Tempus fugit
Czas płynie. A urządzeń służących do jego odmierzania jest mnóstwo. A w taki dzień jak dziś, gdy trzeba przestawić zegarki o godzinę do tyłu zauważamy to dokładnie.
Dziś rano, gdy się obudziłem, przestawiłem dwa zegarki. Ten na ręku i ten w telefonie. Komputer przestawił się sam. Budzik. Zegarek na ścianie. Wieża. Drugi telefon. Drugie radio. Wideo. Nawet cyfrowy aparat fotograficzny…
Cudownie by było gdyby to wszystko się samo przestawiało. I teraz zauważyłem, że mogłem niektóre rzeczy sobie odpuscić. Budzik sam by zmienił czas przy następnej synchronizacji radiowej. Telefon zsynchronizowałby się z komputerem.
Jedną, wielką zaletą nowoczesnego sprzętu jest to, że wystarczy tylko już “odznaczyć” opcję “czas letni” aby to samo się przestawiło tak jak powinno. Tak przynajmniej telefony zostały przestawione. Jedna szybka opcja. Zegarek naręczny był gorszy, bo nie pamiętam jak się go ustawia, ale doszedłem. Przy okazji usunąłem to, żę śpieszył się o dwie minuty już od dłuższego czasu.
Ech, czas płynie. Dzisiaj już niedziela, 30 października 2005. Za nieco powyżej miesiąca będę miał już kolejny rok. A na przykładzie natury widać jeszcze tą cykliczność. Dzisiaj już jest zimno. Według termometru po raz pierwszy od długiego czasu zobaczyłem (słynne już swoją drogą) -0,0 stopni Celsjusza. Idzie zima. Kolejna zima.
Ta zima będzie jednak szczególna. W rodzinie pojawi się kolejny mały człowiek. Brat, albo siostra, cioteczny(a). Żeby tendencja się utrzymała (brat cioteczny 3 listopada, ja 3 grudnia) to powinno się urodzić 3 stycznia. Lekarz mówił podobno coś o 27 grudnia. A może się uda?