temu. Ja się cieszę nawet z tak małych usprawnień. Zawsze to krok do przodu.

Coś jeszcze? Nie wiem. Po prostu będę czekał. Już wkrótce mam nadzieję dowiedzieć się, czy tworzenie stron będzie łatwiejsze nieco, czy też nadal trzeba będzie robić róznego rodzaju hacki dla IE, aby osiągnąć efekty, które w innych przeglądarkach robi się szybko…

| Komentarze (1)

Dostępność po polsku

Tomek Topa popełnił wczoraj wpis “Dostępność? Tak, potrzebna. Ale my ją mamy gdzieś…”. I tam znalazł się link do strony Fundacji, której celem jest między innymi:

wspieranie osób niepełnosprawnych i starszych

I co z tego? Ano to, że strona ta, przynajmniej w moim odczuciu, powinna być dla owych niepełnosprawnych osób dostępna. Znaczy spełniać zalecenia WAI. A ta strona łamie chyba wsystkie zalecenia co do budowania stron przyjaznych dla niepełnosprawnych. Gdy wszedłem na tę stronę, wtyczka Flashblock pokazała w miejscu praktycznie całej witryny tylko znaczki oznaczajace zablokowane elementy Flash. Wszystko we Flashu. Całe menu. Jedyne, co było normalnym tekstem napisne to aktualności. Zagnieżdżone tabele, 50 błędów kodu HTML (zaciekawił mnie brak DOCTYPE i użycie artrybutu xmlns dla tagu <html>…). Tragicznie, zwłaszcza ten nadużyty Flash. Jak to napisał Tomek:

Czyli każdy możliwy sreenreader będzie przy tej stronie tak przydatny niewidomemu internaucie jak grzebień łysemu. Po prostu nie zobaczą oni niczego.

Ale potem trafiłem na stronę już ewidentnie kierowaną do niepełnosprawnych. Portal bezbarier.pl. I jak może być tam? Ano też źle. Strona oczywiście się nie waliduje, brak DOCTYPE. Layout praktycznie czysto tabelkowy, oczywiście zagnieżdżone tabelki. Po wyłączeniu stylów nie wygląda prawie inaczej niż ze stylami (zmiana czcionek). Plusem jest brak apletów Javy, obiektów Flash, poprawne działanie pod przeglądarkami nie-IE (testowałem pod Firefoksem i Operą, a pod IE - nie :-)). Niemiły jest też komunikat po wybraniu działu “Forum” w menu na dole:

404 Not Found
The request /phpBB2/index.php was not found on this server.

Link na górze strony jest poprawny. Ale gwoździem programu (na który wszyscy czekają) są wyniki sprawdzania zgodności z WAI. “Failed Automated Verification”. Głównymi tego sprawcami są braki atrybutów alt przy obrazkach, brak labeli powiązanych z inputami, używanie niepoprawnie podpisanych odnośników. Brakuje też atrybutu lang dla głównego znacznika, przez co nie można określić języka dokumentu. “KWA KWA lity tester” ocenił tą stronę na 0 punktów pod względem dostępności, wskazując zwłaszcza na utrudniajace nawigację zagnieżdżone tabele. Ja z pobieżnego przejrzenia kodu HTML wskazałbym jeszcze na niepotrzebne nadużywanie atrybutu style zamiast stosowania klas.

Czyli jak wygląda dostępność po polsku, z małego przeglądu ledwie dwóch stron internetowych? Wynikałoby, że tragicznie. Mam nadzieję, że tak nie jest, czekałbym na przykłady stron, które pokazują, że “dostępności my nie mamy gdzieś”.

| Komentarze (2)

Hateemelowe dziwadełka #5

<a class="menumain" href="index.php?page=1" target="_top" alt="" name="_1" border="0">

Gdy ktoś mi wytłumaczy dlaczego border i alt znalazły się w tagu <a> to proszę się zgłosić. Bo ja nie rozumiem.

| Komentarze (1)

Web 2.0

Web 2.0. Pojęcie modne ostatnio i obawiam się, ze tak tamo modne jak niegdyś “.com”. Byle by nie skończyło tak jak ta pierwsza bańka mydlana. Ale mimo wszystko w naszym rodzimym światku internetowym nie jest to tak modne jak w h’Ameryce. Tam to dopiero jest nastrój euforii, rewolucji, pełno artykułów i komentarzy. A u nas - cicho. Ale zaczynają się pojawiać opracowania. Piszą o tym artykuły czasopisma i gazety. Także na naszym podwórku zaczyna się.

Czym jest Web 2.0? Jest to coś innego niż Sieć, jaką znamy dziś. Jest to sieć semantyczna, sieć przyjazna i użytkownikom i komputerom. Dane są współdzielone i modyfikowane przez wielu ludzi. Używa się nowoczesnych technologii. Tworzy się zgodnie ze standardami…

Podstawą nowej sieci są standardy sieciowe. XHTML, w edycji Strict. Ścisłej i nie wybaczajacej błędów webmastera tak, jak to czyniły starsze języki. Do tego dochodzi XML w postaci kanałów RSS, dostarczajacych informacji ze strony (a swoją drogą to XHTML jest takze dialektem XML-a). Tworzenie stron w XHTML wraz z ukłądami beztabelkowymi czyni nową Sieć przyjazną dla robotów sieciowych czy osób niepełnosprawnych. To się chwali. Na serwerach podstawą są języki skryptowe od PHP przez Ruby do Pythona czy Perla. Pogardzane języki stają się podstawą. Są tak popularne… Java czy .NET nadal oczywiście trzymają się mocno, zwłaszcza w środowiskach enterprise.

Takie rzeczy, jak dotychczasowe encyklopedie tracą na rzecz Wikipedii. Tradycyjne systemy portalowe na rzecz ogólnie mechanizmów Wiki. Agresywne reklamy zmieniają się w “nienachalne”, jak AdSense. Wszędzie króluje AJAX, popularne stają się del.icio.us czy Bloglines. Do tego wszechobecne blogi, Search Engine Optimization (SEO)… Nawet Microsoft zgodnie z zasadą, że ważna jest w nowej erze tylko przeglądarka, stworzyl Windows Live. Sieć dojrzewa. I jest to naturalny proces ewolucji. To nie jest rewolucja, zmiany widać od jakiegoś czasu i będzie sie zmieniać jeszcze długo.

Za Cyberfilozofią:

Nie ma w tym wszystkim żadnej rewolucji. To tylko zwykła ewolucja. Po co więc nadmuchiwać balon z napisem Web 2.0? Po co ogłaszać, że firma Sun będzie kropką w tym haśle (za Jarkiem Zgodą)?

Ja się odniosę jeszcze do naszego rodzimego podwórka teraz. Krzysztof Szafranek pisał prawie dwa miesiace temu:

Tymczasem próba znalezienia czegoś na ten temat w rodzimej części WWW kończy się na paru szczątkowych wzmiankach o wspomnianej konferencji i niczym więcej.

Teraz jest lepiej. Ale niewiele. Niestety, u nas, tworzenie stron beztabelkowych i zgodnych ze standardami to nadal nie jest modne. Era Flasha nie skończyła się. Widać jednak, ze trochę idzie ku temu lepszemu, ku sieci przyjaznej i semantycznej. Kanały RSS niedawno udostępnione w portalu Onet.pl tu już jest coś. Ale nadal fachowych opracowań na temat Web 2.0 po polsku nie ma. Pojawią się, to pewne. Nawet w polskiej Wikipedii, w której dużo jest ludzi zwiazanych z tworzeniem “nowej Sieci” nie ma nic. A po angielsku - i owszem. Pełno tego.

A ja nie będę oceniał Web 2.0. Ani idei, ani technologii, które czynią “nową Sieć” naprawdę nową. I podtrzymam zdanie, popularne, jak widzę nad Wisłą, ze jest to ewolucja. Nie rewolucja.

Na zakończenie tylko podam kilka linków:

| Komentarze (6)