Cyfrowe pokolenie
Artykuł pod tym tytułem przeczytałem przypadkiem na największym polskim portalu…
Mówi się o nich dzieci sieci albo generacją @
Hmm, kolejna generacja. Generacja X, generacja nic (a co to jest to dowiedziałem się właściwie wczoraj z “Newsweeka” albo “Wprost”), a teraz - generacja @. Ale czy naprawdę można to tak nazwać? Czy wszystkich korzystających z Internetu nastolatków “między 15. a 19. rokiem życia” można jednoznacznie zaszufladkować jako “dzieci Sieci”? Oczywiście, że nie. Bo generalizowanie jest złe.
Po drugie jest tak, że różnimy się między sobą. Mówię “my”, jako że kwalifikuję się już do tego “pokolenia”. 19 lat i student. A “najczęściej z Internetu korzystają studenci”. A więc - różnimy się. Także w używaniu tego wynalazku, jakim jest Internet. Czy to tak samo wygląda w Polsce, jak i w Hiszpanii? Nie. Nie może. I to też z tego powodu, że w Polsce mniej osób się posługuje komputerami i Internetem - to wynika z naszego “zacofania” w tej kwestii. A czy to dobrze, czy źle? Dlatego też u nas, owo pokolenie Sieci, jest młodsze.
Zdecydowana większość internautów szuka w sieci przede wszystkim informacji. Na drugim miejscu pod względem popularności znajduje się poczta elektroniczna. (…) słuchają w sieci muzyki, biorą udział w dyskusjach na forach, czatują lub rywalizują z innymi użytkownikami w grach online. (…) Młodych ludzi interesują wiadomości dotyczące ich zainteresowań, spędzania wolnego czasu oraz nauki.
Tutaj się zgodzę. Szukamy informacji, udzielamy się na forach. Słuchamy muzyki, gramy namiętnie w gry on-line. Gadamy na czatach oraz - co zwłaszcza widzę w Polsce - poprzez komunikatory. Gadu-Gadu jest przecież symbolem komunikacji przez Internet, prawda? Proste do zainstalowania i używania, niebywale popularne (jeden z najpopularniejszych IM na świecie). Muzyki już nie kupuje się na płytach, filmy ściąga z Internetu i ogląda na komputerze. Pirackie głównie. Niestety. Oczywiście - są wyjątki. Jak zawsze.
Nie widząc rozmówcy, wielu ludzi potrafi lepiej wyrazić swoje uczucia. I tak wirtualne znajomości nabierają czasem głębi, jakiej brakuje relacjom osób komunikujących się twarzą w twarz. Dlatego Messenger i inne komunikatory nie tylko ułatwiają zawieranie nowych znajomości, ale obiecują również możliwość odnalezienia prawdziwej bratniej duszy.
To jest właśnie to, o czym miałem mówić. Wśród nastolatków w Polsce, raczej nie z tych ram 15-19 lat, a młodszych (choć oczywiście nie tylko), istnieje grupa, która szuka nieznajomych w katalogu publicznym, a potem próbuje sobie z nimi pogadać. Sztandarowym zwrotem rozpoczynajacym rozmowę jest “poklikasz?”. Zjawisko zostało ochrzczone jako Jellonki i istnieje strona internetowa, zbierająca logi rozmów z takimi osobami. A poszukiwanie miłości przez komunikator i rosnaca popularnosć serwisów randkowych - no jak by nie patrzeć, to są racje w tym artykule. Coraz bardziej oglądamy świat zza naszego biurka. I zza szklanego ekranu monitora. Teraz nawet w poszukiwaniu związku. Ja sobie tego nie wyobrażam póki co, ale że jeszcze w związku nie jestem, nie wykluczam, że znajdę go i przez komunikator. Ale uważam tą perspektywę za mało prawdopodobną. Przynajmniej taką mam nadzieję.
Ale wróćmy jednak do ogólnego zjawiska. Nastolatków, na róznych forach internetowych, czatach i komunikatorach jest pełno. I co się okazuje? Że widać najbardziej tych, którzy zachowują sie nagannie. Brak przestrzegania zasad elementarnej grzeczności, nachalne domaganie się odpowiedzi, obraźliwe komentarze - to wszystko jest na porządku dziennym na większości for dyskusyjnych. A szkoda. Czego to wina? Anonimowości internetu. Mitologizowanej anonimowości. W normalnym świecie rzadko się to zdarza. Czy wyobrażacie sobie zadzwonić pod losowo wybrany numer telefoniczny z zapytaniem: “Chcesz pogadać?”? Ja nie. Zresztą ja też nie wyobrażam sobie zagadania do obcej osoby tylko z taką błachostką jak “pogadamy, bo mi się nudzi?”. Ale może ja jestem wyjątkiem?
Inną sprawą jest fenomen blogów. Polska Sieć pełna jest blogów “nastolatkoof”, piszących swoim “slangiem”, zamerykanizowaną pisownią. “Rooshoffe nastolattki” stały się u nas niestety w pewnym sensie synonimem blogów. Źle kojarzącym się. A jest naprawdę wiele wartościowych blogów, wartościowych jako źródła wiedzy. Dla programistów, webmasterów, ludzi zainteresowanych komputerami. Takie ja widzę, jako, że to moje rejony, ale jestem pewien, ze są i z innych dziedzin. Blog nie musi kojarzyć się z rozterkami miłosnymi trzynastolatki. Może być też czymś lepszym. Sam prowadziłem tego typu bezsensowny dziennik. I to jeszcze naprawdę niedawno. Ale wyrosłem z tego i próbuję teraz tworzyć coś na wysokim poziomie. To, co teraz czytacie :)
O, właśnie. Nieumiejętność wyrażania emocji w piśmie. I stosowanie emotikonek. Obiecałem sobie, że tutaj nie będę ich nadużywał. Dlaczego? Mam zamiar trenować się w pisaniu bez takich “upiększaczy”. W końcu jakoś ta literatura sobie bez nich radziła, jakoś ludzie pisali jeszce nie tak dawno zwykłe listy, pełne uczuć i emocji, bez posługiwania się tymi formami. Emotikonki, nie tylko te proste “uśmieszki”, ale przede wszystkim te złożone, animowane, dostępne w komunikatorach, są nadużywane. Niestety, pojawiają się coraz częściej także w jakiś bardziej “oficjalnych” listach - nawet tych kierowanych na przykład do administratorów sieci. Sztuka pisania bez emotek zanika.
Tak przyglądam się tym słowom, jakie napisałem tutaj, i uznaję, że piszę z perspektywy. Dziwię się sobie. Naprawdę, róznica między moim pokoleniem, a tym, które teraz ma 13, 14, 15 lat jest spora. Takie mam przynajmniej wrażenie z Internetu. Na żywo - nie potrafię określić, najblizsi moi nastolatkowie są albo słabo ukomputerowieni, albo mają lat 11. I to nie moje pokolenie jest generacją Sieci i SMS. To ich. Ci młodsi. Młodsi o te kilka lat. Ci, którzy komunikują się głównie przez Gadu-Gadu, wiadomości SMS. Ci, dla których głównym źródłem informacji jest Internet. Nie czasopisma, nie gazety. Nie czytają ksiażek, a e-booki. Nie słuchają muzyki, a MP3. Nie ogladają filmów - a diwiksy.
Wiem, generalizuję, czego nie powinienem czynić. Bo i sam słucham głównie MP3, oglądam filmy na komputerze i czytam wiadomości w Internecie. Więc wygląda na to, że my, nieco tylko starsi, byliśmy prekursorami tego kierunku, który nadchodzi.
Pokolenia, które będzie patrzyło w monitor zamiast w okno dla sprawdzenia pogody.
Rocznik 1991. Pokolenie Sieci.
Liczba komentarzy: 9
»Wątek RSS dla komentarzy tego wpisu · Adres trackback
listopad 6, 2005 godzina 02:33
Choć na swoim blogu, po przeczytaniu tego artykułu, zobowiązałem się emomordek co najmniej przez tydzień nie używać, występuję tam zarazem z ich obroną:
owszem, to nadużywana, często nudna i męcząca, plaga. Mimo wszystko, czasem trudno się bez nich w słowie pisanym - zwłaszcza tym w sieci, do osób zazwyczaj tylko za pomocą miedzianego drucika znajomych - jeśli chce się użyć dotykającej adresata ciętej ironii lub sarkazmu, a zarazem nie chce się go urazić, lecz rozbawić jedynie. Niektóre zdania bez zmrużenia przecinka traciłyby swój dowcip i niewinność.
(I wcale nie jestem pewien, czy w internecie pozwalamy sobie na zbyt wiele - w “realu” po prostu równoważymy to wszystko mową ciała).
Mimo tych zastrzeżeń, jestem nadużywaniem emotikonek zaniepokojony. Zwłaszcza u siebie (powiedziałem z rozbawieniem, które zazwyczaj za pomocą emomordki bym wyraził…)
listopad 6, 2005 godzina 05:17
Ebooki? Zapomnij. Po pierwsze, w postaci ebooków naprawdę mało wychodzi. Po drugie, i tu też trochę generalizuję, tzw. dzisiejsza młodzież książek nie czyta prawie w ogóle.
Potwierdziłem to wielokrotnie za pomocą przeróżnych ankiet własnoręcznie na tejże młodzieży przeprowadzanych. I o ile nie jest to do końca wiarygodne - bo w końcu ankiety były internetowe, to jednak coś niecoś mówi. A mówi, że większość czyta od 1 do 5 miesięcznie. Tragedia…
Tak więc, nic dziwnego, że potem blogi takowych nastolatków i ogólnie internet pełne są błędów, zamerykanizowanej pisowni i bzdur.
Ale, o czym ja właściwie piszę, już dawno zorientowałem się, że jestem chyba z jakiejś zupełnie innej bajki - ze swoim blogiem niepodobnym do większości, czytaniem kilkunastu albo więcej książek miesięcznie, trzymaniem się zasad ortografii i różnymi takimi.
Pokolenie Sky Ace, 1981.
listopad 6, 2005 godzina 10:09
Dyskusja o emotkach w komentarze do Kogoś… | …tam się przeniosła (i tutaj możemy teraz żałować tylko, że Jogger nie ma mechanizmu Trackback, dzięki któremu wpis jego pojawiłby się tutaj, jako komentarz), to ja jeszcze na temat ksiązek i czytania się wypowiem.
Sztuka czytania zanika. Książek czyta się mało. Ja sam, niestety, czytam mało. Choć i tak ostatnio więcej niż poprzednio (i tutaj chciałbym podziękować pewnej sieci hipermarketów za tanie ksiażki), ale do 1-5 miesiecznie się zaliczam jak nic.
A kto nie jest z innej bajki? Ja, z dwoma blogami niepodobnymi do “rooshoffej wiekshoscii”, trzymaniem się zasad ortografii - też jestem inny. I w ogóle wiele osób jakie znam są do mnie podobni - więc dlaczego w tym Internecie jesteśmy osamotnieni?
listopad 6, 2005 godzina 11:07
Więc ja też jestem pokoleniem @. Mam te 15 lat na karku, ale tak samo jak autor czuje się inny. Na Gadu-Gadu staram sie pisać z polskimi znakami, również prowadzę Bloga, dzięki któremu chciałbym pokazać, że jestem dorosły, że potrafię pisać to co czuję. Emotikonek używam, uważam to za mutację pisma. Ale chodzi mi głównie o :) ;) :(, ewentualnie ^^. Na tylu się kończy. Chociaż to czasami bywa chore, złapałem się, że na pracy klasowej języka polskiego na końcu zdania zaznaczyłem moje przymrużenie oka poprzez ;). Dziwne prawda? A lepsze jest, że nauczycielka mi tego nie podkreśliła jako błąd, tylko zostawiła jak coś normlanego. Sama korzysta z GG, wysyła maile. Książki, ja średnio czytam jedną-dwie na miesiąc, nie licząc lektur szkolnych. W szkole mam tylko jedną koleżanke, która również uważa to za rozrywke. Reszta woli iść wypić tanie wino. Nie myślcie, że jestem jakimś dziwologiem ze średnią 6.0. Potrafie się bawić, wychodze z kolegami, organizuje imprezy, robie wszystko to co moi “imprezowi” znajomi. Ostatnio się dowiedziałem, że w szkole jestem popularny, cokolwiek to znaczy. Ale mimo wszystko jestem inny. Jedyny w klasie potrafię rozwinąć skrót IP, korzystam z IRCa, używam innych komunikatorów niż GG. Być może świadczy to o naszym zacofaniu na Warmii i Mazurach, ale naprawdę, w porównaniu z moimi rówieśnikami, moge nazwać się “dzieckiem sieci”. Naprawdę ja wiem o co w niej chodzi, jeśli można się tak wyrazić. Reszta ogranicza się do:
- Gadu-Gadu
- Wszelkie Czaty
- Kaza, eMule, bo nikt o torrentach nie słyszał ;)
- PrOwadzEniE bLoGooŚiuff
Ale chaotycznie napisałem, no nic :). Jeśli można wkleje to też na swego Bloga.
listopad 6, 2005 godzina 12:17
“Tak więc, nic dziwnego, że potem blogi takowych nastolatków i ogólnie internet pełne są błędów, zamerykanizowanej pisowni i bzdur.
Ale, o czym ja właściwie piszę, już dawno zorientowałem się, że jestem chyba z jakiejś zupełnie innej bajki - ze swoim blogiem niepodobnym do większości, czytaniem kilkunastu albo więcej książek miesięcznie, trzymaniem się zasad ortografii i różnymi takimi.”
co prawda to prawda i pozostaje mi sie tylko podpisac pod tym co powiedzial skaj:) no może oprócz trzymanai się zasad ort, co czasem mi nie wychodzi, ale walcze z tym jak najbardziej…
a tak na marginesie, ludzie rezygnuja z czytania a ja sie zastanawiam jak tu zdobyc kasse na kolejna ksiażke H.P. Lovecraft’a albo P.K. Dick’a :D
listopad 6, 2005 godzina 22:34
Nie narzekajmy: owszem, stanowimy wyspę i jestem tego szczególnie dobrze świadomy po miesiącu praktyk w liceum. Z drugiej strony, śledzę całe mnóstwo z wielką klasą pisanych blogów (bynajmniej nie tylko specjalistycznych), w tymże liceum poznałem jednak sporo całkiem wartościowych uczniów, moi znajomi (zwykle spoza polonistyki!) często polecają mi coś do czytania…
Nie traćmy ducha, rzec by się chciało!…
listopad 7, 2005 godzina 15:55
A więc po kolei (albo i nie ;) ):
Emotikonki: Bardzo wygodna rzecz. Szczególnie przy komunikacji przez IM (bo przecież nie GG, z tego ostatniego już dawno nie korzystałem). A czy to jest jakieś spaczenie albo coś, że na koniec każdego zdania, jakie napiszę tą drogą piszę jakąś emotkę? Nie sądzę. Normalnie, gdy rozmawiam z drugą osobą na żywo, to do całej komunikacji werbalnej dochodzi mowa ciała, intonacja głosu i tym podobne. Kiedy rozmawiam przez komunikator internetowy, to muszę to czymś zastąpić, jeśli nie chcę pisać trzy razy tyle. Proszę zwrócić uwagę na fakt, jak dużo do przekazywanej treści wnosi intonacja i mowa ciała. Jakie są statystyki dotyczące procentu przekazywanych danych obydwoma tymi drogami. Odpowiedź na pytanie, po co te emotki, nasuwa się natychmiast.
Ortografia: Heh. Samemu, szczególnie w podstawówce, popełniałem olbrzymią ilość błędów. Często mi się zdarzało popełniać błędy w zeszycie, gdy przepisywałem z tablicy. Niewyobrażalne? A jednak, takie są fakty. Przeciętna osoba w mojej sytuacji idzie do pedagoga, dostaje skierowanie, trafia na badania i dostaje zaświadczenie, że ma dysortografię. Ja postąpiłem inaczej. Przez długi okres nauki i ćwiczeń udało mi się prawie całkowicie pozbyć tej nieprzyjemnej sytuacji. Owszem, zdarzają mi się błędy i temu nie zaprzeczam, ale fakty są takie, że zdarza się to dużo rzadziej niż statystycznemu użytkownikowi Internetu.
Polskie znaczki: Używam polskich znaków pisząc na stronach internetowych, w e-mailach i w IM. Nie potrafię pisać bez polskich znaków, zajmuje mi to dużo czasu, nim się zastanowię nad tym i napiszę, jeśli jest taka konieczność. Trudno mi się czyta tekst bez polskich znaków, zawsze trochę dłużej muszę się zastanowić nad takowym. W sumie równie skutecznie idzie mi czytanie tekstu napisanego po polsku, ale tak zakodowanego, że wszystkie polskie litery zastąpione są krzaczkami. Szybko się do tego przyzwyczajam, po czym wręcz widzę odpowiednie polskie litery na miejscu tych “dziwnych znaczków”.
Czytanie książek: Hihi. Czytywanie książek w ilości 1-5 w miesiącu, to jak dla mnie całkiem przyzwoicie :D. Chociaż osobiście wolę czytać na przykład książki po angielsku, zamiast ich polskie tłumaczenia. Ma to dodatkowe czynniki edukacyjne, a w szybkości czytania nie odczuwam dużej różnicy.
Czy jestem z pokolenia Internetu. Nie wiem. Z Internetu w większym stopniu korzystam dopiero od dość niedawna (coś koło 3 lat), zaś z komputera jakotakiego odkąd pamiętam. Wielu moich znajomych rówieśników, uznających, że siedzą przy komputerze od zamierzchłych czasów nigdy nie widziało DOS’a, ani Windowsa w wersji poniżej ‘95. O systemach nie należących do Microsoft’u nie wspominając. Za to ja zajmowałem się pierwszymi programikami w Turbo Pascalu, zanim Windows ‘95 zobaczył światło dzienne. Prawie 14 lat temu.
Ech, trochę się rozpisałem :].
listopad 7, 2005 godzina 16:15
Tak. Ja też się do tej wyspy zaliczam, jako, ze próbuję pisać ortograficznie, interpunkcyjnie i ogólnie - poprawnie. Jak to wychodzi to już inna sprawa ;)
I też próbuję pisać w miarę możliwości ładnie, składnie i długo. Rozwinąć temat. To była moja bolączka czasów szkolnych, za krótkie teksty. Teraz wychodzi mi to coraz lepiej, na szczęście.
Apropos ortografii - Microsoftu oraz DOS-a, Dot :)
A granicę pokolenia Internetu wyznaczyłem tak “na czuja”, że się wyrażę. Tutaj nie ma przecueż wyraźnej granicy, są ludzie i starsi, “nałogowo” korzystający z Sieci, są i młodsi. Po prostu tak jakby w tym 1991 roku narodzili się ci, którzy przeważają na Gadu-Gadu, czatach czy innych takich. Choć oczywiście mogę się mylić, jako że nie bywam :)
Co do rozwijania skrótu IP, czy korzystania z czegoś spoza GG i Tlen… To chyba po prostu taka gicza przypadłość. Geekowie też tworzą wyspę w społeczności, prawda? Po prostu wizard3k, jesteś jednym z nas ;)
listopad 7, 2005 godzina 16:26
W sumie przegapiłem powyżej trzy sprawy:
Blogi: Samemu takiego nie prowadzę. Uważam, że nie ma to większego sensu. Pisanie bloga o swojej codzienności nie uważam za ambitne zajęcie, do tego jest to marnacja czasu. Z drugiej strony nie ma dziedziny, w której byłbym na tyle ekspertem, by na blogu umieszczać regularnie jakieś wskazówki, zaś za poszukiwaniem nowinek nie przepadam. Znów kwestia cholernie cennego czasu, tutaj marnującego się na przeglądanie stosów bezużytecznych komentarzy, artykulików itp.
Z drugiej jednak strony jestem autorem jednego systemu blogowego, pracuję nad drugim, przeznaczonym na blog developerski Epsisoft. Tego typu zajęcia nie uważam z kolei za stratę czasu. A to tylko dlatego, że jest to coś dużo bardziej kreatywnego, a w dodatku trening w dziedzinie, która mnie ostatnio pochłonęła dość mocno - webdeveloping. Głównie jak chodzi o sprawy techniczne (PHP, bazy danych), ale trochę też wizualne (ktoś w końcu musi stronę narysować, a nikt tego za mnie nie zrobi zazwyczaj :D )
Fora: Tutaj sytuacja odwrotna wręcz. Samemu administruję dwoma, udzielam się do tego na dwóch czy trzech innych. W ilości zależnej od wolnego czasu. Ostatnio niewiele. Z drugiej strony nie napisałem jeszcze żadnego funkcjonującego forum. Wprowadziłem jedynie parę drobnych poprawek do istniejącego phpBB (syzyfowa praca prawie).
No i ostatnia rzecz chyba, do czego ludzie tacy jak ja używają Internetu:
1) Wyszukiwanie informacji. Zdecydowanie. Chociaż głównie w kwestiach bardzo konkretnych (dokumentacje, tutoriale itp.), rzadziej w kwestii czytania tzw. newsów (na to z całkiem niezłą skutecznością potrafi stracić ze 2 h czasu dziennie mój tata ;) ). O najważniejszych nowościach, takich, które na prawdę mogą mnie zainteresować i tak ktoś mnie poinformuje (zazwyczaj wyżej wymieniony mój tata, albo Ktos).
2) Komunikacja. Głównie fora i IM. Rzadko czaty czy rozmowy konferencyjne. Z kim? Głównie koledzy po fachu. Moje archiwum rozmów z samym ktos@chrome.pl przekracza już 2 miliony znaków, a do tego dochodzą rozmowy z czasów, zanim używałem Psi. Na dalszych pozycjach znajdują się głównie znajomi, z którymi rzadko mam bezpośredni kontakt (mieszkający z dala od Lublina albo coś), a z którymi więcej gadam. Tu już niestety większość w formie xxxxxxx@gg.chrome.pl ;).
3) Słuchanie muzyki. Niezbyt sobie wyobrażam, jak można słuchać muzyki z internetu. Są co prawda radia internetowe, ale strasznie żrą łącze. No a niestety niektórzy abonenci Telekompromitacji mają ograniczony miesięczny transfer. Za to jak chodzi o pliki w formacie MPEG-Layer 3, to słucham ich z dysku, w dalszej perspektywie z płytek. Z sieci ciągnę tylko wyjątkowe utwory, których nigdzie indziej nie uda mi się znaleźć.
4) Oglądanie filmów. Jak wyżej. Używam komputera do oglądania filmów, daje mi większe możliwości, ale ściąganie filmów z Internetu to na prawdę rzadko spotykana u mnie czynność.
5) Znajdywanie życiowej pary. Nieporozumienie. Mało jest dziewczyn, które można spotkać w rzeczywistym świecie? Znaleźć znajomych, współpracowników, to tak. Internet pozwala na dużo większe możliwości kontaktu ze specjalistami, szczególnie w dziedzinie technologii informacyjnych, ale szukanie “miłości” przez sieć to zboczenie moim zdaniem. Z drugiej strony agencje matrymolnialne działają od lat, choć dla mnie szukanie towarzyszki życia przez ogłoszenie też jest poważnym nieporozumieniem. Szczególnie, jeśli nie patrzy się na małżeństwo w perspektywie dwóch lat, tylko całego życia, albo na kontakty z dziewczyną w perspektywie seksu i końca po dwóch tygodniach, tylko życia razem aż do śmierci.