Blog nie jest już dalej prowadzony, ani aktualizowany. Wpisy i komentarze pozostaną dostępne przez jakiś czas. Dzięki.
Archive for Listopad, 2005
Komentarze to zło świata?
Listopad 28, 2005, godzina 21:09 · Internet, Społeczeństwo »
Hmm.. Miałem pisać o czymś zupełnie innym, ale trudno. Temat, który miałem poruszyć jest ciągle w mojej głowie, choć jest w sumie kontrowersyjny i nie wiem czy powinienem o tym pisać. Może zachować swoje myśli dla siebie? I tak mój ekshibicjonizm sieciowy już przybrał ogromne rozmiary…
Ale do rzeczy. Wczoraj na Joggerze pojawił się niejaki Płaszczak. Nie znam osoby tej skądkolwiek, ale jakoś tak podoba mi się styl pisania, więc została dodana do Bloglines :) Ale nie to jest najważniejsze. Ja bym sie chciał skupić jeszcze raz na dziennikach internetowych.
Chodzi o sprawę komentowania – wspomniany Płaszczak oraz Riddle (od niedawna) nie mają możliwości komentowania ichnich notek. Przyznaję, że w tym drugim przypadku ciężko mi przyszło się z tym pogodzić, bo zawsze komentowałem co Piotrek tam wyskrobał nowego. No trudno – jego folwark, jego wola. Jednakże, ostatnio szukałem w sieci przykładów różnych blogów w celu czysto naukowym – zastanawiałem się, czy wszyscy programiści piszą w podobny sposób swoje tak zwane devlogi. Nie znalazłem, ale nie o to chodzi. Jest rzecz, na którą sie natknąłem, a która jest przerażająca. Chodzi o reklamy w komentarzach do wpisów. Spam jest wszędzie, to wiedziałem już po tym, gdy moje wiki zaczął atakować robot spamujący. Ale spam w komentarzach w postaci Trackback jest już przejawem tego, że wszystko teraz może byc na celowniku. Nikt nie ma szans uciec! Zablokowanie komentarzy jest rozwiązaniem, ale wyżej wymienieni nie byli na celowniku – u nich chodziło o coś innego.
O co? Jak to Płaszczak napisał:
Dlaczego nie mogę komentować Twoich notek?
Samo ich pisanie zabiera mi wolny czas. Nie jestem skłonny poświęcać go jeszcze na moderację.
To jest jeden z powodów. Powód Piotrka jest podobny:
Starannie waże prawie każde słowo, żeby nie wywołać lawiny ognia w komentarzach. Komentarzach. Głównym złu na tym blogu. Nie wiem co ja takiego zrobiłem, ale zawsze dyskusje tutaj były bardzo aktywne. Ostatnio jednak zrobiły się nieprzyjemne. Bardzo.
On też nie ma ochoty wywoływać dyskusji w komentarzach do wpisu. Kolejnej świętej wojny. Nie ma też ochoty jej moderować – ja tak zrozumiałem przynajmniej.
Mimo wszystko, dziwnie mi się czyta dziennik, gdzie nie mogę wypowiedzieć własnego zdania. Mam tą możliwość, że mogę napisać to na własnym blogu. Czy autor to przeczyta? W przypadku Joggera to by było trudne, z uwagi na brak mechanizmu Trackback. Ale może akurat trafi tutaj?
Ale opuśćmy blogi na wysokim poziomie i przejdżmy tam, gdzie wiele osób nie lubi zaglądać. Serwisy typu blog.onet.pl, pełne wspominanych “nastolatkoff”. I co tam spotykamy? Ilość komentarzy = popularność. Ten przelicznik jest w miarę normalny. Ale tam, próby zdobywania popularności przybierają monstrualne rozmiary. Plagą jest “fajny blogasek, wejdź na mój i daj mi komenta” czy też proste “dawajcie komenty!”. Ja w pewnym sensie to rozumiem – lubię, gdy widzę, że ktoś przeczytał to, co napisałem i zamieścił swoją opinię. Opinię! I tu dochodzimy do sedna sprawy. Komentarze dla samych komentarzy to durnota. A dyskusje, jakie się w komentarzach tworzą… sam problemów z świętymi wojnami nie mam (kto wie dlaczego?), ale rozumiem zdenerwowanie gdy na jeden wpis pojawia się zgraja komentujących bez argumentów, a tylko ze skargami.
Czy komentarze to zło tego blogowego świata? Czy można się bez nich obyć? Niektórzy potwierdzają, ze jak najbardziej można. Inni, że bez tego to to całe blogowanie nie miałoby sensu. Prawda jak zwykle leży pośrodku, czyż nie?
Permalink |
Stereotyp informatyka
Listopad 25, 2005, godzina 14:43 · Komputery, Społeczeństwo »
Czytam sobie artykuł “Informatycy najgorzej ubrani” w gazecie Metro. No i cóż – jak by nie patrzeć to wygląd informatyka przedstawiony w tym artyule bazuje na stereotypach. I tyle. Jakaś prawda tam w nim jest, być może wiele osób się rzeczywiście tak ubiera, ale czy możemy generalizować? Oczywiście – nie.
Są przepoceni, rzadko myją włosy i noszą flanelowe koszule wciągnięte w spodnie
To straszne. Nie noszę flanelowych koszul wciągniętych w spodnie. W ogóle nie lubię zbytnio flanelowych koszul. Czy to znaczy, że nie jestem informatykiem? Mycie włosów… no cóz – 2x na tydzień. Czy to jest rzadko? Być może. Ale chyba wystarcza.
(…) nie potrafią dostosować ubrania do pogody. Gdy jest zimno, chodzą w T-shirtach, a podczas upałów wkładają wełniane swetry (…)
I znowu pudło. T-shirty noszę cały rok. Gdy jest ciepło to koszulkę bez niczego na niej, a jak jest zimno to bluzę, polar czy coś innego. Ale w domu prawie zawsze jestem w jeansach i t-shircie. Temperatura w okolicach 24 stopni Celsjusza mi na to pozwala.
(…) projektanci stron WWW czy graficy komputerowi, potrafią ubierać się stylowo, bo to bardziej artyści niż umysły ścisłe (…)
Fajnie… tylko czy graficy komputerowi, którzy są jak dla mnie, rzeczywiście artystami, to czy są informatykami? I czy są nimi serwisanci? Pojęcie “informatyk” ma szeroki zakres znaczeniowy, wciąz niezbyt wykrystalizowany.
Jest szansa, że młodzi informatycy, dzisiejsi studenci politechnik, wniosą jakieś zmiany i zatrą zły wizerunek informatyka niechluja
Hura! Więc spadła na nas ta misja zatarcia złego wizerunku :) Ale tak wróćmy do tematu. Jaki jest stereotyp informatyka?
Facet, zaniedbany brudas, źle ubrany, z “brzuszkiem”, pryszczaty, nie ma dziewczyny. Grube okulary. Master uniksowo-linuksowy, maniak, którego nic poza komputerem nie obchodzi. Odżywia się głównie potrawami sztucznymi (instant), pije dużo kawy. Spędza przed komputerem 12h dziennie.
Jego pokój? Kilka komputerów, brudno, mnóstwo kabli, śmiecie z jedzenia, rower w pooju, bałagan na biurku, mnóstwo części komputerowych wszędzie…
Czyż nie? Taka jest powszechna opinia i stereotyp. Ale – jak by nie patrzeć – nie można tego generalizować. Wśród moich znajomych, studentów informatyki, mało jest osób, które by odpowiadały temu stereotypowi. Wręcz przeciwnie – zdarzają się osoby zupełnie inne. Nie tylko tacy, którzy mają modne ciuchy i chodzą na siłownię. Są też dziewczyny (tak, naprawdę żeńska odmiana geeka istnieje!). Okulary ma sporo osób, ale chyba nie większość.
Sam Ktos, którego w innym ubraniu niż T-shirt i jeansy się rzadko uświadczy, mimo wszystko brudasem takim znowu nie jest, odżywia sie zarówno niezdrowo, jak i zdrowo, ćwiczyć próbuje, aby się brzuszka pozbyć. Okulary ma, grube, ale jak kiedyś się nauczy używać soczewek, to z okularów zrezygnuje. Goli się co jakiś czas, gdy mu urośnie na tyle, że zaczyna być bardziej widać. Strzyże się tak, aby tych włosy dłuższe niż kilka centymetrów nie były. Z drugiej strony nie jest informatykiem, a ledwo studentem, a jego pokój do też stereotypowego pokoju zaczyna aspirować, ale nadal mu dużo brakuje. Ot, jeden komputer, regularne sprzątanie, kabli jedynie sporo jest.
A wy informatycy? I ich znajomi? Dziewczyny/chłopaki informatyków? Zgadzacie się ze stereotypem, czy też nie? Wasi są inni niż to, co odpowiada wyobrażeniom społeczeństwa?
Permalink |
Empedrai
Listopad 25, 2005, godzina 10:28 · Internet, Komputery »
Muzyka w formacie MP3, która stosunkowo długo po narodzinach w Instytucie Fraunhofera, stała się wszechobecna, towarzyszy nam ciągle i nie widać za bardzo następcy.
Rozwiązania alternatywne do MP3 jakie mamy obecnie to WMA, Ogg Vorbis, AAC, MP3Pro i pewnie jeszcze kilkanaście innych. Ale detronizacja króla jakim jest MP3 będzie trudna. Ze wzgledu na popularność (w końcu “MP3″ i “seks” walczyły jak równy z równym o palmę pierwszeństwa wśród najpopularniejszych słów kluczowych wpisywanych do wyszukiwarek) i to, ze cyfrowa muzyka i MP3 to praktycznie synonimy.
No właśnie – synonimy. Są lepsze kodeki – Ogg Vorbis, który oferuje mniej zajmowanego miejsca i lepszą jakość (a do tego otwarty i bez opłat licencyjnych), czy WMA, o podobnych właściwościach, który jest ponadto specjalnie przygotowany dla sprzedawców muzyki internetowej (dzieki zarządzaniu prawami autorskimi) (ale ten z kolei jest produktem nielubianego giganta z Redmond). A mimo to najpopularniejszy jest MP3. Dlaczego? Po pierwsze jest już synonimem muzyi na komputerze – są też “odtwarzacze MP3″, które pomimo możliwości odtwarzania czegoś innego to i tak samą nazwą wskazują na ten format. Po drugie, do odtworzenia plików w tym formacie na komputerzer nie jest potrzebne nic nadzwyczajnego – już w standardowej instalacji systemu Windows jest program Windows Media Player. A Ogg wymaga doinstalowania kodeków…
Wiele osób, jak widzę, mówi, że jakość nagrań w formacie MP3 jest nieporównywalnie gorsza do jakości CD i że w ogóle “tylko małolaty słuchają MP3″. Może jest tu i prawda – bo w końcu MP3 jest najpopularniejszy wśród cyfrowego pokolenia, ale mi chodzi o sprawę drugą – o jakość. Tak, MP3 ma gorszą jakość! I nikt temu nie zaprzecza! Dlaczego? No cóz, jest to w końcu kompresja stratna, więc część unikalnych brzmień idzie w nicość podczas kompresji. Jednak odpowiednio niski poziom kompresji (240 Kb/s i więcej) i najlepiej zmienna kompresja (VBR) naprawdę pozwalaja osiągnąć jakość porównywalną z CD i praktycznie niedostrzegalną dla przeciętnego słuchacza na przeciętnym sprzęcie grającym. Nie mówimy tu o audiofilach i melomanach – niektórzy ludzie są naprawdę wyczuleni na brzmienia i są zdolni wykryć różnice między MP3 i CD. Oczywiście bardzo dużo zależy też od rodzaju muzyki, niektóre utwory po ompresji do MP3 są zupełnie inaczej brzmiące niż normalnie.
Największą zaletą MP3 jest oczywiście małą wielkość plików, co pozwoliło na rozpowszechnianie muzyki w Internecie. Poprzez sieci Peer-2-Peer codziennie przez Sieć idą tysiące bardziej i mniej legalnych plików MP3. Stąd też ludzie mają ogromne płytoteki, których zgromadzenie w sposób tradycyjny wymagałoby olbrzymiej ilości płyt CD – teraz to wszystko może być na jednym, pojemnym dysku twardym. Sam niżej podpisany dużo płyt CD, jakie posiada, “przerobił” do MP3, aby zarówno słuchać na przenośnym odtwarzaczu, jak też na komputerze, bez potrzeby wkładania płyty do wieży czy komputera.
Nie można sobie już wyobrazić świata bez MP3. A raczej bez cyfrowej muzyki, bo kto wie jaki format zatriumfuje w przyszłości?
Permalink |
Chaos czyli praca moderatora
Listopad 20, 2005, godzina 18:28 · Internet »
Entropia każdego układu zamkniętego wzrasta. Tak głosi druga zasada termodynamiki. Ale w świecie rzeczywistym, w społeczeństwie, jest inaczej. Weźmy pod lupę forum dyskusyjne. Na forum są określone zasady. I stali bywalcy się trzymają tych zasad. Jednak, gdy dochodzi energia z zewnątrz, to powstaje chaos. Zasady są łamane. A żeby tego uniknąć – powołuje się moderatorów.
Moderator to taki człowiek, co ogólnie rzecz biorąc pilnuje porządku. Może to być na kanale dyskusyjnym, czacie, forum, Wiki, czy czymkolwiek innym. Ja jednak pisać będę głównie o tych, którzy zajmują się forami dyskusyjnymi. I to na przykładzie forum serwisu 4programmers.net, wspominanego przeze mnie często. Akurat na wspomnianym forum bywam często, miałem okazję przekonać się jak moderatorzy działają, a od niedawna poznaję tę pracę “od kuchni”.
Forum to, na którym dziennie pojawia się ponad setka postów w kilkudziesięciu tematach, gdzie jest 8000 zarejestrowanych użytkowników i olbrzymia liczba gości to miejsce, gdzie zasady istnieją, i są surowo przestrzegane. Dlaczego? Bo przy takiej ilości postów i użytkowników zapanowałby chaos. Oczywiście, ze względu na bardzo ostry poziom moderacji, serwis jest często krytykowany, zwłaszcza moderatorzy, którzy najwięcej kasują, banują i sprzątają. 9 moderatorów globalnych, 4 half-modów i 3 adminów to cała załoga, która ma dbać o tenże poziom i niwelować chaos.
W praktyce wygląda to tak, że tematy, które nie stosują się do zasad są eliminowane. Zasady nie są jakieś wygórowane – ot, prefiks co to za jezyk (ew. dobry wybór forum) i jakiś w miarę opisowy temat. Niestety, tłumy tego nie przestrzegają. Przywyczajeni do innych serwisów, gdzie tematy “Pytanko”, “Co jest?” itp. są dobre potem narzekają. Grożą. Różnie to bywa. Jednak, na szczęście, duża większość się przyzwyczaja. “Dlaczego mój post został usunięty?” to często powtarzające się pytanie. Niestety – już starożytni Rzymianie mówili, ze nieznajomość prawa szkodzi. Równie często pojawiają się wątki w rodzaju “Moderatorzy to ****”. Z tym jednak, że większość osób “obytych” zawsze twierdziła, że jednak dobrze wykonują swoją robotę.
Jest jednak kilka rzeczy, których nie mogę zrozumieć. Taka sytuacja jak dzisiaj, gdy w róznych forach i pod różnymi tematami pojawiła się (chyba) reklama pewnego forum dyskusyjnego. Czy piszący tą reklamę nie zdawał sobie sprawy, że takie tematy nie mają szans przetrwać na forum dłużej niż klikanaście minut? Forum miało ochronę swego czasu prawie przez okrągłą dobę, dzięki moderatorom w róznych strefach czasowych. Teraz jednak, gdy większość jest z Polski, mimo wszystko są i nocne marki i ci co siedzą w dzień. Dwóch naraz, kontrolujących forum, to normalna rzecz. Dlatego też “złe” tematy wylatują w róznym tempie, w większości jednak maksymalny czas utrzymania się takiego (zwłaszcza w bardziej odwiedzanym podforum) to godzina.
Ze swojej strony nie potrafię też zrozumieć odkopywania tematów sprzed roku czy dawniej i pisania w nich pytań bądź (co gorsza!) odpowiedzi, gdy wszystko zostało już napisane.
Praca ta nie jest miła i nie jest przyjemna. Zapewniam, że usuwanie postów nie jest zajęciem, które może się podobać. Niestety – utrzymać porządek trzeba. A przez to niestety mozna się wystawić na ataki tych osób, które nie rozumieją, że moderator musi po prostu przestrzegać pewnych zasad. Nikt normalny nie czerpie sadystycznej przyjemności z usuwania tematów, przenoszenia ich do kosza, zaznaczania błędów ortograficznych i tak dalej. To jest po prostu praca. Jedynie to, że ochotnicza.
Uszanujcie tą pracę, pamiętajcie, że ci moderatorzy, na różnych forach i serwisach nie są po to, aby was pognębić. No, może jakieś pojedyncze przypadki – są tacy, nie wątpię. Ale jednak mimo wszystko większość chce po prostu swoją robotę wykonywać sumiennie. Oni chcą dbać o porządek. Uszanujcie to i wy także przestrzegajcie zasad. W prawdziwym świecie możecie nie lubić policji, ale i tak zasady nie są po to aby je łamać. Nie, prawo ustalono, aby uniknąć chaosu. Który jest gorszy od wszystkiego, co znacie.
Gdy nie ma zasad, entropia rośnie.
Permalink |
Nowe komputery, Windows XP i różne różności
Listopad 13, 2005, godzina 19:58 · Komputery, Prywatne »
Wczoraj i dziś zajmowałem się przygotowywaniem do użytku nowego komputera brata ciotecznego. I tak na przyszłość należy zapamiętać, aby stworzyć dyskietkę ze sterownikami SATA do Windows XP. Albo używać płyty instalacyjnej Windows XP ze zintegrowanym SP2. I pamiętać o posiadaniu klawiatury PS/2, a nie tylko USB. I mieć przygotowane zawczasu startujące z płyty Windows XP oraz dyskietkę startową Windows 98/Me z układem klawiatury “programisty”, a nie maszynistki.
To, że system nowoczesny wymaga dawania mu sterowników Serial ATA z dyskietki to śmiech na sali. Zwłaszcza, że w instrukcji do płyty głównej też jest inteligentnie napisane “weź działający system operacyjny Windows i stwórz dyskietkę”. Ciekawe jak mam to zrobić, skoro nie mam komputera działającego pod ręką? A to, że dają jedną płytę CD do kilkunastu płyt głównych i potem muszę szukać w instrukcji co to za chipset jest na płycie, aby wybrać odpowiedni sterownik SATA do nagrania na dyskietkę…
Sempron 2500+ 64-bit okazuje się według programu SiSoft Sandra 2005 gorszy od mojego Athlona 2400+. Z drugiej strony subiektywne odczucie mówiło, że jest szybszy w grze Jedi Knight III: Jedi Academy. Dziwne. Ale może na to drugie sie składa wydajniejsza płyta główna, pamięć, dysk czy co tam jeszcze…
Dobrze, nieważne, instalacja się powiodła w końcu, wszystko zostało skonfigurowane tak jak powinno, jest dobrze. Dzięki temu doświadczeniu jednak wiem, co następnym razem mam przygotować, gdy komuś idę pomagać z komputerem. Aż chyba przygotuję taki zestaw ratunkowy w jakiejś siatce szybko gotowy do “akcji”.
Microsoft Visual C# 2005 Express skończyło się pobierać. A Jogger nie działa. Trudno.
Permalink |
Komunikacja miejska
Listopad 11, 2005, godzina 13:31 · Społeczeństwo »
Podróżując praktycznie codziennie komunikacją miejską (a dokładniej autobusem zwykle linii 14) mam możliwość obserwowania róznych grup społecznych. Różnych wiekowo głównie.
Jadąc autobusem mozna usłyszeć wiele ciekawych rzeczy na temat komputerów. Ekspertów od tej dziedziny jest w naszym kraju pełno. “Mam tak wolny komputer, że nawet Pasjans się zawiesza” to chyba moje ulubione stwierdzenie jakie usłyzałem :). Poza tym słychać o polecanych markach dysków twardych, procesorów, o MP3, o nowych filmach – niemal skrót wiadomości ze świata. Aczkolwiek niekoniecznie wierzę takim źrodłom.
W autobusach też pojawiają się ludzie starsi. Zarówno “moherowe berety”, czy inni od których słychać tylko o tym, że w kraju jest źle, młodzież jest nieuprzejma, dawniej było lepiej. Oprócz tego też inni – nielubiani przez mnie. “Sprinterzy”. Czyli na przykład taka starsza pani, która gdy wsiada do autobusu, natychmiast szybko szuka miejsca siedzącego, próbując wyścignąć innych. Te, które wsiadają z siatami w okolicach hipermarketu zwykle stawiają na siedzeniu owe siaty, po czym idą skasować bilet. A gdy się spróbuje zajać miejsce – wiadomo, słyszy się, że jest się nieuprzejmym. No, może jest i w tym jakaś racja?
Ta nieuprzejmość jest różna. Są osoby rzeczywiście “wredne” i specjalnie zajmujące miejsca osobom, po których widać, że naprawdę powinny siedzieć w autobusie. Są osoby, które zajmują miejsca, “z racji wieku”, choć są nadal silne i mogłyby stać. Niestety, częśto jest niezrozumienie. Także tego, że nawet młody uczeń może być po 9 godzinach w szkole z kilkukilogramowym plecakiem oraz po W-F, zmęczony.
Są też w autobusach ludzie głośno wyrażający rózne dziwne poglądy. Żydzi i masoni to stale powracający temat, oprócz normalnej polityki i – jakże by inaczej – “złego wychowania młodzieży”. Różne cuda już słyszałem.
A teraz już nie o społeczeństwie, a o samej komunikacji miejskiej. Małe autobusy, tłok – to jest przekleństwo. Zwłaszcza mnie dziwi, gdy w godzinach szczytu daja takie małe autobusy, w których ludzie ledwo się mieszczą. Stan techniczny niektórych jeżdżących po moim mieście też jest straszny. Cud, że się nie rozlatuje.
Z drugiej strony jest już sporo nowych autobusów w Lublinie, naprawdę – tymi się przyjemnie jeździ. Szkoda tylko, że czasami w lecie jest gorąco, a ci, co mają dostęp do okna, nie wpadną na pomysł otwarcia go. Ale za to w zimie ogrzewanie w autobusie to przyjemna rzecz.
Kierowcy tych maszyn to oddzielna kategoria. Są i spokojni, i wybuchowi. Jedni jeżdżą “jak szaleni”, wcinając się innym, gwałtowni przyspieszając i hamując, a inni spokojnie czekają na swoją kolej. I przez to niektórzy przyjeżdżają za wcześnie do rozkładu o kilka minut, a inni za późno. Nawet o kilkanaście.
A właśnie – rozkłady jazdy. Czy tylko u mnie taka plaga zrywania rozkładów? Niedawno na moim przystanku był, wisiał jakieś dwa tygodnie, teraz znowu go nie ma. Ech, szkoda gadać.
Permalink |
Cyfrowe pokolenie
Listopad 5, 2005, godzina 21:42 · Internet, Misz-masz »
Artykuł pod tym tytułem przeczytałem przypadkiem na największym polskim portalu…
Mówi się o nich dzieci sieci albo generacją @
Hmm, kolejna generacja. Generacja X, generacja nic (a co to jest to dowiedziałem się właściwie wczoraj z “Newsweeka” albo “Wprost”), a teraz – generacja @. Ale czy naprawdę można to tak nazwać? Czy wszystkich korzystających z Internetu nastolatków “między 15. a 19. rokiem życia” można jednoznacznie zaszufladkować jako “dzieci Sieci”? Oczywiście, że nie. Bo generalizowanie jest złe.
Po drugie jest tak, że różnimy się między sobą. Mówię “my”, jako że kwalifikuję się już do tego “pokolenia”. 19 lat i student. A “najczęściej z Internetu korzystają studenci”. A więc – różnimy się. Także w używaniu tego wynalazku, jakim jest Internet. Czy to tak samo wygląda w Polsce, jak i w Hiszpanii? Nie. Nie może. I to też z tego powodu, że w Polsce mniej osób się posługuje komputerami i Internetem – to wynika z naszego “zacofania” w tej kwestii. A czy to dobrze, czy źle? Dlatego też u nas, owo pokolenie Sieci, jest młodsze.
Zdecydowana większość internautów szuka w sieci przede wszystkim informacji. Na drugim miejscu pod względem popularności znajduje się poczta elektroniczna. (…) słuchają w sieci muzyki, biorą udział w dyskusjach na forach, czatują lub rywalizują z innymi użytkownikami w grach online. (…) Młodych ludzi interesują wiadomości dotyczące ich zainteresowań, spędzania wolnego czasu oraz nauki.
Tutaj się zgodzę. Szukamy informacji, udzielamy się na forach. Słuchamy muzyki, gramy namiętnie w gry on-line. Gadamy na czatach oraz – co zwłaszcza widzę w Polsce – poprzez komunikatory. Gadu-Gadu jest przecież symbolem komunikacji przez Internet, prawda? Proste do zainstalowania i używania, niebywale popularne (jeden z najpopularniejszych IM na świecie). Muzyki już nie kupuje się na płytach, filmy ściąga z Internetu i ogląda na komputerze. Pirackie głównie. Niestety. Oczywiście – są wyjątki. Jak zawsze.
Nie widząc rozmówcy, wielu ludzi potrafi lepiej wyrazić swoje uczucia. I tak wirtualne znajomości nabierają czasem głębi, jakiej brakuje relacjom osób komunikujących się twarzą w twarz. Dlatego Messenger i inne komunikatory nie tylko ułatwiają zawieranie nowych znajomości, ale obiecują również możliwość odnalezienia prawdziwej bratniej duszy.
To jest właśnie to, o czym miałem mówić. Wśród nastolatków w Polsce, raczej nie z tych ram 15-19 lat, a młodszych (choć oczywiście nie tylko), istnieje grupa, która szuka nieznajomych w katalogu publicznym, a potem próbuje sobie z nimi pogadać. Sztandarowym zwrotem rozpoczynajacym rozmowę jest “poklikasz?”. Zjawisko zostało ochrzczone jako Jellonki i istnieje strona internetowa, zbierająca logi rozmów z takimi osobami. A poszukiwanie miłości przez komunikator i rosnaca popularnosć serwisów randkowych – no jak by nie patrzeć, to są racje w tym artykule. Coraz bardziej oglądamy świat zza naszego biurka. I zza szklanego ekranu monitora. Teraz nawet w poszukiwaniu związku. Ja sobie tego nie wyobrażam póki co, ale że jeszcze w związku nie jestem, nie wykluczam, że znajdę go i przez komunikator. Ale uważam tą perspektywę za mało prawdopodobną. Przynajmniej taką mam nadzieję.
Ale wróćmy jednak do ogólnego zjawiska. Nastolatków, na róznych forach internetowych, czatach i komunikatorach jest pełno. I co się okazuje? Że widać najbardziej tych, którzy zachowują sie nagannie. Brak przestrzegania zasad elementarnej grzeczności, nachalne domaganie się odpowiedzi, obraźliwe komentarze – to wszystko jest na porządku dziennym na większości for dyskusyjnych. A szkoda. Czego to wina? Anonimowości internetu. Mitologizowanej anonimowości. W normalnym świecie rzadko się to zdarza. Czy wyobrażacie sobie zadzwonić pod losowo wybrany numer telefoniczny z zapytaniem: “Chcesz pogadać?”? Ja nie. Zresztą ja też nie wyobrażam sobie zagadania do obcej osoby tylko z taką błachostką jak “pogadamy, bo mi się nudzi?”. Ale może ja jestem wyjątkiem?
Inną sprawą jest fenomen blogów. Polska Sieć pełna jest blogów “nastolatkoof”, piszących swoim “slangiem”, zamerykanizowaną pisownią. “Rooshoffe nastolattki” stały się u nas niestety w pewnym sensie synonimem blogów. Źle kojarzącym się. A jest naprawdę wiele wartościowych blogów, wartościowych jako źródła wiedzy. Dla programistów, webmasterów, ludzi zainteresowanych komputerami. Takie ja widzę, jako, że to moje rejony, ale jestem pewien, ze są i z innych dziedzin. Blog nie musi kojarzyć się z rozterkami miłosnymi trzynastolatki. Może być też czymś lepszym. Sam prowadziłem tego typu bezsensowny dziennik. I to jeszcze naprawdę niedawno. Ale wyrosłem z tego i próbuję teraz tworzyć coś na wysokim poziomie. To, co teraz czytacie :)
O, właśnie. Nieumiejętność wyrażania emocji w piśmie. I stosowanie emotikonek. Obiecałem sobie, że tutaj nie będę ich nadużywał. Dlaczego? Mam zamiar trenować się w pisaniu bez takich “upiększaczy”. W końcu jakoś ta literatura sobie bez nich radziła, jakoś ludzie pisali jeszce nie tak dawno zwykłe listy, pełne uczuć i emocji, bez posługiwania się tymi formami. Emotikonki, nie tylko te proste “uśmieszki”, ale przede wszystkim te złożone, animowane, dostępne w komunikatorach, są nadużywane. Niestety, pojawiają się coraz częściej także w jakiś bardziej “oficjalnych” listach – nawet tych kierowanych na przykład do administratorów sieci. Sztuka pisania bez emotek zanika.
Tak przyglądam się tym słowom, jakie napisałem tutaj, i uznaję, że piszę z perspektywy. Dziwię się sobie. Naprawdę, róznica między moim pokoleniem, a tym, które teraz ma 13, 14, 15 lat jest spora. Takie mam przynajmniej wrażenie z Internetu. Na żywo – nie potrafię określić, najblizsi moi nastolatkowie są albo słabo ukomputerowieni, albo mają lat 11. I to nie moje pokolenie jest generacją Sieci i SMS. To ich. Ci młodsi. Młodsi o te kilka lat. Ci, którzy komunikują się głównie przez Gadu-Gadu, wiadomości SMS. Ci, dla których głównym źródłem informacji jest Internet. Nie czasopisma, nie gazety. Nie czytają ksiażek, a e-booki. Nie słuchają muzyki, a MP3. Nie ogladają filmów – a diwiksy.
Wiem, generalizuję, czego nie powinienem czynić. Bo i sam słucham głównie MP3, oglądam filmy na komputerze i czytam wiadomości w Internecie. Więc wygląda na to, że my, nieco tylko starsi, byliśmy prekursorami tego kierunku, który nadchodzi.
Pokolenia, które będzie patrzyło w monitor zamiast w okno dla sprawdzenia pogody.
Rocznik 1991. Pokolenie Sieci.
Permalink |
Standardy sieciowe
Listopad 3, 2005, godzina 16:04 · Internet »
Po co te standardy, i tak największe portale mają kupy błedów, po co walidować własną stronę, przecież przeglądarka to wyświetli…
Tego typu teksty pojawiają się często. I nie mozna zaprzeczyć, że jest tu ziarno prawdy. Wiele serwisów, i mniejszych i większych, nie przechodzi poprawnie walidacji, roi się tam od błędów. 300 błędów na stronie głównej to “norma” niejako. A mimo to, nasze przeglądarki pokazują serwis prawidłowo.
Od początku praktycznie, przeglądarki były tak tworzone, żeby ignorować błędy domorosłych webmasterów i wyświetlać strony w możliwie najlepszy sposób. I stąd dziś mamy ten nadmiar niechlujnie napisanych stron, śmieciowego kodu, braku poszanowania dla standardów i innych przeglądarek niż najpopularniejsza.
Po co standardy? Nie będę się o tym rozpisywał. Wiele opracowań jest dostępnych w Sieci. Najważniejszą rzeczą jest to, że dobrze napisana, zgodna ze standardami strona, dzięki pozbyciu się nadmiarowych tabel, znaczników <font> i zastosowaniu stylów może stać się znacznie mniejsza. Co oznacza wymierne oszczędności łącza i transferu. Czyli pieniądze. Po drugie, dzięki standardom sieciowym dostęp do strony moga mieć osoby korzystające z innych, specjalnych przeglądarek – głosowych, tekstowych, na palmtopach… A żadnego potencjalnego klienta nie nalezy ignorować. Głównie z tego prostego powodu, że zadowolony klient mówi o swoim zadowoleniu pięciu osobom. A niezadowolony – dziesięciu. Do tego dochodzi zgodność obecna, w tył oraz w przód…
Spotkałem się dziś z opinią, że ktoś nie będzie poprawiał kodu wygenerowanego przez Macromedia Flash, bo “to nie jego kod”. Nie? A kto jest webmasterem? A czyja to strona? To, że Macromedia Flash nie generuje poprawnego kodu HTML to jest oczywista wina jej twórców. Ale poprawienie tego kodu, tak, aby był zgodny ze standardami, a przez to – dostępny nie jest chyba tak wielkim wysiłkiem? Wielu webmasterów zapomina jednak o tym… Są strony, które wymagają tylko Internet Explorera do otworzenia strony z prezentacja Flash. Tylko jeden model telewizora do oglądania tej audycji?
Idźmy jednak dalej. Dalej jest niezrozumienie standardów sieciowych i ich idei. Tworzenie stron tak, aby tylko miały znaczek “Valid HTML 4.0!”. Czy też jakikolwiek inny. Plus numeromania, pęd do stosowania XHTML 1.1 bez zrozumienia, że wymaga on m.in. typu MIME application/xml+xhtml. Jednym z przykładów jest to co, opisałem w hateemelowych dziwadełkach, odcinku czwartym. Zastosowanie znacznika <font> z atrybutem class zamiast <span>. I do tego zastosowanie class=”title” co wskazuje na to, że, jak powiedział Yano w komentarzu do tego dziwadełka, webmasterzy zapomnieli o tym, ze w języku HTML mamy dostępne sześć poziomów nagłówków! To chyba wystarczająca ilosć, wraz z zastosowaniem <strong> i <em>, prawda?
Tym pędęm do poprawności nazwałbym też to, ze pewna osoba, widząc, że walidator pokazuje błędy braku atrybutów alt przy obrazkach, podała wszędzie puste alty. Puste alty stosuje się, gdy obrazek nie ma żadnej treści, a pełni tylko funkcję dekoracyjną.
Ale wróćmy jeszcze do naszych przeglądarek i “łykania” przez nie “śmieci”. Śmieci. Śmieciowych stron, śmieciowego kodu. Dlaczego w tych najbardziej “strict”, czyli opartych o silnik Gecko (Mozilla, Seamonkey, Firefox), otrzymujemy to, co nie podoba sie nam? Dlaczego efekt wizualny jest inny od zamierzonego? Jeszcze raz przytoczę Zeldmana. Wkładasz śmieci – otrzymujesz śmieci.
Troszczmy się o poprawność naszego kodu, o semantyczność, dostępność, poprawne stosowanie CSS i tworzenie zgodnie ze standardami. Ale nie idźmy owczym pędęm za walidatorem, by tylko uzyskać znaczek dla znaczka, walidację dla samej walidacji!
Permalink |