O czymś innym. O tworzeniu programów.
Postanowiłem że opiszę kilka błędów, jakie programiści (amatorzy) popełniają projektując interfejs do swojego programu. I sam program. Po wrażeniach z używania pewnej aplikacji. Nie powiem głośno jakiej, bo i nie ma po co.
Po pierwsze - nazewnictwo. Programy, nawet proste, tworzone przez początkujących często mają nazwy w stylu super-doskonałych produktów komercyjnych. Czyli na przykład: Costam Corporation - Program 2007 PRO. Po co? Po co to “Professional”, po co “Moj Corporation”? Po co rok w nazwie, jeżeli opracowanie programu trwa krótko, a w roku może pojawić się kilkanaście wersji? Ja też tak robiłem. Reflex Software Penknife 2003 XP nadal leży u mnie na dysku. Ale to, że program na “superwypasioną” nazwęmozę po prostu zniechęcić, zwłaszcza gdy sam program jest prosty i zrobiony byle jak. Zwykłe numerowanie wersji, czy to w stylu x.y czy x.y.z jest dobre. Ale jest jeszcze ta magizna bariera wersji 1.0. Wiele projektów pozostaje w fazie 0.99 i nigdy nie osiągają tej magicznej granicy wersji “stabilnej” 1.0. 1.0 nie oznacza, że program jest doskonały. Nic nie jest doskonałe, błedy są zawsze. Nie należy się bać numerka 1.0. A sprawą drugą jest to, ze nie należy się spieszyć w dążeniu do numerka 1.0. I na przykład wypuszczać kilkanaście wersji 1.0 beta. Lepiej jest wydłużyć okres beta-testów, chyba, że jest jakiś błąd krytyczny.
Rzecz druga. Pomoc. Jeżeli w programie nie umieszczamy pomocy - bo jest na przykłąd banalny w obsłudze i każdy głupi sobie poradzi to nie umieszczamy też w menu opcji “Pomoc”. I nie robimy tak, aby po jej wybraniu pojawiło się okno w stylu “Ten program jest banalny w obsłudze i nie potrzebuje pomocy”. To jest głupie po prostu i tyle. A co do okna “o programie”. Umieszczanie w nim nadmiaru obrazków, animacji itd. - po co. Wystaczy tylko tekst informujący o autoach, nazwa programu, wersja i ewentualnie informacje o licencji.
Po trzecie. Poprawność ortograficzna. Programy, w których pojawiają się teksty z błędami niemogą być brane na poważnie. To bardzo kłuje w oczy. Tak samo jak literówki. Przed wydaniem tej magicznej wersji np. 1.0. należy się zwrócić do całkowicie niezwiązanej z projektem osoby o przejrzenie tekstów i wyszukanie ewentualnych błędów. Podobnie nalezy postępować przy sprawdzaniu interfejsu użytkownika. To, co dla twórcy jest wygodne, dla użytkownika nie musi być takie samo.
Po czwarte - zwracanie uwagi na szczegóły. Takie rzeczy jak brak zmiany stylu okna dialogowego na uniemożliwiające np. minimalizację czy maksymalizację, zwracanie uwagi czy gdzieś nie ma tekstów “systemowych” typu “MainOkno” w tytule głownego okna itp. Rzecz kolejna to obsługa wszystkich błędów. Użytkownicy są nieprzewidywalni. I lepiej, aby nie zobaczyli komunikatów w rodzaju “Program Super.exe has generator exception EAccessViolation at address 53643. Read of address 00000000.”. Też używanie takich rzeczy jak tytuł okna “Pytanko :)” z treścią “Naprawdę chcesz opuścić program? :’(” jest niezbyt wskazane. Jeżeli program ma uchodzić za poważny.
Odpowiedni dobór glyphów, bitmap, kolorów, mało przeładowany interfejs użytkownika, dążenie do najmniejszego rozmiaru pliku wykonywalnego to też ważne sprawy.
Liczba komentarzy: 2
»Wątek RSS dla komentarzy tego wpisu · Adres trackback

październik 10, 2005 godzina 09:52
zgadzam się z tobą generalnie, a jeśli chodzi o nazwy to czaem wyślę jakomś wypasioną głównie dla żartu :P, np. "Wypas Gierka",no ale gry to chyba już zupełnie inny temat. A jeśli chodzi o numery wersji ostatnio zacząłem programy nazywać po prostu v.1 lub v.33, a kiedyś miałem jakieśtam fantazyjne numerki typu 0.x.1 :P (gdzie x to x, a nie dowolny numer ;p), a później 0.y.1 :P.
październik 10, 2005 godzina 20:43
Ostatnio wpadłem w obsesję wytykania błędów w programach. Teraz nawet krzywo narysowany piksel strasznie mnie irytuje :) Chyba muszę odpocząć ;)