Homo sapiens neo
Wczoraj wieczorem, przy okazji wpisu u Shetani zaczęła sie tam dyskusja na temat człowieka. A dokładniej na temat tego “opakowania”, które zwiemy ciałem. I ja nadal jestem za tym, że ciało człowieka to genialne dzieło Natury. Milionów lat ewolucji, która wytworzyła organizm tak niesamowicie uniwersalny. Oczywiście niekoniecznie musiała być to ewolucja - mogła też być to jakaś siła wyższa, ale nie o to chodzi w tym wpisie. Chodzi bardziej o to, że ciało mimo wszystko felery jednak ma. A jak by je poprawić? Korzystając z wyobraźni przesyconej obrazami z róznych dzieł sci-fi…
Zacznijmy od szkieletu. Lekki, wytrzymały, utrzymuje wszystko na miejscach. Ale jednak - przy ekstremalnych obciążeniach nasze kości potrafią się złamać. I co? Jak by sobie z tym poradził nowy, “lepszy” Homo sapiens? Kojarzycie postać Wolverine z X-Men, którego szkielet był wzmocniony niezniszczalnym stopem metali? Ten pomysł jest ciekawy, aczkolwiek metale, jak to metale są ciężkie. Do wzmocnienia szkieletu potrzebowali byśmy czegoś lżejszego i też wytrzymałego. Może włókna węglowe? Kevlar? Potem pozostaje problem, jak to wprowadzić do organizmu, i jak zrobić aby on to przeżył. Uznajmy, że mogą to zrobić nanoboty. I to nawet mogło by być wykonalne - aczkolwiek oczywiście w dalekiej przyszłości.
Idźmy dalej. Mięśnie. Pokazywali na Discovery faceta, który ma je wyjątkowo zbite, dzięki czemu pomimo że waży “nędzne” 70 kg, to jest najsilniejszym człowiekiem świata. Uznajmy, że inżynieria genetyczna potrafiła by takie coś wytworzyć u naszego “superczłowieka”. A jeżeli nie? Zawsze zostaje technika. Egzoszkielet? Czy coś innego w tym stylu.
Skóra. Niestety, łatwo jest nas zranić i nic się na to za bardzo poradzić nie da. Ale da się poradzić coś na szybszą naprawę uszkodzeń. Nanoboty, które przejmują funkcję białych krwinek, które pomagają w odbudowie komórek skóry. To mogło by skrócić czas leczenia głębokich ran. A, jeszcz izolacja termiczna. Niestety człowiek w zimnie sobie sam nie poradzi, potrzebuje ubrań. Stąd pomysł na “inteligentne ubranie”, które mogło by być jednocześnie ciepłe i przewiewne, w zależności od warunków zewnętrznych. A może nawet wyposażone w światłowody pozwalające na przybranie kolorów otoczenia? Kamuflaż prawie doskonały.
Zmysły. Wzrok człowieka jest świetny - widzenie obuoczne, kolorowe - czegoś lepszego nie ma w świecie zwierząt. Mogło by nam brakować jedynie widzenia w podczerwieni i ultrafiolecie, oraz widzenia na dalsze odległości. To za nas może załatwić technika - lornetka z noktowizorem. Nic nadzwyczajnego, takie urządzenia są już w użyciu od dłuższego czasu. Przydatne by było też “oko z tyłu głowy”, ewentualnie poszerzenie kąta widzenia. Za bardzo nie mam pomysłu, oprócz kamery na plecach przekazującej obraz do okularu na oku - coś w stylu jak kamera na broni w systemie Land Warrior (projekt amerykańskiego “superżołnierza”). Słuch - czego nam brakuje? Ultradźwięków - raczej nie. Słuch mamy dobry, zwłaszcza po wytrenowaniu. Węch za to jest słabością. Jest w porównaniu do byle psa beznadziejny. Ale jego ulepszenie było by trudne, nawet nie mam za bardzo żadnego pomysłu na zrobienie takiego czegoś. Dotyk i smak mamy bardzo dobre rozwinięte.
Wraz z wzmocnieniem mięśni moglibyśmy jednocześnie spróbować nauczyć się lepiej skakać, biegać, pływać. A czego nam brakuje do dobrego pływania? Możliwości wstrzymywania oddechu pod wodą. Albo oddychania pod wodą. Skrzela? Niekoniecznie. Nie pamiętam w tej chwili jaka jest średnia ilość tlenu w wodzie, ale gdybyśmy mogli spowolnić metabolizm tak, aby móc wykorzystywać tlen z wody, to byłby to wielki sukces. Udowodniono doświadczalnie, że nie ma większej róznicy czy mysz oddycha powietrzem, czy wodą z 21% zawartością tlenu. Z kolei w serialu SeaQuest DSV pojawiały się zmodyfikowane genetycznie osobniki ludzkie, które mogły oddychać przy mniejszej ilości tlenu w powietrzu. I w wodzie też sobie radziły.
Co jeszcze? Interakcja z maszyną? Porty, takie jak mieli w Matriksie czy Harper z Andromedy? A może implanty podskórne, takie jak pewien profesor cybernetyki sobie wszczepił - tak że drzwi labolatorium otwierają się przed nim automatycznie?
Ale zostaje jedno, najważniejsze pytanie. Po co nam to? Po co mamy stworzyć lepszych siebie? Na innych planetach i tak sobie, nawet ulepszeni nie poradzimy. Na Ziemi, gdy ludzie byli by lepsi, dłużej żyjący, bardziej odporni (tak, nie spomniałem o lepszył układzie odpornościowym - zapomniałem. Ale mogłby by to byc nanoboty.), do przeludnienia doszło by o wiele szybciej. Obecnie, to czego nam brakuje, nadrabiamy techniką. Wymyśliliśmy dźwigi, podnośniki, samochody, samoloty i tak dalej. Wykorzystanie “superludzi” było by najlepsze oczywiście w warunkach bojowych. Czyli znowu podczas wojny. Gdzie ulepszeni genetycznie Homo sapiens neo byli by wojownikami doskonałymi. A kolejnych wojen, to byśmy jednak nie chcieli.
Liczba komentarzy: 3
»Wątek RSS dla komentarzy tego wpisu · Adres trackback
wrzesień 20, 2005 godzina 10:38
Ja myślę, że naprawdę znacznie by nas ulepszyło coś co ja bym nazwał 'złączem neuralnym' [Ty o tym napisałeś, ale bardzo krótko]. Takie złącze pozwalałoby na edycje zmysłów przed ich interpretacją przez mózg, na przerabianie uczuć - np. bólu, na dowolnie skomplikowane obliczenia, na zapisywanie wszystkiego i natychmiastowy dostęp do tych danych. Myślę, że w życiu codziennym przydawało by się to kilkadziesiąt razy bardziej niż wszystko co wymieniłeś…
wrzesień 20, 2005 godzina 10:41
Hej, bylem jednym z wczorajszych uczestnikow dyskusji.
Dobrze napisane, duzo ciekawych pomyslow wypisales. Jak bede mial troche wiecej czasu (praca praca praca) to sie ustosunkuje jakos do tego ;)
wrzesień 20, 2005 godzina 10:59
"czegoś lepszego nie ma w świecie zwierząt." - tego nie wiemy tak naprawdę.